Na wakacje zarobię sam

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska, Dariusz Brzostek
2009-07-13, ostatnia aktualizacja 2009-07-14 11:57

Polskie dzieciaki chcą pracować. Rozdają ulotki, myją szyby w samochodach, zbierają owoce. Tylko pracodawcy rzadko zatrudniają je legalnie.


Fot. Arek Ścichocki / AG
"Witam. Mam na imię Ola i mam 15 lat. Koniecznie szukam pracy na wakacje, ponieważ chciałabym zarobić na swoje potrzeby. Jestem odpowiedzialna i sumienna. Mogłabym np. zajmować się małymi dziećmi, ponieważ mam młodsze rodzeństwo i mam doświadczenie. Proszę o kontakt" - tu numer telefonu i zdjęcie. Takich ogłoszeń w internecie pojawia się coraz więcej. W sieci dzieciaki nie tylko poszukują pracodawcy, ale także wymieniają się informacjami, gdzie można dobrze zarobić i jak ominąć przepisy. A że część pracodawców zakłada od początku, że zatrudni nieletniego tylko na czarno, pracują nawet 13-latkowie. W rozmowach z pracodawcami podają, że ukończyli 16, niektórzy 18 lat. Kiedy przyszły szef nie jest dociekliwy, udaje się. Tak jak trójce 15-latków, Ani, Kaśce i Tomkowi, którzy rozdają ulotki w centrum Warszawy.

Telefon, MP3 i wyjazd

Gdy w czerwcu szukali pracy, nikt nie chciał ich zatrudnić. Rozwiązanie znaleźli w internecie. Jeden z rówieśników napisał na młodzieżowym forum, by podawać się za starszych. - Legitymacji nikt mi nie sprawdzał. Powiedziałem, że teraz czekam na wyrobienie dowodu, i udało się.

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?



Inna sprawa, że nikt nie poprosił go o jakikolwiek dokument, nie podpisał z nim umowy. Ania, Kasia i Tomek zatrudnili się więc jako "prawie 18-letnia młodzież". Oczywiście nie mają żadnej umowy. Z pracodawcą dogadali się w dwie minuty, tzn. szybko zgodzili się na jego warunki. Szef wspomniał coś o kryzysie, nie było żadnych negocjacji. Od dwóch tygodni pracują po siedem godzin dziennie, dostają po 6 zł za godzinę. Każdego dnia cieszą się z zarobionych pieniędzy. Czy mają jakiekolwiek obawy? Nie myśleli o tym. Liczą, że pracodawca będzie uczciwy tak, jak oni. Po chwili rozmowy mówią, że znają dwie koleżanki z klasy, które pracowały w czerwcu i nie otrzymały wynagrodzenia za tydzień pracy. Pracodawca przyłapał je na rozmowie i kazał iść do domu.

Inaczej dorabia 15-letni chłopiec na warszawskiej Starówce. Jego praca to sprzedaż kwiatów zakochanym. Nie ma żadnej umowy, najczęściej musi pracować po południu, czasem osiem godzin, czasem dziesięć. Także późnym wieczorem. Od każdego sprzedanego za 10 zł kwiatka chłopak dostaje 2 zł. - To łatwa praca - mówi nam. Pracodawca przeszkolił go, jak ma działać. - Podchodzę, daję kobiecie kwiaty i mówię: To dla pani. Do faceta wyciągam rękę i mówię: Poproszę dziesięć złotych - opowiada. Prawie za każdym razem metoda się sprawdza. Dlaczego pracują w wakacje, zamiast wypoczywać? Młodociani przekonują, że chcą zarobić na nowe markowe ubrania, MP3 lub nowy model telefonu komórkowego. Niektórzy chcą za własne pieniądze pojechać na wakacje, pójść na kurs językowy lub po prostu dorobić do kieszonkowego.

Uczciwy poszukiwany, poszukiwana

Jeśli dzieciak nie ukończył 14 lat, nie wolno go w ogóle zatrudniać. Później tylko przy ściśle określonych rozporządzeniem ministra pracy zajęciach. Czyli do 16. roku mogą pracować w firmach zajmujących się działalnością sportową, kulturalną, artystyczną i reklamową. I za każdym razem niezbędna jest zgoda inspekcji pracy na zatrudnienie 14-15-latka. By ją otrzymać, potrzebne są: badanie psychologiczne dziecka, pisemna zgodą rodziców (wymagana jest przy zatrudnianiu każdego młodocianego) i wiele innych zezwoleń. Z nieletnim pracownikiem trzeba podpisywać umowę o pracę. A robi to tylko część pracodawców. Ilu? Nie wiadomo.

W Polsce nikt nie zbiera danych dotyczących pracy dzieci. Nie ma ich Ministerstwo Edukacji Narodowej ani Główny Inspektor Pracy. Co najgorsze, nie oszacowano nawet, ile dzieci pracuje na czarno. Jedno jest tylko pewne. Nikt za zatrudnione bez umowy dzieciaki nie płaci składek ZUS-owskich, za ubezpieczenie w razie wypadku oraz nie odprowadza podatków. Jedynie nieletni, którzy pracę znaleźli za pośrednictwem Ochotniczych Hufców Pracy, mają zagwarantowaną ochronę prawną. Pozostali mogą liczyć jedynie na uczciwość pracodawców. Na taką szefową trafiła np. Karolina (zdała do II klasy liceum), która jest wakacyjną recepcjonistką w studiu urody Róża w Warszawie.

A konsekwencje niezgodnego z prawem zatrudnienia nieletnich mogą być bardzo poważne zarówno dla firmy, jak i dla nastolatka. Firma zapłaci grzywnę od 2 tys. zł przy pierwszym takim przypadku, do nawet 30 tys. zł, gdy sprawa pójdzie do sądu. Pod jednym warunkiem - jeżeli Państwowa Inspekcja Pracy złapie pracodawcę na zatrudnianiu na czarno. Jednak do tego potrzebna jest skarga rodzica lub pracownika. Rzadko do tego dochodzi. W 2008 r. w okręgu warszawskim były tylko... trzy skargi. - W zeszłym roku kontrolerzy PIP stwierdzili, że nieletni pracowali najczęściej bez zgody rodziców, w godzinach nadliczbowych - co jest nielegalne - i bez umowy o pracę - mówi Majka Kacprzak-Rawa, rzeczniczka Okręgowej Inspekcji Pracy w Warszawie. - Głównie na budowach, w gastronomii i firmach dystrybucji materiałów reklamowych. A jakie konsekwencje może ponieść dziecko pracujące na czarno? Jest praktycznie pozbawione wszelkiej ochrony prawnej. Gdyby doszło do wypadku, nie jest ubezpieczone. Ewentualnych roszczeń - np. gdy pracodawca nie zapłacił wynagrodzenia - można dochodzić jedynie w sądzie cywilnym. A to kosztowne i czasochłonne.

Pomocna dłoń rodzica

Matka 16-letniego Piotrka była zaskoczona, gdy syn zakomunikował jej, że od następnego tygodnia będzie pracował. - Sam znalazł pracę i dogadał się z pracodawcą. Uzgodnił warunki, wynagrodzenie. W dwa tygodnie zarobił ponad 1300 zł. Byłam dumna. Piotrek roznosił ulotki reklamujące sushi bar - opowiada pani Marta. - W praktyce wyglądało to tak, że z kolegami biegali po piętrach domów na Kabatach i zostawiali ulotki na wycieraczkach. Nie wolno było zostawiać całych stosów na klatkach. Robili po kilkadziesiąt pięter dziennie. Sądzę, że po sześć-siedem godzin dziennie. A w soboty i niedziel więcej, bo wtedy szef płacił dodatkowo. - Czy miał umowę o pracę? - pytamy. - Liczyłam, że uniknę tego pytania. Nie. Właściciel restauracji nie proponował, a mnie syn błagał, żebym nie dzwoniła w tej sprawie, bo go wyrzuci z pracy. Jedno wiedzieliśmy - że jego koledzy ze szkoły już tam pracowali i nie było problemów z wypłatą wynagrodzenia. Piotrek chciał sobie zarobić na gitarę elektryczną. Uległam jego prośbom i nie doprowadziłam do konfrontacji z pracodawcą. Teraz zastanawiam się, czy dobrze zrobiłam.

Piotrek pracy podobnie jak Ola, szukał w internecie. - Nie uda się nam uciec od kontaktowania się z innymi przez internet, ale to może być dla dziecka niebezpieczne. Nigdy nie wiadomo, kto odpowie na ofertę - mówi Maria Keller-Hamela, psycholog z fundacji Dzieci Niczyje. - Rodzice powinni mieć kontrolę nad tym, jak i gdzie dziecko szuka pracy. Nie można mu także pozwolić pójść samemu na spotkanie z przyszłym szefem. - Powinniśmy pamiętać, że młodociani podlegają ochronie prawa pracy. I co najważniejsze - pracodawca powinien takiego pracownika traktować szczególnie, bo on nie zna prawa - dodaje Kacprzak-Rawa.

Prof. Kazimierz Krzysztofek, socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, uważa za bardzo dobry pomysł, gdy młodzi ludzie poznają smak pracy w wakacje. - W ten sposób nauczą się szanować pieniądze, bo nic tak nie uczy, jak samodzielne zarobkowanie - mówi. Za przykład podaje amerykańskich milionerów, którzy celowo wysyłali swoje dzieci do pracy w supermarketach, by tam układali towar na półkach. Profesor zaznacza jednak, że każda aktywność zawodowa pracownika młodocianego powinna być kontrolowana przez rodziców, by zaoszczędzić dziecku rozczarowań związanych z jego pierwszym zatrudnieniem. - Rola rodzica jest tu jak najbardziej wskazana, bo młodzież nie zna jeszcze swoich praw, często nie potrafi ich wyegzekwować - mówi.

Co mówią przepisy

  • Zatrudnianie młodocianych


  • Młodociany w rozumieniu przepisów kodeksu pracy to osoba, która ukończyła 16 lat, a nie przekroczyła 18 lat. Kwestie związane z zatrudnianiem takiego pracownika regulują przepisy art. 190-206 kodeksu pracy i rozporządzenia. Generalnie przepisy zabraniają zatrudniać osób, które nie ukończyły 16 lat. Są jednak wyjątki określone w rozporządzeniu ministra pracy.

  • Umowa


  • Pracodawca musi z młodocianym podpisać umowę o pracę. Przy pracach sezonowych osoba lub firma, która zatrudnia młodzież w wieku od 16 do 18 lat, może zawierać z nimi umowę o pracę - na czas określony, na czas wykonania określonej pracy lub na okres próbny. Umowa o pracę powinna być zawarta na piśmie i powinna określać: rodzaj pracy i miejsce jej wykonywania; termin rozpoczęcia pracy (data) i wymiar czasu pracy oraz wynagrodzenie odpowiadające rodzajowi pracy. Można je określić w stawce godzinowej lub miesięcznej, jednak nie może być niższe niż wynagrodzenie najniższe obowiązujące w kraju - kwota 1126 zł brutto. Najlepiej podpisać umowę na czas wykonania określonej pracy, np. "na czas zbioru owoców", bądź też umowy na czas określony np. "od dnia 1 lipca 2009 r. do dnia 31 sierpnia 2009 r.". Aby uniknąć dodatkowych zobowiązań, w treści umowy należy wskazać, że jest to zatrudnienie przy lekkiej pracy sezonowej lub dorywczej. Jeżeli umowa o pracę została zawarta w formie ustnej, pracodawca najpóźniej w dniu rozpoczęcia pracy musi zawrzeć umowę pisemną, by potwierdzić rodzaj umowy i jej warunki.

  • Zasady zatrudniania


  • Osoba przyjmowana do pracy sezonowej powinna mieć ukończone 16 lat. Pracodawca powinien natomiast dopilnować, aby pracownik przedstawił zaświadczenie lekarskie wydane przez upoważnionego lekarza, że praca danego rodzaju nie zagraża jego zdrowiu. Pracownik powinien zostać przeszkolony w zakresie bezpieczeństwa i higieny pracy oraz musi zapoznać się z charakterem wykonywanej pracy i zagrożeniami.

  • Czas pracy


  • Czas pracy młodocianego w wieku do 16 lat (zatrudnienie takie jest możliwe w ściśle określonych przypadkach) nie może przekraczać sześciu godzin na dobę. Młodzież starsza może pracować osiem godzin na dobę. Czas pracy młodocianego w okresie ferii szkolnych nie może przekraczać siedmiu godzin na dobę i 35 godzin w tygodniu.

  • Co wolno, czego nie


  • Istnieje wykaz prac wzbronionych młodocianym. Nie mogą być zatrudniani przy pracach załadunkowych i wyładunkowych, przetaczaniu beczek, bali i przy przewożeniu ciężarów środkami transportu. Wykaz prac zabronionych zawiera rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 24 sierpnia 2004 r. (DzU nr 200, poz. 2047 z póź. zm.) oprac. na podstawie informacji z Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Warszawie.



    Źródło: Gazeta Wyborcza
    • 27 komentarzy
    • Drukuj
    • Kup licencję
    • Ocena:

      • słabe
      • nic specjalnego
      • dobre
      • bardzo dobre
      • znakomite

      6 głosów

    • Na wakacje zarobię sam memor 14.07.09, 12:53

      Jest jakaś możliwość kontaktu z autorami tekstu?Chciałbym pokazac,że możnainaczej niż trylko rozdawanie ulotek będąc młodym!Proszę o kontakt na maila!Odwiedźcie nasze dzieło: »

    • Na wakacje zarobię sam onepiotrek 14.07.09, 14:56

      jeśli dobrze zrozumiałem, to po to się płodzi dzieci, żeby miały pracować...ja dzieci nie mam i mieć nie będę - nikt przeze mnie nie będzie musiał pracowaćani chodzić do jakiś głupich »

    • witaj w faszystowskim państwie totalitarnym o90 14.07.09, 17:58

      Jeśli dzieciak nie ukończył 14 lat, nie wolno go w ogóle zatrudniać.i kij ze rodzina przymiera głodem bo matka ma 6 dzieciakówlepiej żeby byli głodni»