Studentów ostatniego roku socjologii w Rzeszowie zapytałem cztery lata temu, czego spodziewają się od życia. Dwa lata temu - na początku 2007 r. - opisałem ich losy w reportażu "Rzeszów reality": znaleźli pracę zwykle za lepsze pieniądze, niż oczekiwali, połowa wyjechała do dużych miast albo za granicę. A teraz? Chcą się urządzać, cieszą się z kryzysu, bo tanieją mieszkania. Nikt nie przyszedł na spotkanie w dżinsach. Dwie osoby przytyły od ukończenia studiów po 5 kilogramów. Trzecia nie, bo biega, zdrowo się odżywia. Dla Magdy, która została w Rzeszowie, najbliżsi to rodzina. Dla Alicji i Waldka, którzy wyjechali - znajomi z pracy.
Magda złapała kontakty 10 minut na piechotę od pl. Wolności (Rzeszów to małe miasto, tak podaje się tu odległości - ile minut spacerem) Magda Drapała prowadziła pierwszą w Rzeszowie agencję opiekunek do dzieci. - Daję sobie parę miesięcy na decyzję, czy zamknąć, czy zostawić firmę - mówiła dwa lata temu. A teraz? Magda: - Agencję zamknęłam na początku 2007 r. Miałam w bazie kilkaset opiekunek, ale tylko kilka takich, którym dałabym swoje dziecko. Bo te dobre już mają pracę. To była porażka. Tyle siły w to włożyłam, biuro za własne pieniądze urządzałam.Wysłałam kilka CV, po miesiącu miałam pracę w HR w dużej fabryce - umowa-zlecenie, a potem zastępstwo na rok, pomoc przy rekrutacji i adaptacji nowych pracowników. Robiłam studia podyplomowe z zarządzania zasobami ludzkimi. Wysłałam się na nie jeszcze ze swojej firmy, płaciłam tylko 20 proc., reszta szła z funduszy unijnych. Wiedzy to mi dużo nie dało, ale sporo kontaktów. Od koleżanki ze studiów dowiedziałam się, że jej firma (duża, nowoczesne technologie) szuka "haerówy". Złożyłam CV, do drugiego etapu przeszło 10 osób i wybrali mnie. Ale to nieprawda, że pracę dostaje się po znajomości. Są za to firmy, w których są programy polecania nowych pracowników. Osoba polecona przechodzi normalną rekrutację. Jeśli wygra i zostanie po okresie próbnym, to polecający dostaje np. 400 zł nagrody. Wychodzę z pracy o 16.30, bo mam rodzinę. Córka ma pięć lat, liczy do stu i potrafi się podpisać: Amelka D. Mama czasem mnie zabiera na zakupy albo kupi mi buty. Wolałabym sama sobie wszystko kupować. Raz w roku jeździmy tylko z mężem do Zakopanego. Dawniej dwa razy do roku. Teraz pierwszy raz jeździłam na nartach. Ale zapomniałam, jak się jeździ na rowerze.
Alicja się rozjeżdża Dwa lata temu Alicja była w Krakowie "na wylocie" w biurze ogłoszeń tygodnika motoryzacyjnego. Nie zależało jej, bo płacili grosze, a praca leżała na ulicy. Alicja: - Zostałam osobistą asystentką kobiety, która jest scenografem, plastykiem, ma galerię w Krakowie, pensjonat w Zakopanem. Dostałam służbowe seicento, woziłam ziemniaki do pensjonatu, redagowałam stronę internetową galerii, robiłam wywiady o sztuce. Eventy są zwykle popołudniami albo w weekendy, potem odbierałam sobie dni wolne. Ciekawa praca, poznałam kulturę Podhala. Po półtora roku na zjazd kooperantów miałam na podstawie kroniki Długosza przygotować opisy herbów średniowiecznych. Ale zrobiłam to z herbarza. Ona wpadła w furię, że nie wykonałam jej polecenia: "Jak pani może! Co z tego, że biblioteka była zamknięta? Pani powinna być gotowa przez 24 godziny na dobę!". Rano poszłam do biblioteki, wysłałam jej, co chciała. Ale zastanowiłam się, co i komu ja udowadniam. I napisałam maila, że chcę zrezygnować z pracy.
To był wtorek. W środę miałam rozmowę na asystentkę zarządu u operatora telekomunikacyjnego. W czwartek dostałam telefon, że mnie przyjmą, w piątek złożyłam wymówienie u tej kobiety, a w poniedziałek poszłam do pracy. Ja stale rozsyłam "cefałki", nawet jak mam pracę. Średnio 10 tygodniowo, wychodzą z tego cztery rozmowy miesięcznie. Nielojalność? A na ile pracodawca jest lojalny wobec mnie? Jak byłam na okresie próbnym, co tydzień ukazywało się w gazecie ogłoszenie na moje stanowisko. I przyjęli drugą osobę, niby dla mnie do pomocy, ale ma wyższą pensję, bo zna trzy języki. Wolałabym, zamiast studiować, nauczyć się przez te pięć lat porządnie dwóch języków. Na rozmowach w większych firmach angielski okazywał się dla mnie barierą, chociaż pracowałam w Anglii.
Źle teraz nie zarabiam, w grudniu zauważyłam, że mi zostało 500 zł na koncie, więc postanowiłam zbierać na wakacje. Marzy mi się trzytygodniowa podróż po Europie. Na razie jestem umówiona z moją współlokatorką, bo komu ze znajomych powiem, żeby wyciągnął z kieszeni pięć tysięcy na wyjazd? Znajomych mam tu około 10, dwójkę ze starych czasów. Tu znajomości nawiązuje się bardzo łatwo, ale szybko się rozpadają. Trzy razy ktoś nie ma czasu i kontakt się urywa. Tutaj wszyscy są skądś. Najgorsi są ci z Warszawy. Mówią: biforek, afterek (picie przed imprezą, po imprezie) albo wyjazd low-costowy. Najsympatyczniejsi z Trójmiasta, może się tam przeprowadzę.
Tacy jesteśmy. Żyjemy w wynajętych mieszkaniach. Mamy pracę, ale nie wiemy, czy nie chcemy jej zmienić. Ale trzymamy się razem. Ciężej mi złapać kontakt z koleżankami z Rzeszowa. Dla nich przyjazd do mnie to za duża wyprawa, chociaż pociąg jedzie dwie godziny. Tracimy klimat - one mają na głowie dzieci, zakupy. A my ze znajomymi poszliśmy ostatnio na niemy film z lat 30. z muzyką na żywo w teatrze w Nowej Hucie. Jak jadę do mamy, to dwa dni wolę posiedzieć z nią, niż wyjść do koleżanek. Różnimy się. Dla nich niedziela to obiad u teściowej. A dla mnie - spanie do 13 po sobotniej imprezie.
Waldek nikogo nie skreśla Dwa lata temu pracował w HR w Warszawie, pociągnęła go za sobą była szefowa z Rzeszowa. Waldek Sławiński ma poczucie, że ją zawiódł, ale cóż... Waldek: - Pensja i warunki były dobre, 4 tys. zł brutto. Ale poszedłem na studia podyplomowe z prawa pracy i tam spotykałem ludzi, którzy za tę samą robotę dostawali po 5-5,5 tys. plus premia. Rynek był dobry, wysłałem 20 aplikacji, wyszło z tego kilka rozmów, dwie propozycje, jedną wybrałem. Tylko wobec szefowej było mi głupio.
Mam samodzielną pracę, dużo zależy ode mnie, np. z jaką uczelnią albo firmą doradztwa personalnego nawiązać kontakt. Polecam na stanowisko trzy osoby i
kierownik działu dokonuje wyboru. Jak się czuję, że pozostałych skreślam? Ja nikogo nie skreślam, mam dobrać osobę najlepiej spełniającą kryteria. Związałem się z Warszawą. Ludzie tu są przyjaźni, bardziej otwarci. Weźmy kierowców. Dawniej, widząc, jak warszawiak jeździ, myślałem, że coś jest z nim nie tak. A teraz widzę, że trzeba szybko ruszyć na światłach i nie mogę się nadziwić, dlaczego rzeszowianin rusza tak powoli, że cztery samochody by przejechały.
Ale to w Warszawie ktoś cię prędzej wpuści na sąsiedni pas. Albo przepuści pieszego na przejściu. Dziwi mnie w Warszawie nastawienie na konsumpcję. Życie kręci się wokół galerii handlowych, my też umówiliśmy się na kawę w galerii. W Rzeszowie spotkalibyśmy się przy rynku w knajpce Życie Jest Piękne.
Za dwa lata W 2011 r. spotkamy się znów. Będzie już po kryzysie, którego skutków nie dostrzegają. Planują małą stabilizację. Alicja i Waldek kupią mieszkania (ceny spadają!). Magda może wyprowadzi się do większego miasta (tak chciałby mąż), a może zbuduje pod Rzeszowem mały dom z dużym ogrodem (to jej marzenie).
Nieuczciwy szef? Spytaj prawnika, co możesz z tym zrobić