Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Jesteśmy umówione na rozmowę w "Cepelku" - Centralnej Wojskowej Przychodni Lekarskiej na ulicy Koszykowej. Sklepiki już pozamykane, na korytarzu pojedynczy pacjenci czekają na wizyty. Tylko przed jej gabinetem jest kolejka. Nie ma dużego opóźnienia, zaledwie 10 minut, ale atmosfera powoli staje się nerwowa. - Głupi wywiad nie jest dla nikogo priorytetem - słyszę. Nie ma się co dziwić, na konsultację niektórzy czekali miesiącami, wolnych terminów na zabieg nie ma do końca roku.
Po niecałej godzinie wchodzę do gabinetu. Za biurkiem siedzi sympatyczna blondynka bez wieku, w dłoni trzyma naczynie do Yerba Mate. - Smakuje? - Niedobre to jest, ale zdrowe i na odchudzanie pomaga - uśmiecha się i wstawia czajnik z wodą.
Pokój nie jest nowy ani super urządzony, na biurku nie ma komputera, telefonu, ze ścian nie zwisają plansze poglądowe z wizerunkiem "przed" i "po". Jest za to wejście do małej sali zabiegowej. To w niej dr Sylwia Daniluk przeprowadza zabiegi z zakresu małej chirurgii. Usuwa nowotwory skóry lub groźne znamiona, zmienia opatrunki. Czasami na dużej sali operacyjnej ratuje ludziom życie przeszczepiając poparzoną skórę albo umożliwia powrót do codzienności za pomocą rekonstrukcji twarzy czy operacji ręki. Państwowo ratuje się tylko życie, nie ma pieniędzy na kosmetyczne fanaberie.
Trzeba kochać to co się robiPacjentów na oddział przywożą zwykle w stanie określanym jako dobry. Są nabuzowani adrenaliną, nic ich nie boli, bo głębokie poparzenia nie bolą, można dotykać, kłuć i badać. Dopiero po czasie dociera do nich, co się właściwie stało. Ciężki przypadek? Trudno wybrać konkretny, tyle ich było. Ostatnio młody, 21-letni chłopak miał wypadek samochodowy. 65% poparzonej powierzchni ciała, na nogach nie został nawet kawałek skóry. I to jest problem, bo nie ma skąd pobierać materiału do przeszczepu. Czasami z głowy pobiera się tkankę aż cztery razy, bo skóra jest gruba. Leczenie takiego pacjenta trwa rok. Mimo że chirurgia plastyczna to dynamicznie rozwijająca się dziedzina, nie stworzono jeszcze idealnego zamiennika dla tkanki skórnej. Istnieje pewna zasada - wiek plus powierzchnia głębokiego oparzenia daje procent szansy na śmierć pacjenta.
Bywają trudne chwile. - Czy w pracy chce mi się płakać? Wie pani, po jakimś czasie człowiek się uodparnia. Pamiętam, jak w klinice wylądował chłopak z poparzeniem ręki. Długo o nią walczyliśmy, bezskutecznie. Kiedy poszłam zapłakana powiedzieć mu, że musimy ją amputować, odpowiedział: "Pani doktor, co się pani martwi, drugą mam". Niesamowity człowiek i trudna sytuacja. Albo kiedy patrzę, jak młodzi ludzie umierają na raka - nad tym nie można ot tak przejść do porządku dziennego. Po jakimś czasie już się po prostu nie płacze w łazience, zostaje tylko ściśnięty żołądek.
Ideą się nie najeszDoktor Daniluk nie ma natomiast złudzeń, co do intratności pracy w Publicznym Zakładzie Opieki Zdrowotnej. - Życie nie pozwala na prace tylko w służbie zdrowia. W Warszawie zaczyna brakować chirurgów plastyków. Robią specjalizacje i odchodzą, bo z tych pieniędzy nie da się przeżyć. I nie ma się co dziwić, jeżeli jeden dzień pracy w prywatnej klinice jest wart tyle, ile miesiąc w służbie zdrowia. Wszystkie
szkolenia i kongresy musimy opłacać sami, a większość odbywa się za granicą. Brazylia, RPA - to nie są tanie wycieczki. Do tego na państwowym dochodzi ciągła walka o jakość sprzętu. Przetargi wygrywają firmy, które proponują mniejsze pieniądze i potem się okazuje, że skalpel nie tnie, ale za to był tańszy o 1 grosz.
Więc czemu ona to robi? - Jestem tutaj, bo chcę pomagać ludziom. Wszyscy są tutaj zrzucani - starzy i schorowani, pacjenci z czerniakiem i ci po nieszczęśliwych wypadkach. Przeznaczam jeden dzień w tygodniu, czasem dwa, na pracę w państwowej przychodni. Jestem chirurgiem z powołania i nieprawdopodobną satysfakcję daje mi leczenie ludzi. Kiedy pacjent z oparzeniem ciała sięgającym 70% wychodzi ze szpitala na własnych nogach, dla lekarza jest to ogromna radość. Albo przyszycie palca, którego ktoś przywiózł ze sobą w foliowej torebce...
Kończy się dyżur na Koszykowej, jest już grubo po 19-stej. Na dzisiaj koniec, można wrócić do domu. Jutrzejszy dzień zacznie o 7.30 poranną kawą, odstaniem swojego w korkach i dyżurem w prywatnej praktyce. Tutaj pacjenci mają inne problemy. Bo chirurg plastyczny to dwa różne zawody. Leczenie oparzeń, operacje ręki i rekonstrukcje twarzy oraz zabiegi kosmetyczne, poprawiające wygląd i samopoczucie.
Cudów nie robimy, a w mediach pokazywane są cudaCzy uważa, że chirurgia kosmetyczna jest mniej ważna? Czy traktuje ją jak ludzki kaprys? - W chirurgii kosmetycznej najprzyjemniejsze jest to, że potrafimy za pomocą godzinnego zabiegu zmienić coś, co było kompleksem przez ostatnie 20-30 lat. Miałam kiedyś pacjentkę, która rozstała się z chłopakiem po tym, jak została wrzucona przez niego do basenu. Wydało się przez to, że ma odstające uszy. Proszę sobie wyobrazić w tej sytuacji kobietę, która przez 30 lat nie związała włosów. Leży na stole i ze łzami w oczach mówi do mnie "Pani doktor, nie wierzę, że to się dzieje, że będę mogła o tym zapomnieć". I to też daje satysfakcję, bo wiem, że jej pomagam.
Ostatnio zadzwoniła do mnie z Mazur roztrzęsiona pacjentka. "Pani Doktor, co on mi zrobił, oszpecił mnie!". Tutaj pada nazwisko dobrego chirurga. Kobieta opowiada, jak wygląda, że opuchlizna, siniaki, nos jak kartofel, a miał być malutki, "to już 3 tygodnie od operacji" - krzyczy. Ręce człowiekowi opadają. Dlaczego nikt nie mówi pacjentom, że ostateczny kształt nosa klaruje się po około roku? Że chrząstka potrafi opadać, dzięki czemu z upływem czasu nos się wydłuża? To nie partactwo tylko natura. Mass media robią złą robotę dla chirurgów i lekarzy, podają, że po zabiegach nie ma blizn, że rany goją się w przeciągu 5 dni. To nieprawda. W gazecie piszą tak, w telewizji pokazują inaczej, a potem pacjentka ma do mnie pretensje.
Zdarzają się też młodzi pacjenci, nawet bardzo młodzi. - Mamusia przyprowadziła 6 letniego synka na zabieg - problemem były odstające uszy. Dzieci jak to dzieci, są słodkie i okrutne, więc malec był wyjątkowo zdeterminowany na operację, ale nie przewidział, że kiedy pani doktor mówiła, że następnego dnia będzie bardzo bolało, to miała na myśli ból, którego się nie spodziewał. Efekt był zaskakujący. Chłopiec nie pozwolił do siebie podejść, gryzł pielęgniarki i klął na czym ziemia stoi. No, ale dzisiaj na pewno nikt nie woła na niego "Dumbo".
To nie był najmłodszy pacjent, jakiego operowała. Zdarzają się też niemowlaki, te z oparzeniami. I wtedy jest dramat. Albo dzieci, którym wybuchła w rączce petarda.
Nie operuję każdegoPrzed zabiegiem jest stres, przewidywanie, co się może nie udać. Jeżeli nie jest przekonana, to nie operuje. Kogo? Przede wszystkim niezrównoważonych emocjonalnie pacjentów. Po drugie hiperestetów - im zawsze coś nie pasuje. Nawet kiedy będą już piękni, przyjdą z czymś nowym. W takich sytuacjach trzeba pacjenta jakoś spławić. Najpierw podaje się zaporową cenę. Jeżeli to go nie wystraszyło, to po prostu sugeruje się innego chirurga. Nie ma nic gorszego, niż operowanie człowieka, jeżeli nie jest się do zabiegu jak i osoby do końca przekonanym. Konsekwencje mogą być rozmaite, sprawy sądowe w to włączając.
Przykład z życia? - Miałam kiedyś pacjentkę, która po operacji powiększenia biustu przyszła do mnie z suwmiarką i złożyła reklamację, bo lewa pierś była o 2mm wyżej. To są za duże nerwy. Wolę nie zoperować tysiąca, niż jednego takiego z wiecznym problemem i pretensją. Na szczęście nie jestem pazerna.
Najważniejsza rzecz - wyczuć pacjentaLekarz, jak to lekarz, zanim pacjent się odezwie, zaczyna swoją diagnozę. - Odruchy zawodowe? - oczywiście. Kiedy pacjent wchodzi do gabinetu, oceniam, jaki ma problem, zanim się jeszcze odezwie. Zazwyczaj trafiam, ale zdarzają się wyjątki. Pamiętam mężczyznę z bardzo odstającymi uszami, który przyszedł zoperować dość przeciętny nos.
Koleżanki często pytają, co im poleca, jak mogą siebie nieco "podrasować". Czy zoperowałaby własne dziecko? Oczywiście. Nawet więcej. Sama robi sobie botox. - Nawet miałam śmieszną sytuację z tym związaną. Krótko przed wylotem na kongres w Australii zafundowałam sobie siniaka pod okiem. Pacjentce jeszcze nigdy takiego nie zrobiłam, a tu proszę, setki kolegów po fachu i ja z moją śliwą. Byli mocno rozbawieni sytuacją.
Chirurg nie rzeźnikJak trafić na dobrego chirurga? Spróbować dowiedzieć się o nim wszystkiego. Internet to kopalnia wiedzy - jeżeli zrobił coś źle, na pewno pacjenci o tym doniosą, również pochwalą. Upewnijmy się, że na pewno ma specjalizację. Na tej podstawie można już sobie zacząć wyrabiać opinię. W żadnym wypadku nie należy kierować się ceną zabiegu, zbyt niska powinna budzić wątpliwości. Bo to trzeba powiedzieć wprost - oszczędza się na pacjencie. Jeżeli jest to operacja powiększenia piersi, używa się tanich, a co za tym idzie - gorszej jakości protez. To wyjdzie po latach, kiedy coś opadnie, coś się rozpuści, itd. Wyjazdy turystyczne w celu poprawienia urody, którym przyświeca hasło "jest taniej", powinny być dobrze przemyślane. - Miałam już pacjentki, które padły ofiarą źle przeprowadzonego zabiegu, a nie zawsze da się jego efekt odwrócić. I wtedy jest płacz i zgrzytanie zębami - ostrzega dr Sylwia Daniluk.
Wypadki przy pracy? Jeżeli przestrzega się zasady surowego doboru pacjentów, można ograniczyć je do minimum. - Po pierwsze, jesteśmy lekarzami i powinniśmy kierować się jakimiś normami, dobrem pacjentów. Przyszła kiedyś do mnie dziewczyna po liposukcji. Zdjęto jej tkankę z bioder i brzucha, gdzieś się ten tłuszcz musiał ulokować. Stanęło na barkach. Więc była praktycznie zdeformowana. Co do samego odsysania tłuszczu to mam taką zawodową refleksję - nie powinno się tych operacji przeprowadzać hurtowo, one wpływają na proporcje ciała. 80 procent moich pacjentek namawiam do odchudzenia. Odsysanie tylko wtedy, kiedy ma na celu rzeźbienie sylwetki. Usunięcie tzw. bryczesów u kobiet.
Biust "na Dodę" w prezencie dla "Misia"- Około 50 procent pacjentek przychodzi do mnie, bo chce zadowolić partnera - opowiada. - Najczęściej proszą o powiększenie piersi, korektę nosa, odessanie tłuszczu, powiększenie ust itd. Pamiętam dziewczynę - filigranowa, niemal pozbawiona biustu - która stwierdziła, że chce go powiększyć. Włożyliśmy tyle, ile się dało, żeby wyglądało naturalnie i skóra nie była za bardzo naciągnięta. Po kilku miesiącach wraca zapłakana i mówi, że mężowi to nie wystarcza i że ona chce większe. Fizycznie nie było już gdzie ich włożyć. I takim kobietom muszę długo tłumaczyć, że bardziej już się nie da. Każdy chirurg musi być też trochę psychologiem. Leczymy ciało, ale ma to wpływ na duszę, samopoczucie i często sposób, w jaki pacjent funkcjonuje w społeczeństwie.
Doktor Daniluk na co dzień doświadcza zderzenia światów. Z jednej strony pacjenci z poparzeniami, po rekonstrukcji twarzy, tacy, którzy ledwo uszli z życiem. Z drugiej ci, którym przeszkadzają odstające uszy lub garbaty nos. Ale, jak sama mówi, najważniejsze jest pomagać i być w pełni oddanym temu, co się robi.