Po co jest ta pani w windzie?

Joanna Sabak
2009-09-24, ostatnia aktualizacja 2010-08-09 15:50
Fot. Bartosz Bobkowski / AG

Można pomyśleć, że nie ma nic skomplikowanego w jeżdżeniu windą. Wybieramy dowolne piętro, wciskamy przycisk i jedziemy w górę. Albo w dół. Tym właśnie zajmują się panie z wind w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie. Ich stanowisko pracy to wygodne krzesło, specjalnie dopasowany podnóżek, powieszony na ścianie telefon i białe przyciski z numerami pięter.

Jakie jest najpiękniejsze miejsce w Warszawie? 30. piętro PKiN, bo stamtąd nie widać Pałacu Kultury - Takim dowcipem warszawiacy kwitowali prezent od
fot. S3awomir Kaminski / AG
Jakie jest najpiękniejsze miejsce w Warszawie? 30. piętro PKiN, bo stamtąd nie...

Fot.Bartosz Bobkowski / AG
- Jakie jest najpiękniejsze miejsce w Warszawie? 30. piętro PKiN, bo stamtąd nie widać Pałacu Kultury - Takim dowcipem warszawiacy kwitowali prezent od "bratnich narodów" wzniesiony w połowie lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku na głównym placu w centrum stolicy. Dzisiaj 30. piętro Pałacu Kultury faktycznie stanowi piękne miejsce (dzięki zabytkowemu sklepieniu), atrakcję turystyczną, romantyczny deptak i teren edukacyjnych wystaw. Odwiedza go średnio 2 tys. ludzi dziennie. Można tam dotrzeć wyłącznie specjalnie przeznaczonymi do tego celu windami, które znajdują się w głównym holu Pałacu Kultury i Nauki. Nie można się do nich dostać z innych części budynku - z Pałacu Młodzieży czy części kinowej. Windy są dwie - piętnaście lat temu zmodernizowane i utrzymywane w nienagannej kondycji. Jedyne w Warszawie windy z elegancko ubraną obsługą. Pracujące w nich panie nie są jednak atrakcją turystyczną, a smutną koniecznością.

Mroczki i samobójcy, czyli ryzyko zawodowe

Zespół obsługujący windy liczy 15 osób i obsługuje także windy towarowe. W niedzielne popołudnie na zmianie są dwie panie: Teresa i Bożena - weteranki w tym zawodzie. Ich winda sunie z prędkością 6 metrów na sekundę i jest jedną z dwóch najszybszych wind w Pałacu - na 30. piętro dociera w 19 sekund (przeciętna winda jeździ około 3 metry na sekundę). Szybka winda generuje zatem efekt małego "przeciążenia". - Mamo, nie mogę stać! - dramatyzuje kilkulatek wciśnięty w kąt windy. - Ale szybko! - cieszy się jego brat. - Uszy mi się zatkały! - skarży się dziesięcioletnia dziewczynka. - Przełknij ślinę, a wszystko przejdzie - doradza pani Bożena.

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy? Porównaj swoje wynagrodzenie



Teoretycznie jeżdżenie w górę i w dół z zawrotną prędkością nie powinno mieć żadnych ubocznych skutków zdrowotnych, ale kto z nas kiedykolwiek robił to raz za razem przez 8 godzin? Zdarzają się zawroty i bóle głowy, a czasem - jak przyznają obie panie - nawet "mroczki przed oczami". Najgorzej wpływają na samopoczucie kursy z góry na dół i z powrotem - i tak przez 30 pięter. Wszystko zależy też od kondycji pracownika - jeśli ma gorszy dzień lub jest chory, będzie czuł się jeszcze gorzej po paru godzinach ciągłych zmian ciśnień. Dlatego obsługa windy pracuje parami, z czego pod rząd nie więcej niż 1-1,5 godziny. Potem następuje zamiana - jedna pani odpoczywa, druga wsiada do windy. Cała zmiana trwa 8 lub 12 godzin. Z reguły jednak trzeba zostać dłużej i zebrać spóźnionych turystów, opuszczających biura zapominalskich, a czasem jakichś ekstragości.

W dni powszednie trafiają się głównie rutynowe kursy, czyli ciągłe wożenie turystów na 30. piętro i z powrotem. Co jakiś czas odzywa się służbowy telefon i winda robi zamówiony kurs z drugiego na czwarte, z dwudziestego pierwszego na pierwsze, itd. Raz na jakiś czas w Pałacu odbywa się szczególna impreza. Wytworni goście korzystają wówczas z eleganckiej windy z elegancką obsługą. Nie ma jednak gwarancji, że pasażer zawsze zjedzie na dół, ponieważ PKiN bywa czasem nawiedzany przez... różnych desperatów.

Pani Bożena wspomina ze szczególną trwogą jednego z takich pasażerów. - Na piętro wjechał sam - relacjonuje. - Windą samoobsługową. Ochronie powiedział, że jedzie na spotkanie, no to nikt nie miał nic do gadania. Krzyk, pisk, pędzą panowie z ochrony. Delikwent wysiadł na 27. Okazało się, że pan był tak zdesperowany, że pędem od drzwi windy pobiegł przez korytarz i próbował rzucić się przez zamknięte okno.

Na szczęście szyby na tej wysokości są podwójne i bardzo grube - niedoszły samobójca sforsował pierwszą, ale druga go zatrzymała. Winda pani Bożeny zawiozła na górę sanitariuszy, a potem na dół pokaleczoną i oszołomioną ofiarę. Takie osobliwości, jak staruszka pytająca "skąd tu się można rzucić" wbrew pozorom nie są rzadkością. - Raz się spotkałam z czymś takim, na początku mojej pracy w Pałacu. Nie wiedziałam, jak się zachować - pani Bożena aż się wzdrygnęła. - Jakoś jej wyperswadowałam, że tu znikąd nie da się rzucić. Doprowadziłam ją na dół, a tam już ochrona czekała. Jak widać, ryzyko zawodowe w tej pracy bywa bardzo zróżnicowane.

"Tu byłem", czyli wykład z kultury

- Oczywiście, że można zaprogramować windę, żeby nie stawała na pewnych piętrach. Ale my nadzorujemy turystów, których, niestety, nie da się zaprogramować! - pani Teresa rozwiewa moje wątpliwości dotyczące celu jej pracy. Następuje krótki wykład na temat pięter:

Jedynka to piętro mieszczące się pod schodami głównego holu PKiN. Drugie piętro to obszerne sale z wejściem u szczytu schodów, bistro. Po bokach sale targowe i pokazowe, po środku hol z napisem "PANORAMA" (pierwszy przystanek, jeśli zwiedzamy aktualną wystawę), z którego startują windy na taras widokowy. Oczywiście, teoretycznie, żeby zwiedzić budynek możemy skorzystać z szeregu nowszych, samoobsługowych wind, ale w Pałacu jest cały zestaw pięter dostępnych tylko dzięki windzie z obsługą. Na przykład na trzecim piętrze znajduje się zaplecze restauracji "Trojka", która ma także małą kawiarenkę na 30. piętrze. Poza tym restauracja obsługuje gastronomicznie część imprez w Pałacu. Ponieważ hol znajdującego się po przeciwnej stronie budynku Pałacu Młodzieży sięga do czwartego piętra - windy z tamtej części nie dojeżdżają na trzecie piętro. Dlatego "niesamoobsługowa" winda z PANORAMY stanowi dla obsługi bistro okno na świat. Podobnie piętra należące do PAN-u - wyłączone z ruchu powszechnie dostępnych wind (także niektóre piętra biurowe, piętro 33, na którym znajdują się nadajniki telewizyjne - tutaj wchodzi tylko obsługa techniczna i to po całkowitym wyłączeniu sprzętu). Do tego mamy piętra wynajmowane przez Urząd Miasta, telewizję, prywatne szkoły i różne biura. Niektóre z tych instytucji czynne są w określonych godzinach i nie życzą sobie nieproszonych gości, zwiedzających puste pomieszczenia, np. w niedzielę.

I właśnie dlatego w windzie siedzi "jakaś pani"

Reasumując: jeśli piętro nie jest ewidentnie zablokowane (a nie może być zablokowane, skoro pracują na nim ludzie), turysta z pewnością zacznie zwiedzać niedozwolone rejony - wejdzie do pokoju, zajrzy do toalety, a może nawet trochę się zgubi. Czasem nawet ochrona jest bezradna. Łatwiej kontrolować więc działanie wind, niż turystów. W części wind wybór niektórych pięter blokuje się, a w pozostałych siedzi obsługa.

Po drugie, obsługa wind, nauczona smutnym przykładem własnych dźwigów osiedlowych ("Nawet jak nie pojedzie, to napisze: TU BYŁEM!") ma bardzo wyrazistą politykę ograniczonego zaufania do polskiego "turysty". To dzięki stałej obecności obsługi winda może być wyłożona estetyczną wykładziną, czysta i zadbana. - W Pałacu są też dwie szkoły - tłumaczy pani Bożena. - W zeszłym tygodniu obsługa musiała odnowić dwa samoobsługowe dźwigi! Przez chwilę ze smutkiem wspomina windę w swoim własnym, publicznym, dziesięciopiętrowym bloku. Smutny obrazek, którego zarząd PKiN zdecydowanie wolałoby uniknąć.

Jak wyjaśnia z kolei pani Bożena, winda ma specyficzne wymagania co do wagi. Limit stanowi 1000 kg. - Mamy przykazane wozić po dziesięć osób - tłumaczy. Oczywiście inaczej traktuje się dziesięcioro pięciolatków niż grupę dwumetrowych studentów. - Winda sama waży i jeśli jest za dużo, po prostu piszczy. A turyści mają niepokojący zwyczaj wpychania się na ścisk i dziwienia, że coś nie działa.

W końcu sami pasażerowie bywają niezwykle zróżnicowani. - Niech pani zwolni - prosi kolejne dziecko z pretensją. Dzieci to ten milszy typ pasażera. - Dzieci, te starsze, jak są w grupie, to krzyczą, piszczą, skaczą, że uszy zatyka. A małe stoją jak te sierotki... Wciskają przyciski, zaczepiają "panią na krześle", ale z reguły są zadowolone z podróży. Większość dorosłych klientów dziwnie patrzy na panią z windy, nie wie jak ma się do niej odnosić albo wręcz miewa do niej pretensje za "nieudaną podróż". Zdarzają się pytania: "A co pani tu robi?", "A czemu mam płacić, że mi pani przycisk wciśnie". Szczególnie krępujący bywają też zakochani. W drugiej z wind, bardziej oszklonej, nie wiadomo czasem, gdzie oczy podziać - wzdycha pani Bożena. Owładnięci uczuciami pasażerowie czasem zapominają, że tuż obok nich siedzi człowiek. Ludzie bywają złośliwi, agresywni. Pracownik windy w takim przypadku obrywa za wszystkich i wszystko: obsługę, kierownictwo, bałagan, nieciekawą wystawę. - Koleżanka miała taką sytuację - wyjawia pani Bożena. - Coś się nie spodobało pasażerowi, podszedł do niej, zerwał etykietkę z nazwiskiem, rzucił, zaczął wyzywać. Do dziś nie wiadomo, dlaczego...

Bywają ludzie szczególnie wrażliwi - bledną, słabną, czasem mdleją. Rodzina zazwyczaj dębieje, więc obowiązek zareagowania spada na obsługę. Czasem wystarczy się trochę przewietrzyć, ale i bywa potrzebna pomoc. Szczególnym utrapieniem są też nietrzeźwi - chociaż przepisy nie zabraniają wożenia osób pod wpływem alkoholu, to jednak wzbudzają one jawną dezaprobatę. Często też bywają agresywne i nieciekawie pachną, co nie jest specjalnie miłe w ciasnej windzie.

Na dobranoc

Około godziny 18 powoli kończy się dzień w Pałacu i zaczynają przygotowania do nocnego czuwania. Piętra pustoszeją, goście znikają. Kiedy są już puste i sprawdzone przez ochronę, zostają zaplombowane. - Po mnie do windy wchodzi tylko mechanik - wyjaśnia pani Teresa. Sprawdza windę i ustawia nocny program. Część pięter zostaje zablokowana, reszta - z pogaszonymi światłami - wygląda jak martwa. Telefon dzwoni częściej. To pracownicy Pałacu opuszczają swoje biura i stanowiska pracy.

- To jest zawód, który ginie - kwituje pani Bożena naszą rozmowę. - Ale u nas był, jest i z pewnością będzie. Tylko raz dyrekcja PKiN pozwoliła pasażerom samodzielnie wciskać przycisk 30 piętra - w trakcie jednej nocy z okresu akcji Panoramy Nocą (która odbywa się w wakacje). Eksperyment jednak zdecydowanie się nie udał - pasażerowie najczęściej wykorzystywali sytuację i usiłowali zwiedzać zabronione rejony. Do tego kilka napisów, jedna wypalona w wykładzinie dziurka... Jak widać, wciąż taniej wychodzi wynajęcie pracownika do pilnowania niż zawierzenie kulturze osobistej pasażera.

Dlatego jeszcze długo będziemy spotykać w Pałacu Kultury panią w nienagannym, galowym stroju, która wciśnie za nas przycisk. Do czasu wynalezienia sprytniejszych wind. Albo porządniejszych turystów.



  • 16 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów