Ile kosztuje własne bezrobocie

Małgorzata Kolińska-Dąbrowska
2009-08-17, ostatnia aktualizacja 2009-08-17 13:12

Fot. Przemysław Skrzydło / Agenc

Przychodzi baba do pośredniaka odc. 39. Nasza dziennikarka, nie tak dawno bezrobotna, sprawdza, czy nadal trzeba do aktywizacji zawodowej dokładać z własnej kieszeni.

ZOBACZ TAKŻE

Julia, księgowa: "Zmieniłam pracę mimo kryzysu" - Kogo stać na zmiany?



Trzeba. Nie tylko, gdy się jest bezrobotnym w Warszawie. Na czym to polega? Na płaceniu za bilety komunikacji miejskiej wtedy, gdy jedzie się na rozmowę do pracodawcy. Najbardziej aktywni bezrobotni robią to dwa-trzy razy w miesiącu. W stolicy, licząc autobus i tramwaj w jedną stronę, wychodzi 9 zł z groszami. Trzy razy w miesiącu i robi się prawie 30 zł. - Ostatnio byłam nawet w Piasecznie. Do tego wysyłam listy i e-maile. Dzwonię. W zeszłym tygodniu cały ranek poświęciłam na sprawdzanie ofert ze strony internetowej stołecznego UP. Czekam na rachunek za telefon - opowiada pani Teresa, bezrobotna 40-latka. - Oczywiście nie wszyscy się tak starają. Dla niektórych ważny jest tylko stempel na karcie bezrobotnego. Dla mnie nie.

29-letni Krzysztof wiosną zarejestrował się w pośredniaku w Kielcach. Musi przyjeżdżać tu co miesiąc. - Na razie przez pół roku ma zasiłek. Ten najniższy - ok. 420 zł. Dla mnie każda złotówka jest ważna. Byłam nawet w urzędzie między tymi obowiązkowymi wizytami. W maju przyjąłem trzy oferty pracy. A ile nadziei miałem!

Mocno wierzył, że znajdzie pracę i równie mocno się rozczarował. - Jedna z ofert była od miesiąca nieaktualna. Straciłem czas i pieniądze na dojazd. W drugim przypadku trafiłem do agencji pośrednictwa pracy. Znów strata. W trzecim miejscu ktoś mnie uprzedził.

Najbardziej denerwują go te nieaktualne oferty. - Sam za własne pieniądze zadzwoniłem i poinformowałem urząd, żeby nie dawali tych skierowań bezrobotnym - dodaje Krzysztof. - To oni powinni zadbać o to, bym nie był narażony na takie bezsensowne jazdy po mieście. Pan Krzysztof już po pierwszych doświadczeniach potrafi określić koszty poszukiwania pracy. Bilety i dojazdy do pracodawcy, korespondencja elektroniczna. Musi korzystać z kafejek internetowych. Komputer mu się zepsuł. Teraz nie ma szans, by kupić nowy. - Kafejka to 8 zł za każdym razem. W kieleckim UP nie ma sali, w której bezrobotny może skorzystać z internetu, telefonu czy gazet - mówi.

Szybko przeliczam, wychodzi ok. 150 zł miesięcznie. Jedna trzecia zasiłku. A z czego ma żyć bezrobotny? W Warszawie sala jest, ale na ulicę Ciołka trzeba dojechać i zapłacić za bilet lub jechać na gapę. - Tylko z Mokotowa to prawdziwa godzinna wyprawa. Tyle samo powrót. Szkoda czasu. I tak wydam pieniądze. Nie ważne, czy na bilet, czy na telefon - dodaje pani Teresa.

Kto zarabia najwięcej? - Wypełnij ankietę!



Stołeczni radni, by ulżyć bezrobotnym, już w 2005 r. podjęli uchwałę, że na obowiązkową wizytę w pośredniaku można jechać miejskimi środkami komunikacji za darmo. Urząd daje zaświadczenie, by nie było problemów z kontrolerami. - Dlaczego nie na wizyty u pracodawcy lub dojazd do pośredniaka, by tam usiąść przy telefonie czy komputerze? - pytam Andrzeja Golimonta, przewodniczącego komisji polityki społecznej Rady Warszawy, który cztery lata temu głosował za tą uchwałą. - Jeżeli urząd wyzywa bezrobotnego, to musi mu zapewnić możliwość stawienia się na takie wezwanie. Ale miasto nie może fundować wszystkim przejazdów gratis. Czym się różni bezrobotny zarejestrowany w urzędzie od studenta, który też szuka pracy? - odpowiada.

W Częstochowie bezrobotni zorganizowali się i próbują przekonać urząd miasta, że powinni mieć prawo do darmowych przejazdów. Oczywiście miasto się broni i udowadnia, że nie ma na to pieniędzy. Druga strona argumentuje, że w dobie kryzysu coraz dużej trwa znalezienie pracy, a w tym czasie tracą prawo do zasiłku i ich sytuacja życiowa i finansowa stale się pogarsza. Z apelem do rady miasta o podjęcie uchwały o darmowych przejazdach dla bezrobotnych i anulowanie im dotychczasowych kar za jazdę na gapę - o czym napisała niedawno"Gazeta Częstochowska" - wystąpiły wspólnie: Zarząd Regionu Częstochowskiego NSZZ "Solidarność" i Rada Główna Ogólnopolskiego Zrzeszenia Emerytów i Rencistów: "Jeśli miasto ma środki na opłacenie bezproduktywnych urzędników oraz organizację imprez w rodzaju Dnia Samorządu Terytorialnego, to powinno również znaleźć większe środki na pomoc społeczną. Zwolnienie bezrobotnych z kosztów przejazdów komunikacją miejską zwiększy mobilność tych osób, pozwoli im aktywnie poszukiwać pracy i załatwić wiele spraw osobistych, a tym samym złagodzić skutki bezrobocia" - czytamy w apelu.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 69 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Ile kosztuje własne bezrobocie demodee 18.08.09, 15:00

    A czy zasiłek dla bezrobotnych (darmowe pieniądze) nie sa własnie po to wypłacane bezrobotnemu, żeby poszukiwał pracy? Beapłatne bilety to tak jakby zwiększanie kwoty zasiłku. I jaka »

  • Ile kosztuje własne bezrobocie? Tyle co internet katowitzanin 21.08.09, 10:45

    Mnie bezrobocie kosztuje tyle ile rachunki za internet. Nie rejestruje sie wpup bo takie comiesieczne sprawdzanie proszenie sie o cokolwiek to nie mojenerwy... jasne jak jest rozmowa to »

  • Ile kosztuje własne bezrobocie wojan.pl 22.01.11, 20:56

    Takie instytucje jak pup czy mops lub gops w Polsce nie powinny istniec , brak bezrobocia zapewniony , bezrobotnymi byli by tylko te darmozjady które tam pracują ,i tak 90 % zarejestrowanych»