Połowa lipca. W samym centrum Warszawy kilkudziesięciu kupców sprzedaje towary ze stolików. Przechodniów zaskakuje nietypowy strój handlujących. Pan Tadeusz, ponad czterdziestokilkuletni mężczyzna z dużym brzuchem, nazywany jest przez kolegów "ratownikiem". Sprzedaje towar ubrany tylko w krótkie spodenki i klapki. - Za gorąco, by stać tu w koszuli. Przecież jest ponad trzydzieści stopni - mówi. Przekonuje, że szefa interesuje tylko zysk. Żadnych zasad w kwestii ubioru nie ma. Podobnych miejsc w Warszawie jest więcej. Na placu na Rozdrożu kilka pań rozłożyło nawet leżaki do opalania. Wstają, dopiero gdy klient chce płacić. Jedna z nich, 20-letnia Anna, sprzedaje towar w dwuczęściowym stroju kąpielowym. Mówi, że sprzedaż okularów to jedno z lepszych zajęć. - Pan zobaczy, jak ja się ładnie opaliłam. Wszyscy myślą, że spędziłam wakacje w Grecji. A ja tu pracuję i jednocześnie wypoczywam. Wystarczył mi tydzień na leżaku - cieszy się.
Nowy certyfikat do cv? - zdobadź go! Tylko teraz za darmo
Kilka upalnych dni sprawiło, że z roboczych ubrań zaczęli rezygnować także pracownicy firm budowlanych budujących lub remontujących stołeczne drogi. Al. Solidarności, ulica Powązkowska czy budowany dziesięciokilometrowy odcinek trasy ekspresowej od Konotopy do Trasy Prymasa Tysiąclecia bardziej przypominają plażę, na której trwają jakieś prace budowlane. Zgodnie z przepisami BHP pracownicy budowlani powinni mieć na sobie nie tylko ubranie robocze, ale również kaski ochronne. - Nie ma mowy. W tym upale nie da się nosić kasku - ucina jeden z pracowników, gdy pytam o brak odpowiedniego ubioru na budowie. Kilku młodych pracowników ma na sobie adidasy i krótkie spodenki. Kierowcy, którym na tym odcinku ograniczono jeden pas ruchu, śmieją się, że panowie czują się tu niczym na wakacjach.
Na innej budowie wszyscy pracownicy rozebrani prawie do rosołu. Jeden z nich powiesił spodnie na koparce i wyrównywał drogę w samych majtkach. Budowlańcy śmieją się, że w ubraniach chodzą tylko ich szefowie. Ci jednak bardziej przykładają wagę do dotrzymania terminów zakończenia kolejnego odcinka niż do spraw bezpieczeństwa i higieny pracy. Trudno sobie wyobrazić upalne lato bez krótkich spodenek czy szortów u panów. Jeszcze kilka lat temu taki strój był nieodłączny na każdej plaży. Ale jak przekonują sami pracownicy, każdego roku moda się zmienia. Także i ta w pracy. Luźne letnie stroje u pracowników możemy spotkać niemal na każdym kroku. Począwszy od handlowców, po kierowców prywatnych linii autobusowych. Właściciel jednej z pizzerii na warszawskich Bielanach przekonywał swoje pracownice, by chodziły w krótkich spodenkach, które bardziej przypominały majtki. Ten pomysł nie spodobał się jednak starszej klienteli. Pomysł zapewne zaczerpnął z jednego z krakowskich zakładów fryzjerskich, w którym kilka lat temu klientów strzygły półnagie fryzjerki.
Z kolei mieszkańców stolicy wypoczywających w weekendy w parkach nie dziwią już krótkie spodenki u strażników miejskich patrolujących okolicę na rowerach. - Nasze patrole z wydziałów specjalistycznego noszą specjalne spodnie bojówki - wyjaśnia Marek Kulasza z zespołu prasowego Straży Miejskiej w Warszawie. Strażnicy mają także koszulki z krótkim rękawem oraz półbuty. Specjalne letnie zestawy mają również kierowcy warszawskich autobusów. - Wkrótce będziemy testować nowe mundury - przyznaje Adam Stawicki z MZA. - Będą tam także specjalne zestawy na lato.
Coraz głośniej o swobodniejszy ubiór dopominają się też wybitni specjaliści. Na Naszej-klasie wiele osób zamieszcza swoje zdjęcia z pracy w rybaczkach, krótkich spódniczkach, spodenkach czy sandałach. A w portalu GoldenLine pomagającym w nawiązywaniu kontaktów zawodowych rozgorzała nawet dyskusja o przychodzeniu w krótkich spodenkach do pracy. - W mojej firmie kilka osób przychodzi w krótkich spodenkach do pracy. Dla mnie to takie nietypowe. A co wy o tym sądzicie? - pyta jeden z internautów. - Kobieta w rybaczkach jeszcze przejdzie. U faceta raczej nie wypada - przekonuje Magda. - Na wyjazd tak, ale do biura? Z nieogolonymi nogami? Jak klienci będą patrzeć na takiego pracownika? - pytają inni.
Zdania są podzielone. Większość uważa jednak, że nikomu nie powinno przeszkadzać przychodzenie do pracy na luzie. Wszystko też zależy od profesji, jaką wykonujemy. Swoje nowe podejście opisują też handlowcy. - Po pierwszym spotkaniu umawiam się na neutralnym, kameralnym gruncie. Zamiast marynarki - T-shirt, zamiast pantofli - sandały. Luźna atmosfera równa się lepsza rozmowa i dużo lepsze wyniki - przekonuje Adam,
handlowiec z Mazowsza. Letnia swoboda zaskoczyła także head hunterów. - Coraz więcej osób przychodzi na rozmowę kwalifikacyjną w kolorowych koszulach z krótkim rękawem. W zeszłym tygodniu przekonywałem kilku kandydatów, że wizyta w sandałkach i T-shircie zmniejsza ich szansę - mówi jeden z warszawskich łowców głów. Co mówili? - To nowy sposób, by zaskoczyć i przekonać do siebie pracodawcę. Większość na pewno przyjdzie w garniturach. Zamiast rozmawiać, będą się gotować w tym upale. A tu trzeba dostosować się do panujących warunków, także i tych pogodowych.