Assessment Center - Jak rekrutuje się w Twojej firmie?
A myślałam, że o umowie o dzieło napisałam już wszystko. Jednak po rozmowie z bezrobotną od kilku dni 31-letnią Katarzyną, polonistką z Warszawy, wracam do sprawy. - Pani pisała o tym, że wiele z tych umów jest normalną pracą w siedzibie pracodawcy, pod jego kierunkiem i w określonych godzinach. Tylko bez prawa do płatnego urlopu, pieniędzy za zwolnienie lekarskie i bez płacenia składek do ZUS i Funduszu Pracy. To prawda, co najmniej połowa z zatrudnionych wraz ze mną osób tak pracowała - mówi pani Katarzyna. - Ta sytuacja dyskryminuje ich wszystkich. A teraz przekonałam się, że to nawet podwójna dyskryminacja. Nie dość, że przez wiele miesięcy wykonywałam takie same obowiązki co moi koledzy na etatach, to okazało się, że jako bezrobotna nie mogę skorzystać z pomocy państwa w spłacie kredytu za mieszkanie. Bo nie mam prawa do zasiłku. A mieć nie będę, bo pracowałam na umowie o dzieło.
I apeluje do posłów i pracodawców: - Zróbcie coś z tymi umowami o dzieło! - Jedni powinni zmienić przepisy prawa, a drudzy przestać nadużywać tej formy zatrudniania pracowników. Za pomocą umów o dzieło firmy zmniejszają sobie koszty zatrudnienia. A jedna i druga strona, podpisując umowę, ma świadomość, że w bardzo wielu przypadkach to jest tak naprawdę stosunek pracy, a nie żadne wykonywanie dzieła. Ale co może zrobić osoba szukająca pracy? Ma tylko taki wybór: przyjąć warunki lub iść na bruk - dodaje z rozgoryczeniem.
Pracowała w dużej agencji reklamowej. Ma już za sobą jedno bezrobocie. Zaraz po studiach. Potem pracowała jako redaktor kreatywny w firmie przygotowującej programy dla prywatnej telewizji. - Straciłam pracę, kiedy skończono produkcję audycji, przy której pracowałam. Później na rynku medialnym zrobiło się ciasno, więc zaczęłam szukać miejsca w reklamie - mówi. - Znalazła tylko na takich warunkach, choć za dobre pieniądze. Próbowałam sobie tłumaczyć, że to na chwilę. Chwila trwała ponad dwa lata. W tym czasie wzięliśmy z mężem kredyt na mieszkanie. Bank nie miał nic przeciwko sposobowi, w jaki zarabiam. Nie mieliśmy problemów ze spłatami. Teraz pewnie będą - martwi się bezrobotna.
Historia pani Katarzyny przypomina, by zacząć pytać w Sejmie, co się dzieje z nowelizacją ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy. Napisała ją Joanna Kluzik-Rostkowska, posłanka PiS, po namowach "Gazety". Jest w niej zapis, że umowa o dzieło podpisywana wielokrotnie z jednym pracodawcą, będąca jedynym źródłem zarobkowania, po jej wypowiedzeniu przez pracodawcę powinna uprawniać do zasiłku dla bezrobotnych. Posłanka złożyła ją na początku roku. Potem otrzymali ją eksperci, by przedstawili opinię. Później ślad po niej zaginął. - Przepadła w jakieś czarnej dziurze w Sejmie - komentuje Kluzik-Rostkowska. - Sprawdzałam, że od 23 stycznia tego roku nawet nie udało się drukowi sejmowemu nadać nawet numeru.
Jutro daję ogłoszenie do "Gazety": "Czy ktoś widział nowelizację ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy? Jest nieduża, ledwie trzy kartki, znacząca i ważna dla osób zmuszanych do pracy na umowę o dzieło".