Pracownicy plotkują o zwolnieniach

MC
2009-09-02, ostatnia aktualizacja 2009-09-02 13:56

Geneza plotki niemal zawsze jest taka sama. Jeden pracownik szepnął coś drugiemu, ktoś inny wspomniał, że w kadrach tworzą listy osób do zwolnienia. Zasłyszana na korytarzu informacja błyskawicznie rozchodzi się po całej firmie. W ten sposób wszyscy wiedzą, kto wkrótce straci pracę, zanim oficjalnie ogłosi to dyrekcja. Od kilku miesięcy w większości polskich firm szepce się tylko o zwolnieniach

Od kilku miesięcy w Telewizji Polskiej pracownicy rozmawiają głównie na jeden temat. I wcale nie są to sprawy polityczne. Dyskusje nie dotyczą również spraw zawodowych. Czy to w drodze do pracy, na korytarzach, we wszystkich pokojach, bufecie a nawet w studiu można usłyszeć o skali zwolnień, jaka wkrótce przetoczy się przez Woronicza. Plotkują zarówno zwykli pracownicy działu gospodarczego, kierowcy, realizatorzy telewizyjni i filmowi po administrację. Temat nie schodzi z ust znanych dziennikarzy, reporterów czy prezenterów. Rozmowy o zwolnieniach przetaczają się niemal codziennie przez gabinety kierowników i dyrektorów, których również obejmą. Nikt nie czuje się pewny swojej posady, codziennej pracy towarzyszy strach napędzany przez samych pracowników.

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy?



Choć nikt nie chce podać nazwisk osób, które wkrótce utracą pracę, to już od dawna w budynku przy Woronicza funkcjonuje tzw. giełda nazwisk. Pracownicy dużo wcześniej wiedzieli nawet i to, w którym dziale będzie najwięcej zwolnień. To m.in. z tego powodu wielu z nich zdecydowało się wcześniej na program "dobrowolnych odejść". Łącznie z tej propozycji skorzystało aż 177 pracowników. Ilu z powodu zasłyszanych plotek - nie wiadomo, ale kilkunastu pracowników, z którymi w maju rozmawiali dziennikarze, przyznało, że docierały do nich informacje, że pracodawca zamierza wkrótce zakończyć z nimi współpracę.

O potencjalnych zwolnieniach mówi się także u narodowego przewoźnika. Gdy na początku sierpnia Sebastian Mikosz, prezes LOT-u wspomniał na konferencji prasowej o trudnej sytuacji firmy, pracownicy już zaczęli przeczuwać, co to może oznaczać. Firma ma kłopoty finansowe, przewoźnik zanotował w pierwszej połowie tego roku aż 178 milionów zł strat. Ale najtrudniejsze ma dopiero nadejść za kilka miesięcy. Co mówią pracownicy? - Jeśli nas wkrótce nie sprywatyzują to zaczną zwalniać. To już niemal przesądzone - usłyszeliśmy.

Podobnie jest w innych firmach. Najczęściej plotki zaczynają się, gdy firma ogłasza swoje plany na kolejny kwartał, półrocze czy jak to miało miejsce pod koniec ubiegłego roku, gdy firmy zaczęły naprędce zmieniać swoje budżety.

Dyrektorzy likwidowali plotki

W kwietniu na korytarzach jednego z największych banków w Warszawie pracownicy także rozmawiali, a raczej szeptali, tylko o jednym. Oczywiście o zwolnieniach. Chociaż nikt nie podawał w banku żadnych nazwisk, wszyscy zapewniali, że informacja jest pewna i pochodzi z "samej góry". Szepcący pracownicy byli przekonani, że ich firma szuka oszczędności i dlatego rozpoczną się zwolnienia. Jedyną niewiadomą stanowiła ich skala - jedni mówili o dwudziestu osobach, inni o czterdziestu zwolnieniach w kilku placówkach, ale pojawiały się też głosy, że w samej Warszawie wypowiedzenia dostanie ponad sto osób. Wśród pracowników banku widać było ogromne poruszenie, niektórzy wychodzili na kolejnego papierosa. Inni nie wytrzymywali tej presji i przysyłali do firmy zwolnienia lekarskie.

Podobnie jak w innych firmach także i tu zaczynała się giełda nazwisk. Pracownicy tworzyli listy, by oszacować swoje szanse na pracę. W każdym pionie wyglądały one zupełnie inaczej. Tu nie było mowy o kolegach, pracownikach z którymi się lubimy czy gramy w siatkówkę po pracy. O czym jeszcze plotkowano? Że zaczną zwalniać najmniej doświadczonych - tak mówili starsi pracownicy. Inni obawiali się, że skoro dyrektorzy są młodzi to i młodych pracowników zostawią a zaczną zwalniać starszych, tych bardziej doświadczonych. Plotki bardzo szybko dotarły do gabinetu dyrekcji, a atmosfera była tak napięta, że kierownictwo zdecydowało się na rozmowę z każdym działem. Zwolnienia odbyły się poza Warszawą, w centrali były tylko lekkie przetasowania, przesunięcia w innych działach. Z firmy odeszło tylko kilka osób, które otrzymały atrakcyjniejsze propozycje z konkurencji.

Podobna sytuacja miała miejsce w innym banku - BZ WBK. Problem nagłośniły media a wśród pracowników pojawiło się od razu kilkadziesiąt różnych wersji wydarzeń. Sytuacja stała się na tyle poważna, że kierownictwo banku musiało zdementować wcześniejsze doniesienia irlandzkiego dziennika "Irish Independent" - głównego winowajcy. Zdaniem gazety aż 7 tys. pracowników polskiego banku miało otrzymać listy, że bank może zostać wystawiony na sprzedaż. Dzięki temu bank miał zdobyć niezbędne środki finansowe w czasie kryzysu. Grupa Allied Irish Banks miała je uzyskać poprzez sprzedaż swoich udziałów w BZ WBK. Tymczasem mail, który otrzymali pracownicy banku, ograniczał się do tego, by nikt nie zajmował się plotkami na temat banku. - Na szczęście to była tylko plotka, ale dogłębnie nas poruszyła - mówi jeden z pracowników BZ WBK. Jego zdaniem wiele osób od razu zaczęło szukać sobie nowej pracy. Do konkurencyjnych placówek dzwonił kto tylko miał jakiekolwiek wejścia.

W sieci wszystko wiedzą

Plotki błyskawicznie roznoszą się także w internecie. Wiele forów dotyczących tematyki zwolnień w firmach liczy od kilkudziesięciu do kilku tysięcy wpisów. Od kilku miesięcy nie słabnie zainteresowanie tematem. "Czy ktoś wie, na kiedy są planowane zwolnienia w PKO BP?" -pytał w styczniu na forum gazeta.pl internauta o nicku szybkibil13. Na odpowiedź nie musiał długo czekać. "Z tego co głosi plotka to już od marca będą zwalniać" - odpowiedział internauta o nicku dysponencik. Wystarczyło znaleźć odpowiednie forum i można było stworzyć mapę zwolnień w całym kraju. Bankowcy królowali na forach także w lutym, marcu, kwietniu i maju. W czerwcu i lipcu ich sytuacja zaczęła się poprawiać, a zapowiedzi większości banków o zwolnieniach liczących po 10 proc. załogi okazały się nieprawdziwe.

Tymczasem przez kilka miesięcy forumowicze informowali się nawzajem jaka branża, jaka firma kiedy i kogo zwalnia. Pojawiały się także inicjały osób, ich stanowiska i daty zwolnień. Skąd internauci mogli to wiedzieć? Najczęściej od swoich kolegów na kierowniczych stanowiskach, o czym informowali na forach. Ich słowa potwierdza także inne źródło. Z raportu Rynek pracy w czasach turbulencji opracowanego w marcu przez HRM partners wynika, że prawie co czwarty pracownik dowiedział się o zmianach wdrażanych w jego firmie pocztą pantoflową. Kolejne 9 proc. pracowników zostało poinformowanych drogą nieoficjalną od bezpośrednich przełożonych. Drogą oficjalną od najwyższej kadry zarządzającej poinformowanych było tylko 18 proc. zatrudnionych.

Dlaczego tak się dzieje? - Firmy nie chcą informować własnych pracowników o kłopotach z obawy przed obniżeniem tzw. morale. Boją się, że informacje o problemach będących udziałem pracodawcy mogą obniżyć motywację do pracy, skłonić do szukania sobie "czegoś nowego". Bywa, że pracownicy danej firmy o kłopotach, które ona przeżywa, dowiadują się jako ostatni - mówi dr Marek Suchar z firmy IPK zajmującej się doradztwem personalnym. - Nie dziwię się takiemu postępowaniu, chociaż sądzę, że otwartość w komunikacji na dłuższą metę zawsze bardziej popłaca, a traktowanie pracowników z szacunkiem i podmiotowo - poprzez mówienie im prawdy o sytuacji, choć jest niekiedy niełatwe i wymaga pewnych umiejętności komunikacyjnych - powoduje że mogą się oni rzeczywiście identyfikować z firmą i bardziej angażować w jej działalność - dodaje dr Suchar.

Podobnie sądzi Agnieszka Kaczmarczyk z firmy rekrutacyjnej Grafton Recruitment Polska. - Plotka ewidentnie obniża wydajność pracowników i osłabia ich morale. A ci, którzy najczęściej plotkują, często traktowani są nieprofesjonalnie. Nie zmienia to jednak realiów korporacyjnych, których to plotka jest nieodłączną częścią - uważa. Jej zdaniem geneza narodzin takich informacji o bankructwie firmy czy zwolnieniach grupowych bywa różna. Najczęściej zaczyna się od niechcący zasłyszanej informacji o rzekomo sprawdzonych przeciekach. - Zdarza się, iż zwalniany dyscyplinarnie lub za brak wyników pracownik ukrywa uzasadnienie rozstania z firmą, tym samym siejąc popłoch nadchodzącej redukcji. Bywa i tak, że negatywna informacja z rynku, dotycząca zwolnień u konkurencji, staje się pewnym sygnałem nadchodzących cięć w zespole. A to jest już samonapędzającą się machiną - opowiada.

Jak powinien zareagować pracodawca? - Przede wszystkim nie powinien z tym walczyć. Plotka, a dokładniej skłonność do jej tworzenia i rozpowszechniania, jest zjawiskiem nie do wyeliminowania. Należy raczej dementować i uspakajać. I to na różnych poziomach firmy: mail od najważniejszej osoby w organizacji poparty ustnym przekazem bezpośredniego przełożonego bądź przedstawiciela HR już zdziała bardzo wiele - przekonuje Agnieszka Kaczmarczyk.

Rozmowa kwalifikacyjna ? - zobacz poradnik wideo



  • 10 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów