Znamy je z opowieści kolegów z biura, anegdot przytaczanych na firmowych imprezach i zwykłych plotek w przerwie obiadowej. Plotka podsłuchana przez obgadywaną koleżankę, komórka dzwoniąca na arcyważnym spotkaniu, wysłany przez pomyłkę mail - wpadki popełnione w biurze jednym będą się śniły po nocach, dla innych będą niewiele znaczącym epizodem. Czy powinniśmy się wstydzić gaf czy też uznać, że zdarzają się każdemu i nie należy się nimi przejmować? - Nikt z nas nie jest idealny i każdemu zdarzają się gafy - najważniejsze czy umiemy je zauważyć, przeprosić i wyciągnąć wnioski na przyszłość - mówią psycholodzy.
Misja blondynki Magda, projektantka w jednym z warszawskich biur architektonicznych, ma - jak sama o sobie mówi - naturalną skłonność do popełniania gaf. - Byliśmy spóźnieni z projektem dla ważnej instytucji. Szef wysłał mnie na misję wybłagania dłuższego terminu. Pojechałam razem z dwiema koleżankami (tak się złożyło, że wszystkie trzy byłyśmy blondynkami); po drodze jedna z nich uparła się, żeby najpierw jechać na budowę, której dotyczył projekt - opowiada Magda. Godzinę po czasie wpadły biegiem do urzędu. Weszły po schodach, a z naprzeciwka szedł mężczyzna z ogromnym bukietem kwiatów. - To dla mnie! Takie powitanie! Naprawdę, nie trzeba było - zapytałam teatralnym głosem. I za chwilę zapadam się pod ziemię... bo zza naręczy kwiatów wychyla się wściekła twarz szefa urzędu. Powiedział tylko: "Nie , nie dla pani. Spóźniłyście się panie nie tylko z projektem" i odwrócił się na pięcie. Tego dnia "misja blondynek" zakończyła się fiaskiem.... Na szczęście po kilku telefonach, wsparciu współpracowników dyrektora urzędu, udało się wynegocjować dłuższy termin - mówi Magda.
Innym razem współpracowała przy trudnym przedsięwzięciu z architektem, który samodzielnie chciał wykonać projekt z dziedziny, na której niezbyt dobrze się znał. - Dzwonił kilka razy dziennie z pytaniami. Był wyjątkowo uciążliwy, więc kiedy pewnego razu mój współpracownik przyszedł z informacją "K. dzwoni", odpowiedziałam dobitnie: "Powiedz mu, żeby się wypchał". Kolega nagle zamilkł i lekko zbity z tropu wyciągnął zza pleców... przenośny telefon. Rozmawiałam wtedy z panem K. bardzo cienkim głosikiem, a największe katusze przeżyłam kiedy zostaliśmy przedstawieni sobie osobiście. Kiedy K. usłyszał moje nazwisko, powiedział z lekką ironią: "Ach, więc to pani...",a ja myślałam, że spalę się ze wstydu. Na szczęście, potem już nigdy więcej ze sobą nie współpracowaliśmy - opowiada Magda.
Adresat przez pomyłkę Robert, szef działu w krakowskim wydawnictwie, przez przypadek wysłał do klientki maila na jej temat. - Wiadomość miała trafić do dyrektorki z innego działu, ale przycisnąłem nie ten przycisk co trzeba. W mailu nie było wprawdzie wulgaryzmów, ale w nieco zgryźliwy sposób opisałem w nim klientkę i to, co sądzę o jej pomysłach. Adresatka wykazała się na szczęście sporym poczuciem humoru - opowiada Robert.
Dr Anna Syrek-Kosowska, coach i psycholog biznesu z Centrum Szkoleń i Psychologii Biznesu radzi, by nie lekceważyć tego typu wpadek - Znam przypadek, kiedy na zapytanie o możliwość zorganizowania szkolenia dla jednej z mniejszych instytucji , jedna z najbardziej znanych w Polsce firm szkoleniowych przesłała w mailu całą wewnętrzną korespondencję z której wynikało, iż konsultanci zastanawiają się jak "spławić klienta" jako - w domyśle - nieopłacalnego. Pamiętajmy, iż niezadowolony klient podzieli się to wiedzą, jak wyliczono średnio z 11 innymi osobami, a z iloma podzieli się klient zlekceważony czy ośmieszony? - to realne straty finansowe - uważa dr Syrek - Kosowska. Psycholodzy podkreślają, że każdy może mieć słabszy dzień czy popełnić błąd, ale istotne jest to, w jaki sposób podejdziemy do osoby, do którą obraziliśmy. Klient, podobnie jak po sposobie załatwienia reklamacji tak i po sposobie naprawy popełnionego faux pas, oceni prawdziwą wartość firmy, a przede wszystkim poziom kultury osobistej pracownika, który zawinił. - Najlepszym sposobem jest po prostu słowo "przepraszam" i odwołanie się do okoliczności, które spowodowały tą negatywną sytuację (np. wpływ emocji, sytuacji zewnętrznej, wyjaśnienie, że podłożeniem zachowania nie jest osobista niechęć do klienta) oraz propozycja "zadośćuczynienia" w postaci uzgodnionej i zaakceptowanej przez klienta - radzi dr Syrek - Kosowska.
Żarty z szefa Krzysztof, specjalista ds. marketingu. - W czasie przerwy obiadowej w firmowej stołówce żartowałem z szefowej, która dzień wcześniej wypowiadała się na jakiś temat w telewizji. Zastanawiałem się, czy wystartuje teraz w "Tańcu z gwiazdami", kiedy usłyszałem słowa: "Wolę Big Brothera" wypowiadane grobowym tonem przez szefową przechodzącą za naszym stolikiem. Kompletnie nie wiedziałem, co powiedzieć, na dodatek to była nowa praca. Moja przełożona jeszcze przez długi czas trzymała mnie na dystans - opowiada Krzysztof. Kwestia żartów w miejscu pracy to grząski grunt. W jednej z firm, męska część grupy postanowiła zorganizować mailowy konkurs na miss zespołu. Przez kilka dni dyskretnie przesyłali sobie opinie o koleżankach z pracy. Po kilku dniach tajemniczych uśmieszków sprawa wyszła na jaw. Choć niektórzy uważali, że to niewinna zabawa, część kobiet poczuła się urażona, a o wszystkim dowiedział się szef.
Dr Anna Syrek-Kosowska: - Jeśli niestosowny żart jest jedynie niedopasowany do sytuacji (np. podczas poważnych negocjacji - luźny żart na temat "dusznej atmosfery") po reakcji odbiorców poznamy, na ile był nietrafiony i czy warto skomentować tą sytuację - najczęściej nie jest to konieczne. Gorzej kiedy żart ma charakter np. dyskryminujący kogoś z otoczenia, kto odebrał jego przekaz do siebie (np. żarty na temat orientacji seksualnej, rasy, wiary, płci itp.) - takie żarty po prostu od razu wykreślmy z naszego zachowania w pracy. Moje doświadczenie wskazuje, że szczególnie w korporacjach amerykańskich niedopuszczalne jest, nawet w sytuacjach nieformalnych typu kolacja integracyjna czy piknik, mówienie dowcipów o wydźwięku dyskryminującym. Dla wielu polskich pracowników to szok - jak wielką wagę przywiązuje się do tej sprawy - znam menedżera, który w firmie informatycznej komentował jego zdaniem "z natury" niższe kompetencje informatyczne kobiet i był to jeden z argumentów, kiedy zwolniono go z pracy.
Udawana choroba Patrycja pracuje w jednym z krakowskich centrów outsourcingowych. Wprawdzie sama nie ma na koncie jeszcze żadnej wpadki, ale w jej dziale długo komentowano przypadek udawanego L4. - Nasz kolega wziął zwolnienie lekarskie pod koniec miesiąca, kiedy w firmie był nawał pracy. Szef zaproponował mu pracę zdalną, ale ten odmówił, tłumacząc, że czuje się tak źle, że nie jest w stanie pracować. Kolega z tego samego działu wziął obowiązki chorego na siebie. Kiedy wypełniał dokumenty, zadzwonił z pytaniem i... przyłapał go na tym, że zamiast leżeć w łóżku i chorować, załatwia coś na uczelni. O całej sprawie dowiedział się szef. "Chory" musiał się potem długo tłumaczyć - opowiada Patrycja.
- Zawsze zanim przyjdzie nam do głowy okłamać - zastanówmy się dwa razy, czy naprawdę warto - radzi dr Anna Syrek - Kosowska. - Wiarygodność i dobre imię buduję się latami, a stracić można je w kilka sekund. Jeśli jednak już do takiej sytuacji dojdzie, warto wyjaśnić powody swojego zachowania (np. konieczność bycia na uczelni w trakcie choroby nie jest przecież rzadkością - jedna z moich studentek nie chciała zrezygnować z udziału w wykładzie pomimo zapalenia płuc i ciągłych ataków kaszlu!). Najgorszym postępowaniem jest dalsze brnięcie w kłamstwa i zaprzeczanie oczywistym faktom - dodaje.
Wpadka kosztuje Niestety, wśród biurowych wpadek i gaf zdarzają się i takie, które kończą się utratą pracy. Dr Syrek - Kosowskiej utkwiły mi w pamięci dwie takie sytuacje. W pierwszej pracownik działu personalnego o znakomitej opinii w oczach przełożonych, kiedy sam na sam rozmawiał z konsultantami, używał w stosunku do nich niecenzuralnych słów - pewnego dnia usłyszał to jego szef i zakończył z nim współpracę. Druga sytuacja miała miejsce w jednej z największych polskich firm, kiedy
asystentka prezesa rozesłała plik excela, w którym zapomniała usunąć ukrytą kolumnę z dotąd utajnionymi kwotami premii. Na drugi dzień cała firma żyła tylko tym, kto i ile otrzymał pieniędzy - smaczku całej historii dodaje fakt, iż owa asystentka miała jedną z najwyższych premii. I choć straciła od razu pracę, to niesmak pozostał w firmie na długi czas i negatywnie wpłynął na motywację pracowników
Czy jest jakaś generalna zasada, jak należy zachować się, kiedy popełnimy gafę? Jakie zachowanie będzie najlepiej odebrane ze strony szefa czy kolegów z zespołu? Zdaniem specjalistów, w sytuacji oczywistej gafy niezastąpione jest słowo "przepraszam". - W praktyce obserwuję, że wiele gaf jest wynikiem niewiedzy i nieznajomości
savoir-vivru w biznesie, często także zwykłego braku kultury osobistej. Warto poszerzać swoją wiedzę na temat zasad dobrego wychowania i etykiety biznesowej poprzez śledzenie literatury lub branie udziału w specjalistycznych kursach. Kiedy zatrudniamy się w nowej firmie i nie wiemy jaki kodeks zachowań w niej obowiązuje, po prostu pytajmy, zanim popełnimy błąd, który może nas wiele kosztować - radzi dr Syrek -Kosowska.