Dobrze Pan sypia?
Teraz już tak, ale kiedyś budziłem się przez koszmary. Osiem lat pracowałem jako technik kryminalistyki. To długo. Pracował ze mną policjant z 30-letnim doświadczeniem - świetny człowiek, fantastyczny profesjonalista. Ale nie chciałem być taki jak on. Tyle po prostu nie można wytrzymać! On zaczął zachowywać się schizofrenicznie, korba mu odwaliła.
To aż tak wyczerpująca praca? Myślałam, że technik pracuje wyłącznie na dowodach.
To bardzo specyficzna praca. Technik kryminalistyki jedzie na miejsce zdarzenia, gdzie zostało popełnione przestępstwo. Jakiekolwiek: od włamania do mieszkania, przez rozbicie szyby na wiacie przystankowej, rozbój, aż po morderstwo I szuka miejsc, w których mogą być pozostawione ślady. Technik musi je zabezpieczyć, by mogły być wykorzystane w sądzie jako dowód. Trzeba wykazać, że to pan X, a nie ktoś inny, dotykał szyby, zostawił niedopałek papierosa, albo zakrwawił nóż
Czy zawsze coś zostaje?
Nie ma przestępstwa bez śladów - mimo wycierania, sprzątania, mycia. Wchodząc do tego pomieszczenia zostawiła pani tysiące mikrośladów: odciski palców na drzwiach, naskórek na blacie stołu i o, pije pani kawę! Ślina na brzegu kubka może zostać wykorzystana przeciwko pani w sądzie.
Co ja takiego zrobiłam?
Jeszcze nie wiem, ale sprawdzę panią w bazie.
Skoro zawsze coś zostaje, to jak to się dzieje, że mamy aż tyle nierozwiązanych spraw?
Bywa, że sprawca, który zostawił ślady nie jest nigdzie rejestrowany, nie ma go w żadnej bazie danych, bo albo wcześniej był sprytny, albo to jego pierwsze przestępstwo. Czasem ślady są szczątkowe i nie pozwalają na dotarcie do konkretnego człowieka. Oczywiście powracamy do spraw nierozwiązanych. Istnieje pion zwany Archiwum X, które odgrzebuje dawne, nierozwiązane przestępstwa i na podstawie śladów zebranych wtedy przez techników czasem udaje się ująć sprawcę. Po piętnastu, dwudziestu latach okazuje się, że nie są bezkarni.
Czyli jest sprawiedliwość na świecie.
"Zawodowi" przestępcy prędzej czy później wpadają. Stara zasada brzmi tak: "Przeszkodą w tej pracy zawsze jest człowiek. Ślady nie kłamią".
Czy technicy uczestniczą przy sekcji zwłok?
Niestety tak. Ktoś musi zrobić zdjęcia albo nagrać to na kasetę wideo. Nic nie musimy kroić, ale i tak wystarczy nam tych przeżyć. Bo ciała są różne: świeże i w stanie zaawansowanego rozkładu. Niepogrzebane ciało po paru tygodniach puchnie i podchodzi wodą, staje się zupełnie czarne. Potem w nozdrzach, oczach i uszach trupa owady zaczynają składać jaja, z których rozwijają się robaki. Żyją pod skórą, chodzą pod nią. Potem skóra pęka i robaki wysypują się na zewnątrz. Na końcu ciało wysycha i wygląda jak mumia. Jeśli trafimy na zwłoki, które leżały parę tygodni w ogrzewanym mieszkaniu, to zapach jest tak potworny, że trudno to opisać.
Zapach porównywalny do czegoś?
Powiem tak, mam dania, których nie tknę. Sos tatarski jest jednym z nich. Ludzkie ciało pachnie specyficznie: to słodki zapach, ale jednocześnie bardzo przejmujący. Ciężko schodzi z ubrania.
Jak dym papierosowy po całonocnej wizycie w klubie?
Tak, wchodzi bardzo głęboko. Ubranie trzeba potem wietrzyć i wielokrotnie prać.
Czyli wracał pan do domu po takich oględzinach i pachniał pan śmiercią?
No tak. Niejednokrotnie zdarzało się, że żona mówiła: "O znowu byłeś na jakimś trupie, bo strasznie śmierdzisz". Parę lat temu byłem na oględzinach miejsca zbrodni, w jednym z bloków niedaleko ulicy Kasprzaka. Zamordowano dwóch Rosjan. Zwłoki jednego leżały w pokoju, drugi był skrępowany i zamknięty w wersalce. Była zima, minusowa temperatura, ale kaloryfery grzały dość mocno, a zwłoki leżały dość długo. Sąsiadów zaalarmował zapach. Weszliśmy do mieszkania i zobaczyliśmy tysiące białych robaków chodzących po podłodze. Ci martwi mężczyźni byli niezbyt wysocy, zaledwie metr siedemdziesiąt, ale ich zwłoki zostały przez te robaki rozniesione po całym pokoju. Po kilku godzinach pracy, kolekcjonowania materiału, wracałem do domu. Siedziałem w autobusie i ludzie odsuwali się ode mnie. Dotarłem do domu, żona tylko skrzywiła się i wyniosła te ciuchy na balkon. Leżały dwa czy trzy dni. Dopiero potem można je było uprać.