Najważniejszy to opracowana na naszą prośbę przez Joannę Kluzik- Rostkowską, posłankę PiS, poprawka do ustawy o promocji zatrudnienia. Jest już w Sejmie. Chcemy zmienić przepis, który dyskryminuje część bezrobotnych. Tych, którzy po stracie etatu miesiącami pracują na umowę o dzieło. I to nie z własnej woli i na własne życzenie, ale dlatego, że pracodawcy chcą oszczędzić sobie płacenia składek na ZUS. Od umów o dzieło nie muszą ich odprowadzać, więc nakłaniają pracowników do podpisywania umów cywilnoprawnych.
- Problem w tym, że choćby ktoś tak jak my teraz przepracował na takich samych zasadach jak jego etatowi koledzy nawet kilka lat, w urzędzie pracy usłyszy, że zasiłek mu się nie należy - komentują bezrobotni.
Ponad miesiąc temu z treścią poprawki zapoznawali się sejmowi eksperci. Brzmiało obiecująco - mówili.
- Dlaczego teraz nic się nie dzieje? - pytamy w Sejmie.
- Bo uzasadnienie projektu musi być uzupełnione. Marszałek wysłał do pani poseł Kluzik-Rostkowskiej pismo z pytaniem o to, jakie mogą być konsekwencje ekonomiczne wprowadzenia tego rozwiązania - tłumaczy Jan Smoliński, rzecznik marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego.
- Szacowaliśmy koszty na jakieś 400 mln zł. Opierałam się na mojej wiedzy z okresu, gdy byłam ministrem pracy. Teraz jako poseł opozycji nie mam żadnych możliwości określenia od ręki, ile osób pracuje na takie "wymuszone" umowy o dzieło i ile z nich może mieć prawo do zasiłku. Takie informacje może mieć Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej. Szukanie tych danych i wysyłanie do resortu zapytań będzie czasochłonne - mówi Kluzik-Rostkowska.
- To co dalej z naszą poprawką? - pytam.
- Wyślę zaraz pismo z wyjaśnieniami do marszałka.
- Niech żyje biurokracja! - komentuje Marta, jedna z bezrobotnych, które poznałam w pośredniaku.
Jest nauczycielką angielskiego. Pobiła swoisty rekord. Od 7 lat pracuje na umowy o dzieło - w prywatnych szkołach językowych, w których o zatrudnianiu na etat w ogóle się nie rozmawia.
- Tę sprawę trzeba jak najszybciej załatwić. Jesteśmy przecież ofiarami dyskryminacyjnych zapisów ustawy. Pracodawcy jednoznacznie dają do zrozumienia albo podpis pod umową o dzieło, albo za drzwi - mówi Marta. - A w urzędzie pracy jesteśmy traktowani tak samo jak ci, którzy nigdy nie pracowali. Nikogo nie obchodzi, że dopóki się dało, radziliśmy sobie na rynku pracy, że nie wyciągaliśmy ręki po zasiłek. Czy rzeczywiście twórcy prawa myślą, że ja chętnie pracuję bez prawa do urlopu, do bezpłatnej opieki zdrowotnej i bez zasiłku chorobowego?
Ustawa o promocji zatrudnienia mówi: zasiłek przysługuje bezrobotnemu, jeśli przepracował łącznie 365 dni w ciągu półtora roku przed rejestracją w urzędzie pracy. I co ważne - na etacie lub takiej umowie, od której pracodawca odprowadzał składki na fundusz pracy i ubezpieczenie społeczne. Tymczasem od umów o dzieło pracodawca składek odprowadzać nie może. Nie może tego zrobić sam pracownik, bo nie przewiduje tego prawo. Czyli bezrobotny, który wielokrotnie przedłużał umowę o dzieło, pracował w siedzibie pracodawcy, w ściśle określonych godzinach i pod jego kierownictwem, jest inaczej traktowany w urzędzie pracy niż jego etatowy kolega, choć robili to samo.
- Umowa o dzieło musi być traktowana jak każda inna praca dająca prawo do zasiłku dla bezrobotnego - podsumowuje Kluzik-Rostkowska. - Skandalem jest to, że najaktywniejsi na rynku pracy są przez państwo dyskryminowani.
A czytelnicy "Gazety", którzy piszą do "Baby", idą jeszcze dalej: "Przyznanie prawa do zasiłku dla bezrobotnych pracujących dotychczas na umowę o dzieło nie zmieni patologii tego rodzaju zatrudniania. Należy ograniczyć możliwości stosowania takich umów" - pisze pani Monika. I dodaje: "Wtedy pracodawca będzie musiał podpisywać umowę o pracę. Umowa o dzieło powinna pozostać i mieć zastosowanie wyłącznie w przypadku artystów, architektów, projektantów i rzemieślników. Kiedyś była dokładna lista takich zawodów, i z pewnością można opracować ją na nowo. A stosowanie umowy o dzieło w innych przypadkach powinno być niedozwolone. I kropka" .