O sobie mówi krótko: - Mam prawie 34 lata, długie włosy i od dziewięciu lat pracuję jako
informatyk. Spośród innych specjalistów wyróżnia go jednak to, że nazywa się identycznie, jak znany polski aktor - Michał Żebrowski. Nic dziwnego zatem, że gdy artysta wcielał się w swoje najbardziej charakterystyczne role, od razu pojawiły się porównania do "Wiedźmina". Nagminne stało się również pozdrawianie słowami "witamy nadzieję polskiego kina". - Przez pewien czas denerwowałem się tym podobieństwem. Zwłaszcza, kiedy zaczynałem realizować swoją pasję - śpiewanie. Chciałem być wtedy kojarzony tylko jako Michał Żebrowski-wokalista, a nie Żebrowski-aktor - mówi. Dziś tą zbieżnością zupełnie się nie przejmuje, nazwisko przestało być również "problemem" w sferze zawodowej.
Jak aktor z "aktorem" W kontaktach ze znajomymi częściej posługuje się pseudonimem "Landryn" niż swoim prawdziwym nazwiskiem, dlatego więcej osób kojarzy go właśnie po tym nicku. Nazwiska nie można jednak "ukryć" w pracy, gdzie jest ono podstawą kontaktów. Prowokowało to już wiele zabawnych sytuacji, zwłaszcza w okresie, kiedy pan Michał pracował u dostawcy usług internetowych. Wówczas z klientami kontaktował się telefonicznie. Za każdym razem, zgodnie ze standardową formułką, podawał swoje pełne imię i nazwisko oraz nazwę firmy. - I W tym momencie zdarzało mi się na przykład słyszeć na linii pisk jakiejś pani, a później jej podekscytowany głos: " o matko, to ten aktor". Inni klienci po prostu milkli nagle na dłuższą chwilę - opowiada Michał Żebrowski.
Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?
Z tamtych czasów pamięta również sympatyczną rozmowę ze znanym aktorem Kazimierzem Kaczorem. - Porozmawialiśmy sobie jak aktor z "aktorem". Pan Kazimierz zadzwonił do mnie później raz jeszcze, by podziękować za pomoc przy internecie - wspomina informatyk. Jasno podkreśla jednak, że poza takimi miłymi sytuacjami, nie miał nigdy innych profitów tylko dlatego, że ma sławne nazwisko. Choć pamięta, jak przedsiębiorczy koledzy kombinowali, jak zyskać na tym podobieństwie. Kiedyś podczas luźnego spotkania towarzyskiego wpadli na pomysł, by sprzedawać na aukcjach internetowych zdjęcia Michała Żebrowskiego z autografem. - Pomysł był zabawny przez pięć minut, ale potem naszła mnie refleksja, że mogłoby to być świadome wprowadzanie ludzi w błąd, więc wyraziłem swój sprzeciw i koncepcja upadła. Pozostała za to anegdota, z której śmiejemy się już od blisko ośmiu lat - mówi pan Michał i dodaje, że z tym podobieństwem nazwisk w sumie nie ma żadnych złych skojarzeń. - To głównie przedmiot żartów - twierdzi. W okresie rekrutacji nowych pracowników nawet szef zażartował, że firma zwiększa swój potencjał aktorski, bo dołącza do nich Anna Mucha. - Koniec końców Anna okazała się Agnieszką, ale przez chwilę mieliśmy dobry powód do śmiechu - mówi Żebrowski.
Żadnych zabawnych sytuacji związanych z własnym nazwiskiem nie przypomina sobie natomiast Jarosław Kaczyński z Warszawy zajmujący się zaopatrzeniem technicznym przemysłu. - Jedynie przy pierwszym kontakcie klienci mówią "ooo, cóż za zbieżność nazwisk". No i kilku kolegów mówi do mnie "premierze" - to wszystko - twierdzi Kaczyński.
Teoria spiskowa i weekendowy romans Popularność innych sławnych bliźniaków wprowadziła za to sporo zamieszania w życie pewnego 29-latka. Początkowo sławnych braci Marcina i Rafała Mroczków kojarzyli jedynie fani serialu "M jak miłość", w którym obaj grają od kilku lat. Prawdziwe szaleństwo na ich punkcie rozpoczęło się dopiero, gdy wystąpili w telewizyjnym show "Taniec z Gwiazdami". Kiedy sławni Mroczkowie święcili wielkie triumfy na parkiecie, Rafał Mroczek z Warszawy pracował dla największego alternatywnego operatora telefonii stacjonarnej. Jego nazwisko pojawiało się w korespondencji wychodzącej do klientów. - Pamiętam, że klienci często odpisywali różne dość niemiłe rzeczy w stylu: "co to ten Mroczek nie robi źle i jaki jest niekompetentny" - opowiada 29-latek. Wspomina też, jak raz do firmy przyszło pytanie od jednej pani, która była ciekawa, czy "ten Pan Mroczek", co wysłał jej wezwanie do zapłaty, to ten sam, co gra w "M jak miłość". - Powiem szczerze, że nie wiem, czy uzyskała odpowiedź na temat mojej "drugiej profesji", ale zaległe rachunki uregulowała - mówi Mroczek.
Nowy certyfikat do cv? - zdobądź go! Tylko teraz za darmo
Zdarzyło mu się również trafić na prawdziwego pasjonata teorii spiskowych. - Pewien pan po otrzymaniu odmownej odpowiedzi na reklamację napisał do UKE, że "ten Pan Mroczek, to człowiek niezrównoważony i nie powinien w tej firmie pracować i ze nawet nie podaje własnego nazwiska, tylko działa pod pseudonimem operacyjnym" - śmieje się Rafał. Pismo zawierało w sumie trzy strony podejrzeń i zarzutów do konsultanta oraz działu obsługi klienta. - Cala firma jeszcze przez tydzień śmiała się z mojego pseudonimu - wspomina.
Przesilenie popularności "prawdziwego Mroczka", a tym, samym również pana Rafała przyszło w momencie, kiedy portale plotkarskie rozpisywały się o romansie aktora z Anetą Piotrowską, jego partnerką z "Tańca z Gwiazdami". - Tak się akurat złożyło, że mniej więcej w tym czasie brałem ślub z moją narzeczoną, również Anetą. Musiałem więc "tłumaczyć" dociekliwym, że od 9 do 17 pracuję w biurze dla telekomu, później o godzinie 20 z minutami gram w "M jak miłość", a w weekendy tańczymy z Anetką w "Tańcu z Gwiazdami" - śmieje się nie-aktor. - Generalnie nazwisko czasami pomaga, bo wszyscy są ciekawi, czy to ten Mroczek. A że wiek mniej więcej się zgadza, czasami nie zaprzeczam - przyznaje pan Rafał. Udaje mu się dzięki temu załatwić szybciej sprawę w urzędzie, a w kontaktach biznesowych przełamać lody i sprowadzić rozmowę na bardziej przyjazny grunt.
Konkurencja nie śpi Podobne doświadczenia ma Agnieszka Chylińska z Łodzi. Od ponad roku pracuje w agencji reklamowej, gdzie koledzy i koleżanki przestali już porównywać ją z byłą wokalistką grupy O.N.A. Jednak akurat w tym zawodzie identyczne połączenie imienia i nazwiska bardzo się przydaje. W kontaktach z obcymi osobami to właśnie porównania z "tamtą" Agnieszką są pierwszym wspólnym tematem do rozmowy. - Gdy chcę zaprosić polską gwiazdę na przygotowywany przez siebie event, rozmowa z nią lub jej menadżerem przebiega bardziej po mojej myśli, gdy usłyszą, z kim rozmawiają - opowiada pani Agnieszka. Kiedyś jeden z wokalistów od razu dodał sobie jej nazwisko do kontaktów w komórce, jakby znali się od lat. - Za jakiś czas przeżywam niemały szok, gdy na wyświetlaczu mojego telefonu pokazał się właśnie jego numer. Odbieram, a po drugiej stronie słyszę: "No cześć Aguniu...". W pierwszym momencie byłam trochę zbita z tropu, a moje koleżanki z pracy i tak twierdziły, że piosenkarz myli mnie z "tą" Agnieszką Chylińską - śmieje się łodzianka.
Jednak najbardziej w pamięci utkwiły jej momenty z czasów, gdy szukała pracy. Wchodząc na rozmowy kwalifikacyjne przedstawiała się i od razu rozmowa schodziła na to, czy jest choć trochę do "tej" Chylińskiej podobna. - Z jednej strony pomagało to zapomnieć o nerwach podczas jakże stresującego dla mnie spotkania, czasem jednak rozmówca za bardzo zagłębiał się w temat i trudno było przejść do standardowej rozmowy o pracę - mówi Chylińska.
Dla Edyty Górniak z Nałęczowa nieco uciążliwe jest, gdy ktoś uparcie nie wierzy w prawdziwość jej imienia i nazwiska. - Pada wtedy często propozycja żebym coś zaśpiewała, najlepiej hymn narodowy. Wolę jednak w takiej sytuacji wylegitymować się dowodem osobistym - mówi Górniak. O jej autograf prosili już policjanci podczas kontroli drogowej, a na targach, gdzie handluje odzieżą, nie raz słyszała, jak ktoś chwalił się przez telefon, że stoi obok Edyty Górniak. - Nie do śmiechu było mi jednak, gdy producentka odzieży u której kupuję, nie zostawiła dla mnie zamówionego towaru myśląc, że konkurencja robi sobie z niej żarty - wspomina pani Edyta. Swoje nazwisko jednak bardzo lubi, dlatego nie zmieniła go nawet po ślubie. - Kto wie, może za jakiś czas będę miała własny sklep z ciuchami. Takie nazwisko na szyldzie na pewno warto byłoby wykorzystać - dodaje.