Assessment Center - Jak rekrutuje się w Twojej firmie?
"Mam lat 55, od półtora roku bezrobotna i bez prawa do zasiłku" - napisała do mnie czytelniczka "Gazety". "Mam na utrzymaniu córkę 20-letnią, studentkę studiów zaocznych, która też nie może znaleźć pracy. Przez rok czasu córka była na stażu, zarabiała 772 zł brutto, płaciła za studia 240 zł, zostawało nam 420 zł i za to żyłyśmy. Teraz ja jestem na stażu (w wieku 55 lat!!!). Wegetujemy. Zakład pracy nie przewiduje zatrudnienia mnie po stażu, bo mają redukcję etatów. Do pomocy społecznej nie pójdę już nigdy więcej, bo według nich pracy jest dużo. Mam za to długi w bankach, coraz większe. Piszę do Was, bo może Wy jakoś zaapelujecie do rządu (właściwie to nie wiem gdzie), żeby takim ludziom wykluczonym, bez środków do życia, pomóc umrzeć w humanitarny sposób - myślałam o eutanazji. Tyle to chyba się należy. Bezrobotna".
Ten list skłonił mnie do zadania pytania: dlaczego w Polsce tak łatwo stać się wykluczonym? Szukam definicji wykluczenia społecznego. Znajduję kilka. Zacytuję dwie znalezione w Narodowej Strategii Integracji Społecznej dla Polski. Pierwsza: "Wykluczenie społeczne to sytuacja uniemożliwiająca lub znacznie utrudniająca jednostce lub grupie zgodne z prawem pełnienie ról społecznych, korzystanie z dóbr publicznych i infrastruktury społecznej, gromadzenie zasobów i zdobywanie dochodów w godny sposób...". Druga: "Wykluczenie społeczne to brak lub ograniczone możliwości uczestnictwa, wpływania i korzystania z podstawowych instytucji publicznych i rynków, które powinny być dostępne dla wszystkich, a w szczególności dla osób ubogich".
Obie mówią o tym samym, o zetknięciu się człowieka z instytucjami państwa, których zadaniem jest pomoc osobom znajdującym się w trudnej sytuacji życiowej. - Ten list to rozpaczliwy krzyk kogoś, kto szuka pomocy i nie może jej znaleźć - mówi Marek Rymsza, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego zajmujący się polityką społeczną. - Brak koordynacji między pomocą społeczną a służbami zatrudnienia to taki grzech pierworodny polskiego systemu zajmującego się wsparciem takich osób jak państwa czytelniczka.
W Europie działa inny model pomocy społecznej. Nie polega na dostarczaniu świadczeń, ale na aktywizowaniu. Praca jest właśnie tym elementem. Dlatego tak ważna jest współpraca służb pomocy społecznej i zatrudnienia. Nie można po prostu dać zasiłków, jeszcze tak niskich jak w Polsce, bo one sytuacji nie zmieniają. A stwierdzenie, że pracy jest dużo, również oznacza umycie rąk. - Skierowanie na staż to jest jakieś rozwiązanie - mówię. Marek Rymsza uważa, że to działanie całkowicie błędne. - Taki staż nie daje niczego na przyszłość. W ten sposób oducza się bezrobotnego aktywności. Każde jego działanie lub działanie na jego rzecz powinno być racjonalne, czyli dawać mu perspektywę powrotu na rynek pracy. Co daje ten staż? - pyta. - To jak powinna działać pomoc społeczna? - Metodą kontraktów socjalnych podpisywanych z bezrobotnym przez OPS i urząd pracy. Czyli od osoby w trudnej sytuacji, nazywajmy ją wykluczoną, wymagamy tego, tego i tego, ale w zamian otrzymuje ona to i tamto. Przede wszystkim perspektywę pracy - mówi Rymsza.
Dodaje, że w ten proces wpisane jest ryzyko gry rynkowej. - To nie tak jak w socjalizmie: my ci stworzymy miejsce pracy, ale służby socjalne powinny sprawę stawiać tak: jeżeli tu się nie udało, to próbujemy gdzieś indziej. Zasada jest taka: człowiek się stara, a służby mu towarzyszą i cały czas pomagają. Tu musi być działanie wieloelementowe i długotrwałe, do skutku. A tego właśnie w Polsce brakuje - podsumowuje socjolog.
Kiedy powstawały pierwsze centra integracji społecznej i długotrwale bezrobotni podpisywali kontrakty socjalne, wydawało się, że to świetne rozwiązanie. Centra oferują zajęcia z psychologami, uczą poszukiwania pracy i dają zatrudnienie. Niestety, w wielu przypadkach wynagrodzenie nie jest wyższe od zasiłku dla bezrobotnego. Ośrodki pomocy społecznej w ramach kontraktu rozwiązywały różnego rodzaju problemy klientów. Np. pomagały w spłacie zadłużenia czynszowego za mieszkanie czy wspomagały rodziny mające problem z przemocą. Ale kontrakty podpisywano na 10-11 miesięcy. Tyle też trwało zatrudnienie bezrobotnego. A co potem? Po zakończeniu kontraktu lub po wyjściu z programu integracji społecznej osoba społecznie wykluczona mogła... znów pójść do urzędu pracy i zarejestrować się jako bezrobotna. Czyli wracała do punktu wyjścia.
Dzwonię do Ośrodka Pomocy Społecznej na warszawskim Mokotowie. Próbuję się dowiedzieć, jak wygląda procedura podpisywania kontraktu socjalnego. Podaję się za 55-letnią długotrwale bezrobotną z dzieckiem. - Teraz nie ma możliwości podpisania kontraktu. Nie mamy pieniędzy. Obcięto je o jedną trzecią. Ośrodek nie gwarantuje pomocy finansowej na przykład na spłacenie zadłużenia czynszowego. Jedynie na zaspokojenie podstawowych potrzeb życiowych. Możemy zapłacić dzieciom za obiady w szkole - słyszę.
Pracowniczka socjalna dziwi się, że przez półtora roku nie mogę znaleźć pracy. Sugeruje, że powinnam być aktywniejsza, a przede wszystkim radzić sobie sama. - Może przecież pani zająć się opieką nad dziećmi - radzi. - Próbowałam, ale rodzice chcą zatrudniać na czarno - mnożę trudności. - No to co? Chociaż zarobi pani pieniądze - słyszę w odpowiedzi.