Żadnego gościa nie przekreślam

Rozmawiała Dominika Karp
2009-10-05, ostatnia aktualizacja 2009-10-05 13:24
Fot. Anna Bedyńska / AG

Schronisko interwencyjne to, przepraszam za wyrażenie, totalny śmietnik. To tak, jakby kupiła pani samochód z defektem. Musi się go pani szybko pozbyć, sprzedaje pani przez komis i jest "czysta", bo komis ma w regulaminie, że za takie sytuacje nie odpowiada.

ZOBACZ TAKŻE
Otoczony wysokim ogrodzeniem zabezpieczonym drutem kolczastym i częściowo tnącą taśmą ośrodek położony jest wśród stawów. Bliskość wody powoduje, że powietrze jest wilgotne i jesienny chłód jest bardziej odczuwalny. - Tak tu jest zawsze - przekonują mieszkanki Dominowa, które właśnie wysiadły z autobusu. Wracają z pracy, z Lublina.

Stanisław jest wychowawcą w Schronisku dla Nieletnich w Dominowie pod Lublinem. Ukończył pedagogikę specjalną i resocjalizację. W Dominowie pracuje od 27 lat. Też właśnie wrócił z pracy - z grupą podopiecznych był na korcie. Cztery lata temu, jako pierwszy w Polsce, zaczął wdrażać autorski program wychowawczy oparty na tenisie ziemnym. Prowadzi też inne zajęcia sportowe, m. in. z piłki ręcznej (w weekend z pięciorgiem wytypowanych wcześniej podpopiecznych pojedzie m. in. na mecz szczypiornistek SPR Lublin), piłki nożnej, siatkówki, itd. Jest jednym z osiemnastu (dziewiętnasty to tzw. lotny wychowawca) pracujących tu wychowawców. Wśród tej części kadry kobiety stanowią zdecydowaną mniejszość (w szkole proporcje są zupełnie inne). Jest ich zaledwie trzy.

W Dominowie działał kiedyś zakład karny. Teraz jest schronisko, a właściwie dwa schroniska w jednym: interwencyjne (w Polsce są tylko trzy takie) i zwykłe. Oba przeznaczone dla chłopców powyżej 13 roku życia (najliczniejsza grupa to młodzież w wieku od 14 do 17 lat). Trafiają tu po orzeczeniu sądowym na 3 miesiące (w praktyce na dłużej, średnia długość przebywania chłopców w schronisku to pół roku), za rozboje, gwałty, a także, coraz częściej, za zabójstwa. Po wyjściu stąd są trzy możliwe drogi: powrót do domu (najczęściej ponownie na ulicę), zakład poprawczy lub zakład karny.

Dominika Karp: "Coraz częściej", czyli?

Stanisław: Nie chciałbym rzucać liczbami. Kiedyś, gdy zaczynałem tu pracę, taki chłopak trafiał do nas może raz na dwa lata. Teraz dużo, dużo częściej. Tendencja jest taka, że wśród nieletnich wzrasta liczba przestępstw drastycznych.

Praca tutaj, jeszcze w zakładzie karnym w Dominowie, była pana pierwszą pracą?

Nie. Kiedyś, jeszcze po liceum, bo wtedy była taka możliwość, pracowałem trochę z upośledzonymi dziećmi. Gdy tu trafiłem, byłem pewien, że tam wrócę, ale poprzednia praca szybko przestała się liczyć.

Dlaczego?

Może to dziwnie zabrzmi, ale to zajęcie jest jak afrodyzjak. Afrodyzjak intelektualny. Przestępczość jako taka interesuje każdego przeciętnego człowieka, a my mamy tę sytuację na żywo. Gdy ktoś trafia tutaj do pracy, bardzo rzadko zdarza się, że sam z siebie rezygnuje, bo ta praca strasznie wciąga. No chyba że się nie sprawdzi.

Niespełna półtora roku temu jeden z pracowników schroniska dostał od jednego nastolatka łopatą po głowie. Zdarzyło się, że któryś z nich zaatakował pana?

Mnie? Nigdy. To są odosobnione przypadki. Zdarzają się naprawdę sporadycznie. Ten miał miejsce akurat wtedy, gdy ministerstwo wprowadziło oszczędności i zdjęto posterunek strażnika przy warsztatach.

Schronisko to miejsce praktyk dla wielu studentów. Jak sobie radzą?

Te dzieci wychowała ulica, środowiska patologiczne. Są wręcz mistrzami manipulacji i wyrafinowanej prowokacji. Widzisz trzynastoletnie dziecko, ale to tylko maska. Tam w środku jest 21-latek. Ich sprawność życiowa, przez to, że wychowały się na ulicy, jest dużo wyższa. Studenci w konfrontacji z nimi są na ogół na straconej pozycji. Są łatwowierni, co nieletni z chęcią wykorzystują i wpuszczają ich w kanał. To straszne cwaniaki, ale cwaniaki, które na wolności nie są w stanie zaplanować zakupów tak, żeby mieć co zjeść na śniadanie, obiad i kolację. Cwaniaki, które nie potrafią czytać i pisać. Powiem o przypadku sprzed kilku miesięcy. Trafił do nas trzynastoletni Cygan. Każdy nieletni przebywający w schronisku raz w miesiącu dostaje kieszonkowe. Jego odbiór musi pokwitować, a ten chłopak nawet nie potrafił się podpisać. Zaczęliśmy od literek, imienia i nazwiska, innych słów, zdań. Pomógł mu inny kolega. Oni trafiają tu bez celu i moim obowiązkiem jest sprawić, żeby ten cel znaleźli.

Np. przez sport...

Ci chłopcy są w przeważającej części bardziej sprawni fizycznie niż intelektualnie. Właśnie dlatego sport jest czymś co doskonale do nich dociera. Jest po to, żeby wygrywać, ale staram się im pokazać, że drużynę buduje się dzięki porażkom. Kiedyś, gdy wygrywaliśmy wszystkie eliminacje okręgowe w grach zespołowych, postanowiłem, że przed jednym z następnych meczów bardzo ich zmęczę. Długo biegali po łąkach i ten mecz przegrali. Gdyby nie to, zatraciliby się. Drużyny nie buduje się przez zwycięstwa, ale przez porażki. Wracając do tematu - jeśli wychowawca ma jakieś hobby, coś do zaoferowania, może się wśród nich wylansować, stać się autorytetem, wzorem do naśladowania.

Wśród złodziei i morderców to chyba nie jest łatwe?

Ja nie mogę generalizować: to jest zabójca, z niego już nic nie będzie. Kara śmierci, czyszczenie społeczeństwa i mamy spokój. Gdybym tak myślał, moja praca nie miałaby najmniejszego sensu. Ja żadnego gościa nie przekreślam. Dla mnie to jest tylko dziecko, które zapomniało, że jest dzieckiem. W tych rodzinach role są odwrócone - to on na wolności rządził, wydawał dyspozycje. Matka słuchała, robiła co kazał. Wbrew pozorom bycie autorytetem dla tych chłopaków wcale nie jest takie trudne. Trzeba patrzeć, słuchać, rozmawiać. Dowiedzieć się, co lubią i zaproponować im to.

Chyba nie powie mi pan, że do wszystkich udaje się w ten sposób dotrzeć. A nastolatkowie totalnie zbuntowani, agresywni, nieodzywający się do nikogo?

Tu aniołków nie ma. Takie dzieci trafiają do nas bardzo często. Trzeba pamiętać, że to są osoby, których wiele instytucji przed nami się pozbyło - ośrodki pobytu dziennego, czy np. domy dziecka. A już schronisko interwencyjne to, przepraszam za wyrażenie, totalny śmietnik. To tak, jakby kupiła pani samochód z defektem. Musi się go pani szybko pozbyć, sprzedaje pani przez komis i jest "czysta", bo komis ma w regulaminie, że za takie sytuacje nie odpowiada. Swego czasu trafił tu chłopiec z wirusem HIV. Był tak agresywny, że wszystkich chciał gryźć. Żeby do niego wejść, trzeba było zakładać specjalne ubranie. Był pod stałą obserwacją, bo próbował zrobić sobie krzywdę - walił głową o ścianę. To był bardzo trudny przypadek, ale łatwych tu nie ma. Nie mieliśmy możliwości dotarcia do niego.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów