Pan Jan zajmuje się tym od 64 lat. Pracownię ma w mieszkaniu na poznańskiej Wildzie, w jednym z pokoi przedzielonym brązową kotarą. Wykończone sutanny wiszą na wieszakach, niewykończone - na manekinach. Pod oknem poczciwy "Łucznik" z dorobionym domowym sposobem elektrycznym silniczkiem. - To porządna męska maszyna, potrafi zrobić 1,3 tys. ściegów na minutę. Kupiłem ją 55 lat temu za ówczesne 6,1 tys. zł. Byłem wtedy na dorobku - wspomina pan Jan.
Krawieckiego fachu uczył się najpierw w Państwowych Zakładach Kuśniersko-Krawieckich, potem u bp. Tadeusza Ettera i w pracowni Jana Prałata na poznańskim Chwaliszewie. Zanim zaczął specjalizować się w sutannach, szył garnitury, a nawet stroje teatralne do satyrycznego spektaklu "Piękna Helena". Dziś o sutannach wie już wszystko. Zwłaszcza to, co najważniejsze: jak je uszyć i z jakiego materiału. - Krój trzeba dobrać do figury, inny na księdza korpulentnego, inny na szczupłego. Jak się źle skroi, to kołnierz w czasie podniesienia wejdzie mu na głowę albo sutanna będzie się czepiać nóg, jak ksiądz idzie. A nóg to ona nie śmie dotykać, musi spadać jak dzwon - tłumaczy krawiec i wyciąga z szafy wykroje. Żeby wykroić sutannę, musi mieć 3,5 metra materiału, a jak ksiądz tęgi, to nawet 4 metry. - Najlepsza jest szlachetna wełna: ciężka krepa albo kaszmir - zdradza.
Uszycie jednej sutanny zajmuje mu 45-48 godzin. Tyle trzeba czasu, że wszystko wykończyć jak należy, uszyć cztery kieszenie i dziurki ręcznie obrobić, bo - jak mówi pan Jan - te robione maszyną nic nie są warte. Dziurki tracą wprawdzie ostatnio na znaczeniu, bo księża coraz częściej każą wszywać sobie suwaki, a wtedy guziki robią tylko za ozdobę. - Ale są tacy, którzy suwaków nie chcą - zdradza rzemieślnik. Za uszycie kapłańskiego stroju bierze 380 zł, choć inni żądają więcej. Pan Jan uważa jednak, że chytry dwa razy traci i o tej maksymie stara się zawsze pamiętać. Twierdzi zresztą, że choć krawiectwo to niełatwy chleb, i tak się dorobił: - 22 lata miałem syrenę. Przejechałem nią 22 tys. km.
Prócz czarnych szył również czerwone sutanny biskupom i białe misjonarzom. Uszył nawet tzw. suknię luterańskiemu pastorowi i klient był bardzo zadowolony. - Ale najbardziej lubię szyć pierwszą sutannę klerykom. Klerycy przychodzą do mnie najczęściej z mamą. Są bardzo przejęci, a i mamie łza się w oku kręci. To bardzo wzruszające - opowiada. Pan Jan chętnie szyje też swojemu proboszczowi ks. Marcinowi Węcławskiemu: - Teraz ks. Węcławski ma aż sześć sutann, bo uszyłem mu na zapas. Proboszcz Węcławski wychwala krawca pod niebiosa: - Pan Jan to człowiek skromny, czysty, kulturalny. Na dodatek prawdziwie religijny. I znakomity krawiec, uszyć sutannę potrafi na każdego: i na brzuchatego, żeby nie wyglądał jak kobieta w ciąży, i na zgarbionego, jak ja.
Pan Jan ocenia, że księża to wymagający klienci. - Zdarza się, że skusi księdza głupia oszczędność i wypierze sutannę, zamiast oddać ją do czyszczenia. Wtedy przychodzi po ratunek. Ale dla takiej sutanny ratunku nie ma: trzeba ją wyrzucić, bo się skurczy i pogniecie, a zagniotków nie da się już rozprasować. W ostatnią niedzielę czerwca Jan Nowak za szycie sutann otrzymał medal archidiecezji poznańskiej Optime Merito Archidioecesis Posnaniensis. Wręczył mu go sam abp Stanisław Gądecki.
Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?