Korporacyjne pralnie mózgów

Wojciech Rynkiewicz
2009-05-25, ostatnia aktualizacja 2009-05-25 14:33

Sztuczne uśmiechy na powitanie, wszędzie zdjęcia szefa, do picia tylko woda mineralna, na koniec jeszcze wspólne odśpiewanie "We are the champions". Sekta, a może fanatyczna grupa religijna? Nie, w tym przypadku chodzi o korporację.

Sami nazywają się eks. Byli pracownicy wielkich korporacji. Zatrudnieni w różnych działach - od akwizycji po sprzedaż. Konsultanci i handlowcy. Wielu z nich nie kryje, że praca w dużej międzynarodowej korporacji zmieniła ich życie. - Aż ściska mnie w gardle, kiedy słyszę nazwę firmy, w której przepracowałem prawie rok - mówi Piotrek Michalski. - Chociaż zapowiadało się całkiem normalnie, czyli zwyczajna praca na telefonie w dużej niemieckiej firmie. Nic w stylu sprzedaży garnków, które same gotują, kosmetyków, które natychmiast odmładzają, ani polis ubezpieczeniowych na wszystko. Dlatego chętnie przystałem na warunki zaproponowane mi w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej - wspomina. Przez pierwsze tygodnie pracy Piotrek nie zauważył niczego podejrzanego. Dopiero po jakimś czasie przełożony zwrócił mu uwagę na temat sposobu rozmawiania przez telefon. - Szef zasugerował, żebym częściej uśmiechał się zanim wykonam lub odbiorę telefon - mówi Piotrek. - Zdębiałem, bo nie wiedziałem czy to żart, czy wskazówka, którą powinienem wziąć pod uwagę - dodaje. Wątpliwości rozwiały kolejne, podsuwane systematycznie rady przełożonego. - Wspominał o wykorzystaniu lustra w trakcie rozmowy, co miało dać mi możliwość kontrolowania odbioru po drugiej stronie linii telefonicznej lub używania w kółko tych samych zwrotów w kontaktach z klientami - mówi Michalski. - Nadal bardzo skrupulatnie wykonywałem swoje obowiązki, ale starałem trzymać się swoich sprawdzonych już metod w pracy. Coraz bardziej przeszkadzało to jednak mojemu szefostwu - dodaje. Do tego stopnia, że za każdy razem, gdy chciał gdzieś wyjść - na śniadanie, na papierosa czy do toalety - musiał meldować o tym przełożonemu. Nie wytrzymał i o wszystkim opowiedział znajomym z pracy. Od nich dowiedział się, że sposoby musztrowania w firmie, są żywcem wyjęte z "Podręcznika Biznesu", napisanego przez Dextera Yagera, guru firmy Amway. Michalski powiedział to swojemu przełożonemu. Skończyło się zwolnieniem dyscyplinarnym i wstrzymaniem wypłaty za niewykorzystany urlop. O zaległe pieniądze walczy do dziś.

Targety, dress cody i multilevele

Michała, absolwenta filologii angielskiej na Uniwersytecie Wrocławskim, korporacja skusiła nazwą i prestiżem. Już sama rekrutacja do pracy przebiegała w nietypowy sposób, bo pod uwagę brani byli tylko mężczyźni. - Sęk w tym, że nie chodziło o stanowisko spawacza czy frezera, tylko o zwykłą posadę w administracji - mówi Michał. - Tuż przed rozmową kwalifikacyjną dali mi do podpisania oświadczenie o zachowaniu tajemnicy. Później zrozumiałem, dlaczego firma zabezpiecza się w ten sposób - dodaje anonimowo.

Najgorzej było w biurze. - Pierwszy raz w życiu widziałem taki fanatyzm w oczach dwudziestoparolatków - mówi Michał. - Codziennie rano szef działu przypominał nam ,co mamy zrobić do godziny 16. Jak ktoś wyrobił się wcześniej i był do tego pierwszy miał poinformować o tym krzycząc. Na przerwy każdy wychodził sam, do tego ten sztuczny nakaz rozmów po angielsku. I to nie tylko za biurkiem, ale też w jadalni i w trakcie parzenia kawy. Nie było zadań, tylko targety, zamiast ubrania - dress cody, a na najlepszych pracowników czekały bonusy i multilevele. Nawet jeśli wszyscy wiedzieli, że pracujący w firmie obcokrajowiec mówi po polsku, używanie ojczystego języka było zabronione. Reguły w tej firmie bardziej przypominały kodeks uczestnictwa w sekcie czy grupie religijnej niż zdrowe zasady pracy - dodaje. Michał zwolnił się sam, po 3-miesięcznym okresie próbnym. Znalazł nową pracę, w kilkuosobowej firmie. Jak mówi, do poprzedniej nie wróciłby za żadne skarby.

Eks-pracownicy międzynarodowych korporacji wskazują 3 grzechy główne swoich byłych pracodawców - wyzysk, marne pieniądze i dodatki mydlące oczy zatrudnionym. Na forach internauci piszą, że niektóre korporacje działają prawie jak sekty - wchodzą z butami w życie rodzinne swoich pracowników, na siłę gospodarują im czas wolny, do tego niechętnie patrzą na osoby mające rodziny, faworyzując studentów i singli. Są za to slogany i walka na "śmierć i życie" o wyniki, a stosunek szefa wobec zatrudnionych najlepiej oddaje stare japońskie przysłowie o trzech rzeczach, o których każdy pracownik powinien zapomnieć. Chodzi o dom, rodzinę i własny interes. - Korporacje, szczególnie te działające na granicy marketingu sieciowego, zwanego inaczej wielopoziomowym mają bardzo rozbudowane programy motywacyjne - mówi Bartek Górka, doktorant na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu. - Trzeba pamiętać, że istnieją lepsze i gorsze "marketingi" sieciowe. Niektóre walczą o zaangażowanie i lojalność członków, używając po prostu metod, które w zmodyfikowanych wersjach wykorzystywane są również w grupach religijnych czy nawet sektach. Stąd takie skojarzenia - dodaje.

Praca w złotych kajdankach

Za romans z korporacją można zapłacić zdrowiem i rodziną - wynika z badań przeprowadzonych w 2008 roku przez Wyższą Szkołę Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie. Autorzy raportu przepytali pracowników 13 banków i 21 koncernów w stolicy i innych dużych miastach. Z badań wyłania się obraz statystycznego trzydziestolatka, zatrudnionego w dużej korporacji - szprycującego się "wzmacniaczami", nie stroniącego od alkoholu, a nawet przygodnego seksu podczas imprez integracyjnych. - Praca w wielkiej międzynarodowej korporacji wiąże się już nie tylko z walką szczurów i bycia trybikiem w ogromnej machinie, to już tzw. lifestyle, który może przewrócić do góry nogami dotychczasowy tryb życia - mówi Marta Sokalska, psycholog i doradca zawodowy. - Prawdą jest, że korporacje nie kojarzą się już z salami pełnymi ludzi i hymnami na cześć korporacyjnego guru, tak jak to było jeszcze w latach dziewięćdziesiątych. Czasy, kiedy na "wiece" z dystrybutorami proszków do prania czy kosmetyków ciężko było wcisnąć szpilkę, raczej minęły - mówi Sokalska - Teraz korporacje kojarzą się już mniej z akwizytorami czy sprzedawcami, bardziej z nowoczesnym sposobem na życie, w którym biuro i praca jest na pierwszym miejscu, a daleko w tyle rodzina, zainteresowania, znajomi. Stąd porównania do sekt - zaznacza. Banki ubierają pracowników w jednakowe stroje służbowe, a firmy informatyczne pozwalają do pracy przyprowadzać domowe zwierzęta. - Ludzie wyglądają przez to podobnie, a co za tym idzie czują się jak grupa, a nie jednostka. Na dodatek zacierają się im granice między tym, co typowe dla domu a pracy - dodaje Sokalska.

Firma odstawi dziecko do przedszkola

Zdjęcia tzw. teamleaderów, "kozetki" do spania i mini-sale do gier w samym sercu biura to coraz popularniejszy wystrój wielkich korporacji. Z drugiej strony ciągły monitoring, blokady niektórych stron internetowych i przypominające maratony, trwające miesiącami rekrutacje nowych pracowników. - Korporacje świadomie wpływają na swoich pracowników, dbając o to, by niczego im w pracy nie brakowało. W zamian oczekują dyspozycyjności i poświęcenia się zawodowym obowiązkom - mówi Marta Sokalska. Firmy obdarowują pracowników złotymi kartami, karnetami na siłownię, a nawet prywatnymi przedszkolami dla dzieci. Niektóre załatwią nawet pilną sprawę w urzędzie za zapracowanego menadżera. - Dzięki temu zatrudnieni w korporacjach poświęcają firmie swój czas, często zaniedbując bliskich - mówi Sokalska - Efekt jest taki, że ich dzieci chodzą do najlepszych prywatnych przedszkoli, ale swoich rodziców widują rzadko - dodaje.

Nie brakuje jednak osób, które doceniają zalety pracy w korporacji. Bo darmowa kawa, bo własne miejsce na parkingu, bo nowoczesne biuro. - Są też wspólne imprezy, profesjonalne szkolenia w różnych częściach świata i przejrzyste reguły awansu - mówi Szymon Gruca, który przez ponad półtora roku pracował w Hewlett-Packard - Dużo osób rozpoczyna pracę od razu po studiach, bo korporacje chętnie inwestują w świeżo upieczonych absolwentów - dodaje. Staż lub doświadczenie zdobyte w dużej międzynarodowej firmie procentują w przyszłości. Mimo że studenci z mniejszym zapałem niż jeszcze kilka lat temu walczą o etaty w korporacjach, to nadal ta ścieżka zawodowej kariery cieszy się wśród nich dużym zainteresowaniem. "Doceniam to, że moi menedżerowie to fachowcy, którzy rozliczają mnie z wyników, a nie według własnego widzimisię" - pisze na jednym z forów internetowych pracownik banku. Badanie "Pracodawca roku" przeprowadzane corocznie przez AIESEC wśród studentów potwierdza mocną pozycje wielkich międzynarodowych firm na polskim rynku pracy. Dla młodych ludzi istotny jest prestiż, sukces, wysoka pensja i liczne profity. Dlatego swoje CV wysyłają do korporacji.



  • 348 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

  • Re: Korporacyjne pralnie mózgów shroeder1970 27.05.09, 08:19

    Dystans do wykonywanej w korporacji pracy wcale nie powoduje lepszego samopoczucia. Powoduje za to, że masz poczucie frustracji i tymczasowości w danym miejscu. Wiesz, że nie popracujesz w »

  • Prawo koroporacyjne do kompletnej zmiany michal.augustyniak 27.05.09, 09:47

    W końcu mają myć dla korzyści wszystkich dla których tam pracują, a nie tylkodla szefa. Efektywnie, pranie mózgu. Tego rozumieją wszyscy którzy pracowali wkorporacji, im większa, tym gorsza.»

  • Korporacyjne pralnie mózgów kachax 28.05.09, 10:06

    Korporacje są jakie są. Inne raczej nie będą...Twój wybór czy chcesz czy nie tam pracować. Pracowałam w korporacjach i po 10 latach powiedziałam pas, znudziło mnie to. Za dużo ograniczeń w »