Praca >  Wiadomości >  Reportaże

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum GazetaPraca.pl - Reportaże

Chodzi, krzyczy i zarabia

Dominika Karp
2009-07-22, ostatnia aktualizacja 2009-07-22 18:27
"Mieszczki i mieszczanie królewskiego stołecznego grodu Lublin, zatrzymajcie się i posłuchajcie! Powtarzam: mieszczki i mieszczanie..."
Fot. Rafal Michalowski / AGENCJA GAZE

Łatwo nie jest. Wyzywany od nawiedzonych, oszołomów, "Napoleonów", oskarżany o zakłócanie porządku... Jedyny w Polsce miejski klikon nie poddaje się i uparcie krzyczy już niemal od dwudziestu lat. Więcej - jest z tego bardzo dumny.


Fot. Bartłomiej Sowa / AG
Nie ma chyba w Lublinie osoby, której nie dosięgłaby siła głosu Władysława Stefana Grzyba albo - w najgorszym razie - wieść o miejskim krzykaczu. Trudno go nie zauważyć - w niedzisiejszym stroju (od niedawna na wzór renesansowego mieszczanina), długich czarnych skarpetach (wraz z nowym strojem zastąpiły białe rajstopy), butach z klamrami i dzwonkiem, 77-letni mężczyzna wygląda dość... oryginalnie. Tak ubrany, wyposażony w rulon jeździ po Polsce i świecie. Krzyczy na konkursach, anonsuje różne wydarzenia i rocznice - tegoroczną majówkę spędził na przykład Wąchocku, w którym świętowano rocznicę nadania praw miejskich. Głos i dzwonek Grzyba można usłyszeć też w nieco innych okolicznościach - na pogrzebach, weselach, chrzcinach, a także podczas promocji, ulicznych kampanii reklamowych, na otwarciach sklepów.

Zaczyna zawsze tak samo: "Mieszczki i mieszczanie królewskiego stołecznego grodu Lublin, zatrzymajcie się i posłuchajcie! Powtarzam: mieszczki i mieszczanie królewskiego stołecznego grodu Lublin, zatrzymajcie się i posłuchajcie! Po trzykroć powtarzam: mieszczki i mieszczanie królewskiego stołecznego grodu Lublin, zatrzymajcie się i posłuchajcie. Ja, klikon królewskiego stołecznego grodu Lublin, Władysław Stefan Grzyb, członek angielskiej Gildii Krzykaczy Miejskich od Roku Pańskiego 1997, członek Gildii Krzykaczy Miejskich Kontynentu Europejskiego od Roku Pańskiego 2002 z siedzibą w Belgii, uczestnik pięciu konkursów europejskich krzykaczy miejskich, dwóch światowych: w Kanadzie i Australii...". Niektórzy ziewają już na wstępie. Klikon jednak nie rezygnuje. Ceremoniał to ceremoniał. I kropka.

Napoleon jedzie do Anglii

Zaczynał w czerwcu 1990 roku. Jako krzykacz-samozwaniec. Zaczął, gdy po wielu latach nieobecności, na lubelską Bramę Krakowską wracały dwa obrazy - z wizerunkiem Matki Boskiej i miejskiego patrona św. Antoniego. Postanowił uczcić ten moment. Jak mówi - sam z siebie, z zamiłowania do historii, tradycji. W dżinsowych spodniach i kurtce, furażerce na głowie, z tubą w ręku. Tej ostatniej, podobnie jak i nietypowego stroju, musiał się później pozbyć - prawdziwy, profesjonalny klikon nie może używać żadnych wzmacniaczy.

Pracował wtedy jako zaopatrzeniowiec w lubelskim Przedsiębiorstwie Handlu Opałem i Materiałami Budowlanymi (z wykształcenia jest technikiem ruchu kolejowego, ale nigdy nie pracował w zawodzie). Koledzy zaczęli się z niego śmiać. Podobnie jak żona i rodzina. - Mówili, że na starość zgłupiałem - wspomina. Nie poddawał się. Razem z obrazem św. Antoniego na wieżę Bramy Krakowskiej wróciła tradycja odgrywania hejnału. Grzyb wymyślił, że stanie obok trębacza i będzie wykrzykiwać hasła reklamowe różnych firm.

Kilka lat później został poproszony o zapowiedzenie koncertu na rzecz lubelskiego Teatru Starego. Pojechał do Łazienek Królewskich. - No i jak zacząłem tam mordę drzeć, to znaczy zapowiadać, podszedł do mnie dziennikarz z BBC. Powiedział, że słyszał coś o angielskiej organizacji skupiającej krzykaczy i że spróbuje mnie z nimi skontaktować. Zamiast listu od razu przyszło zaproszenie na konkurs - mówi Władysław Stefan Grzyb. Tak został członkiem brytyjskiej Starożytnej i Honorowej Gildii Krzykaczy Miejskich. To właśnie w Wielkiej Brytanii, a także Australii i Kanadzie ta tradycja trzyma się najmocniej. Na pierwszy konkurs, nieopodal brytyjskiego Dartmouth, klikon z Lublina pojechał jeszcze w 1996 roku. W prezencie dostał dzwonek i pierwszy mundur z prawdziwego zdarzenia. Przez ten niebieski strój żartobliwie nazywany był "Agentem Jej Królewskiej Mości".

Średni głos

Każdy taki konkurs podzielony jest zwykle na kilka kategorii (Grzyb stara się obecnie, żeby takie zmagania odbyły się w przyszłym roku właśnie w Lublinie). Uczestnicy - w tym często kobiety i dzieci - muszą wykrzyczeć np. 75 albo 100 słów w ciągu minuty. Jury ocenia dykcję i, oczywiście, donośność głosu. Grzyb nie zna angielskiego, krzyczy więc po polsku. Słuchaczom rozdaje kopie występu w języku angielskim. W trakcie jednego z jego zagranicznych wyjazdów, w australijskim miasteczku Maryborough, została zmierzona siła głosu lubelskiego klikona. Przekracza 86 decybeli. - Jest to raczej średni wynik - mówi Grzyb. - Na konkursach spotykam się z krzykaczami, którzy przekraczają setkę - dodaje. Posiadaczem najmocniejszego i najdonośniejszego głosu na świecie jest mieszkaniec Bermudów - D. H. "Bob" Burns, który trafił do Księgi rekordów Guinnessa. Siła jego głosu sięga 113 decybeli.

"Średni" głos lubelskiego krzykacza wystarczył jednak do tego, by podczas jednej z sesji Rady Miasta (które Grzyb tradycyjnie nagrywa) nastraszyć nieco rajców. Podczas występu klikona w sali lubelskiego ratusza spadł podwieszony u sufitu ekran.

Aaaaa klikon potrzebny od zaraz

Władysław Stefan Grzyb ma podpisaną umowę z lubelskim Urzędem Miasta. Wzmiankę o wydatkach na gażę, strój i mieszkanie krzykacza można znaleźć już w szesnastowiecznej miejskiej księdze! Za "prowadzenie ceremoniału podczas wizyt z kraju i zagranicy w Ratuszu Miejskim oraz innym miejscu wskazanym przez zamawiającego" Grzyb również pobiera niewielkie wynagrodzenie. W umowie nie ma klauzuli o tym, że nie może on świadczyć swoich usług prywatnym firmom. Krzykacz nie stroni więc od działalności reklamowej. Za swoją pracę na rzecz miasta klikon dostaje kwartalnie 1100 zł brutto. - Więc to nie pieniądze skuszą mojego ewentualnego następcę - mówi.

W przyszłym roku minie już 20 lat, odkąd lublinianin para się krzyczeniem. Postanowił poszukać kogoś, kto go zastąpi. - Mam już swoje lata. Wiecznie żyć nie będę. Chciałbym, żeby nie pozostało po mnie tylko dobre, czy złe wspomnienie. Liczę, że tradycja będzie kontynuowana - mówi. Konkurs, który ma wyłonić nowego klikona, zaplanowany był na czerwiec. Pracownicy Kancelarii Prezydenta Lublina zdecydowali jednak, że przeniosą go na sierpień, bo wtedy odbędzie się w mieście Jarmark Jagielloński i przegląd hejnałów. Miasto odwiedzi wielu ludzi. - Dwa grzybki w barszczu to z dużo - odciął się klikon i chce przełożenia konkursu na czerwiec przyszłego roku, dokładnie na swoje dwudziestolecie. - W sprawie terminu dostosujemy się do jego decyzji - mówi Iwona Haponiuk, dyrektor Kancelarii Prezydenta Lublina.

Tak więc ewentualni kandydaci na krzykacza będą mieli prawdopodobnie sporo czasu by przygotować się do zmagań. Wymogi? - Aparycja, znajomość angielskiego (ja nie znam i mam z tym duże problemy), przynajmniej moja siła głosu i słuszny wzrost. Ja to jestem kurduplowaty. Dobrze by było, gdyby kandydaci, którzy zgłoszą się do rywalizacji byli ode mnie wyżsi. W mundurze trzeba wyglądać dostojnie, postawnie - wymienia niemal jednym tchem Grzyb. Zależy mu także na tym, by byli to mieszkańcy Lublina - chce uniknąć sytuacji, w której ktoś nauczy się "fachu" pod jego okiem i wyjedzie.

Trzeba się uczyć

Za najmilsze w swojej pracy uważa wyjazdy na zagraniczne konkursy. - Zobaczyłem kawałek świata, poznałem ciekawych ludzi - mówi. Nie zrażają go docinki, drwiny, wyzwiska, pytania: "po co pan tu przyszedł?". Gdy słyszy za sobą "o, Napoleon idzie", mówi o nieznajomości historii. - Ja powtarzam wszystkim - ja czuję się z tym dobrze, spełniam się. Jestem dumny, że swoją osobą przypominam innym barwną część średniowiecznej tradycji - kwituje Grzyb.

Warszawka kontra cała Polska - Jak zarabiają Polacy?



Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.4

5 głosów

  • Chodzi, krzyczy i zarabia arim 02.08.09, 21:50

    Nieszkodliwy wariat, z rodzaju takich, jakich potrzeba na tym świecie jak najwięcej. Szacunek za wytrwałość, brawa za oryginalność, i jeszcze raz szacunek za ożywianie i kultywowanie »

  • Chodzi, krzyczy i zarabia cannabee 03.08.09, 01:42

    Bravo - wiecej takich pozytywnych ludzi i wieksza pensja za promocje miasta!!!!»