Ciężkie życie nowego

Marek Wiśniewski
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 10:00

Pracownik, który zaczyna pracę, często traktowany jak obcy. Ma trudne zadanie: wykazać się w pracy i jeszcze przekonać do siebie współpracowników.

ZOBACZ TAKŻE

Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy? Porównaj swoje wynagrodzenie



- Kiedy przychodzę do nowej firmy, staram się jak najszybciej znaleźć sojuszników - mówi Magdalena Dulińska, prawnik z praktyką w kilku spółkach giełdowych i Narodowym Funduszu Zdrowia. - Szukam osób, które mają podobne do moich poglądy na pracę. Często oznacza to dołączenie do jakiegoś istniejącego już obozu, który zawsze spotyka się w dużych firmach. Ustalam też, kto jest ekspertem i wesprze mnie merytorycznie, a kto podejmuje decyzje.

Pierwszy rekonesans

Rozpoznanie terenu w nowej pracy prowadzimy dyskretnie. Zamiast pytać współpracowników o cechy przełożonych, lepiej zapytać o zasady i wydarzenia w firmie. - Pytajmy, co ciekawego się ostatnio działo - radzi Maria Płuciennik, psycholog i trener biznesu. - Dzięki temu mamy szansę poznać nastroje wśród pracowników, stosunek do przełożonych i odwrotnie. Jeśli pytani będą otwarcie wypowiadać się na różne tematy, to jest to cenna wskazówka o atmosferze w firmie. Pamiętajmy, by unikać podpytywania o konkretne osoby w rodzaju: "A Tomek to chyba z szefem nie najlepiej się dogaduje?".

- Na początku należy unikać pytań oceniających i krytykujących, np.: "Dlaczego używa się takiego oprogramowania, a nie innego?", "dlaczego ktoś zatrudnił osobę, która się na tym nie zna?" - podpowiada Agnieszka Pala, doradca i psycholog biznesu z HR Smile. - Okres adaptacyjny bywa okresem próbnym i warto ograniczyć pytania, które mogą zrodzić przekonanie o naszej niskiej motywacji, np.: "Czy mogę wyjść kilka razy na kawę?".

Nie podważaj norm

Adaptacja w nowym środowisku to dopasowanie do wzorców komunikacji zespołu oraz zwyczajów w firmie. Nowy pracownik musi uważać, aby swoim zachowaniem nie podważać istniejących norm. Narzucanie swoich pomysłów może przynieść katastrofę. - Najrozsądniejsza rzecz, jaką może zrobić nowy pracownik, to nie robić nic! Trzeba obserwować i uczyć się panujących zwyczajów - zauważa Płuciennik. - Adaptację może utrudnić forsowanie swojego stylu bycia, nawet w dobrej wierze. Obserwowałam kiedyś, jak dwudziestokilkuletni absolwent uczelni wyższej postanowił potwierdzić, że jest "młody i dynamiczny". Od pierwszego dnia witał się ze wszystkimi "cześć" i przechodził szybko na "ty". W okolicy znalazł dobrą stołówkę i zaproponował wspólne wyjście na obiad nowo poznanym współpracownikom. Po pewnym czasie zauważył, że pracownicy go unikają. Szybko stał się outsiderem. W organizacji pracowały osoby w różnym wieku i w grupie wszyscy zwracali się do siebie po imieniu, ale poprzedzali je zwrotem grzecznościowym "pan" lub "pani". Większość jadała kanapki i domowe obiady w firmowej kuchni w grupach współpracowników, które miały ustalone godziny. Młody pracownik chciał wprowadzić swoje normy, nie robiąc wcześniej rozpoznania.

Zasady u nowego pracodawcy mogą nas zdziwić i okazać się trudne do przyjęcia. Rynek pracy wymaga od nas czasem przestawiania się na inną kulturę organizacyjną przy każdej zmianie pracy. - W jednej ze spółek internetowych z zaskoczeniem przyjęto to, że nie od razu zwracałam się do prezesa po imieniu - śmieje się Dulińska. - Przyszłam tam z TV Puls, w której do jednej z osób zwracałam się "ekscelencjo", a do innej "eminencjo". Niełatwo się było przestawić. Ze spółki internetowej zaś przeszłam do Narodowego Funduszu Zdrowia, w którym do przełożonych oczywiście nie zwracano się po imieniu.

Nowy chce lepiej

Nowych postrzega się jako zagrożenie nie tylko dla firmowych zwyczajów, ale także dla utartych schematów pracy. Osoba przychodząca do firmy potrafi na wiele rzeczy spojrzeć z innej perspektywy i proponować udoskonalenia metod pracy. Spotyka się to często z wrogością. - Jako nowa czasem musiałam walczyć z cichym oporem osób zakorzenionych w firmie, które uważały mnie za wroga - mówi Dulińska. - Przykład: ignorowanie zgłaszanych przeze mnie ulepszeń. Najpierw ktoś zapominał, że coś chciałam, potem mówił, że "to się zrobi" bez konkretnego terminu i dopiero po którejś interwencji następowały oczekiwane przeze mnie zmiany.

Trzeba działać z wyczuciem, bo dobre stosunki z szeregowymi pracownikami mogą być ważniejsze w pierwszym okresie pracy niż dobre relacje z szefem. To nasi współpracownicy mogą przyspieszyć lub spowolnić zdobywanie wiedzy o firmie i przyswojenie cennych informacji ułatwiających pracę. Brak akceptacji z ich strony może oznaczać konieczność rezygnacji z pracy.

- W jednej z firm spotkałam się z praktyką poznawania całego zespołu przez kandydata jeszcze na etapie rekrutacji, co umożliwiało obustronną weryfikację, czy kandydat chce pracować w takim zespole i czy zespół go akceptuje - mówi Agnieszka Pala. - To praktyka szczególnie cenna tam, gdzie praca zespołowa jest podstawą. Daje zespołowi poczucie, że miał wpływ na wybór rekrutacyjny i ponosi odpowiedzialność za niego.

Powiedzieć, że nie wiem?

To naturalne, że nowy pracownik zostaje przytłoczony informacjami oraz ogromem umiejętności, które musi szybko opanować. Często boi się przyznać do niewiedzy i stara się nadrabiać zaległości po cichu. - Zdarzyło mi się raz w nowej pracy ukrywać nieznajomość pewnego zagadnienia. Zanim ktokolwiek się zorientował, ciężką pracą nadrobiłam braki wiedzy - przyznaje Dulińska. - Nikomu tego jednak nie polecam, bo to stresujące i niebezpieczne. Ja pilnowałam, aby nie przekroczyć granicy, jaką jest zaszkodzenie firmie swoją niewiedzą.

- Ukrywanie naszej niewiedzy nie przyniesie nam na dłuższą metę korzyści - mówi Pala. - Każdy ma jakieś braki w umiejętnościach i większość z nich można łatwo niwelować. Pozorowanie wiedzy zostanie w końcu zdemaskowane i pozostawi niesmak. Będziemy postrzegani jako osoby niewiarygodne i niegodne zaufania. Nie oznacza to, że mamy się chwalić, że czegoś nie umiemy. Jeśli np. znajomość prawa handlowego jest przydatna na danym stanowisku pracy, można dopytać o konkretne zagadnienia i samemu zdobywać wiedzę.

W nowym miejscu pracy chcemy na wstępie zaprezentować się od najlepszej strony i pokazać, na jak wiele nas stać. Ale uwaga: zbyt duże wymagania do samego siebie mogą stać się pułapką i przyczyną porażki. - Nie chcemy zawieść, dlatego przyjmujemy kolejne, czasem bardzo ambitne zadania - zauważa Płuciennik. - Motywacja do pracy jest na tyle wysoka, że liczba wykonywanych zadań może zwyczajnie przekroczyć możliwości naszego organizmu i wykonamy je poniżej oczekiwań. W efekcie spełnią się nasze najgorsze obawy - pokażemy naszą niekompetencję.



Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 12 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    8 głosów

  • Re: Ciężkie życie nowego allerune 05.10.09, 12:25

    szukanie "sojuszników", "obozy", kurde, to wojna jest czy praca ? :)»

  • Ciężkie życie nowego ravendom 05.10.09, 12:30

    Ja przychodziłem do swojej pierwszej poważniejszej pracy 3 m-ce po studiach. Tak się złożyło, że tamtejszy dyrektor był jednocześnie moim opiekunem z roku jeszcze za czasów studiów. »