- Bo jesteśmy paczką przyjaciół, często jeszcze ze szkoły - śmieją się pracownicy. I faktycznie, w siedzibie naszej-klasy można się poczuć jak w szkole albo na pierwszym roku studiów - przy biurkach i na korytarzach same młode twarze. To nie przypadek. Niedawno pracownicy z ciekawości obliczyli średnią wieku wszystkich pracujących w portalu osób. Wyszło, że to 24-28 lat.
Szkoła spełniania marzeń Wrocławska siedziba naszej-klasy przypomina raczej elitarną uczelnię niż zwykła szkołę, odkąd dwa tygodnie temu założyciele i pracownicy portalu przenieśli się z dwupokojowego
mieszkania na Biskupinie do nowego, ekskluzywnego biurowca na placu Bema. Nie ma tu jeszcze szyldów, ale biznesmeni z firm rezydujących w nowoczesnym, oszklonym budynku wiedzą już, że portal zajmuje tu najwyższe, piąte piętro. Na razie mają 900, docelowo 1300 metrów kwadratowych. Przeprowadzka i urządzanie pomieszczeń jeszcze trwają: w korytarzach leżą nierozpakowane kartony, nie we wszystkich pomieszczeniach są też biurka i komputery. A będzie ich dużo, ponad 80. - W tej chwili nad portalem pracuje 130 osób, większość właśnie tu, we Wrocławiu. Pozostali - handlowcy - w Krakowie i Warszawie - mówi Joanna Gajewska, rzeczniczka prasowa naszej-klasy.
Z klasy do naszej-klasy Jeszcze trzy lata temu nasza-klasa była tylko niekonkretnym pomysłem, wymyślonym przez paczkę znajomych dla grona przyjaciół i dalszych znajomych, i żaden z jej twórców nie wierzył, że pracując w domach i w garażu, własnymi siłami uda się im stworzyć portal, który w krótkim czasie będzie wart kilka milionów złotych . - Od stycznia 2006 roku wymyślaliśmy, jak stworzyć miejsce w sieci, które pomoże w utrzymywaniu ze sobą kontaktu znajomym. Głównie naszym znajomym. Liczyliśmy, że portalem zainteresuje się co najwyżej 100 tys. użytkowników, i to już byłoby coś - opowiada Joanna Gajewska.
Projekt naszej-klasy w największej mierze tworzyli trzej informatycy: Maciek Popowicz, Michał Bartoszkiewicz, Paweł Olchama - na co dzień koledzy z podwórka, później studenci Politechniki Wrocławskiej - i jeden grafik, Łukasz Adziński (ukończył Dolnośląską Szkołę Wyższą). Portal pojawił się w internecie 11 listopada 2006 roku, o godz. 23. I zaczęło się szaleństwo. - W pierwsze trzy miesiące Nasza-klasa zdobyła przewidywane przez nas 100 tysięcy użytkowników, ale zaraz potem ta liczba zaczęła szybko i niekontrolowanie rosnąć. Nie byliśmy przygotowani na taki sukces. Byliśmy po prostu w totalnym szoku - wspomina Asia Gajewska.
Cała Polska się nudzi Od listopada 2006 roku na naszej-klasie swoje konta założyły ponad 23 miliony osób, 7 milionów odwiedza je codziennie, a użytkowników, którzy są na NK przynajmniej raz w miesiącu jest 13 milionów. Statystycznie więc nawet, jeśli ktoś nie ma swojego klasowego konta, to i tak o naszej-klasie słyszał, widział ją w internecie i na pewno znalazłby tam większość swoich znajomych. Tak szybkie tempo rozwoju sprawiło, że kilkanaście serwerów, na których początkowo "wisiała" nasza-klasa, przestało dawać radę. Największy kryzys i największy sprawdzian dla portalu nastąpił na przełomie 2007 i 2008 roku, kiedy podwoiła się liczba użytkowników. - Portal wieszał się, po chwili zaczynał działać i znów padał, z całego kraju napływały do nas maile, że są awarie i że dosłownie cała Polska się nudzi! A my najpierw czekaliśmy na dostawę sprzętu, a potem ktoś musiał podpiąć te wszystkie kable i komputery. Chłopcy nie spali po 48 godzin, to była wykańczająca harówka. Ale się udało - wspomina Joasia. Dziś nasza-klasa pracuje na ponad siedmiuset serwerach, zlokalizowanych w poznańskim Beyondzie i warszawskim ATM-ie. Ma także dodatkowy system zasilania, o mocy porównywalnej do łodzi podwodnej - jest odpalany w przypadku awarii.
Kto rządzi w Naszej -klasie Nad tym, żeby wszystko działało sprawnie na naszych ekranach w Warszawie, Krakowie, Poznaniu i Wrocławiu pracuje ogromny sztab ludzi. Czym codziennie zajmuje się te 130 osób? Porównując naszą-klasę do zwykłej szkoły (a trudno nie porównywać), dyrekcją jest dwuosobowy zarząd. Początkowo prezesem był Maciek Popowicz, który aktualnie zajmuje się koncepcyjnym rozwojem serwisu. W zarządzie zasiada Arek Pernal (razem z chłopakami pracował nad NK od początku) oraz Marcin Chruszyński, finansista. Pierwsze ławki w klasie i zarazem najliczniejszy dział to IT - sami prymusi, najlepsi informatycy i programiści, którzy zajmują się kodowaniem i administrowaniem portalu. - Przychodzi do nas ktoś z kreatywnych i opisuje, co by chciał uzyskać. Albo jeśli chodzi o funkcje na portalu, albo o wygląd, obojętnie. I na tej podstawie my piszemy po prostu programy. Ja konkretnie w języku JAVA. - opowiada o swojej pracy Łukasz Uruski,
programista.
Prymusami naszej-klasy są także pracownicy działu obsługi użytkownika i działu bezpieczeństwa - jedyni pracownicy portalu, którzy nie mogą się przedstawiać ani ujawniać w obawie przed dekonspiracją. Klasowi tajniacy właśnie wyjechali na tygodniowe szkolenie, gdzie będą prowadzić wykłady dla policji. - W razie popełnienia przestępstwa na naszym portalu to właśnie ci ludzie przygotowują materiał dowodowy dla policji, stawiają się też jako świadkowie w sądzie - tłumaczy Joanna Gajewska. - I tropią nowoczesne formy przestępczości w internecie. Naturalna kolejność jest taka, że najpierw ktoś popełnia przestępstwo i zdarza się, że może użyć do tego celu naszego portalu. A zanim sprawa się wyda i zajmą się nim organy ścigania, my już mamy z nim kontakt. Dlatego nasi ludzie szkolą policję, jednocześnie też ucząc się od nich. Mamy ścisłą współpracę.
Za wszystkie nowości, które pojawiają się na portalu - nowe funkcje, nowy wygląd - odpowiada dział kreatywny. - Jego pracownicy wymyślają projekty, które następnie realizuje dział IT. Wśród kreatywnych są też menadżerowie produktu, którzy kontrolują pracę wszystkich osób zaangażowanych w projekt, aż do jego skończenia - tłumaczy rzeczniczka.
W ten sposób pojawiają się wszystkie zmiany na naszej-klasie, na przykład dodane ostatnio albumy, ostro skrytykowane przez wielu użytkowników. Ale reakcja na taką krytykę to już zadanie działu marketingu i PR, który nasza-klasa właśnie rozwija. Poza Wrocławiem dla portalu pracują też handlowcy w biurach w Krakowie i Warszawie - zajmują się sprzedażą powierzchni pod reklamy na NK - oraz tzw. remote hands - czyli zdalni pracownicy w serwerowniach, pracujący przy obsłudze sprzętu. Gdy dodawane są na przykład nowe serwery, ci pracownicy zajmują się ich montażem.
Bez bata nad głową We wrocławskiej centrali naszej- klasy nie widać, żeby ktoś nerwowo biegał po korytarzu czy zgarniał reprymendę od szefów. - To moje pierwsze miejsce pracy, w którym naprawdę można być na luzie i skupić się tylko na pracy - mówi Łukasz Uruski. W pracy Łukasz chodzi w kapciach. Zresztą po miękkiej wykładzinie dywanowej biegać można choćby boso. - Jedną z najfajniejszych zasad jest tu elastyczny czas pracy - opowiada. -Jak chcę to jestem na 8, a jak wolę to na 10. Przepracuję te osiem godzin i zwykle tyle wystarcza, można iść do domu. Nikt po godzinach nikogo tu nie trzyma. Najwięcej pracy bywa we wtorki, środy i czwartki - bo właśnie w każdy czwartek tygodnia wprowadzane są do NK zaktualizowane kody - zmiany widoczne dla użytkowników w postaci nowości na portalu, albo niewidoczne wcale, ale poprawiające funkcjonowanie portalu.
Wojtek Dubaniowski z działu rekrutacji, mówi, że trudno o lepsze warunki. Kończy psychologię, od lipca ubiegłego roku pracuje w portalu i pomaga w doborze ludzi. - Nie ma żadnej presji, nikt nie stoi nad nami z batem i nie ściga za wyniki pracy. A atmosfera jest taka, że każdemu po prostu chce się robić to, co należy do jego obowiązków - śmieje się. Asia Gajewska twierdzi, że po prostu nie mogło być inaczej. - Zaczynaliśmy od paczki znajomych i garażowego projektu. I dalej jesteśmy paczką, tylko wzięliśmy sobie trochę fachowców do pomocy. Ale to, że portal zarabia i stał się potężny, nie zmieniło relacji między nami ani naszego podejścia do życia. Każdy w naszej-klasie jest traktowany jak przyjaciel. - Wolisz laptopa zamiast komputera stacjonarnego? To dostaniesz laptopa. Grafik woli Macintosha? To też go dostanie. Chodzi o to, żeby każdy miał to, co lubi i na czym najlepiej mu się będzie pracowało - mówi Wojtek. - A jak ma ochotę pograć na PlayStation to idzie grać.
Idziemy do tzw. play- roomu, pokoju rekreacji dla pracowników. PlayStation jeszcze czeka w kartonie na rozpakowanie, ale Wojtek nie żartował: każdy, kto stwierdzi, że chce odpocząć albo przemyśleć jakiś temat, może sobie tu przyjść i się pobawić. Chwilowo play- room zajął z tablicą Jim Williams, amerykański native speaker, zatrudniany przez naszą-klasę, by uczyć wszystkich angielskiego. - Niektórych uczę podstaw, u innych szlifujemy tylko słownictwo i podnosimy poziom. Jestem tu przez cały dzień tak jak oni i w tym czasie umawiamy się na lekcje - opowiada Jim, którego na korytarz już wywabiły zapachy z kuchni. Codziennie wszyscy mogą zjeść tu
obiad, właśnie nakładany przez panią z cateringu. W kuchni brakuje jeszcze krzeseł do barowych stolików, więc na razie posiłki odbywają się na stojąco, jak na uczelnianej stołówce. Ci, którzy zjedli zwalniają miejsce następnym, którzy ustawili się już w kolejce.
Portal, który da się lubić Nasza-klasa przyciągnęła do Wrocławia ludzi z całego kraju. - Po dwóch latach, podczas których każdy zajmował się, czym tylko potrafił, przyszedł czas na dokładny podział obowiązków, inaczej nie ogarnęlibyśmy całości - mówi Joanna Gajewska. Bartka Szambelana, dyrektora działu PR, ściągnięto z Poznania, gdzie rzecznikował w Allegro.pl. Karolina Śledziewska - dyrektor finansowa, dla NK przeprowadziła się z Warszawy. - Stworzyliśmy dla ludzi takie warunki, w jakich każdy z nas chciał pracować i okazało się, że tak się da - mówi rzeczniczka. Wśród pracowników są osoby, które były zafascynowane portalem i po prostu same zgłosiły się tu do pracy. Zresztą, kontakt z internautami jest częsty. - Piszą nam, co sądzą o zmianach, jakie wprowadzamy na NK, opisują, jak odnaleźli przyjaciół z dzieciństwa. Kilka razy zapraszali nas też na wesela, bo okazało się, że poznali się ze swoimi ukochanymi właśnie u nas, na portalu - opowiada Wojtek Dubaniowski.
Nie wiadomo jeszcze kiedy, ale prawdopodobnie uda się w przyszłości zorganizować ogromny zlot naszoklasowiczów. - Myślimy o tym, choć na razie to nic konkretnego - przyznaje Joanna Gajewska. Wydaje się, że dla naszej-klasy nie ma rzeczy niemożliwych. Do tej pory portal miał sporo szczęścia. Nawet teraz, podczas kryzysu, jako jedna z nielicznych firm NK nie tylko nikogo nie zwolniła, ale wciąż zatrudnia nowych pracowników. - Odpukać, nie odczuliśmy kryzysu ani trochę - przyznaje Gajewska - Może dlatego, że nasi główni klienci, reklamujący się w portalu, obcięli najdroższe wydatki, czyli te na reklamę w tradycyjnych mediach. U nas wszystko dalej błyskawicznie się rozwija.
Zobacz też: Nasz-klasa.pl - portal, który budzi emocje
