Ekonomiści mówią, że jedno nowe miejsce pracy tworzy cztery kolejne. Bo człowiek, który zarabia, musi gdzieś wydawać. Strata jednego miejsca pracy powoduje stratę, a przynajmniej zagrożenie, następnych.
Do Szkoły Języków Obcych "Empik" słuchacze zapisują się na rok. Muszą podpisać oświadczenie, że przez ten czas nie zrezygnują z nauki.
Katarzyna Pisera,
dyrektor regionalny Szkoły: - Oczywiście jest furtka: można napisać podanie, że zmieniły się okoliczności życiowe i ktoś musi zrezygnować z kursu. Trzeba
to udokumentować. W ciągu ostatniego roku 20 osób zrezygnowało, bo straciło pracę. Nie umiem w takiej sytuacji powiedzieć: "Nie zgadzam się". Empik nie jest tanią szkołą: roczny kurs kosztował ostatnio 1,9-3 tys. zł. Czyli ci, którzy musieli z niego zrezygnować, bo stracili pracę, jeszcze pół roku temu byli dobrze sytuowani.
Odcinek pierwszy, dwa lata temu Zmierzcha się. Agnieszka Banach dźwiga dwie torby: dwie butelki hiszpańskiego białego wina, dwie paczki włoskich kopytek, sałatę, doniczkę świeżej bazylii, kilo pomidorów, cztery mozzarelle. Kupuje tylko oryginalne, z napisem na opakowaniu: "Made in Italy".
Spieszy się, bo w ich wynajmowanym mieszkaniu czeka mąż, zaraz przyjdą goście, a trzeba zagotować wodę na kopytka, pokroić pomidory i mozzarelle, porwać listki bazylii. Pokropione oliwą, poprzetykane pomidorem plastry mozzarelli to przystawka, która nazywa się caprese.
Agnieszka się spieszy, bo choć dziś wcześnie wyszła z pracy, to po drodze wpadła do rodziców. Ojciec ma alzheimera, mama nauczycielską emeryturę. Agnieszka opłaca ich rachunki, robi większe zakupy, daje pieniądze, w sumie to ok. 1,5 tys. zł miesięcznie. Może sobie na to pozwolić - ma dobrą pracę w agencji reklamowej, 10 tys. zł brutto.
Jutro sobota, może ruszy do miasta kupić sobie coś ładnego. Szef zwołał dzisiaj zebranie: wszyscy pracownicy kreacji będą od tej pory zatrudniani na umowę o dzieło. Dzięki temu mają więcej zarabiać: - Muszę sama sobie opłacić emeryturę i ZUS-owską składkę zdrowotną. Agencji się opłaca, mnie też - bo więcej dostaję na rękę - tłumaczy. Agnieszka przyspiesza, mimo chłodu świat jest piękny, chyba czas na dziecko. Ma już w końcu 30 lat.
- Skoro dziecko, to najpierw mieszkanie - decyduje mąż, kiedy Agnieszka skubie w małej kuchni listki bazylii. Agnieszka naburmusza się. Wolałaby odwołać gości i od razu wskoczyć do łóżka. Ale mąż jest pragmatyczny, chociaż to ona zarabia 10 tys. brutto, a on niecałe 2 tys. na rękę. I w dodatku ona co roku dostaje 10 proc. podwyżki, a jeśli jest lepszy miesiąc, to jeszcze dorabia u zaprzyjaźnionych grafików, rysując
storyboard, czyli komiksy, które klientom agencji reklamowych pokazują, jak będzie wyglądała ich reklamówka.
Liczą oszczędności, biorą kredyt. Okazyjnie kupują 40 metrów w pięknym budynku w centrum Warszawy. Pożyczają 60 tys. zł na osiem lat. Do tego 20 tys., bo znaleźli piękną lodówkę, zmywarkę, pralkę, która mieści pięć kilo prania. I tak musieli przecież kupić pralkę, bo przez to ciągłe wynajmowanie mieszkań nie mieli nic własnego. Lodówka śliczna, srebrna,
stalowa, jak w pismach wnętrzarskich. Miło z niej wyciągać oszronioną butelkę wódki. Malują ściany na pomarańczowo, kupują rozkładaną kanapę, bo mieszkanie jest jednopokojowe, i planują, że z dzieckiem poczekają jeszcze kilka miesięcy. Jest tak przyjemnie.
Płacą 1 tys. zł miesięcznie kredytu hipotecznego na mieszkanie.
Płacą 1,5 tys. miesięcznie kredytu konsumpcyjnego, który częściowo poszedł na mieszkanie.
Płacą 700 zł miesięcznie odsetek za debet w wysokości 50 tys. - Trochę poszło na mieszkanie, trochę na wakacje, trochę się przehulało - Agnieszka nie umie wytłumaczyć. Zresztą po co?
Pierwsze sygnały Jednym z pierwszych znaków zbliżającej się recesji jest zmniejszająca się liczba ogłoszeń "dam pracę" i "szukam mieszkania".
Barbara Pietrzyk, właścicielka warszawskiej agencji nieruchomości Aneks: - Od roku obserwuję wyraźny spadek zainteresowania kupnem mieszkania. Dwa lata temu jedno mieszkanie oglądało cztery-pięć osób, teraz ogląda je kilkanaście, nim wreszcie znajdzie się kupiec. Sprzedaż wlecze się pół roku albo i dłużej. Dwa lata temu można było założyć: sprzedam mieszkanie za dwa miesiące, więc mogę dać zadatek na nowe. Dziś już nikt nie ryzykuje dawania zadatku, nie mając pieniędzy w garści.
Prof. Krzysztof Obłój, Wydział Zarządzania UW i Wyższa Szkoła Przedsiębiorczości i Zarządzania im. Koźmińskiego: - Pierwszym i podstawowym sygnałem recesji jest oczekiwanie, że może wystąpić. I to podejrzenie prowokuje do działań, które przyczyniają się do jej wystąpienia (np. spadek inwestycji). Ekonomiści śledzą głównie wskaźniki koniunktury (tempo wzrostu PKB, inwestycje, tworzenie nowych miejsc pracy). Dziennikarze śledzą tzw. R Index, który zlicza "Economist", a jest to liczba mówiąca, ile razy w głównych dziennikach i periodykach światowych pojawia się słowo "recesja".