Męskie kobiety i kobiecy mężczyźni

Michał Sielski
2009-03-13, ostatnia aktualizacja 2009-03-13 16:29

Część mężczyzn wykonuje zawody uznane za typowo "babskie", inni wychowują dzieci, a na dom zarabia żona. - W miastach podziału na zajęcia "męskie" i "żeńskie" już praktycznie nie ma. Na wsiach też zaczyna się to dynamicznie zmieniać - mówią psychologowie.


27-letnia Dominika z Wrocławia zawsze była wygadana, miała setki znajomych i wszyscy ją lubili. Nawet nie spodziewała się, że może to być źródłem tak wielkiego sukcesu finansowego. Przed pięcioma laty koleżanka zaproponowała jej współpracę przy sprzedaży funduszy inwestycyjnych i ubezpieczeń. Postanowiła spróbować, mimo że studiowała jeszcze wtedy pedagogikę i wiązała swoją przyszłość z pomaganiem innym. Odniosła spory sukces, jest w czołówce handlowców swojej firmy. Świetnie zarabia, wygrywa konkursy, dostaje premie i wycieczki od firmy. Zawsze była pewna, że wszystko da się pogodzić, więc postanowiła, że nie ma co ciułać i czekać - dziecko można mieć już.

- Gdy zaszłam w ciążę, to z mężem nawet nie dyskutowaliśmy, kto zajmie się domem i dziećmi, gdy wrócę do pracy. Nie przyszło nam do głowy, bym brały jakiś horrendalnie długi urlop macierzyński i przez np. dwa lata nie zarabiała. Marek także wiedział co będzie dla nas lepsze - opowiada. Powodem był oczywiście rachunek ekonomiczny. Marek zarabia jako przedstawiciel handlowy ok. 2 tys. zł na rękę, jego żona pięć razy więcej. - Na początku były jakieś głupie teksty od znajomych, że to nie ja noszę w naszym związku spodnie. Niektórzy niby żartem wspominali, że jestem pantoflem A potem marudzili, że po wzroście kursu franka coraz częściej trudno im związać koniec z końcem. Wszystko przez to, że stali się niewolnikami stereotypu, że to facet musi pracować, a żona ma w domu gotować zupki. U nas jest odwrotnie i wszyscy są zadowoleni. Poza tym do pracy zawsze mogę wrócić i gdy tylko dzieci pójdą do przedszkola, na pewno tak zrobię - podkreśla Marek. Na razie gotuje zupki, zmienia pieluchy, pierze, odkurza, a jak ma jeszcze czas i siłę, przygotowuje obiad dla wracającej z pracy żony. Oczywiście w fartuszku. "Wolne" ma w weekendy, ale zamiast leżeć na kanapie i oglądać mecze i tak woli pobawić się z maluchami. - Jak na początku usłyszałam o podobnej historii w telewizji, to pomyślałam sobie, że taki facet nie jest wcale męski. Ale teraz już z kilkumiesięcznym bagażem doświadczeń mogę powiedzieć, że ani trochę nie zniewieściał. Jest wręcz bardziej pociągający, bo dodatkowo cenię go za odpowiedzialność i zaradność - przyznaje Dominika.

Taki podział ról w małżeństwach, nie tylko ze względu na znaczącą różnicę zarobkach, jest w Polsce coraz częściej spotykany. I nie wszędzie budzi jeszcze zdziwienie. - Bo nie powinien. Znowu wracamy do stereotypów, mówiących o tym, że kobieta rodzi dzieci, a facet bierze maczugę i poluje na coś do zjedzenia i obdarcia ze skóry. Niektórzy chyba zapomnieli, że już dość dawno wyszliśmy z jaskiń - uśmiecha się dr Andrzej Grajewski, psycholog społeczny. - Sztywny podział ról najczęściej występuje jeszcze na wsi, gdzie kobiety gotują strawę, a mężczyźni pracują na polu. Ale już we wsiach zbliżonych do miasta, gdzie także panie mogą znaleźć przyzwoicie płatne zajęcie, zaczyna się to zmieniać. Osobną sprawą są miasta. Wystarczy wejść na internetowe forum dotyczące gotowania czy opieki nad dzieckiem. Spora liczba uczestników dyskusji to mężczyźni - dodaje Grajewski.

Tajne zapiski pokładowe : Kruger dał mi cynk (tylko nie mówcie nikomu ) że chiński masowiec "Crush the Tibet" płynie do Hard Core City to jest do tego samego portu co my. Z tym samym towarem co my. Tyle, że ich towar jest połowę tańszy. I że według jego danych będą w porcie trzy dni przed nami.



Czy jest pan pedofilem?

Pod tym względem nie ma u nas wielkiego problemu, ale niektóre zawody wciąż są uważane za "damskie". Rzadko można spotkać mężczyznę, który sprzątałby toalety (nawet męskie), jeszcze rzadziej w przedszkolu. Dodajmy od razu, że nie w roli konserwatora, ale opiekuna. - Zazwyczaj przedstawiam się jako "pan przedszkolanek" - opowiada Mariusz spod Gdyni, który wraz z żoną prowadzi prywatne przedszkole. Przyznaje, że na początku łatwo nie było. Dziećmi w jego przedszkolu opiekuje się wraz z żoną. Na dodatkowe zajęcia z angielskiego i rytmiki przyjeżdża dwa razy w tygodniu jeszcze jedna kobieta. - Gdy robiliśmy pierwszy nabór, rodzice patrzyli na mnie dziwnie. Potem dowiedziałem się, że zrobili nawet zebranie i wydelegowali człowieka, który był policjantem, by mnie prześwietlił i sprawdził czy nie mam w karierze wyroku za pedofilię! - kręci głową.

Rodzice byli czujni, ale trudno im się dziwić. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów nie ma żadnego przedszkola, gdzie w tej roli pracowałby mężczyzna. A kilka lat temu wybuchłą głośna afera, w której główną rolę grały dzieci i skazany potem na kilka lat więzienia pracownik przedszkolnej pralni. - W sumie to się im nie dziwię. Nie wiem jak zachowałbym się, gdybym był na ich miejscu. Na początku rodzice przychodzili po dzieci wcześniej, pod pozorem, że jeszcze nie są przyzwyczajone i będą płakać. Akurat te nie płakały nigdy, ale woleli posiedzieć z boku i poobserwować, jak się zachowuję. Myślałem, że zwariuję, ale w końcu się przyzwyczaili i już wszystko jest OK. Teraz po okolicy rozeszła się fama, że jestem normalny i dzięki temu mam większy komfort pracy - śmieje się Mariusz.

Proszę zawołać sekretarkę

Niełatwo ma też Andrzej Dulewski z Gdańska, który w jednej z firm budowlanych pełni rolę sekretarki. Siedzi przed gabinetem dyrektora i załatwia wszystkie sprawy biurowe. W firmie nikogo to nie dziwi, ale gdy dzwoni ktoś spoza branży, bywa śmiesznie. - Odbieram telefon, przedstawiam się swoim, oczywiście męskim głosem, a po drugiej stronie słyszę: yyy, przepraszam, ja chciałem do sekretariatu. I rozmówca się rozłącza. Albo przychodzi kurier z przesyłką i mówi: czy może pan zawołać sekretarkę? Mam dla was przesyłkę - opowiada Dulewski. - Najlepsze są jednak momenty, gdy mówię, że to ja jestem sekretarką. Świadomie nie używam słowa asystent czy koordynator, choć takie mam de facto stanowisko. Zobaczyć zdziwione miny tych wszystkich ludzi: bezcenne - śmieje się Dulewski. W jego firmie na tym stanowisku zawsze pracował mężczyzna. Bo do jego obowiązków należy często pierwszy kontakt z klientem, który ma czuć, że rozmawia z fachowcem. O tym, że twierdzenie, iż na budowlance mężczyźni znają się lepiej niż kobiety jest seksistowskie i powiela stereotyp, Dulewski nie chce nawet słyszeć.

- Facet to facet, zawsze szybciej odróżni rurę dymową od ocynkowanej - zaznacza. Nie zgadza się z nim jednak dr Grajewski, który sam zatrudnił ekipę do remontu mieszkania, w której była kobieta.

- Złapałem się na tym, że dokładniej oglądałem jej pracę. Nie była ciężka, bo jedyne co może ograniczać kobietę w tzw. "męskich zawodach" to siła fizyczna. A do malowania ścian wiele jej nie potrzeba. I pani Anna spisała się lepiej niż jej koledzy. Pokoju wymalowanego przez nią nie trzeba było poprawiać. A jej współpracownicy musieli dwa razy robić przedpokój. Wszystko zależy od fachowości, a nie od płci. Gdy widzę kobietę, która prowadzi tramwaj, to się do niej uśmiecham, a nie szukam jakiegoś bezpiecznego miejsca lub czekam na kolejny. Na szczęście takich przypadków jest wśród nas coraz mniej - kończy Grajewski.



  • 25 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy