Student vs. emeryt

Karolina Przewrocka
2009-08-07, ostatnia aktualizacja 2009-08-19 13:46
Student czy emeryt? Kto lepiej radzi sobie na rynku dorywczej pracy?
Student czy emeryt? Kto lepiej radzi sobie na rynku dorywczej pracy?
Fot. Krzysztof Gutkowski / AG

Ulotkarze, "naganiacze", "strzałkowi"*, pracownicy restauracji szybkiej obsługi - w rolach typowo studenckich coraz częściej odnajdują się osoby po pięćdziesiątce. To fakt, który cieszy, jeśli praca staje się dla nich okazją do wyjścia z domu. Gorzej, gdy na rozdawanie ulotek decydują się w nadziei na przeżycie.

Początek tygodnia, tłum przy warszawskim Metrze Świętokrzyska. U szczytu ruchomych schodów pracują ramię w ramię: pan Jan, srebrnowłosy pięćdziesięciolatek i studentka Kasia o wyjątkowo zgrabnej figurze. To jej pierwszy dzień w pracy: uśmiecha się, podaje ulotki, dziękuje. Podoba jej się, nie odczuwa zmęczenia. Godziny płyną szybko - w końcu pan Jan to niezły gawędziarz. Oprócz tworzenia miłej atmosfery podpowiada, jak się zachowywać, by przechodzący nie ignorowali wyciągniętej ręki - pomaga w skutecznym przekonywaniu, by zabrali ze sobą plik karteczek. Kasia wyraźnie ceni sobie towarzystwo pana Jana.

Pięćdziesięciolatek ulotki rozdaje od dwóch lat. Wcześniej pozował studentom malarstwa. - I studentkom też - podkreśla, więc notujemy, bo to najwyraźniej ma dla niego znaczenie. Dzisiaj reklamuje warszawską szkołę językową za 7 złotych na godzinę. Co najbardziej lubi w swojej pracy? - Gdy ulotki szybko się rozchodzą. Bo niby po co tutaj stoję? Przecież nie dla przyjemności - pan Jan w gorzkim uśmiechu odsłania niepełne uzębienie.

Solidni z "50+"

Takie obrazki na ulicach polskich miast nie należą już do rzadkości. Na ogłoszenia firm poszukujących ulotkarzy czy "strzałkowych" odpowiada coraz więcej osób po pięćdziesiątce. Z powodzeniem, bo - jak przyznają rekruterzy - ta dorywcza, męcząca praca przestaje spełniać oczekiwania coraz bardziej wymagających studentów. Młodzi ludzie nie chcą już tracić czasu na zajęcie, które nie daje ani zarobku, ani doświadczenia. Tymczasem osobom starszym nie zależy na kolejnym punkcie w CV, a czasu mają dużo. Dzięki dorywczej pracy chcą wyrwać się z domowej codzienności, wyjść do ludzi, dorobić do lichej emerytury lub renty. Chwytają się czegokolwiek, często zatajając przy tym kwalifikacje. Nie mierzą wysoko, bo są przyzwyczajeni do porażki w konkurencji z młodszymi od siebie, a ich frustrację potwierdzają wyniki badań. Z danych Ministerstwa Rozwoju Regionalnego wynika bowiem, że zaledwie 28 proc. polskich pracowników to osoby między 55 a 64 rokiem życia. Ta grupa wiekowa już za kilkanaście lat będzie stanowiła prawie połowę liczby ludności. Eksperci alarmują, że przy obecnych tendencjach demograficznych (starzenie się społeczeństwa i spadek liczby urodzeń) niezatrudnianie osób z grupy "50+" może kiepsko odbić się na nastrojach Polaków już w najbliższym dziesięcioleciu. - Będzie malała liczba osób, które będą pracowały na emerytury dla rosnącej grupy emerytów. Polska jest już w grupie krajów posiadających najwięcej najmłodszych emerytów - mówi Anna Szcześniak, kierownik projektu Senior Intergenerational Social Capital organizowanego przez Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym Krajowej Izby Gospodarczej. Projekt ma na celu wsparcie przedsiębiorstw w dążeniu do przekazania i zachowania w firmie "know-how" wykwalifikowanych pracowników, zanim przejdą na emeryturę.

Nie tylko jednak placówki medyczne i rynek usług pielęgnacyjno-opiekuńczych wydają się być nieprzygotowane na wejście w wiek emerytalny pokolenia pierwszego powojennego boomu demograficznego. W kwestii aktywizacji osób starszych najbardziej kuleje społeczna mentalność.

Wstydliwy "wiek trolejbusowy"

Bo nastawienie Polaków nie ułatwia starszym decyzji o powrocie na rynek pracy. Zmęczeni wspomnieniem okresu powojennego i PRL-owskiej codzienności, przyzwyczajeni do trudów życia, łatwo padają ofiarą stereotypów i sami ulegają złudzeniu o swojej nieprzydatności. - Panuje przekonanie, że starsze osoby są powolniejsze, mniej wydajne, trudniej przystosowują się do warunków pracy, łatwiej się dekoncentrują. Natomiast z naszych doświadczeń wynika, że są często bardziej sumienne - widać, że zależy im na tej pracy - mówi pan Sławomir z jednej z łódzkich kancelarii prawnych. Starszych ludzi zatrudnia w charakterze ulotkarzy od dłuższego czasu i za każdym razem podchodzi do nich z entuzjazmem, który podzieliłoby zapewne niewielu pracodawców. - Nie zatrudniamy osób starszych, bo mieliśmy z nimi złe doświadczenia. Największym problemem byli alkoholicy, którzy pobierali z biura ulotki, a potem znikali - słyszymy w jednym z salonów kosmetycznych. - Rzeczywiście, mamy problem z alkoholizmem wśród zgłaszających się do tej pracy. Nie skreślamy jednak wszystkich starszych osób. W tej chwili pracuje dla nas jedna pani po pięćdziesiątce i jesteśmy z niej bardzo zadowoleni - cierpliwością przewyższa niejednego studenta - śmieje się pani Joanna Krasny pozyskująca ulotkarzy dla jednego ze stołecznych klubów.

Kto zarabia najwięcej? - Wypełnij ankietę!



Dla Roberta Pawliszko, socjologa i kierownika Wrocławskiego Centrum Seniora, sytuacja u wejścia do Metra Świętokrzyska jest zdumiewająco jasna: to nie zgrabna figura studentki, lecz autorytet srebrnej głowy pana Jana decyduje o sukcesie nietypowego ulotkarskiego teamu. Zdaniem specjalisty, firmy zatrudniające ulotkarzy zauważyły już, że przed starszymi osobami rozdającymi ulotki rzadziej się ucieka, co ostatecznie decyduje o ich większej skuteczności. Zatrudnianie nie wynika więc ze zdrowych poglądów, ale z wyrachowania pracodawców. - Przyzwyczailiśmy się do osób wpychających nam kartki na siłę, wręcz nie zwracamy na nie uwagi. Firmy zaczęły szukać nowych formuł jej przykuwania - dlatego zatrudniają osoby starsze - sugeruje Pawliszko. Z innego źródła dowiadujemy się o skrajnej, lecz rosnącej już tendencji do zatrudniania w ulotkarstwie osób niepełnosprawnych - oczywiście pod hasłem równouprawnienia. Bo starsza czy niepełnosprawna osoba wzrok przykuwa skutecznie: budzi szacunek, niejednokrotnie litość czy chęć pomocy. - W naszej kulturze senior jest autorytetem, nie można go więc lekceważyć. Jest również biedny, więc zabierając ulotkę pomagamy i realizujemy przy okazji własną potrzebę czynienia dobra - tłumaczy swoją teorię Robert Pawliszko.

Dodaje, że to nie czynnik finansowy decyduje o wejściu osób starszych na rynek prac dorywczych. Bardziej istotne są kwestie społeczne: wyjście z domu, możliwość sprawdzenia się. W wielu przypadkach sytuacja materialna osób starszych jest skromna, ale nie tragiczna, czemu sprzyja wzrost zarobków i wsparcie ze strony ich dzieci. Innego zdania jest Zygmunt Jeżewski z Powiatowego Urzędu Pracy w Poznaniu. Twierdzi, że to życie wymusza na starszych ludziach aktywność, a na taki rodzaj pracy decydują się, bo nie mają innego wyjścia. - Samotna sąsiadka żyje za kilka złotych dziennie. Od jakiegoś czasu dorabia do renty jako sprzątaczka. Znajomy z widzenia spuszcza wzrok, gdy spotykam go na rogu rozdającego ulotki. Wyraźnie wstydzi się swojej sytuacji - zauważa Jeżewski.

Nie udaje nam się porozmawiać z siwą, energiczną kobietą, która pokrzykuje obok pana Jana i Kasi, wymachując ręką z ulotkami. Niejasno tłumaczy, że pracuje dziś przypadkiem, a poza tym ma lat trzydzieści osiem, wobec czego nie ma tematu. Niechętnie rozmawia z nami pani A., która przy Rondzie de Gaulle'a godzinami reklamuje popularny warszawski klub. - Pracuję tak, bo lubię. Z wyboru, nie z konieczności - odpowiada półsłówkami, przygryza wargi i powoli spuszcza wzrok.

McPięćdziesiątka

Za kasami w jednym z warszawskich McDonald'sów nieustanny ruch. Jak w teledysku - migają ręce, pieniądze, czerwone koszulki, hamburgery, jabłka, cola, oczy i twarze. Zmęczone, radosne, świeże i dojrzałe, zdradzające niewyspanie lub pobudzenie po porannej kawie. Wśród nich twarz pani Ireny Wilkoszewskiej - zupełnie nieprzystająca do reszty, bo zdradzona zmarszczkami w zewnętrznych kącikach oczu.

Zmarszczki uwydatniają się, gdy pani Irena się uśmiecha. A uśmiecha się dużo, bo lubi swoją pracę. Ma 53 lata i już trzeci rok zasila ekipę pracowników McDonald'sa. Pracuje na stanowisku asystenta rachunkowego, na które awansowała po miesiącach sprzątania sali, robienia kanapek i pracy na kasie. Gdy podejmowała tę pracę, była zrezygnowana. W uszach szumiało jedno zdanie słyszane od kilku lat: "Jest pani za stara". Ambicje zostawiła wtedy w tyle - było jej obojętne, byle tylko móc pracować.

Irena Wilkoszewska zna trzy języki: angielski, rosyjski i hebrajski. W PRLu pracowała w PAN, otworzyła przewód doktorski z genetyki zwierząt. Pod koniec lat 80. dostała możliwość zagranicznego wyjazdu-pojechała więc za chlebem, do pracy fizycznej. - Wróciłam w 1997 roku i doznałam szoku bezrobocia - nie spotkałam się z nim wcześniej. Miałam 41 lat i tylko to interesowało potencjalnych pracodawców - nie moje doświadczenie, umiejętności czy znajomość języków - opowiada pani Irena. Nie miała szans na powrót do pracy naukowej, nie była też żadną inwestycją dla pracodawców, których nie interesowało szkolenie osób powyżej 35. roku życia. Po kilku latach szukania pracy, dodatkowo skomplikowanych przez problemy rodzinne, pani Irena trafiła do McDonald'sa.

Jak przyznaje Krzysztof Kłapa, dyrektor ds. korporacyjnych w McDonald's Polska, zainteresowanie sieci starszymi pracownikami wzrosło niedawno, gdy z Polski wyemigrowali młodzi i na rynku zrobiła się luka. - W samej spółce zatrudniamy obecnie ponad 500 pracowników z grupy wiekowej 50+. To osoby, które wnoszą do młodego najczęściej zespołu doświadczenie życiowe, rozwagę i spokój. Współpraca służy obu stronom, bo starsi przesiąkają entuzjazmem młodych - mówi Krzysztof Kłapa. W zróżnicowanym wiekowo zespole łatwiej też dograć godziny pracy: starsi ludzie chętnie dopasowują się do elastycznego zapotrzebowania studentów.

Pani Irena, szczupła, niebieskooka blondynka, cieszy się z pracy z młodymi ludźmi. Śmieje się jak oni, jest otwarta i swobodna w rozmowie. - Tej swobody ciągle jednak się od nich uczę. Mam wrażenie, że młode pokolenie jest mniej zestresowane i pozytywniej nastawione do życia - uważa kobieta. Cieszy się, gdy studenci mówią do niej per "ty" i bawi ją, gdy któryś z nich się krępuje, tłumacząc, że "pani jest w wieku mojej mamy". - Tylko jednego nie naśladuję: stuprocentowego korzystania z dobrodziejstw pracy wśród fast foodów. Chociaż bardzo mi smakują, muszę uważać - w moim wieku to już niewskazane - śmiech Ireny Wilkoszewskiej zagłusza na chwilę natrętny pop płynący z głośników.

* Naganiacz - osoba zachęcająca do kupna towaru danej marki lub zapraszająca do odwiedzenia restauracji/ kawiarni/ salonu. Naganiacze często występują w charakterystycznych strojach.

* Strzałkowy - inna forma naganiacza - cechą charakterystyczną "strzałkowego" jest znak w kształcie strzałki, którym wskazuje restaurację/ kawiarnię/ salon itp.

Praca dla studentów

  • 45 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Student vs. emeryt whitenabuchodonozor 19.08.09, 16:32

    no kurde, po pięćdziesiątce to "ludzie starsi"?młokosy to nie są, ale bez przesady, do "starszych" to im trochę brakujeludzie 50+ dorabiają do emerytury? gdzie my żyjemy?»

  • Re: Student vs. emeryt yanca1 19.08.09, 18:42

    z tego co wiem, na emeryturę w wieku lat 50-ciu nikt na siłę nie wysyła. Czylibohaterowie dorabiający do słabej emerytury sami sobie taki los wybrali. A ciktórzy idą na wcześniejszą »

  • Re: Student vs. emeryt india70 19.08.09, 19:22

    pierwszą strzalkę postawiłam kilka lat temu na ul.Długiej w Gdańsku miała reklamować wystawę owadow,ktora była w bocznej uliczce i niebyło jej widac.Nie wolno było postawic koziolka - »