- Sprzątam, piorę, prasuję, wynoszę śmieci, robię zakupy. Żona ma dużo pracy, więc obiady też bardzo często robię sam. Dawid świetnie radzi sobie z opieką nad dwiema córkami, ale chciałby już wrócić do pracy. W przeciwieństwie do Marka, który w roli męskiej gosposi czuje się jak ryba w wodzie.
Model rodziny "on w domu, ona w pracy" choć coraz częściej spotykany, wciąż budzi zainteresowanie otoczenia. Zdaniem psychologów, najlepiej sprawdza się, kiedy decyzja o zamianie tradycyjnego podziału ról jest podjęta świadomie i dobrowolnie. Zapytaliśmy czterech panów jak poradzili sobie z rolą koguta domowego. Odpowiedzi są różne.
Piotr (staż w domu 13 miesięcy) policzył, że czekają go jeszcze 33 lata pracy, więc jeden rok mniej lub więcej w domu z dziećmi, aż tak bardzo niczego nie zmienia. Dawid (staż - pół roku) doszedł do wniosku, że "siedzenie w domu" trzeba sobie dobrze poukładać, żeby nie poddać się presji otoczenia. Teraz pracuje nad tym, by przestawić sobie w głowie schemat, że to mężczyzna powinien zarabiać na utrzymanie rodziny. Marek (w domu od trzech miesięcy) status koguta domowego polubił. Do tego stopnia, że kilka dni temu oznajmił partnerce, że taki układ mogą wprowadzić do ich związku na stałe. Adam (cztery miesiące w domu) po kilku tygodniach spędzonych na sprzątaniu i gotowaniu stał się kłębkiem nerwów.
Kogut z wyboru
Piotr Machajski, dziennikarz policyjny z Warszawy niedawno wrócił do pracy po 13-miesięcznej przerwie. W tym czasie opiekował się dwójką dzieci: dwuletnią Igą i trzymiesięcznym Maćkiem. - Zdecydowaliśmy, że pójdę na urlop wychowawczy, bo żona zarabiała więcej ode mnie. Nie było w tym wielkiej ideologii, tylko chłodna kalkulacja. Urodził się Maciek i postanowiliśmy, że skoro jedno z nas musi zostać w domu z dzieckiem, a nie wyobrażaliśmy sobie, żeby trzymiesięczne niemowlę oddać do opiekunki, to w tym domu zostanie to, które zarabia mniej - argumentuje Piotr. Kiedy szedł na urlop, cieszył się, że wreszcie będzie miał czas na przeczytanie stosu zaległych książek i nauczy się gotować. - Okazało się, że drugie danie zrobiłem samodzielnie może kilka razy i zazwyczaj ograniczało się to do prostych potraw typu makaron z sosem. Pierwsze pół roku było spokojne, bo syn głównie spał albo jadł i jakoś sobie radziłem. Zajmowałem się przede wszystkim Igą. Było to o tyle trudne, że zaczęła się jesień, pogoda z dnia na dzień była coraz gorsza i większość czasu spędzaliśmy w domu. Na dodatek, w drugim miesiącu urlopu dzieciaki złapały ospę wietrzną. Potem zima się skończyła, ale Maciek podrósł i wymagał większej uwagi, więc zaczęła się walka na dwóch frontach. I ciągle tego czasu dla siebie brakowało. Jakakolwiek aktywność typu czytanie książek była wykluczona - opowiada.
Piotr ma poczucie, że w jego rodzinie przez te kilkanaście miesięcy niewiele się zmieniło. - Paradoksalnie ten czas był trudny dla żony, bo jest bardzo związaną z dziećmi. Jej pensja była jedynym źródłem utrzymania, musiała ciężej pracować i siłą rzeczy bardzo często wracała do domu, kiedy dzieci szykowały się już do spania. Reakcje otoczenia? Trochę podziw, trochę niedowierzanie. Wiele osób pytało mnie, jak to jest siedzieć w domu i zajmować się dziećmi. Odpowiadałem, że tak samo jak u dziewczyn, z tym, że nie mogę karmić piersią. Piotr podkreśla, że nie czuję się kimś wyjątkowym, przez to, że został w domu z dziećmi. - Mężczyźni są coraz bardziej świadomi swojego ojcostwa, chcą aktywnie uczestniczyć w rodzicielstwie - uważa dziennikarz. - Podjęcie decyzji, żeby na jakiś czas odstawić pęd za karierą i przeznaczyć swój czas na bycie z dzieciakami w domu, nie jest tak dziwne, jak mogło się to wydawać 15 lat temu. A więź jaką nawiązuje się dzięki temu z dziećmi, jest nie do przecenienia. Myślę, że coraz więcej ojców decyduje się na taki ruch. Choć ciągle nie ma ich zbyt wielu, ale wynika to z tego, że w Polsce faceci nadal zarabiają więcej od kobiet.
Kilka miesięcy temu Piotr wrócił do zawodu. - Powrót do pracy był wytchnieniem, bo ten rok w domu był bardzo trudny ze względu na to, że zajmowałem się dwójką dzieci. To nie jest tak, że miałem ich dosyć. Bardzo je kocham, ale chyba byłem już tym zmęczony. Co nie znaczy, że żałowałem czasu spędzonego w domu. Moje dzieci tylko raz będą miały te dwa - trzy lata i obserwowanie tego, jak się rozwijają jest fantastyczne!
Kogut pełnoetatowy
Dawid Król z Krakowa pod koniec roku stracił posadę przedstawiciela handlowego w firmie dystrybuującej wodę mineralną. Wspólnie z żoną zdecydowali, że do pracy idzie ten, kto pierwszy znajdzie zajęcie. Wyszło na to, że w domu zostaje on. Od ponad pół roku Dawid pełni obowiązki - jak sam siebie nazywa - pełnoetatowej gosposi. - Sprzątam, piorę, prasuję, wynoszę śmieci, robię zakupy. Żona ma dużo pracy, więc obiady też bardzo często robię sam. W ciągu dnia mam dwie godziny, kiedy dziewczynki (Zosia ma 1,5 roku, Teresa - 3 lata) śpią i wtedy zazwyczaj gotuję - opowiada. Dawid wspomina, że na początku nie widział się w roli opiekunki do dzieci. - Bo jak to? Facet powinien zarabiać pieniądze. Spaceruję teraz po osiedlu i widzę mężczyzn parkujących samochody po powrocie z pracy. I pewna frustracja gdzieś tam w mojej głowie jest. Oni pracują, a ja bawię się z dziećmi. Z drugiej strony opieka nad nimi sprawia mi przyjemność. Widzę, że córki są zadowolone z tego, że mają przy sobie tatę - podkreśla.
Teraz wyobraża sobie model "on w domu, ona pracuje" jako okres przejściowy. - Żona z jednej strony jest zadowolona, ale z drugiej pewnie chętnie widziałby mnie już w jakiejś pracy, bo przydałyby się nam oszczędności. Powoli zaczynam się za czymś rozglądać. Chciałbym pracować na stanowisku przedstawiciela handlowego, najchętniej w branży sanitarnej. Uważam, że nadaję się do tego zajęcia. Wcześniej byłem doradcą handlowym - dodaje. Dawid mówi, że dzięki zamianie ról w rodzinie, lepiej rozumie żonę. - Wielu panów myśli, że kiedy kobieta zajmuje się prowadzeniem domu i wychowywaniem dzieci, to trochę się leni. Ja też tak miałem. Teraz patrzę na to z szerszej perspektywy.
Kogut domowy, model 1 + 1
Marek, dwudziestoparolatek z Krakowa dwa miesiące temu dostał wypowiedzenie. Nie zdziwił się, bo nieruchomości - branży, w której pracował kryzys nie ominął. - Nie mam kompleksów, że wyrzucili mnie z pracy. Inni koledzy też stracili robotę. Moja narzeczona pracuje w banku, nieźle zarabia. Nie mamy dzieci, kredytu ani nawet psa na utrzymaniu, więc depresja mi nie grozi - żartuje. Marek przez ostatnie lata pracował na wysokich obrotach, czasami po kilkanaście godzin dziennie. Trzymiesięczny okres wypowiedzenia bez obowiązku przychodzenia do pracy traktuje jak długo oczekiwane wakacje. - Stres, adrenalina, niewykorzystany urlop - tak wyglądał mój ostatni rok - opowiada Marek. - Nareszcie mam czas, by pograć w tenisa, pójść na basen, ostatnio zapisałem się na kurs nurkowania. Marzyłem o tym.
Narzeczona na razie nie naciska na to, by Marek szukał nowej pracy. - Ona wie, że odpoczynek jest mi potrzebny, by naładować baterie. A ponieważ ustaliliśmy, że będę wykonywał wszystkie prace domowe, nie ma zgrzytów - mówi Marek. - Ola siadła z kartką papieru i punkt po punkcie wypisała co mam robić. Umiem i lubię gotować, ale pranie czy prasowanie były dla mnie czarną magią. Nie odróżniałem płynu do płukania od proszku, ale narzeczona przygotowała szczegółowe instrukcje. Wiem już nawet w jakiej temperaturze prać swetry i dlaczego wkładać jej bieliznę do specjalnej siatki. Nie przeżywam, że to niemęskie, nie przeszkadza mi zamiana ról. Robię swoje i wychodzę z domu. Od paru kumpli usłyszałem, że mi zazdroszczą. Byliby w stanie przeboleć nawet codzienne gotowanie obiadu, w zamian za możliwość spania do jedenastej i grania przez cały dzień na komputerze. Gorzej z rodzicami. Ciągle powtarzają, że w czasach kryzysu nie mogę sobie pozwalać na dłuższy urlop od pracy. Że to niehonorowe, że biorę pieniądze od dziewczyny, która na dodatek nie jest moją żoną. Boją się też, że całkiem się rozleniwię - dodaje Marek.
Kogut domowy? Nie, dziękuję
Nie zawsze zamiana ról w rodzinie wygląda tak kolorowo. Adam, czterdziestolatek z małej miejscowości pod Krakowem pół roku temu stracił dobrze płatną posadę. Został w domu z dziesięcioletnią córką Weroniką. - Żona codziennie dojeżdżała do pracy w drogerii jednej z sieciówek. Brała nadgodziny, bo potrzebowaliśmy pieniędzy i kilka razy w tygodniu wracała do domu po 21. Spadły na mnie niemal wszystkie obowiązki: musiałem sprzątać, prać, robić zakupy, pomagać Weronice w lekcjach - opowiada Adam. O określeniu kogut domowy nie chce słyszeć. - U mnie w rodzinie zawsze było tak, że to mężczyzna zarabiał pieniądze. Ani ojciec, ani brat nigdy nie mieli z tym problemu. Mama zajmowała się prowadzeniem domu, a męska ręka była od wbijania gwoździ. Od małego byłem obrotny, pomysłowy, umiałem zadbać o finanse. Facet w domu czy bez pracy znaczyło nieudacznik albo leń...
Adam wspomina, że kiedy zajmował się domem irytowało go prawie wszystko. - Mycie garów trzy razy dziennie, odgrzewanie obiadu. Nie mogłem sobie znaleźć miejsca. Co chwilę coś było nie tak: a to ziemniaki się przypaliły, a to talerz wypadł z rąk. Stałem się marudny, drażliwy, narzekałem jak baba. A wszystko brało się stąd, że było mi wstyd. Nie przyznawałem się kolegom, że siedzę w domu. Udawałem, że mam jakieś dorywcze zlecenia - opowiada. Do tego doszły sprzeczki z żoną. - Nie znosiłem żadnych uwag np. na temat sprzątania. Miałem pretensje, że późno wraca chociaż wiedziałem, że jestem niesprawiedliwy. Kiedy znalazł nową pracę odetchnął z ulgą. - Wiem, że niektórzy mężczyźni sobie radzą, ja się do tego nie nadaję. Źle się czuję sam z sobą - podkreśla.
Kogut domowy w społeczeństwie
Monika Bąk, doradczyni zawodowa z Stowarzyszenia Doradców Europejskich PLINeu nie lubi określenia kogut domowy. Woli mówić gospodarz domu. Jej zdaniem model "on w domu, ona w pracy", jest wprawdzie częściej spotykany niż parę lat temu, ale wciąż budzi zainteresowanie i ciekawość. - Nie zawsze zdrową. Ojciec siedzący w domu z dziećmi znajduje się trochę pod obstrzałem. Bo otoczenie zastanawia się skąd taka decyzja: czy naprawdę nie może znaleźć dobrej pracy? Czy faktycznie żona zarabia lepiej? - mówi ekspertka.
Specjaliści podkreślają, że na to, czy mężczyzna będzie czuł się sfrustrowany siedząc w domu może wpływać wiele czynników. - Jeśli to decyzja podjęta w świadomy sposób i ustalona jest np. długość okresu opieki nad dzieckiem i orientacyjny czas powrotu do pracy oraz dodatkowo ten okres jest wykorzystywany jako szansa rozwoju pewnych swoich cech i umiejętności, to na pewno jest łatwiej - podkreśla doradczyni. - Z drugiej strony, jeśli mężczyzna nie był przekonany, że to dobry pomysł, albo znalazł się w takiej sytuacji z powodu zewnętrznych okoliczności, może rodzić to różne problemy: pogorszenie samooceny, spadek wiary w siebie oraz swoje umiejętności zawodowe, frustrację - dodaje Monika Bąk. Problem zaczynają dostrzegać również psychologowie i psychiatrzy.
Bartosz Łoza, dyrektor ds. lecznictwa Szpitala Tworkowskiego w Warszawie: NFZ nie przewiduje świadczenia na coś takiego, jak zamiana roli w rodzinie, mogę natomiast powiedzieć, że w badaniach klinicznych stanowi to problem. W dużych miastach mamy do czynienia z snobowaniem się na tego typu zachowania. Wystarczy jednak pójść za opłotki i pojawiają się problemy. W USA pierwszy raz, w tym roku zatrudnienie kobiet jest większe niż mężczyzn. W Warszawie zachodzą bardzo podobne procesy, sto kilometrów dalej niekoniecznie. Ci, którzy wybierają taki neorodzinny model z własnej woli, mogą na tym skorzystać. Natomiast pokolenie, które zaczyna cierpieć z powodu kryzysu, a ten bardziej tnie męskie dyscypliny zawodowe, naraża się na ciąg, który jest banalny: stres, lęk, depresja - wylicza dyrektor Łoza.
Monika Bąk podkreśla, że zamiana ról pomaga spojrzeć na sytuację w rodzinie z innej perspektywy. - Tutaj znaczenie ma fakt, na ile związek ma charakter partnerski. - Niektórzy mężczyźni dopiero wtedy zaczynają dostrzegać, że zajęcia domowe czy opieka nad dziećmi, to naprawdę ciężka praca, wymagająca mnóstwa wysiłku - zauważa. I mężczyzn i kobiet dotyczy aspekt zawodowy. - Jeśli ktoś zajmuje się tylko i wyłącznie dziećmi, nie dokształca się i traci kontakt z zawodem lub miejscem zatrudnienia, to powrót do pracy po dłuższej przerwie będzie dla niego trudny, niezależnie od płci - komentuje doradczyni.
Nareszcie ktoś zauważył, że w naszym społeczeństwie coś sie zmienia. I to cośjest bardzo ważne bo przełamuje jeden z najważniejszych stereotypów społecznych,mianowicie że praca w domu należy»