Wykształcony wróżbita z BBN trzyma rękę na pulsie

Joanna Sabak
2009-09-03, ostatnia aktualizacja 2009-09-03 15:17

Nazwa Biuro Bezpieczeństwa Narodowego brzmi groźnie. W wyobraźni odruchowo tworzymy wizję tajnego pomieszczenia, w którym nad skomplikowanymi komputerami siedzą geniusze szpiegostwa. Jaka jest rzeczywistość? Mniej komputera, więcej człowieka.

Budynek BBN
BBN
Budynek BBN

Kto zarabia najwięcej? - Wypełnij ankietę!



- BBN - Biuro Bezpieczeństwa Narodowego (często mylone z ABW) jest instytucją prezydencką pełniącą rolę doradczą i analityczną dla prezydenta i Rady Bezpieczeństwa Narodowego - wyjaśnia Aleksandra, główny specjalista do spraw Bliskiego Wschodu w Departamencie Bezpieczeństwa Międzynarodowego BBN. Bez pytania tłumaczy, że nie pracuje dla wojska, że ABW ma zupełnie inne priorytety. Kreowaniem polityki zagranicznej zajmuje się Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a BBN jest instytucją doradczą dla prezydenta i jego pracowników. Jak możemy przeczytać na stronie internetowej, odpowiedni specjaliści w BBN, zajmują się "przygotowywaniem średnio i długoterminowych analiz, syntez i prognoz, jak również sygnalizowaniem długofalowych zjawisk i ich skutków dla państwa". Właśnie takie prognozy i analizy tworzy Ola.

Nie jest to ani praca bardzo skomplikowana, ani uderzająco łatwa. Jakie zadania stoją przed zespołem ekspertów? Po pierwsze, zespół powinien wiedzieć, co się dzieje i co może się stać w rejonie, za który eksperci są odpowiedzialni. Po drugie, zespół zawsze powinien odpowiedzieć sobie na pytanie: jakie to ma znaczenie dla Polski? Mówiąc krótko - powinien przewidzieć przyszłość. Naszą przyszłość.

Człowiek orkiestra

Ten obowiązek wróżenia z mediów, polityki, ekspertyz gospodarczych i społecznych, dokumentów oraz z własnej wiedzy spoczywa na analitykach. Wśród tematów, które ostatnio wzbudzają niepokój Polaków z pewnością jest kryzys gospodarczy, groźba terroryzmu i, oczywiście, polska obecność militarna między innymi w krajach Bliskiego Wschodu. W BBN rejon krajów arabskich i muzułmańskich podlega czujności kobiety. Można się spodziewać, że świat zdominowany przez islam nie zawsze traktuje płeć piękną poważnie, ale Ola jak dotąd nie spotkała się z dyskryminacją ze strony zagranicznych współpracowników.

Jej kontakty obejmują naukowców, analityków, działaczy lokalnych, przedstawicieli think tanków, administracji, a także dyplomacji. Wszyscy ci ludzie są źródłem cennych obserwacji. Rozmawia z nimi osobiście lub za pośrednictwem Internetu, który stanowi dla niej kopalnię wiedzy. - To połączenie pracy dziennikarza, pracownika wywiadu i naukowca. - zdradza. Zapomnijmy o rozbudowanej technologii, wirtualnych symulatorach czy szpiegowskich komunikatach. Do pracy Głównego Specjalisty do spraw Bliskiego Wschodu wystarczy komputer, telewizor i... mądra głowa. Biurko analityka zawalone jest najczęściej papierami i książkami. Nie oznacza to jednak, że Aleksandra jest zwykłym urzędnikiem. - Obserwuję i analizuję wszystko: kwestie polityczne, gospodarcze (w tym energetyczne), społeczne (czyli kulturowe i religijne), kwestie bezpieczeństwa i wojskowe - wylicza. Codziennie monitoruje media i szuka sygnałów zwiastujących najdrobniejsze zmiany - przecież to, czego ona nie zauważy, tego prezydent nie będzie wiedział.

Jak można znaleźć pracę w BBN? - To praca znalazła mnie - uśmiecha się Ola. Zna wiele języków - w tym perski (farsi), arabski, angielski, rosyjski. Ma za sobą studia kulturoznawcze ze specjalizacją "iranistyka". Studiowała także stosunki międzynarodowe i ukończyła Akademię Obrony Narodowej w Warszawie. Już na studiach zajmowała się polityką Iranu, pisała artykuły i prace na ten temat. Najwyraźniej któremuś z szefów w BBN spodobały się jej publikacje i pewnego dnia dostała propozycję pracy, którą przyjęła.

Zaraz na początku musiała przyswoić reguły rządzące państwową instytucją. I nie chodzi tylko o całkowitą rewolucję w szafie - pracownik BBN musi być codziennie gotowy na spotkanie z prezydentem, dyplomatą, zagranicznym gościem. Ekspert nie jest na takim spotkaniu jedynie bezstronnym obserwatorem. Zawsze może zostać wywołany do objaśnienia swojej pracy lub poproszony o zrobienie prezentacji albo krótkiego wykładu. Może zostać poproszony o udzielenie odpowiedzi na pytania gości lub po prostu o urzędowe ich przywitanie. Tak, jak podczas spotkań biznesowych. Nie ma mowy o koszulce na ramiączkach i klapkach. Strój musi być oficjalny i skromny. Aleksandra zakłada do pracy elegancki kostium lub komplet w stonowanych kolorach. Zawsze trzyma też w biurku zapasową parę rajstop i eleganckie buty. Dress code jest jednym ze stałych elementów pracy wśród dyplomatów.

Papierowe stopniowanie

Drugim elementem jest bezpieczeństwo i tajemnica państwowa. Siedziba BBN jest pilnie strzeżonym budynkiem. Zaczyna się od przepustek i muru strażników przy każdym wejściu. Każdy dział ma swoje sektory, każde archiwum tworzy przestrzeń ogólnodostępna i przestrzeń zamknięta dla zwykłych pracowników. Mimo wszystko, najskuteczniejszym stróżem i tak jest tutaj... biurokracja - każdy dokument musi przebyć swoją drogę, musi zostać opisany i zapamiętany. Zanim analityk sięgnie po ważne informacje, musi złożyć odpowiedni wniosek. Podobne podanie składa jego przełożony. Oba dokumenty musi zaopiniować kolejna osoba w hierarchii. I tak dochodzimy do tzw. stopni dopuszczenia do tajnych informacji, które na wzór licencji są nadawane pracownikom, którzy pomyślnie przejdą kolejne stopnie weryfikacji. Im wyższy stopień, tym krótsza droga od prośby o informacje do ich uzyskania. Wszystko w zgodzie z procedurami.

Jakie tajne informacje może uzyskać analityk BBN? Przede wszystkim szczegółowe dane, dokumenty oficjalne oraz wewnętrzne analizy. Wszystko zależy od tego, skąd pochodzą. Inną wagę ma raport dziennikarza na temat sytuacji polskiego kontyngentu w Libanie, inną natomiast oficjalny dokument odpowiedniego ministerstwa. Nawet jeśli wszystkie szczegóły są takie same. Podstawowa różnica tkwi w fakcie, że dziennikarz wie od informatora z ilu żołnierzy składa się kontyngent, zaś ministerstwo codziennie dokładnie ich liczy.

Tajne są nie tylko nazwiska, liczby czy miejsca, ale także same tematy, którymi zajmuje się BBN. Ola wykonuje analizy na zlecenie, ale także sama podsuwa nowe kwestie i czujnie wyłapuje wszelkie odstępstwa od normy. Pytana o prawo do błędu milczy przez chwilę. Ana-lityk nie jest w stanie przewidzieć wszystkiego. Drobne pomyłki przytrafiają się każdemu, ale tutaj nawet najmniejsza sugestia może pomóc rozpoznać przyszły problem. Nigdy nie wiadomo, co może okazać się ważne. Dlatego analityk musi znać się na wszystkim.

Wiedza tajemna

- Rejon Bliskiego Wschodu nie jest zbyt doceniany w polskiej polityce zagranicznej - przyznaje nasza specjalistka. Nie pomaga fakt, że polskie kontyngenty są obecne w Libanie oraz na Wzgórzach Golan (granica Izraela i Syrii). A przecież nie tylko zagrożenie wojną czy terroryzmem ma ogromne znaczenie taktyczne. W tym rejonie są olbrzymie złoża surowców, do których zarówno Ameryka jak i Europa chciałyby mieć dostęp, a nawet je kontrolować - tłumaczy. - Obserwujemy nie tylko lokalne działania, ale również politykę Unii i NATO wobec tych krajów. Przykład? Wybuch wojny w Iraku. Analizując jej wpływ na region, specjalista powinien zwrócić uwagę, jak to zmieni układ sił w regionie, przewidzieć, czy Polska zostanie zaproszona do tej misji i spróbować ustalić, jakie skutki przyniesie ewentualna zgoda na wysłanie tam wojsk. Powinien spróbować ocenić, jak długo misja będzie trwała, czy i jak wpłynie na relacje Polski z krajami muzułmańskimi. Czy wpłynie to pozytywnie, czy negatywnie na wizerunek Polski na świecie. Podobnie rozpatrywane są kwestie gospodarcze. Na przykład gazociąg projektowany przy współpracy Iranu, Indii i Pakistanu może zmienić oblicze energetyczne tego rejonu. Oraz zagadnienia polityczne - na przykład znaczenie wyborów w Libanie dla obecności polskich sił pokojowych w tym kraju.

Zdaniem Oli, jako partner polityczny mamy na Bliskim Wschodzie spore fory. - Polska nigdy nie była kolonizatorem - tłumaczy. - Dlatego w krajach arabskich mamy czystą kartę. Nie ingerowaliśmy w ich politykę, tak, jak np. Wielka Brytania. Nie współpracowaliśmy też z nimi. Nasze stosunki są więc raczej przyjazne. Nie mamy także problemów z mniejszością muzułmańską, jak Francja. Za to w okresie PRL-u, w ramach współpracy z Rosją, studiowało u nas wielu muzułmanów. Część została, a część w swoich ojczyznach objęła ważne stanowiska i z sentymentem wspomina Polskę.

Na temat krajów Bliskiego Wschodu krąży wiele mitów i stereotypów, które malują świat muzułmanów wyłącznie w czarnych barwach. Zdaniem Oli, brak dogłębnej znajomości kultury, literatury i religii tego regionu nie pozwoliłby jej wykonywać tę pracę. W wolnych chwilach chętnie ogląda tamtejszą telewizję, na bieżąco czyta prasę regionalną i publikacje na temat tych krajów. To właśnie ta naukowa strona. Trzeba stale pogłębiać wiedzę. To praca 24 godziny na dobę.

Traktat o podawaniu ręki - gratis

Nie wystarczy jednak wiedzieć, skąd zaczerpnąć informacji - trzeba jeszcze spisać je w odpowiedniej formie. Specjalistyczna analiza ma swoje ramy formalne - różni się od prasowego artykułu czy naukowej monografii. Jest ogólną syntezą, a jednocześnie musi zawierać taką porcję szczegółów, która niezbędna jest do nakreślenia sytuacji (i nie znudzi ministra). Nie może być za długa. - W tej pracy trzeba umieć wyrażać się krótko, podsumowywać. Czasem ma się tylko kilka godzin na przygotowanie materiału. Nie zawsze jest czas na ciekawostki czy szczegółowe poszukiwania - mówi Ola.

Mimo to stara się zamieszczać w swoich analizach drobne fakty, które jej zdaniem mogą okazać się przydatne. Bywa, że są to sprawy tak niszowe, jak np. etykieta powitania. - W świecie muzułmańskim często zdarza się, że mężczyzna nie poda ręki kobiecie - tłumaczy specjalistka. - Jeśli mogę, zamieszczam taką uwagę w analizie czy prezentacji, żeby nie po-jawiła się jakaś niezręczność, gdy ktoś wyciągnie rękę i tak zostanie z dłonią w powietrzu. Tego typu uwagi dotyczą najczęściej specyfiki kultury oraz systemu społecznego i mają za zadanie pomóc zrozumieć sposób myślenia przedstawicieli świata islamu. Człowiek z Zachodu wszystko widzi inaczej - zapewnia Ola. - Trzeba długich studiów, żeby zrozumieć tamtejszy sposób myślenia, szczególnie, że nie zawsze się z nim zgadzamy. Pokutuje wiele mitów, które sprawiają, że nie potrafimy zrozumieć muzułmanów. Stąd już krótka droga do strachu lub nienawiści. A więc kolejny obowiązek analityka BBN - nie tylko przekazywać, co mieszkańcy Bliskiego Wschodu robią i myślą, ale też pokazywać, dlaczego tak jest. I to w możliwie najkrótszych słowach. Czuję się odpowiedzialna za mój kraj - z powagą mówi o swojej pracy. - Mam nadzieję, że to, co robię, wpływa jakoś na jego sytuację.

Ola nie spędza całych dni ślęcząc nad papierami przy biurku. Często bierze udział w konferencjach, spotkaniach z ministrem i przedstawicielami różnych ważnych instytucji, prelekcjach czy obradach. Do jej zadań należy także nawiązywanie cennych kontaktów, które mogą później zaowocować wymianą opinii, poglądów. Czasem ogląda też służbowo telewizję z regionu, którym się zajmuje. Dla ciekawego świata i ambitnego badacza to idealna praca. Trochę jak szpieg, trochę jak naukowiec. Obowiązkowo - w eleganckim kostiumie i na szpilkach. Przynajmniej w tym jedynym filmowa wizja pracownika Biura Bezpieczeństwa Narodowego jest zgodna z rzeczywistością.

  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów