Ogólnopolskie Badanie Wynagrodzeń 2009 - ile zarabiają Polacy? Porównaj swoje wynagrodzenie
Władze Warszawy, chcąc pomóc bezrobotnym, którzy starali się o dotację na założenie własnej firmy, przeznaczyły na ich potrzeby kilkaset lokali użytkowych. Mogą je wynajmować poza konkursem ofert i nie po komercyjnych stawkach.
Na stronie internetowej stołecznego pośredniaka jest informacja, że urząd pracy wraz z biurem polityki lokalowej Urzędu m.st. Warszawy realizuje program "Lokal dla przedsiębiorczych". Pomysł polega na tym, by oddać "w najem osobom bezrobotnym zarejestrowanym w Urzędzie Pracy m.st. Warszawy lokale użytkowe, które nie zostały wynajęte mimo przeprowadzonych dwóch konkursów ofert. Są to na ogół lokale o powierzchni do 80 m kw. usytuowane w budynkach mieszkalnych w mniej atrakcyjnych punktach dzielnic, np. oficyny". A że "stawki czynszu ustalane są w drodze negocjacji" i przez 18 miesięcy "mogą być obniżone z zastrzeżeniem, że najemca przez cały okres najmu zobowiązany jest do ponoszenia opłat niezależnych od wynajmującego - za centralne ogrzewanie, energię elektryczną itp.", oferta wydawała mi się kusząca dla kogoś, kto stara się o dotację z urzędu pracy na rozkręcenie własnej firmy. Tani lokal to istotna pomoc. Na wolnym rynku za metr płaci się około 100 zł.
Przeglądam oferty dla bezrobotnych, przyszłych biznesmenów w poszczególnych warszawskich dzielnicach. Najwięcej jest na Pradze-Południe i Północ - to mniej ekskluzywny rejony stolicy. Od razu rzuca mi się w oczy: większość lokali to piwnice posiadające jedynie instalację wodną i elektryczną. Toaleta jest rzadkością. Ogrzewanie to też ewenement. Prawie wszystkie są do kapitalnego remontu, zagrzybione, do osuszenia. Nic też dziwnego, że nie znalazły wcześniej najemcy. Zdarzają się nawet oferty z zastrzeżeniem, że wobec całej nieruchomości są roszczenia byłych właścicieli. Strach w takie lokale w ogóle inwestować.
W portalu stołecznego urzędu pracy pomysłodawcy programu "Lokal dla przedsiębiorczego" zapewniają, że stawki czynszu za najem można negocjować. Jednak w ofercie zakładów gospodarki nieruchomościami są podane minimalne stawki nie do ruszenia. Wahają się od 2 zł z groszami za metr nawet do 22 zł. Generalnie od 5 do 10 zł. Wszystko zależy od jego standardu i wielkości. Za duży, położony od frontu ulicy Targowej ponad 100-metrowy lokal trzeba zapłacić miesięcznie ponad 2 tys. zł, czyli 22 zł za metr. A metr piwnicy bez wejścia od ulicy, tylko z oświetleniem w budynku na jakiejś małej uliczce - 5,50 zł.
Są też inne opłaty. Gmina Śródmieście nakazuje, by najemca zapłacił za akt notarialny. Wszystkie ZGN każą wnieść kaucję - nawet trzykrotność miesięcznego czynszu. To sporo. A przecież takie pomieszczenie trzeba jeszcze wyremontować. - Ile może kosztować remont zagrzybionej piwnicy, gdzie jest tylko instalacja elektryczna, trzeba doprowadzić wodę, by mogła stać się siedzibą mojej firmy? - pytam fachowców. - Trzeba doprowadzić kanalizację, zrobić WC, jakieś ogrzewanie, osuszyć i pewnie tynki położyć i wymalować. Przydałaby się też jakaś podłoga - kalkuluje budowlaniec. - Myślę, że 500 złotych za metr remontowanej powierzchni. Plus koszt instalacji.
Znajduję 25 m kw. w dobrej dzielnicy na Saskiej Kępie. Sam remont pochłonie 12,5 tys. zł. Dotacja z pośredniaka wynosi niewiele ponad 18 tys. zł, czyli na resztę inwestycji zostanie mi niecałe 6 tys. zł. Potem dowiaduję się, że część ofert atrakcyjniejszych lokali w tzw. dobrych dzielnicach jest blokowana. Zadzwoniłam do Zakładu Gospodarki Nieruchomościami na Woli. Chciałam zapytać o lokal przy ulicy Nakielskiej. Prawie 47 m kw. w piwnicy biurowca. Kiedyś tu było jakieś pomieszczenie socjalne. Jest łazienka i toaleta. Wygląda obiecująco. Byłam ciekawa, czy ktoś chce go wynająć.
- Właśnie został wycofany z listy - usłyszałam od urzędniczki. Wcale się nie dziwię. Choć lokal do generalnego remontu i z czynszem 6 zł za metr mógł być za atrakcyjny, by być "do wynajęcia poza konkursem ofert". Podobnie jest na Saskiej Kępie. Lokale przy Waszyngtona już nie są dostępne dla bezrobotnych. Kiedy przeglądałam wykazy lokali, które może wynająć w Warszawie bezrobotny, by rozpocząć tam działalność gospodarczą, przypomniałam sobie zapomnianą już nowelę Marii Konopnickiej - "Miłosierdzie gminy". Tytuł pasuje.
Władze Warszawy pochyliły się nad bezrobotnymi. Chwalebna inicjatywa. Jednak przy okazji postanowiły troszkę zarobić. I puste od lat, zagrzybione piwnice i sutereny, których nikt nie chciał, wynająć, bo w ich remont trzeba włożyć masę pieniędzy, otrzymały dumną nazwę lokali użytkowych. Tylko dlaczego mają być atrakcyjne dla bezrobotnych?