Od pewnego czasu zastanawiam się, dlaczego urzędy pracy interpretują zapisy ustawy o promocji zatrudnienia, tak jak chcą. Regulaminy uzyskiwania pewnych świadczeń oraz to, co może PUP i czego on nie może, różni się w prawie każdym powiecie. Niedawno pisałam, że w Ostródzie znacznie łatwiej niż w Warszawie uzyskać pieniądze na rozpoczęcie działalności gospodarczej. Czyli w jednym pośredniaku urzędnicy, powołując się na ustawę, odmawiają bezrobotnym pomocy w wypełnianiu wniosków o taką dotację. W drugim pomagają, bo ich zdaniem ustawa tego nie zabrania. W jednym procedury i aplikacja są nieskomplikowane, a w innym - skomplikowane i wieloetapowe. Czyżby dla urzędów obowiązującym prawem jest to, co "wyinterpretują" z ustawy miejscowi prawnicy. Sprawdzam, dlaczego tak się dzieje.
Jesteś pracującym rodzicem? Sprawdź, jakie prawa Ci przysługują
Najpierw zaglądam do ustawy o promocji zatrudnienia. Czy resort ma obowiązek przekazywania urzędom pracy ujednoliconej interpretacji przepisów? Ma. Art. 4 ust. 4 mówi, że "minister właściwy do spraw pracy realizuje zadania na rzecz rynku pracy przez zapewnienie jednolitości stosowania prawa". I dalej w dokumencie wymienia się sposoby, jak to powinno być robione. Resort musi "udzielać wyjaśnień dotyczących stosowania przepisów ustawy" oraz "ustalać standardy realizacji usług rynku pracy świadczonych przez publiczne służby zatrudnienia". Teraz kolejne pytanie: Czy urzędy szukają pomocy u ministerialnych prawników? - Oczywiście. Gdy mamy jakieś wątpliwości, wysyłamy do ministerstwa prośbę o interpretację. I nawet ją otrzymujemy, ale opatrzoną klauzulą, że nie są wykładnią prawa - zżyma się Lech Antkowiak, wicedyrektor urzędu pracy w Warszawie. - I tu rodzi się pytanie: po co ministerstwo uprawia tę beletrystykę, kiedy urzędy zobowiązane do postępowania zgodnie z prawem nie mogą z niej skorzystać. - Taka ministerialna interpretacja jest wykładnią prawa, tyle że niepowszechnie obowiązującą. Czyli urzędy mogą, ale nie muszą jej stosować - wyjaśnia dr Marek Chmaj, konstytucjonalista. - Nie ma w Polsce organu, który by zajmował się wykładnią prawa. W 1997 r. Trybunał Konstytucyjny stracił tę kompetencję. Teraz mogą to robić jedynie sądy, ale odnoszą się do konkretnych spraw.
Dostaję też odpowiedź z biura prasowego Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. "Przesyłane do powiatowych urzędów pracy wyjaśnienia nie stanowią źródła prawa. Podstawą rozstrzygnięć stosowanych przez urzędy pracy są dokumenty przedstawione przez bezrobotnego oraz przepisy obowiązujące w dniu wydania danej decyzji administracyjnej. Powyższe oznacza, iż starosta powiatu, działając jako organ I instancji przy wydawaniu decyzji kieruje się wyjaśnieniami i interpretacją przepisów przedstawioną przez Ministerstwo" . Tu przypomnę słowa wiceszefa stołecznego urzędu pracy "opatrzone klauzulą, że nie są wykładnią prawa". - Zgodność z prawem postępowania orzekającego organu administracyjnego w toku prowadzenia sprawy administracyjnej podlega badaniu i ocenie w postępowaniu odwoławczym przez organ administracyjny wyższego stopnia - dodają pracownicy biura prasowego. Tylko nie o to mi chodziło. Chciałam wiedzieć, dlaczego tak różne rozwiązania i procedury są stosowane w pośredniakach.
Zdaniem dr. Chmaja najlepszym rozwiązaniem jest umieszczanie w ustawach przepisu upoważniającego poszczególnych ministrów do regulowania budzących wątpliwości kwestii za pomocą rozporządzeń wykonawczych. W ustawie o promocji zatrudnienia są takie zapisy. Część z nich dotyczy standardów obsługi bezrobotnych. Wiceminister pracy Czesława Ostrowska zapewniała niedawno w "Gazecie", że je wprowadzi, bo takie możliwości daje jej ustawa po ostatniej nowelizacji. I tu czegoś znów nie rozumiem. To dlaczego każdy urząd pracy "sam sobie rzepkę skrobie"? Dzwonię do ministerstwa i pytam, czy wydano zapowiadane przez minister rozporządzenia. - Pracujemy nad nimi - słyszę. - Na razie obowiązują stare. Szybko liczę. Od nowelizacji ustawy minęło już pół roku, a rozporządzenia jeszcze nie powstały. W efekcie tracą bezrobotni. To, jaki mają dostęp do usług urzędu pracy i jak są obsługiwani, zależy, czy są z Warszawy, Ostródy, czy Oławy.
Nieuczciwy szef? Spytaj prawnika, co możesz z tym zrobić