Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy? Porównaj swoje wynagrodzenie
Według danych resortu pracy ponad 21 proc. bezrobotnych to osoby poniżej 25. roku życia. Wielu z nich bez trudu dałoby sobie radę ze znalezieniem pracy na wolnym rynku. Po co się rejestrują? - Bo chcę mieć ubezpieczenie zdrowotne - mówi nam 24-letnia Marta z Warszawy. - Już pracowałem przez dwa lata, więc mam prawo do zasiłku dla bezrobotnego i nie zamierzam z niego zrezygnować. pieniądze przydadzą się w czasie, gdy szukam pracy - dodaje 30-latek spotkany pod stołecznym UP. - Pozytywem jest możliwość zrobienia darmowego kursu z różnych dziedzin. Unia daje pieniądze - mówią kolejni bezrobotni. Jeszcze inni chcą założyć własną działalność gospodarczą i liczą na pomoc finansową na starcie. Teraz w kryzysie, i to zupełnie nowe zjawisko, o zarejestrowanie się w pośredniaku proszą ich przyszli pracodawcy.
Dwa światy rekrutacjiPoranek. Przed warszawskim urzędem pracy stoi kilkadziesiąt osób. Rozmawiają o ofertach pracy, jakich oczekują, bądź o tym, co im zaproponowali urzędnicy. Przed godz. 10 pojawia się kilku młodych, dwudziestokilkuletnich mężczyzn. Są zaniepokojeni długą kolejką. Nie przyszli po
oferty pracy. Czego oczekują? Chcą się tylko szybko zarejestrować i tak samo szybko zostać wyrejestrowani, bo tak nakazał im ich przyszły pracodawca. Urząd pracy może dać firmie, która ich zatrudni, pieniądze na stworzenie nowego stanowiska. Oficjalnie nie chcą o tym mówić. Milkną, gdy ich pytamy. Błyskawicznie się rozchodzą. Jeden dzwoni do przyszłego pracodawcy. Tłumaczy, że jest problem i nie da się tej prostej z pozoru sprawy załatwić w jeden dzień.
Radek, 28-letni
handlowiec, wspomina, jak dwa miesiące temu stracił pracę i przyszedł zarejestrować się do urzędu pracy w podwarszawskiej miejscowości. - Wypełniłem formularz, odstałem kilka godzin w kolejce i odbyłem krótką rozmowę z urzędniczką, której powiedziałem o swoich oczekiwaniach. Oferty dla mnie nie było.
W następnych dniach wysłał CV do kilku portali rekrutacyjnych. Na odpowiedź nie musiał długo czekać. W ciągu miesiąca zgłosiło się kilku pracodawców. Dwie propozycje uznał za bardzo interesujące. - Wtedy postanowiłem, że zrezygnuję z pomocy urzędników. Do urzędu pracy więcej nie będzie chodził. Podobnie jak internautka o nicku Ex-bezrobotna, która na początku sierpnia na forum Gazeta.pl napisała: „Przez długi czas (kilka miesięcy) chodziłam do UP jako bezrobotna. Za każdym razem wizyta sprowadzała się do: »dzień dobry «, »do widzenia « i »nie, nie mamy ofert pracy dla pani «. OK, nie liczyłam na ich pomoc, więc pracę znalazłam w końcu sobie sama. Poszłam się wyrejestrować. I tu ciekawostka. Pani wzięła ode mnie umowę o pracę, skserowała, ponabijała pieczątki UP i te dokumenty włożyła do mojej teczki i dopiero wtedy dała papierek z decyzją o wyrejestrowaniu. Zastanawiam się, czy skoro w teczce znalazła się moja umowa z tymi pieczątkami, to czy później nie jest to liczone na zasadzie: »urząd znalazł pracę dla x bezrobotnych «. Bo dla mnie tak to wyglądało".
Nasi rozmówcy narzekają również na rutynowe rozmowy z urzędnikami. - Tu każda rozmowa wygląda podobnie. A przecież każdy z nas ma inne wykształcenie, zna się na innej specjalizacji i czego innego oczekuje po wizycie w urzędzie - przekonują. Ożywiają się, gdy pytamy o rozmowy z rekruterami. - Już po kilku zdaniach widać olbrzymią różnicę - mówi Radek. - Łowcy głów wyciągną z człowieka wszystkie informacje, jakie mogą się przydać podczas rozmowy z potencjalnym pracodawcą - dodaje.
Barbara Osuchowska z K&K Selekt Centrum Doradztwa Personalnego potwierdza uwagi osób poszukujących pracy. - Pierwsza różnica to to, że firma rekrutacyjna ma dużo ciekawsze oferty pracy dla takich osób. Urzędy pracy mają oferty związane głównie z pracą fizyczną lub mało atrakcyjne finansowo - mówi. - Po drugie, w firmie rekrutacyjnej kandydat aplikuje na dane stanowisko. Nawet jeżeli nie zostanie przyjęty przez danego pracodawcę, to zostaje w bazie danych i za jakiś czas ponownie stara się o nowe stanowisko. Najczęściej trwa to kilka tygodni, miesiąc i pojawiają się kolejne oferty pracy - wylicza przewagę headhunterów. Jej zdaniem na takie podejście nie mają co liczyć kandydaci w urzędzie pracy.
Gdy kandydat nie zostanie przyjęty przez pracodawcę łowcy głów, headhunterzy mówią mu, jakie czynniki o tym zdecydowały i co trzeba w pierwszej kolejności poprawić.
Jedna z osób tak opisuje przygody poszukiwania pracy poza urzędem. - Wystarczy mi rejestracja w portalach pracy i codzienne przeglądanie tam ofert. Jest o wiele wygodniej, np. w Jobexpress mogę sprawdzić, co firma zrobiła z moją ofertą, albo zrobić sobie CV w PDF-ie. Inne portale oferują video-CV, dopasowania CV do pracodawcy i inne cuda-niewidy... Nie wyobrażam sobie, żeby zamienić to na stanie w pośredniakowych kolejkach - przekonuje.
W podobnym tonie wypowiadają się rekruterzy. - Konsultant, mając często informacje na temat kultury organizacji, specyfiki pracy oraz ogólnych preferencji pracodawcy, może podpowiedzieć kandydatowi, jak wyróżnić się z tłumu konkurentów, jak się na rozmowie sprzedać i zaprezentować. Zdarzają się sugestie co do określonego ubioru, formy prezentacji czy samego stylu prowadzenia rozmowy - opowiada Agnieszka Kaczmarczyk z Grafton Recruitment Polska.
Urząd płaci za miejsce pracyCoraz częściej młodzi, gdy znajdą pracę dzięki firmie headhunterskiej, idą do pośredniaka. Zarejestrowanie jako bezrobotny może uatrakcyjnić ich ofertę dla przyszłego pracodawcy, jeśli ma możliwość skorzystania przy zatrudnieniu nas z dopłat czy ulg związanych z aktywizacją bezrobotnych i tworzeniem nowych stanowisk pracy. Przekonał się o tym nasz rozmówca Radek. Nowy szef przedstawił mu atrakcyjne warunki i postawił jeden warunek. - Muszę być zarejestrowanym bezrobotnym, po którego zgłosi się jego firma. No i na nowo polubiłem urząd pracy - śmieje się Radek.
- To nie jest żadne nadużycie ze strony pracodawcy lub bezrobotnego - przekonuje Marta, która już rok szuka pracy. Jest biochemikiem. W CV wpisuje, że jest zarejestrowana w UP. Informuje przy tym pracodawcę, jakie może mieć korzyści z zatrudnienia właśnie jej. - To prawda. Takie rozwiązanie jest korzystne dla bezrobotnego i pracodawcy. Możemy młodego człowieka skierować na roczny staż do pracodawcy, który go chce - wyjaśnia Lech Antkowiak, wicedyrektor stołecznego urzędu pracy. - Jedna i druga strona będzie zadowolona. Firma - bo zapłaci mu mniej - na stażu ok. 500 zł. A bezrobotny zyska doświadczenie. Jest jeszcze jedna możliwość: pracodawca może starać się o dotację na utworzenie stanowiska pracy dla takiej osoby. To sześć średnich krajowych wynagrodzeń, czyli ponad 18 tys. złotych.
Antkowiak dodaje, że firma przez dwa lata musi zatrudniać skierowaną do niej osobę. A nawet jeżeli nowo zatrudniony się do tej pracy się nie nadaje, to przez dwa lata firma musi na tym stanowisku zatrudniać innego podopiecznego UP. Jest także możliwość jednorazowej refundacji poniesionych kosztów składek na
ubezpieczenia społeczne osoby bezrobotnej. To kolejna korzyść dla pracodawcy i pracownika, pośrednio dla urzędu pracy. W pierwszej połowie zeszłego roku na dofinansowanie nowych stanowisk pracy, rozpoczęcie działalności gospodarczej i pożyczki dla bezrobotnych wydano w całym kraju ponad 384 mln zł. Np. Urząd Pracy w Radomiu w 2008 roku pomógł w utworzeniu 500 miejsc pracy.