Szef: zawód wysokiego ryzyka

Anna Chodacka
2009-04-01, ostatnia aktualizacja 2009-04-07 11:49

Spędzasz z nim więcej czasu niż z rodziną i przyjaciółmi, a mimo to wcale go nie znasz. Każdego dnia poważnie nadwyręża twoje nerwy. Występuje zarówno w małej firmie, średniej wielkości przedsiębiorstwie, jak i wielkiej korporacji. Prezes, kierownik, menadżer, dyrektor


ZOBACZ TAKŻE
SERWISY
Mowa oczywiście o szefie. Jeden będzie narcyzem, inny władcą lub gwiazdą. Ile typów osobowości, tyle też typów szefa. Różni was przede wszystkim to, że ty musisz go słuchać, a on ciebie już niekoniecznie. Dysponujesz jednak niezawodną bronią, która pomoże ci rozładować frustrację, będącą efektem codziennego obcowania z przełożonym.

Toudi i Księciunio

Paweł, student ostatniego roku fizyki technicznej, z wątpliwym sentymentem wspomina swojego szefa o przezwisku "Ryba". W trakcie zeszłorocznych wakacji Paweł pracował w fabryce na północy Anglii. Przez okres kilku miesięcy "szefował" mu Mark Fish (ang. ryba). - Nazywaliśmy go Rybą nie od nazwiska, a od tego jak zachowywał się w stosunku do innych ludzi - wspomina student z Rzeszowa. - Tak, jak w środowisku naturalnym ryby, czyli w wodzie ciężko jest ją złapać, tak samo ciężko było zrozumieć o co chodzi Rybie - dodaje. Szef solidnie pracował na swój przydomek. - Pewnego razu po wykonaniu wszystkich zadań zaplanowanych na dany dzień, otrzymałem polecenie, żeby wykonać to samo lecz w odwrotnej kolejności - opowiada Paweł.

Przezwiska bywają zabawne, żartobliwe, neutralne, ale czasami wulgarne i obraźliwe. Są niezawodnym sposobem na podbudowanie ego sfrustrowanego pracownika. Mogą odnosić się do różnych elementów, np. cech fizycznych, ludzi, z którymi przystaje, cech osobowości. Ksywki nierzadko odwołują się do postaci z bajek, filmów czy stanowią żartobliwy zlepek słów. Toudi i Księciunio - tak pracownicy jednej z firm nazywają swojego szefa i jego asystenta. Alfonso - to przydomek od długich wąsów przełożonego. Głos ze studni - bo szef dudni idąc korytarzem. Groszek i Marchewka - przełożonych jest dwóch - jeden rudy, drugi łysy. Zamota - od pokrętnych tłumaczeń zwierzchnika, z których pracownicy niewiele rozumieją. Złote usta - od słowotoku i niezłomnego przekonania, że ma zawsze rację. Nasza Pani - szefowa mówi do pracowników "kochane dzieci".

Takie przezwiska, to nie tylko gierki słowne, ale poważny sygnał, świadczący o sytuacji w firmie. - Szefowie, którzy mają bardzo wysokie wymagania muszą się liczyć z budowaniem w pracy frontu przeciwko niemu. Tym samym zespół się jednoczy, a przejawem tego są właśnie takie oceny - tłumaczy Małgorzata Bis, psycholog z Centrum Medycznego LIM.



Pani Domestos na granicy

Pomysłowość pracowników nie zna granic i czasem ociera się wręcz o słowną obrazę czy napaść. Jarek od trzech lat pracuje w Szkocji. Biuro, w którym ma swoje stanowisko pracy, dzieli m.in. ze swoim szefem - Stevenem i księgową - Gaye. Specyficzne imię koleżanki, które wymawiane brzmi jak "gej", stało się powodem do żartów ze Stevena, szefa zmiany. - Koledzy z innych działów w firmie, często przychodzą i podśpiewują pod nosem " ej, ej, ej Gaye". Oczywiście brzmi to jak "gej". Wtedy szybko dodają "Steven, nie mówimy do ciebie" - opisuje Jarek. - Całe biuro ma niezły ubaw. Na szczęście Steve ma poczucie humoru - podkreśla.

Kontrowersyjne, niepoprawne politycznie ksywki często można spotkać w odniesieniu do szefów - obcokrajowców. Mein Kampf - na określenie przełożonego, który pochodzi z Niemiec. Arab - prezes Portugalczyk ze śniadą cerą. Francuski łącznik - szef, który na stałe mieszka w Paryżu. Nierzadko z racji powinowactwa, dostaje się też bliskim przełożonego. Pracownicy jednej z firm, żonę szefa nazwali Panią Domestos, ponieważ zajmuje się zaopatrywaniem firmy w środki czystości. Z kolei, w firmie, w której prezes ma ksywkę Napoleon (niski wzrost i duże ego), jego żona nazywana jest hrabiną, a córka dziedziczką.

Czasem frustracja pracownika niekompetentnym szefem prowadzi do tego, że ten zaczyna zaniedbywać swoje obowiązki. Patryk przez pół roku pracował jako barman w pubie. Szefa nie znosił z kilku powodów. - Właściciel lokalu nie dbał o własny interes. Zapominał zamówić piwo i inne alkohole, których zapasy się kończyły - wspomina Patryk. - Często przez cały weekend nie podawaliśmy piwa z beczki, tłumacząc się klientom zepsutym dystrybutorem. Po prostu "świeciliśmy" oczami za jego niekompetencję - dodaje. Niedbałość szefa tak irytowała Patryka, że postanowił sam wymierzyć mu karę. Pod nieobecność właściciela lokalu zapraszał do pubu znajomych, którzy wnosili własny alkohol, tym samym nie dając zarobić nieodpowiedzialnemu szefowi. - Pewnego wieczoru byłem przekonany, że właściciel nie wpadnie do pubu z wizytą, ponieważ miał w planach wyjazd na narty. Zaprosiłem więc kolegów, którzy przynieśli piwo w puszkach, a ja wstawiłem je do lodówki, aby się schłodziły - relacjonuje Patryk. Jakież było jego zdziwienie, kiedy szef jednak zjawił się tego wieczora w lokalu. Patryk był przekonany, że straci pracę, kiedy ten zobaczy w lodówce puszki z piwem, którego nigdy nie zamawiał. - On jednak podliczył wieczorny utarg, wypłacił mi tygodniówkę wraz z premią i na odchodne nakazał, bym uważniej przyglądał się jakie piwo odbieram gdy przychodzi nowa dostawa - wspomina.

Szefie wybieraj: albo lampucera, albo szeryf

Dobry przełożony nie jest przedmiotem złośliwych uwag, czy wyzwisk. Podwładni darzą go szacunkiem i swoją postawą przyczyniają się do budowania jego korzystnego wizerunku. - Szef, który nie cieszy się uznaniem, zwykle nie widzi tej zależności. Zwierzchnik, który "produkuje" dowcipy , złośliwości i kawały na swój temat, zwykle sam przyczynia się do takiej sytuacji - tłumaczy Małgorzata Bis. - Postrzega zespół jako grono nieudaczników. Obwinia o niepowodzenia, które często wynikają z jego własnej niekompetencji. Stawia coraz większe, niczym nieuzasadnione wymagania, nie licząc się przy tym z możliwościami zespołu, którym kieruje - dodaje psycholog.

Michał, pracownik księgarni internetowej, jeszcze jako student dorabiał przy oczyszczaniu magazynu w biurowcu. Jego zwierzchnikiem był jeden z dyrektorów firmy, który nadużywał przekleństw. Obok pomieszczenia, które sprzątał powstawało archiwum, które dyrektor pewnego dnia postanowił zaprezentować grupie inwestorów. - Akurat nie miał przy sobie klucza, więc posłał jednego z pracowników na portiernię. Chłopak wraca po chwili i mówi, że klucza nie ma - wspomina pracownik księgarni. - Dyrektor zapomniał się i na całe gardło krzyczy: "Jak to, k...wa nie ma?!". Inwestorzy wymownie udali, że nic nie słyszeli, ale dyrektor już do końca dnia był wściekły - dodaje Michał.

W relacji szef - pracownik obie strony "produkują" ocenę. Siły są tu rozłożone nierówno. Szef jest jeden, a ocenia go grono zatrudnionych osób. Przełożony w zespole jest postacią eksponowaną i wszystkie oczy zwrócone są na niego.

" Pani suka", "stara d .", "lampucera", "burak" , "pindzia", "gruby", "stary łupież", "łysy żul", "poganiacz niewolników", "stary cap". Tutaj trudno o inne uzasadnienie przezwiska, niż ogólna niechęć i brak szacunku do przełożonego. Niegroźne, żartobliwe ksywki, którymi pracownicy obdarzają przełożonych nierzadko przeradzają się w obraźliwe wyzwiska. - To już agresja werbalna. Zawsze warto wtedy zapytać siebie, jak zareagowalibyśmy, gdyby ktoś żartował z nas właśnie w taki sposób - uzasadnia Bis.

Rzecz, o której warto pamiętać: kiedyś role mogą się odwrócić i też staniemy się dla kogoś przełożonym. Tylko od nas zależy, czy nasi podwładni będą nazywać nas "psem systemu" ("sprzedałby matkę za kolejne awanse") czy po prostu "szeryfem"("wymagający, ale sprawiedliwy).

*Od autora: Przy pisaniu artykułu korzystałam między innymi z informacji znalezionych na tym forum



  • 33 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

  • Szef: zawód wysokiego ryzyka efedra 07.04.09, 16:04

    poważnie nadwyręża twoje nerwy.NadwEręża !!!»

  • Szef: zawód wysokiego ryzyka vomitorium1 07.04.09, 21:50

    problemem są urlopy w leciezawsze pytam się pracownika:lubi pan ciepłą wódkę i spocone dziewczyny ?on, że niea ja:to urlop w zimie»

  • Firmowe zwyczaje są kamuflarzem polld74 08.04.09, 14:47

    Paradoskalnie najlepiej traktuje się pracownika (podwładnego), tam gdzie nazwiskom towarzyszom stopnie naukowe, wojskowe, służbowe itd... na przykład w wojsku, rzecz jasna dotyczy to relacji»