Wychowawca kolonijny - praca dla ludzi o mocnych nerwach

Karolina Łagowska
2009-07-06, ostatnia aktualizacja 2009-07-06 17:15
- Seks na wakacjach to chyba najdrażliwszy temat, jaki można poruszyć - mówi Daniel, wrocławski wychowawca
- Seks na wakacjach to chyba najdrażliwszy temat, jaki można poruszyć - mówi Daniel, wrocławski wychowawca
Fot. Artur Kubasik / AG

Skoki z drzew do jeziora, pożyczenie obcego samochodu, romantyczna noc z koleżanką - to tylko kilka przykładów tego, co potrafi wymyślić nastolatek wymykający się z domu na upragnione wakacje. A co potrafi wymyślić cała zgraja nastolatków? Aż strach pomyśleć. Są jednak ludzie, którzy muszą opanować ten żywioł - to kolonijni wychowawcy.

Nieodpowiedzialność wychowanków spędza sen z powiek opiekunów kolonii
Fot. Paweł Kozioł / AG
Nieodpowiedzialność wychowanków spędza sen z powiek opiekunów kolonii
ZOBACZ TAKŻE
Opowieści niektórych opiekunów kolonii przyprawiają o ciarki. Większości dorosłych nawet trudno sobie wyobrazić, jakie pomysły mogą wpaść do głowy dzieciakom i młodzieży, która po trudnym roku szkolnym wreszcie wyjeżdża na wakacje. I tu, z dala od rodziców i szkolnej dyscypliny, postanawia się wyszaleć. Czy to harcerski obóz w środku lasu, czy kolonia w ośrodku wypoczynkowym nad morzem - wszędzie można nieźle nabroić, jeśli tylko ma się na to ochotę.

Internetowe Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?



Damian, 31- letni ratownik medyczny z Wrocławia, na obozy i kolonie jeździł przez ostatnie dziesięć lat. - Jako dzieciak sam zawsze jeździłem na kolonie i tak mi zostało. Na wyjazdach byłem i opiekunem, i - w razie potrzeby - ratownikiem medycznym. Przez tyle lat sporo już widziałem - opowiada. Jednym z pierwszych wspomnień, które jako opiekunowi wryły się Damianowi w pamięć, była kolonia na Mazurach. To nie był jego pierwszy wyjazd w charakterze opiekuna. - Dostałem pod opiekę dzieci w wieku 9- 12 lat. Dojechaliśmy, pomogliśmy się im rozpakować w domkach. Spokojnie mijał dzień za dniem, bawiliśmy się z nimi, uczyliśmy pływać, robiliśmy ogniska. Ciągle mieliśmy na wszystkich oko. Aż tu nagle przy podwieczorku okazało się, że brakuje dwóch chłopców. Przeszukaliśmy cały ośrodek, pobliski lasek i nic, ani śladu. Wcięło ich jak kamień w wodę. Z sercem w gardle zawiadomiliśmy policję, postawili na nogi wszystkie służby w okolicy. I co się okazało? Dzieciaki znalazły się we wsi kilometr dalej. 12- latek postanowił pokazać młodszemu koledze, jak tato nauczył go jeździć samochodem i faktycznie ćwiczyli jazdę dużym fiatem u jakiegoś rolnika na podwórku - wspomina Damian. Do tej pory na myśl o tych koloniach uginają mu się kolana. - Po latach opowiadam to jako anegdotę, ale to cud, że ta historia nie skończyła się w prokuraturze, no i że nikomu się nic nie stało - mówi. - Świadomość, że odpowiadasz za zdrowie i życie dzieciaków, jest powalająca. To ogromna, niesamowita wręcz odpowiedzialność.

Casting na wychowawcę

Maciej Pająk, szef Klubu Poszukiwaczy Przygód z Gdańska, organizującego wakacyjne wyjazdy i kolonie dla dzieci i młodzieży, niemal co roku poszukuje wykwalifikowanej kadry. Wbrew pozorom, o profesjonalistów w tym zawodzie jest bardzo trudno. - To bardzo odpowiedzialna praca, wymaga skupienia i poświęcenia 24 godziny na dobę, bez chwili wytchnienia. Ludzi dobieramy sami, w wieloetapowej rekrutacji - zdradza.

Klub Poszukiwaczy Przygód oferuje dość niecodzienne wyjazdy - każdy wyjazd ma ściśle określony profil. Są wśród nich obozy hip-hopowe, obozy młodego archeologa, wyprawa śladami Indiany Jonesa lub zajęcia dla miłośników Formuły 1. - Obozowa kadra po prostu musi znać się na tym, czego będzie uczyć dzieci, więc najczęściej zatrudniamy trenerów różnych dyscyplin sportowych i ludzi z pasją, którzy potrafią przy tym świetnie bawić się z młodzieżą - mówi Maciej Pająk.

O dziwo, wśród opiekunów prawie nie ma nauczycieli. - Nie wystarczy być absolwentem pedagogiki, psychologii ani nawet nauczycielem z wieloletnią praktyką, żeby być dobrym wychowawcą kolonijnym. Właśnie nauczyciele są często najbardziej zmęczeni po roku szkolnym i wakacyjny wyjazd z młodzieżą traktują jak okazję do dodatkowego zarobku. Nie angażują się, za to tworzą dystans jak w szkole i w identyczny sposób próbują dyscyplinować młodzież. A nie na tym ma polegać odpoczynek maluchów w wakacje - tłumaczy Pająk.

Bardzo dobrze za to sprawdzają się studenci - dla nich to często pierwsza lub druga praca w życiu, nie są więc zniechęceni, a pełny zapału i uśmiechnięty wychowawca to dla uczestników kolonii prawdziwy skarb. Wiadomo: bezpieczeństwo i dyscyplina przede wszystkim, ale z wakacji trzeba przywieźć dobre wspomnienia, a nie umiejętności równe wojskowej musztrze.

Pomysły z piekła rodem

To, czego najbardziej boją się wszyscy wychowawcy młodzieży, to diabelskie pomysły swoich podopiecznych. - Wakacje to czas, kiedy dzieciaki chcą się zrelaksować, ale też mają więcej siły i czasu na wcielanie w życie totalnie odjechanych pomysłów. To żywioł - opowiada Wojciech Konieczny, wykładowca akademicki i doświadczony opiekun kolonijny z Gdańska. Od kilku dni jest już na turnusie z młodzieżą, niedaleko Stegnów. - W całej mojej karierze opiekuna na szczęście nie zdarzyło się nic dramatycznego. Ale były i trudne momenty, i chwile ogromnej radości - wspomina.

Co trzeba zrobić, by najlepiej wejść w rolę opiekuna? - Trzeba przypomnieć sobie, co się robiło i jakie mieliśmy pomysły będąc w wieku tych dzieci. Tak, wiem. Po prostu włos się jeży na głowie - śmieje się. Dzieciaki - według Wojtka - są kochane, ale też żywe, niesforne i chcące wciąż próbować nowych rzeczy. - Wiadomo, że jeśli mam tu np. 17- latków to prędzej czy później będą próbowali sięgnąć po alkohol. A na to nie możemy sobie pozwolić - mówi. Co zrobi, gdyby odkrył pijanego ucznia? - Telefon do domu, od razu. Młody człowiek musi mieć świadomość, że nie będę pobłażliwy dla takich wyskoków, ale - z drugiej strony - że jestem tu po to, żeby czegoś go nauczyć i zagwarantować mu niezapomniany wypoczynek.

Częstym pomysłem na koloniach jest też wymykanie się pod osłoną nocy do pokoju kolegów czy na spacer po okolicy. Ale wychowawcy są przygotowani i na tajne plany wypadów do miasta. - Niby nic takiego, ale nikt nie może tu zostać bez naszej opieki. Dotyczy to i zwykłego przechodzenia przez ulicę, i snu w nocy - mówi Wojtek.

Błogosławieństwem każdego opiekuna są dziś telefony komórkowe. O ile jest je gdzie naładować, bardzo pomagają w kontrolowaniu wychowanków. Na początku wyjazdu po prostu opiekun zbiera je od wszystkich i w razie potrzeby natychmiast lokalizuje danego delikwenta. Pomocne wychowawcom okazują się też listy od rodziców, wręczane przed wyjazdem. - Często piszą w nich to co wiedzą o dziecku: że boi się ciemności, albo że jest nadpobudliwe, albo że nie potrafi pływać. Każda taka informacja jest dla nas cenna, bo nie sposób w ciągu kilku godzin poznać wszystkich kolonistów - opowiada wychowawca. Wyjazd z obcą grupą bywa tym trudniejszy, im mniej powiedzą o nastolatkach rodzice. - Niektórzy wiedzą, że dziecko bywa na przykład agresywne, ale nie mówią nam tego, bo się obawiają, że nie zabierzemy go na ten wyjazd. A później dzieciak zaczyna nam szaleć i zanim dowiemy się, o co chodzi, już dochodzi do nieprzyjemności.

Lato i burza hormonów

Jednak od tego, czego najbardziej boją się opiekunowie nastolatków, nie uchronią ani listy od rodziców, ani znajomość grupy wychowanków. - Seks na wakacjach to chyba najdrażliwszy temat, jaki można poruszyć - mówi Daniel, wrocławski wychowawca. W ciągu dziesięciu lat wyjazdów aż kilkanaście razy zdarzyło mu się interweniować w delikatnych sytuacjach. - Z jednej strony to młodzi ludzie, często już na progu dorosłości i trudno zabronić im chodzenia za rękę czy przytulania się. Ale seksu pod namiotem już tolerować nie można - mówi stanowczo.

Najtrudniejszą sytuację związaną z burzą hormonów u nastolatków przeżył trzy lata temu. - Podczas wieczornego obchodu kolonii w pokoju dwóch dziewczyn zastałem jedną z lokatorek w objęciach kolegi z obozu. Nie tylko się nie speszyli, ale poprosili, żebym im nie przeszkadzał i że będą uważać - śmieje się Damian. - Nie wnikałem, czy to bezpieczny seks, czy nie. Dostali pięć minut na ubranie się i warunek, że przy następnym razie zostaną odesłani do domów.

Harcerze - od lat na topie

Instruktorzy harcerstwa od lat uznawani są za najlepszych opiekunów młodzieży. Wakacyjne wyjazdy to dla nich chleb powszedni. - Zarówno, jeśli chodzi o przepisy, jak i metody wychowawcze, nie mają sobie równych - potwierdza Maciej Pająk. - Zatrudniamy ich, gdy tylko mają dla nas czas. Druhna Maria Lubryka, komendantka hufca ZHP we Wrocławiu, o letnich obozach opowiada na luzie i z pasją. Organizuje je już od 30 lat. - Boże, już tyle? - śmieje się. - Fakt, że o trudna praca, ale gdy się ją lubi, chętnie poświęca się na to czas.

Zuchy i harcerze z wrocławskiego hufca wyjeżdżają na obozy przynajmniej raz w roku. Najczęściej to tradycyjny obóz - pod namiotami, w lesie, z prowizorycznymi toaletami i bez prądu. - Stałą bazą są tylko natryski i kuchnia, w niektóre miejsca doprowadzony jest też prąd, żeby było jasno i bezpiecznie, ale dla przeciętnego mieszkańca miasta takie warunki to i tak niezły surwiwal - śmieje się.

Chociaż tradycje harcerskie są powszechnie znane, rodzice mają coraz większe wymagania co do warunków, w jakich ich dzieci będą spędzać wakacje. - Zdarzają się pretensje, że dzieci nie mają gdzie naładować telefonów komórkowych i po paru dniach nie można się do nich dodzwonić. Jedna mama postanowiła też w tym roku nie puścić córki na obóz, bo dowiedziała się, że toaletami będą przenośne budki toi-toi - opowiada druhna. - Są też tacy, którzy żądają, by ich dziecko nie musiało np. sprzątać w namiocie albo uczestniczyć w obowiązkowych dyżurach w kuchni. A to bardzo utrudnia nam potem działanie na obozie.

Bo harcerze są specyficzną grupą: znają się i pracują w drużynach przez cały rok, a wakacje traktują jako czas nie tylko do odpoczynku i zabawy, ale też doskonalenia swoich umiejętności. - Radzą sobie świetnie w grach terenowych po lesie, uczymy ich pierwszej pomocy i wielu potrzebnych na co dzień umiejętności, jak choćby posługiwanie się narzędziami czy zawiązywanie specjalistycznych węzłów, które przydają się na co dzień. Po powrocie z obozu ich szkolni rówieśnicy często są w szoku, gdy widzą na zdjęciach własnoręcznie zbudowaną przez nich półkę na buty czy menażkę albo jak się orientują, jaką wiedzę mają z terenoznawstwa - dodaje Maria Lubryka.

Wśród harcerzy, jak w każdej grupie, dochodzi do konfliktów i problemów z dyscypliną, ale ich opiekunowie mają na to sposoby, których brakuje "cywilnym" opiekunom. - Prawo i przyrzeczenie harcerskie - mówi komendantka. - Dlatego problemy z alkoholem czy papierosami na obozach nie zaprzątają nam często głowy. Może w dzisiejszych czasach już trudno w to uwierzyć, ale nasza młodzież potrafi być i odpowiedzialna, i honorowa.

Praca dla studentów

  • 15 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

  • często nie jest tak kolorowo ciulowaty 17.07.09, 16:44

    organizatorzy wyjazdu chca zaoszczedzic, wiec opiekunowie sa z lapanki. nic imsie nie placi, tylko dostaja darmowy wyjazd. no i wtedy nie ma sie co dziwic, ześrednia wieku "opiekunów" to »