Assessment Center - Jak rekrutuje się w Twojej firmie?
Kilka miesięcy temu zwolniono z pracy strażnika w angielskim więzieniu Leicester. Stracił pracę, gdy ujawniono, że wśród jego znajomych na Facebooku jest 13 kryminalistów, a wśród nich mordercy, złodzieje, oszuści i dilerzy. Strażnik był już wcześniej podejrzany o dostarczanie więźniom "zakazanych" towarów, takich jak telefony komórkowe, ale śledztwo tego nie potwierdziło. "Czasami, gdy zalogowałem się na Facebooku, miałem po 20 zaproszeń od przyjaciół i po prostu je akceptowałem. Nawet nie sprawdzałem, od kogo to" - tłumaczył się Nathan Singh. Nie przekonało to jednak naczelnika więzienia, który natychmiast go zwolnił.
Nie tyle za znajomych, co za wypowiedzi na serwisie społecznościowym zwolniono też 13 osób zatrudnionych jako obsługa lotu w liniach lotniczych Virgin Atlantic. Zaczęły się tam pojawiać skargi na temat bezpieczeństwa samolotów latających dla tej firmy. Ktoś wyśmiewał się też z pasażerów. Okazało się, że sprawcami tych wpisów była grupa 13 pracowników. Natychmiast ich zwolniono.
Koniec kariery i sądSerwisy web2.0 mogą naprawdę zaszkodzić. Bo z jednej strony są niezwykle przydatne do poszukiwania nowych kontaktów biznesowych czy pracy, ale z drugiej - nieodpowiednie według pracodawcy zdjęcia czy wypowiedzi mogą kosztować nie tylko pracę, ale nawet karierę. Tak jak zdarzyło się to Caitlin Davis, najmłodszej w historii cheerleaderce drużyny futbolowej New England Patriots będącej w lidze NFL. W USA cheerleaderka zazwyczaj reprezentuje drużynę i buduje jej wizerunek. Tymczasem Caitlin umieściła na Facebooku swoje zdjęcia z imprezy z okazji Halloween. Obok bohaterki widać na nich śpiącego mężczyznę wymalowanego w rasistowskie teksty i swastyki. Gdy sprawa się wydała, władze drużyny uznały, że takie zachowanie nie przystoi cheerleaderce i że psuje ona reputację drużyny. Caitlin zwolniono, a jej szanse na dalszą karierę wyraźnie zmalały. W Stanach bowiem pozycja cheerleaderki często otwiera furtkę do kariery w show biznesie.
Jeszcze większego pecha miał Polak, technik z sekcji dochodzeniowo-śledczej zamojskiej policji, który na portalu Nasza-klasa.pl zamieścił swoje zdjęcia w hitlerowskim mundurze. Za to nie tylko został zwolniony z pracy, ale groziło mu też więzienie. Na razie ma zapłacić 1 tys. zł grzywny za publiczne nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, ale odwołuje się od wyroku.
Czy w internecie mamy prawo do prywatności?Dlatego lepiej być ostrożnym - takich przypadków będzie coraz więcej. Aż 73 proc. pracujących Amerykanów przebadanych przez firmę Deloitte uznało, że istnieje duże ryzyko zagrożenia reputacji firmy związane z serwisami społecznościowymi, takimi jak Facebook, Twitter, YouTube itp. W Polsce 60 proc. szefów uważa, że ma prawo wiedzieć, co pracownicy piszą w internecie o sobie i o firmie. Ich opinia bardzo różni się jednak od zdania pracowników na ten temat - 53 proc. z nich uważa, że to, co robią na swoim profilu, to nie interes szefa. A ponad jedna trzecia w ogóle nigdy nie zastanawiała się, co o szkalujących firmę wpisach pomyślą klienci albo przełożony. - Ja przecież wchodzę na My Space czy na Naszą-klasę jako prywatna osoba, a nie jako pracownik - oburza się Ania, pracownik obsługi klienta w firmie telekomunikacyjnej. - I pracodawcy nic do tego, jakie zdjęcia tam publikuję czy co tam wypisuję. Kto jest właścicielem mojego czasu po godzinach pracy? Ja czy szef? To tak, jakbym się wieczorem upiła w pubie, a potem wyleciała za to z pracy - śmieje się.
Okazuje się jednak, że to nie do końca prawda. - Obowiązek przestrzegania przez pracownika określonych standardów zachowania w życiu prywatnym zapisany jest w Kodeksie Pracy (art. 100 par. 2 pkt 4). Jest tam napisane, że pracownik jest obowiązany dbać o dobro zakładu pracy - tłumaczy Joanna Dudek z kancelarii prawnej. - Dobro zakładu pracy może być rozumiane jako wizerunek firmy, jej pozycja i renoma. Jeżeli zatem pracownik naruszy obowiązek dbałości o to dobro, to powinien się liczyć z utratą zaufania pracodawcy, a nawet możliwością utraty pracy - dodaje.
Najtrudniej mają nauczyciele, sędziowie i urzędnicy państwowi - nałożone wymagania "nieposzlakowanej opinii" czy "nieskazitelnego charakteru" powodują, że określone standardy zachowań obowiązują ich też w życiu prywatnym. Trzeba też uważać, gdy jesteśmy zatrudnieni na stanowiskach kierowniczych, mamy bezpośredni kontakt z klientami albo pracujemy w branżach opierających się na szczególnym zaufaniu ze strony klientów (bankowa, konsultingowa).
Wizerunek firmy w ostatnich latach nabiera coraz większego znaczenia, dlatego coraz częściej pracodawcy bronią się przed pracownikami szkodzącymi im w sieci. Niektóre instalują specjalne programy komputerowe, podsłuchy czy też kamery. Coraz więcej pracodawców z braku regulacji prawnych wprowadza regulaminy wewnętrzne dotyczące tej sfery. Np. kodeksy etyczne dla pracowników. - Kodeksy etyczne i zbiory norm to najlepsze i najbardziej precyzyjne narzędzie. Ich przestrzeganie może skutecznie chronić wizerunek firmy. Ważne, żeby jednoznaczne sformułować zawarte w nich zasady i jasno zakomunikować przyszłym i obecnym podwładnym - mówi Jacek Kuchenbeker, starszy
konsultant w dziale zarządzania ryzykiem Deloitte.
A co z tymi, którzy, jak Ania, uważają, że mają prawo do prywatności i pracodawcy nic do tego, co robią po godzinach na własnym profilu? Tomasz Nidecki, dziennikarz i znawca internetu, na swoim blogu tonid.jogger.pl tłumaczy: "Prywatność w internecie jest iluzją. Użytkownicy muszą uświadomić sobie jedną podstawową rzecz: cokolwiek wysyłasz do internetu, podejmujesz ryzyko, że materiał ten będzie dostępny publicznie dla innych osób". A dla tych, którzy mino wszystko nie chcą z życia "po godzinach" w sieci zrezygnować, autor publikuje kilka rad:
Poradnik dla maniaków prywatności Nigdy nie podawać jednocześnie dwóch informacji, które mogą być ze sobą powiązane, czyli nie wstawiać w jednym miejscu imienia, nazwiska, numeru telefonu, numeru Gadu-Gadu itp. Jeśli gdzieś chcemy koniecznie figurować pod imieniem i nazwiskiem, powinna być to jedyna informacja unikalna. Warto w tym miejscu użyć nawet innego adresu e-mail, ponieważ ktoś może powiązać nasz e-mail np. z numerem GG za pomocą innego źródła. Starać się wtopić w szarą masę. Najbezpieczniejszy w internecie będzie Jan Kowalski, ponieważ ze względu na popularność tego imienia i nazwiska, trudno wyszukać konkretnego Jana Kowalskiego. Jeśli jednak nasze imię i nazwisko jest znacznie rzadsze, musimy się liczyć z tym, że gdy tylko podamy je gdziekolwiek w internecie, znacznie łatwiej będzie te informacje znaleźć i powiązać z treścią, jaka została tym imieniem i nazwiskiem podpisana. Używać różnych nicków w różnych miejscach, i to najlepiej nicków niezbyt charakterystycznych. Nick tomek będzie z pewnością trudniejszy do powiązania z innymi informacjami na nasz temat, niż powiedzmy mój nick (tonid). W różnych miejscach można używać nicków z cyferkami, np. tomek1234 na jednym forum, a tomek4321 na innym. Oczywiście, użytkownicy forum nie będą wtedy wiedzieli, że to ta sama osoba, ale wszystko zależy od tego, czy chcemy zachować jednak jakąś tożsamość w Internecie, aby ludzie nas kojarzyli, czy nie. Jeśli tego chcemy, musimy zrezygnować z prywatności. (źródło: tonid.jogger.pl)
* Badanie przeprowadzone przez firmę doradczą Deloitte pt. "Sieci społecznościowe a ryzyko reputacyjne w miejscu pracy 2009" w kwietniu 2009 na 2008 pracownikach i na 500 przedstawicielach kadry zarządzającej.