Cisza leśnej głuszy Wcześniej jako czynny leśnik i gajowy, dziś dorabia w ten sposób do
emerytury. Mieszka w lesie - do najbliższej miejscowości ma 21 kilometrów. W zimie to 21 kilometrów przez śnieg lub błoto. - Za dużo dla starego człowieka, który na stałe nie ma samochodu - mówi. Starego citroena oddał wnuczkowi, sam jeździ na górskim rowerze, który dostał w zamian. Ale głównie chodzi. - W las trzeba się wsłuchiwać, poczuć go. Samochodem jeździ się tylko w wyjątkowych przypadkach. Ja tej reguły nie łamię - opowiada.
Domem Janusza jest maleńka, stara leśniczówka, którą odkupił jeszcze za komuny i mieszka w niej do dziś. Ma wodę ze studni i prąd. Działa telewizor, w kuchni jest butla gazowa i pralka, która nie zmieściła się w łazience. - Wygód nie ma, ale co mi więcej potrzeba - mówi leśnik. Z internetu nie korzysta, z telefonów ma komórkę, która raz łapie zasięg, a raz nie. Jak przestaje łapać, to Janusz podchodzi do kuchennego okna. I znów zasięg jest.
- Czy nie smutno tak samemu pracować? Bo ja wiem - zastanawia się. - W sumie to ja innej pracy już prawie nie pamiętam. Zanim Janusz poszedł to technikum leśnego, dorabiał na kolei. Ale ciągnęło go do lasu. Każdą wolną chwilę spędzał na pomaganiu wujkowi, który był leśniczym. Nigdy nie miał żony, nie ma dzieci. - Nieśmiały byłem, a do kobiet to w ogóle - śmieje się. - Rodzice nalegali: ożeń się, ustatkuj, załóż dom. A ja w lesie czułem się jak w domu.
Codziennie robi obchód lasu, a teraz, w zimie - dosypuje jedzenia do paśników i l likwiduje kłusownicze wnyki. - Od rana do wieczora jest co robić i nie tęsknię za szefem, który by tylko wydawał rozkazy tak, jak wam, młodym. Ale lubię, jak czasem ktoś z kolegów przyjeżdża. Jak żył mój najlepszy przyjaciel, to razem chodziliśmy po lesie. Rzadko przyjeżdżał, bo aż z Warszawy, ale umarł trzy lata temu. Teraz - znów jestem sam - mówi.
Dla leśniczego najgorsze są noce. - Dwa razy mnie napadli. Raz 14 lat temu, potem 8 lat temu. Pierwsze to było włamanie. Moje drzwi nie były zbyt solidne, a włamali się, bo chyba myśleli, że to opuszczona chatka i pobili, bo się przestraszyli, gówniarze. A innym razem trzech przyjechało, podejrzewam, że nasłali ich kłusownicy, bo wtedy ostro się za nich wziąłem. Nawet sprawę w prokuraturze mieli. Pobili mnie prawie do nieprzytomności - kilka miesięcy do siebie dochodziłem.
Poza niebezpieczeństwem pan Janusz nie widzi złych stron samotnej pracy na odludziu: ma człowiek czas na myślenie, czytanie, odpoczynek. Kto jeszcze ma taki komfort w dzisiejszych czasach? - pyta.
Tajne zapiski pokładowe : Kruger dał mi cynk (tylko nie mówcie nikomu ) że chiński masowiec "Crush the Tibet" płynie do Hard Core City to jest do tego samego portu co my. Z tym samym towarem co my. Tyle, że ich towar jest połowę tańszy. I że według jego danych będą w porcie trzy dni przed nami.
Sam na sam z kierownicą O samotnej pracy kierowców tirów mówi się rzadko. Jeżdżą przecież drogami wśród setek innych aut, rozmawiają przez CB-radia i nocują na specjalnie przystosowanych dla nich parkingach. Ale nikt nie pamięta, że przez większość czasu są zamknięci w swojej - jak mówią - "budzie" i do dyspozycji mają tylko to, co umieścili wcześniej w kabinie. Krzysztof Samotycho z Wrocławia, właściciel firmy zajmującej się transportem ciężarowym: - Powiem wprost: to taka praca, że jak ktoś nie ma predyspozycji to może ześwirować.
Kierowca przeważnie w trasę jedzie sam. - Kiedyś, jak były lepsze czasy, dostawał zmiennika, ale od kilku lat nie da rady już tak pracować - opowiada właściciel firmy. Nie dość, że osiem godzin za kółkiem
kierowca siedzi sam, to poza domem spędza od kilku dni do - nieraz - dwóch tygodni. Śpi wtedy w samochodzie, żeby go pilnować, robi postoje na odludnych parkingach, je w przydrożnych barach, nawet kąpie się w aucie. - Przez większość czasu jest zupełnie sam. Niektórych to psychicznie tak rozstraja, że nie dają rady. Rezygnują po roku, bo im się zaczyna walić małżeństwo albo psychika siada - mówi pan Krzysztof.
Samotycho pracuje w tirowej branży od kilkunastu lat. Jego ciężarówki wożą materiały budowlane, sprzęt elektroniczny, części i podzespoły samochodowe, a nawet miedź i to z najróżniejszych zakątków Europy. Ma kilkunastu pracowników, wszystkich zawsze rekrutuje sam. - Nie jest łatwo znaleźć kogoś do tej pracy, prawo jazy nie wystarczy - mówi. Jest zdenerwowany, bo właśnie czekał na kandydata do pracy, który umówił się z nim i nie przyjechał. - Tacy są ludzie. Przez telefon wydaje się ktoś normalny, miły, a potem albo olewa sprawę, albo zachowuje się jak psychopata. Musiałbym być psychologiem i wróżką w jednym, żeby sobie poradzić - wzdycha.
Namiastką kontaktu z kolegami jest CB -radio. Andrzej, 34- letni kierowca z Gdańska: - To jedyny kontakt i w ogóle szansa, żeby się wygadać, ale i tak tylko w kraju, a ja najczęściej jeżdżę na trasach międzynarodowych.. Nawet z rodziną to tylko chwilkę przez telefon się pogada, bo roaming drogi.
Andrzej został kierowcą tira, bo lubił jeździć i - jak sam mówi - woli jeździć niż machać łopatą na budowie. - Pieniądze wychodzą nawet przyzwoite, w zależności od miesiąca, ale staram się jeździć, ile się da. Mam dwójkę dzieci i żonę na utrzymaniu. Żona od marca będzie pracować w sklepie, więc może trochę byt nam się poprawi. Bo ja albo pracuję i wtedy są pieniądze, ale rodziny nie widzę, albo siedzę w domu i nie zarabiam - opowiada. Tak źle i tak niedobrze.
Krzysztof Samotycho mówi, że taką pracę trudno pogodzić ją z obecnością w domu. - W tym zawodzie jest sporo rozwodników albo samotnych, takich niepokornych, którym nie spieszy się do ustatkowania. Ale są też i żonaci, z dziećmi. Jak ktoś ma cel, zarabia na rodzinę, to nawet jest lepsza gwarancja, że będzie sumienniejszym pracownikiem.
Samotność w sieci Sam na sam, bez szefa pracuje też Ania, graficzka z Łodzi. Ma 31 lat. Zajmuje się projektowaniem i ulepszaniem postaci do gier komputerowych. Jej biuro to pokoik w mieszkaniu, które udało jej się kupić na kredyt jeszcze zanim ceny na rynku nieruchomości drastycznie poszybowały w górę. Ania: - Typowy ze mnie samotnik. Mieszkam sama, mój chłopak mieszka w Warszawie, a ja w Łodzi i nie mam nawet psa. Mieszkanie podzieliłam tak, żeby było wygodnie: w jednym pokoju śpię, w drugim pracuję. Tam palę papierosy, bałaganię, na podłodze walają się projekty i puste pudełka po pizzy. Rolety zasłonięte są przez cały dzień, muszę mieć ciemność żeby dobrze widzieć ekran komputera. Poza tym, to pomaga się skupić. Mała lampka z boku na biurku oświetla czasem tylko ogromny, ponad 40-calowy monitor. To on zastępuje Ani kolegów z pracy, szefa, sekretarki, czyli wszystkich, z którymi spotyka się przeciętny pracownik.
- Czy mi doskwiera samotność? Nie za bardzo. Może dlatego, że przez trzy lata i jeszcze podczas studiów pracowałam w dużym studiu graficznym. Był tłok, szumiały komputery, ludzie nie byli zbyt fajni... Każdy robił to samo co ja: wpatrywał się w monitor i projektował albo ulepszał komputerowe postacie. Atmosfera nie była na luzie, bo ludzie podbierali sobie projekty. I to na bezczelnego, wystarczyło, że ktoś zachorował i jak wrócił, nie miał już czego kończyć. Dlatego zrezygnowałam, jestem wolnym strzelcem i robię tylko na zlecenia konkretnych wykonawców - opowiada Ania.
Inwestycja w potężny komputer - kombajn opłaciła się. Ania nie żałuje, że nie zatrudniła się w innym studiu. Teraz pracuje czasem po 8, czasem po 15 godzin dziennie, ale zdarza się i tak, że robi sobie tydzień wolnego, żeby jechać ze znajomymi w góry. Wtedy rozmawiają. - Czasem współczują, że mam taką pracę, czasem zazdroszczą, bo akurat szef ich wkurzył, albo koledzy z pracy wycięli jakiś numer, albo kogoś przetrzymali o kilka godzin dłużej niż planował....Taki już mamy teraz rynek pracy. Jedna koleżanka pracuje w butiku, to poza godzinami pracy ze trzy codziennie haruje za darmo: podlicza kasę, poprawia i układa towar, a i tak jej szefowa jest wiecznie niezadowolona i skąpi premii - mówi graficzka. - A ja? To tylko tak wygląda strasznie: że siedzę sama i nie mam do kogo się odezwać. Ale wolę konkretnie popracować i zarobić niż siedzieć w biurze z przypadkowymi ludźmi i nękającym szefem. Wyrosłam już z tego, mam wolny zawód i po prostu z tego korzystam - podsumowuje graficzka.