Staż bezrobotnego czy urzędu

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-06-01, ostatnia aktualizacja 2009-06-01 14:36

Przychodzi baba do pośredniaka odc. 28. Dziennikarka "Gazety" przez pół roku badała, jak działa system aktywizacji bezrobotnych. Dziś o tym, jak urzędy kierują bezrobotnych na szkolenia, które nie do końca im odpowiadają

Dziś to fachowiec dyktuje warunki...
Fot. Andrzej Monczak / AG
Dziś to fachowiec dyktuje warunki...
Dlaczego urzędy pracy nie mają obowiązku weryfikowania ofert pracy i staży, jakie oferują bezrobotnym? Jeżeli pośredniak kieruje kogoś do pracy, to jako instytucja powinien gwarantować, że to, co jest w ofercie lub opisie stażu, jest zgodne z rzeczywistością. W przypadku stażu płaci za niego urząd, a odbywa się on na podstawie umowy między pracodawcą i starostą - a w praktyce szefem UP i zatrudniającym. "Przy ustalaniu programu powinny być uwzględnione predyspozycje psychofizyczne i zdrowotne, poziom wykształcenia oraz dotychczasowe kwalifikacje zawodowe bezrobotnego" - zapisano w ustawie o promocji zatrudnienia. To daje urzędowi możliwość wyegzekwowania realizacji warunków stażu. Jak się okazuje tylko w teorii.

- Powoli zbliżam się do tego magicznego wieku, czyli pięćdziesiątki. Od 2007 roku jestem zarejestrowana jako bezrobotna. Mam wyższe ekonomiczne i przeszło 20-letni staż pracy - opowiada Aleksandra Trybus z Bytomia. - Pod koniec kwietnia dostałam z pośredniaka wezwanie listem poleconym. Miałam się stawić w urzędzie pracy. Okazało się, że proponują mi staż. Do wyboru była księgowość w szpitalu lub prywatne biuro rachunkowe. Świetnie!

Bezrobotna doszła do wniosku, że w biurze rachunkowym będzie pewnie osobą do wpisywania danych. - A to strata czasu, komputer mam opanowany bardzo dobrze i dlatego wybrałam szpital. Budżetówka - to mogło być coś ciekawego, więcej ludzi, zawsze ktoś mnie czegoś nauczy.

W kadrach w szpitalu mieli jednak problem. Okazało się, że wcale nie potrzebują kogoś do księgowości, a jedynie osoby do wykonywania prostych czynności. - W końcu otrzymałam staż jako rejestratorka. A taki wcale mi nie odpowiada.

Pani Aleksandra martwi się teraz, że jeżeli zrezygnuje ze stażu, skreślą ją z listy bezrobotnych na cztery miesiące i straci możliwość zapisania się na interesujące ją szkolenie.

Powodów do zmartwienia jest kilka. Bo jeżeli pójdzie na staż, straci też możliwość odbycia szkolenia.

- Jestem w potrzasku - dodaje. - Nie rozumiem, dlaczego nikt nas nie pyta, czy proponowany staż jest dla nas rozwijający.

Dlaczego? Bo tak właśnie cztery lata temu znowelizowano ustawę o promocji zatrudnienia. Wcześniej bezrobotny był kierowany do odbycia stażu "na wniosek lub za jego zgodą". Potem ten fragment ustawy wykreślono i taka zgoda nie jest konieczna.

- I co ja mam zrobić? - pyta pani Aleksandra.

Wcześniej zapisała się w UP na kurs księgowości. Chce poznać programy Płatnik i Symfonia. - Przeglądając oferty pracy, widzę, że szukają osób do księgowości. Myślałam, że po dwóch, trzech latach pracy w księgowości zrobię sobie kurs biegłego księgowego i nawet w wieku 70 lat będę mogła znaleźć pracę. Nic z tego. Ale za to mam prawo do stażu! - rzuca rozgoryczona.

Pani Aleksandra należy do grupy aktywnych bezrobotnych. - Cały czas we własnym zakresie podnoszę swoje kwalifikacje. W ubiegłym roku zdałam egzamin z języka niemieckiego na poziomie B2 w Instytucie Goethego. Zdałam egzamin na pilota wycieczek, za który sama zapłaciłam. Chcę zrobić prawo jazdy.

Denerwuje ją sposób podejścia państwa i twórców przepisów do bezrobotnych.

- Pan prezydent Bytomia, wizytując w kwietniu nasz pośredniak, był chyba zachwycony. Torebeczka z upominkami w ręce i tłum bezrobotnych otrzymujących skierowania na staże. To było budujące - kpi rozsierdzona. - Tylko tak dalej. Dzięki ciężkiej i pełnej poświęceń pracy urzędników ta banda obiboków, czyli bezrobotnych, unikających jakiegokolwiek wysiłku i próbujących tylko wyłudzić pieniądze, znajdzie zatrudnienie. Życzę szczęścia! Wolę szukać sama. Mam tylko prośbę, skoro UP nie pomaga mi, niech też nie przeszkadza bzdurnymi stażami. Dla mnie to nie jest forma aktywizacji.

Aleksandra Trybus nie dogadała się z urzędem pracy. Nikt w nim nie wyrażał zgody na jej rezygnację z niechcianego stażu. Zwróciła się o interwencję do Adama Ciesiółki, wiceprezydenta Bytomia nadzorującego urzędy pracy. Na spotkaniu z bezrobotną była też zastępczyni dyrektora PUP w Bytomiu. - I na niczym stanęło. Staż muszę odbyć - mówi pani Aleksandra.

A ja znalazłam na stronach internetowych resortu pracy obowiązujące nadal rozporządzenie, a w nim: "Starosta na wniosek bezrobotnego odbywającego staż lub przygotowanie zawodowe może rozwiązać z pracodawcą umowę o odbycie stażu lub przygotowania zawodowego w przypadku nierealizowania przez pracodawcę warunków odbycia stażu lub przygotowania zawodowego, po wysłuchaniu pracodawcy". W praktyce takie decyzje podejmuje szef urzędu pracy.

- Tyle że udało mi się samej wkręcić do szpitalnej księgowości - dodaje pani Aleksandra. - Nie rozumiem, dlaczego osoba bez pracy jest przedmiotem działań urzędu pracy. Nie podmiotem. Dlaczego odbiera się jej prawo decydowania, o tym jaką drogą chce wyjść z bezrobocia.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 14 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

  • Re: Staż bezrobotnego czy urzędu kol.3 12.09.09, 00:23

    Co więcej, większość programów jest nastawiona na aktywizację zawodową osóbbezrobotnych 50+ oraz kobiet powracających do pracy po urlopach macierzyńskich.»