Meta dopiero przed nimi

Lucyna Szura
2009-06-01, ostatnia aktualizacja 2009-06-01 15:10
Fot.Julian Sojka / AG

Była lekkoatletka musiała nauczyć się księgowości, a siatkarz jeszcze niedawno zagrywający piłkę na boisku zaczął myśleć jak marketingowiec. - Bo sport świetnie przygotowuje do każdego zawodu - twierdzi psycholog sportu, Marek Graczyk

Tomasz Kozłowski jako pracownik klubu Asseco Resovia cieszy się z awansu drużyny
Fot. Krzysztof Koch / AG
Tomasz Kozłowski jako pracownik klubu Asseco Resovia cieszy się z awansu drużyny
Barbara Baran, olimpijka z Moskwy z 1980 r w skoku w dal:
Fot. Franciszek Mazur / AG
Barbara Baran, olimpijka z Moskwy z 1980 r w skoku w dal: "Swój cel w sporcie...
Tomasz Kozłowski pracę w biurze klubu Asseco Resovia zaczyna o dziewiątej. Odpowiada za opiekę nad sponsorami, wysyłanie raportów sponsorskich, ale także pozyskiwanie nowych partnerów i przygotowywanie marketingowych ofert współpracy z klubem. To dla niego zupełnie nowe doświadczenia, bo jeszcze nieco ponad rok temu zagrywał piłkę na boisku. Tomek do grania w siatkówkę przygotowywany był od małego. Począwszy od wyjazdów na obozy siatkarskie z ojcem trenerem, przez naukę w rzeszowskiej Szkole Mistrzostwa Sportowego i grę w Szczecinie. Po trzech latach wrócił do Rzeszowa, gdzie wraz z kolegami z drużyny awansował najpierw do serii B, a później do tej najwyższej ligi - Polskiej Ligi Siatkówki. Granie przerwał w momencie, gdy jego drużyna świętowała wysokie piąte miejsce w siatkarskiej ekstraklasie - To była decyzja bardzo przemyślana. Już w trakcie sezonu poinformowałem o tym działaczy klubu. Doszedłem do wniosku, że na pewno już nie podniosę swoich umiejętności siatkarskich, a do tego doszły jeszcze kontuzje. Czułem, że po prostu już się nie rozwijam i chcę coś zmienić w swoim życiu - mówi były rozgrywający Asseco Resovii, który w wieku 29 lat zakończył karierę zawodniczą.

Ze sportem jednak się nie rozstał i od roku wspiera klub jako pracownik biurowy. Współpracuje teraz z wiceprezesem Resovii do spraw marketingu i organizacji. - Ciężko się było przestawić ze sportu na pracę biurowa, ale po roku takiej pracy śmiało mogę powiedzieć, że podoba mi się to, co robię i wiem już, że w tym kierunku chcę podążać - mówi Kozłowski. Dumny jest z tego, że w rozpoczęciu nowej kariery zawodowej pomogły mu nie tylko wcześniejsze osiągnięcia sportowe, ale przede wszystkim studia wyższe, które udało się w międzyczasie zrobić. Jeszcze w trakcie grania skończył wychowanie fizyczne, a teraz przygotowuje się do obrony pracy na podyplomowych studiach z zarządzania organizacjami sportowymi. Jak mówi, emerytem na razie się nie czuje, bo jego zdaniem życie sportowca nie kończy się w momencie, kiedy przestaje grać. - Mam takie swoje marzenie, żeby kiedyś zostać dyrektorem sportowym i do jego realizacji teraz dążę.

Biega już tylko do banków

Blisko sportu, ale już w zupełnie innym charakterze jest Barbara Baran, olimpijka z Moskwy z 1980 r w skoku w dal. - Swój cel w sporcie osiągnęłam, bo jak wiadomo każdy chce wystąpić na olimpiadzie, a mnie to się udało w wieku 20 lat. Były też takie wyniki jak mistrzostwo Polski w skoku w dal i dużo innych medali krajowych - wspomina lekkoatletka. Sport uprawiała w sumie przez piętnaście lat i choć w tym czasie dwukrotnie się z nim rozstawała, sportową przygodę zakończyła na dobre dopiero w 1989 roku. Dwa lata po olimpiadzie w Moskwie nabawiła się dosyć poważnej kontuzji, złamała nogę odbijającą. Do tego doszedł aspekt finansowy. - Byliśmy z mężem kilka lat po ślubie i trzeba było jakoś żyć. Dlatego podjęłam decyzję o powrocie do pracy w swoim zawodzie technika analizy spożywczej. Wytrzymałam tylko pół roku - mówi Barbara Baran. Wiedziała, że woli trenować, więc wróciła.

Drugim takim momentem, kiedy myślała żeby dać sobie spokój, było urodzenie pierwszej córki, ale i tym razem nie mogła rozstać się z lekkoatletyką. "Dość" powiedziała sobie w wieku trzydziestu lat, kiedy zajęła się organizowaniem zawodów w okręgowych związkach sportowych działających w Rzeszowie. - Przyszedł jednak taki moment, kiedy nie było już środków na opłacanie tego typu opiekunów, a że trzeba było jakoś zarabiać na życie przeszłam do księgowości - opowiada. I choć nadal udziela się w dwóch związkach (piłki siatkowej oraz łuczniczym), jej dzień wypełniają głównie księgowe deklaracje i raporty kasowe. Księgowości musiała nauczyć się od podstaw. - Szybko okazało się, że to zajęcie bardzo pasujące do mojego charakteru. W obecnej pracy ważne są dla mnie te same cechy, które pomagały mi osiągać wyniki w sporcie: systematyczność, samodyscyplina, umiejętność organizacji czasu. Bez tego znacznie trudniej byłoby dopilnować na przykład 20 związków, które mam na kasie - porównuje Baran. Mówi, że do sportu jej nie ciągnie. Na co dzień zastępuje go dojazd do pracy na rowerze i konieczność odwiedzania w ciągu jednego dnia nawet kilku różnych banków. - Tylko czasem mnie jeszcze tak ciągnie psychicznie, ale jak założę strój i pobiegnę, wiem, że to już nie to i że mam dosyć lekkoatletyki.

Od trenera do kolportera

Bogusław Duda startujący w chodzie sportowym na olimpiadzie w Montrealu w 1976 roku zarządza dziś zespołem kilku kierowników w ogólnopolskiej firmie dystrybuującej prasę. - W sporcie zawsze mierzyłem wysoko i to z tamtych czasów został mi ten pęd ku osiąganiu sukcesów, bez względu na to, co aktualnie robię - mówi Duda. - Funkcjonowałem w dyscyplinie, w której o końcowym wyniku decydował ogromny hart ducha, samozaparcie i stawianie sobie wysokich celów. Te cechy pozwalały mi odnosić sukcesy wtedy i dlatego wykorzystuję je również teraz, realizując się w pracy zawodowej - dodaje. Na sportową emeryturę nie przeszedł jednak od razu. Jeszcze jako zawodnik miał pod opieką grupę młodych chodziarzy, którym przekazywał swoje już wtedy wieloletnie doświadczenie. - Wówczas jakąś naturalną koleją rzeczy było więc to, że po zakończeniu kariery zawodniczej zostałem trenerem - wspomina Duda.

Trzykrotny mistrz Polski w chodzie sportowym również na tym polu zawodowym szybko zaczął odnosić sukcesy. Przez rok był konsultantem kadry narodowej, miał pod opieką reprezentację polskich chodziarzy, w tym młodego wówczas adepta dyscypliny, Roberta Korzeniowskiego. - Ze sportu nie odszedłem dlatego, że miałem go dość - zastrzega. - Obowiązki trenera połączone w pewnym momencie z pełnieniem funkcji dyrektora Resovii oraz prezesa okręgowego związku lekkoatletyki absorbowały mnie całkowicie, a przynosiły nikłe, powiedzmy sobie szczerze, rezultaty finansowe. Dla mojej rodziny nie była to żadna perspektywa - mówi chodziarz. Po 25 latach wziął więc rozbrat ze sportem i przeszedł do dużej międzynarodowej korporacji, gdzie przez dziesięć lat pracował na stanowisku kierowniczym, a w chwili obecnej zajmuje się kolportażem prasy. - Myślę, że nadal jestem bardzo atrakcyjnym pracownikiem z punktu widzenia pracodawcy. Z jednej strony mam spore doświadczenie, z drugiej przez te piętnaście lat jeszcze się nie wypaliłem i doszedłem do etapu, kiedy mogę dać z siebie najwięcej - mówi.

Sportowiec pozostaje sportowcem

Zdaniem socjologa Pawła Walawendra, dyrektora BD Center Consulting w Rzeszowie, wkraczającym na rynek pracy sportowcom takie dążenie do wyznaczonego celu i chęć zwyciężania bardzo się przydaje. - Po zakończeniu kariery sportowej nagle okazuje się, że trzeba sobie radzić w zupełnie nowych warunkach - mówi specjalista. Jak podkreśla, z psychologicznego punku widzenia jest to bardzo trudne. To kwestia szoku - z osób znanych, obecnych w mediach, oklaskiwanych przez kibiców, byli sportowcy nagle stają się anonimowi i do tego muszą konkurować o pracę. I tu pojawia się inna bariera, którą nie wszystkim udaje się pokonać. - Dotąd całkowicie oddani osiąganiu sukcesów w sporcie, z wiadomych względów zaniedbali przygotowanie się do wejścia na rynek pracy. W wypełnionym sportem życiu nie było czasu na studia, nie mogą też wykazać się przed pracodawcą wymaganym doświadczeniem - mówi Walawender. Tutaj wiele zależy więc od psychologów sportu i doradców zawodowych, którzy odpowiednio ich zaktywizują.

Jednak, jak twierdzi Marek Graczyk, koordynator ds. psychologii w Centralnym Ośrodku Medycyny Sportowej w Warszawie, w miarę upływu lat to się zmienia. - Jeśli sportowiec w pewnym momencie zaczyna myśleć o swojej przyszłości, tej po zakończeniu kariery, wówczas to przejście następuje łagodnie - mówi . Sportowcy mają dziś znacznie większą świadomość konieczności podnoszenia kwalifikacji jeszcze w trakcie kariery zawodowej. Zdaniem Graczyka zawodnicy, którzy potrafią pogodzić studia z treningiem, są nie tylko dobrymi sportowcami. Umiejętność pogodzenia tych dwóch aspektów życia pomaga im najpierw w karierze sportowej, a po jej zakończeniu procentuje w pracy zawodowej. - Sport świetnie przygotowuje do niemal każdego zawodu. Kształtuje cechy osobowości takie jak odporność na stres, przystosowanie do trudnych warunków, umiejętność współpracy, komunikowania się z innymi, radzenie sobie w nagłych wypadkach - wylicza Graczyk. I dodaje, że sportowiec i tak na zawsze pozostaje sportowcem, bez względu na to, jak potoczy się jego późniejsze życie. Zmienia się tylko jego motywacja. Z tej wewnętrznej, dającej największe zadowolenie, czyli "rywalizuję, bo chcę", w motywację zewnętrzna, gratyfikacyjną - "gram bo muszę". - Poza tym i tak większość sportowców kończących karierę zawodniczą nie odchodzi od życia sportowego - podsumowuje psycholog. Realizują się zawodowo w sporcie jako wykładowcy na akademiach wychowania fizycznego czy pracownicy jednego z wielu związków, klubów, stowarzyszeń sportowych.



  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy