Bez wspomagania daleko nie zajedziesz

Rafał Skórski
2009-08-31, ostatnia aktualizacja 2010-08-09 15:11
Fot. Nancy R. Cohen / PHOTODISC , INC

Pracują ponad siły żeby odnieść sukces. Na niepowodzenia zawodowe i stres z nimi związany mają jedną receptę: używki i stymulanty.

ZOBACZ TAKŻE
Używają ich wszyscy. Młodzi i ci nieco starsi, osoby na stanowiskach kierowniczych i szeregowi pracownicy. Dlaczego? Pęd do kariery, odreagowanie stresów związanych z wykonywanym zawodem, kredyt, którego spłata wymaga notorycznego łapania nadgodzin, to najczęstsze argumenty padające z ust osób stosujących różnego typu wspomagacze. Jedni ograniczają się tylko do napojów energetycznych, inni sięgają po alkohol. Są też tacy, którzy nie mogą funkcjonować bez twardych narkotyków.

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy? Porównaj swoje wynagrodzenie



Z badań przeprowadzonych pod kierunkiem prof. Mariusza Jędrzejki przez pracowników Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej Pedagogium w Warszawie wynika, że 93 proc. respondentów korzysta z jakiejś substancji wspomagającej, stymulującej lub innego środka chemicznego. Raport ten powstał na bazie rozmów z 441 osobami zatrudnionymi w sektorach bankowym i finansowym. Dominującą substancją niezmiennie pozostaje alkohol. Spożywanie go zadeklarowało 92 proc. badanych, w tym 43 proc. czyni to częściej niż kilka razy w tygodniu. Blisko 18 proc. pracowników pije każdego dnia. Prawie 8 proc. osób przyznało się, że alkohol spożywa w trakcie godzin pracy, najczęściej są to drinki lub wino w trakcie lunchu. - Alkohol to nie tylko problem białych kołnierzyków. Ludzi, którzy leczą nim swoje stresy, nie brakuje w każdej korporacji - mówi Marcel, reporter w jednej z dużych stacji telewizyjnych. - Sam też tak robię. Haruję od rana do nocy, a moi zwierzchnicy traktują mnie i moich kolegów jak szmaty. W ciągu pół roku schudłem sześć kilo. Ciągła presja sprawia, że aby normalnie zasnąć muszę walnąć co najmniej setę. W ciągu dnia też zdarza mi się coś łyknąć. Wtedy łatwiej znoszę te ciągłe upokorzenia.

Uczestnicy badania prof. Jędrzejki potwierdzają, że alkohol to często recepta na mobbing w pracy. - W banku nie interesują się tobą jako człowiekiem. Te wyjazdy integracyjne to pic, jedno wielkie pijaństwo i odreagowywanie ciągłych stresów. Dlaczego nie mamy w firmie psychologa? Ja się trzymam, bo mam blisko rodziców i męża. Aż boję się pomyśleć, co będzie, jak zaproponują mi pracę w innym mieście - mówi 27-letnia asystentka w biurze prezesa jednej z gdańskich firm.

Podobne doświadczenia ma jej rówieśnik pracujący we Wrocławiu jako doradca klienta. - Jestem tu od roku. To stado wilków. Tylko czekają na twój błąd. Nie wiem, co się dzieje, że ludzie tak siebie nienawidzą. Nie łapię tego. W zasadzie jest tylko praca, praca i praca. Masz być sprawny, a jak nie, to za drzwi. Jak oglądam reklamy naszego banku, to myślę sobie - ludzie żebyście widzieli, jak tu jest naprawdę.

Prawdziwą plagą są też napoje energetyzujące. Sięga po nie regularnie co drugi z nas. Są tacy, którzy wydają na "energetyki" po kilkaset złotych miesięcznie. Często taki napój zastępuje im poranną kawę. - Napoje energetyzujące pije prawie cały nasz departament. No, może oprócz szefowej. Kiedyś chodziło się do sklepu, teraz są w szafach przy patio - wyjaśnia starszy doradca klienta w jednym ze stołecznych banków. - Nie wiem, czemu je piję. Pomagają mi, zwłaszcza, jak trzeba zostać po południu lub do wieczora. Bywa, że wypijam 2-3 puszki dziennie. Raczej nikt nie zastanawia się nad tym, co zwierają. Tu w ogóle żyje się chwilą. Człowiek czeka tylko na powrót do domu, prysznic i chwilę odpoczynku. Nie pamiętam nawet dnia, kiedy skończyliśmy pracę normalnie, o siedemnastej.

Do ust zamiast do klasera

Karierę wśród osób pracujących w warunkach silnego obciążenia fizycznego i psychicznego robią także wciąż legalne dopalacze. Mimo, że na każdym opakowaniu widnieją napisy: "produkt przeznaczony wyłącznie do celów kolekcjonerskich" i "nie nadaje się do spożycia przez ludzi" wszyscy kupują je dlatego, że mają działanie zbliżone do narkotyków. W początkowej fazie powodują pobudzenie, euforię i zwiększenie koncentracji. Jednak prawdziwe efekty ich działania Polacy mieli okazję zobaczyć kilka miesięcy temu w telewizji TVN. Dziennikarze programu "Teraz my!" - Tomasz Sekielski i Andrzej Morozowski - przetestowali pod okiem lekarzy specyfik o nazwie "Diablo". Środek ten zawiera BZP (N-benzylopiperazyna), czyli substancję psychoaktywną o charakterze stymulującym, która pod względem mechanizmu oraz efektów działania porównywalna jest do amfetaminy. W pierwszym okresie po zażyciu pigułki obaj redaktorzy byli w stanie wykonywać polecenia obecnego przy eksperymencie psychologa. Parę godzin później pojawiły się jednak efekty uboczne: bezsenność, brak łaknienia i fatalne samopoczucie.

Ponieważ za posiadanie i używanie dopalaczy nie grożą żadne konsekwencje, znajdują bardzo wielu nabywców. "Świat przyśpiesza, studia to wyścig szczurów, a praca w korporacjach to wyścig szczurów do kwadratu, więc nie ma się co dziwić, że ewolucja za tym wszystkim nie nadąża. Nie wyzbędziemy się konieczności snu, przez który marnujemy 1/3 życia i wolnego czasu. Więc trzeba sobie czasem chemicznie ów sen zastąpić czymś innym. Czy dopalacze to dobry sposób? W silniku turboodrzutowym może i dopalacz nie jest taki zły (chociaż wówczas silnik zużywa kilka razy więcej paliwa). Czego więcej zużywa ludzki organizm, tego każdy "dopalający się" dowie się podczas pierwszego zawału serca, wylewu krwi do mózgu, itp. które to schorzenia nastąpią o wiele wcześniej, niż u statystycznego niedopalonego" pisze na jednym z forów poświęconych dopalaczom internauta ukrywający się pod pseudonimem "Dream Maker". Spora grupa osób, aby poprawić swą koncentrację w pracy zamiast dopalaczy wybiera leki na chorobę Alzheimera, narkolepsję lub ADHD, których dodatkowym skutkiem działania jest właśnie stymulacja mózgu. Wedle danych firmy IMS Health w Polsce tego typu specyfików sprzedaje się ponad sześć milionów opakowań rocznie.

Znani też wciągają

Liczba ludzi, u których eksperymentowanie z narkotykami ma związek z obciążeniem zadaniami zawodowymi lub niepowodzeniami w pracy, od lat stale rośnie. Z raportu przygotowanego przez Pedagogium wynika, że co drugi respondent zna osobę ze swojej firmy, która przyjmuje okazjonalnie narkotyki, a 11 proc. zna więcej niż 5 takich osób. Kto w takim razie najwięcej ćpa? - Informatycy, doradcy klienta, przedstawiciele handlowi, niższa kadra zarządzająca oraz maklerzy - wylicza prof. Mariusz Jędrzejko. Narkotyki to również problem showbiznesu i mediów. - Wielu ulubieńców telewidzów ma z nimi do czynienia. Bezinteresowna zazdrość, która panuje w tym światku sprawia, że ci którzy osiągnęli jakiś sukces, obsesyjnie boją się wysadzenia z siodła. Byłem kiedyś na wakacjach z popularnym komentatorem sportowym młodego pokolenia. Co wieczór wąchał torbę koksu. Tylko w ten sposób był w stanie choć na chwilę się odprężyć, przestać myśleć o swojej karierze i o tym, czy coś lub ktoś jej aby nie zagraża - wspomina Tomek, pracownik techniczny jednej ze stacji telewizyjnych.

Wielu Polaków do narkotyków pchają także zobowiązania finansowe. - Pracuję na serwerowni, ostatnio głównie w nocy. Co drugi dzień dorabiam, bo inaczej nie spłacilibyśmy kredytu mieszkaniowego. Parę razy miesięcznie muszę sięgnąć po amfę. Wiem, że to może uzależnić, ale na razie kontroluję sytuację. Mam kilku kumpli w banku, którzy są maklerami. Oni walą niemal każdego dnia. Myślą tylko o kasie. No i ten stres... - wyznaje 34-letni inżynier informatyk z Gdańska. Czasem efekty eksperymentowania z narkotykami są opłakane. - Byliśmy całą firmą na Mazurach. Nie wiem, kto przywiózł jointy - szły po 20 złotych jak ciepłe bułeczki. Później próbowali czegoś innego. To są wariaci, ale nic ich nie przekona. Uważają, że po takiej robocie trzeba odreagować. Rano koleżanka zastanawiała się, z kim spała. Wyła pół dnia, od roku jest mężatką. Mówi, że nic nie pamięta - wspomina 26-letnia asystentka dyrektora oddziału warszawskiej firmy. Parcie na sukces zawodowy i finansowy przy wspomaganiu narkotykami czy dopalaczami na dłuższą metę jednak się nie sprawdza. - Mam 38 lat i już nie mam po prostu siły dalej tak żyć. Nieustanną walkę o lepszą pozycję i pieniądze okupiłem utratą zdrowia - wyznaje Ziemek, analityk finansowy. - Przez te cholerne dragi mam coraz częściej stany depresyjne. Nie dogaduję się z żoną, nie rozumiem z dziećmi. Podjąłem już decyzję, że jak szybko się da, zmienię pracę na mniej płatną, ale spokojniejszą.

Z narkotykowego problemu zdają sobie sprawę pracodawcy. Dlatego niewykluczone, że za przykładem Szwecji również w Polsce będą niedługo przeprowadzane badania na obecność narkotyków i innych substancji odurzających. U zamorskiego sąsiada rocznie takim badaniom poddawanych jest 50 tys. osób podejrzanych o branie narkotyków lub rozpoczynających pracę w firmach, których działalność wymaga zachowania szczególnego poziomu bezpieczeństwa.

Dopalacze - środki narkotyczne, których nie obejmuje ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Są legalne, a handel nimi nie ma znamion przestępstwa i nie podlega karze.

Stymulanty - substancje psychoaktywne działające pobudzająco. Często mają wiele efektów ubocznych, tym więcej, im mocniejsze pobudzenie. Najsilniejsze stymulanty dostępne są jedynie za receptą lekarską lub jako nielegalne narkotyki.

Używki - substancje, których skład chemiczny sprawia, że oddziałują na centralny układ nerwowy: kawa, tytoń, herbata, afrodyzjaki itp. Mogą być nimi również alkohol, narkotyki i inne substancje psychoaktywne zmieniające stan świadomości człowieka. Większość używek po pewnym czasie uzależnia.



* Cytowane wypowiedzi osób, których opis składa się z płci, wieku, zawodu i miejsca zamieszkania pochodzą z raportu pt. "Eksperymenty i nadużywanie substancji psychoaktywnych oraz zachowania kompulsywne wśród młodych pracowników instytucji sektora finansowo-bankowego i wielkich korporacji" przygotowanego przez zespół pracowników i współpracowników Fundacji PEDAGOGIUM i PEDAGOGIUM Wyższej Szkoły Pedagogiki Resocjalizacyjnej w Warszawie pod kierunkiem prof. Mariusza Jędrzejko. Rozmowy z nimi przeprowadzane były w lokalach gastronomicznych, klubach muzycznych, klubach fitness, centrach handlowych oraz innych obiektach kulturalno-rekreacyjnych i sportowych. Badania przeprowadzono w pięciu ośrodkach wielkomiejskich i dwóch strefach gospodarczych: Warszawa, Poznań, Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Tarnowo Podgórne, Kleszczów (Bełchatów).



  • 29 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów