Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem
Niebawem zakończą kolejny sezon. Będzie czas na naprawy, zwierzęta odpoczną. Ludzie? Większość nie bardzo - część artystów wyjedzie za granicę na świąteczne kontrakty, a dyrekcja będzie musiała zacząć myśleć o przyszłorocznym programie. O tym, jak się w Polce "robi" cyrk mówi Stanisław Zalewski, który wspólnie z żoną Ewą prowadzi Cyrk Zalewski.
Dominika Karp: W Polsce funkcjonuje tylko jedna szkoła - Państwowa Szkoła Sztuki Cyrkowej w Warszawie. Teraz uczy się w niej niespełna 30 osób. Łatwo w Polsce o dobrego artystę cyrkowego? Stanisław Zalewski: Aż boję się myśleć, jak to będzie dalej. Przy organizacji XI Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Cyrkowej (zakończył się w drugiej połowie października - red.) musieliśmy się nieźle nagimnastykować, żeby kogoś znaleźć. O dziwo - jeszcze się udało. Przecież to byłby wstyd - festiwal w Warszawie i bez Polaków. Żona dużo czasu spędziła nad przygotowaniem odpowiedniej inscenizacji do tych występów.
Jest aż tak źle? Zmienił się system kształcenia artystów. Nie ma porównania do tego, co było kiedyś. W szkole w Julinku mieliśmy internat, zajęcia od rana. Myśmy tym cyrkiem naprawdę żyli. Teraz młodzież przychodzi na zajęcia "po godzinach", po południu. Przyszli artyści, którzy wychodzą z tej szkoły, do cyrku raczej nie trafiają. Zazwyczaj ze względu na umiejętności właśnie, a konkretniej na ich brak. Oni potrafią trochę pożonglować, ale tak naprawdę nie mają co pokazać. A artysta cyrkowy musi wyjść na scenę i musi być - jak mówi moja żona - mięso.
W telewizyjnych programach rozrywkowych coraz częściej można obejrzeć jakiś pokaz, występ cyrkowy. To "mięso" czy raczej kosteczki? To jest poziom podstawowy. Do nas też dzwonią z telewizji, proszą żeby nasi artyści się pokazali, ale my się na to nie zgadzamy. Nikt nie będzie jechał za darmo na drugi koniec Polski na nagranie i jeszcze poddawał się ocenie szanownego jury. Poziom artystów cyrkowych coraz bardziej się obniża i to widać w takich programach. To, że jeden z nich wygrywa dwójka siłowa, jest tego efektem. Takie rzeczy robimy u nas dla zabawy.
Wkrótce koniec sezonu. Zima dla cyrku to chyba tylko pozornie czas odpoczynku? W ciągu sezonu, który trwa od sześciu do ośmiu, czasem dziewięciu miesięcy, odwiedzamy nawet dwieście miejsc. Funkcjonujemy w systemie skandynawskim i takie jeżdżenie z miejsca na miejsce jest bardzo męczące i uciążliwe. W sezonie zatrudniamy ok. 60 osób, z czego artyści stanowią jedną trzecią. Na te kilka miesięcy podpisują z nami kontrakty. Później najlepsi mają variete, inni starają się "złapać" coś poza granicami kraju. Najczęściej są to zimowe kontrakty w Niemczech, Francji, Belgii czy Holandii, gdzie programy przedświąteczne, bożonarodzeniowe czy sylwestrowe są bardzo popularne. Próbowaliśmy coś takiego zrobić w Polsce, ale u nas nie ma takiej tradycji i nie bardzo się przyjęło. U nas takie przedsięwzięcia są bardzo ryzykowne, bo ludzie niechętnie chodzą, a zimy mamy srogie - rosną więc koszty eksploatacyjne, kontrakty są krótkoterminowe, więc artyści żądają wyższych stawek za występy.
Zima to częściowo pora wytężonej pracy nie tylko dla artystów. Dla nas jest to czas na sprawy techniczne, np. naprawy. Robimy różne zlecenia dla firm, zwierzęta występują w reklamach, firmach. Zima to też przede wszystkim obmyślanie i przygotowywanie programu na kolejny sezon.
A jak jest z widownią? Ludzie tak samo chętnie chodzą do cyrku, jak dekadę, czy dwie temu? Podczas ostatniego festiwalu w Warszawie frekwencja była duża, ale mniejsza niż się spodziewałem. Kryzys pewnie też zrobił swoje. Poza tym zmieniliśmy miejsce - przenieśliśmy się w okolice Dworca Zachodniego. To też mogło mieć wpływ na frekwencję. To jest tylko jedna impreza. Jeśli chodzi o całokształt, trudno odpowiedzieć na to pytanie. Kiedyś była zupełnie inna organizacja - działały Zjednoczone Przedsiębiorstwa Rozrywkowe, cyrków było osiem, a nie - tak jak teraz - ok. 18-20. Ludzie też podchodzili do tego inaczej - wiedzieli, że jeśli nie pójdą do cyrku, długo nie będą mieli okazji. Teraz sytuacja zmieniła się diametralnie - jeśli przyjeżdżam do miasta, w którym było przede mną pięć cyrków, mogę się spodziewać, jaka będzie frekwencja na widowni.
Mogę jedynie walczyć nazwiskiem i jakością. Tak więc widownia "rozbija się" nie na kilka, a na dwadzieścia cyrków i ciężko jednoznacznie ocenić, czy ludzie równie chętnie chodzą do cyrku. Wydaje mi się jednak, że widowni jako takiej, nie ubywa.
Konkurencja w branży, w ciągu ostatnich kilkunastu lat, wzrosła ponad dwukrotnie. Łatwo utrzymać się z cyrku? Cyrki nie zarabiają tak, jak powinny i dlatego niejednokrotnie są takie, jakie są. Wymagają bardzo wielu nakładów finansowych i inwestycji. Dobry namiot to wydatek rzędu 200 tys. złotych, ale są przecież znacznie kosztowniejsze rzeczy. Do przewożenia sprzętu, zwierząt i ludzi potrzebujemy dziesięciu samochodów ciężarowych. To właśnie transport jest w tym przedsięwzięciu najkosztowniejszą rzeczą.
Na drugim miejscu jest ogrzewanie, na kolejnym - prąd. Samo wynajęcie placu też jest bardzo kosztowne. Wszystko wymaga świetnej koordynacji i dużego nakładu pracy. Trzeba mieć mnóstwo zezwoleń, chociażby na plakatowanie, a później często walczyć jeszcze z pogodą - miękkim placem, błotem. I mimo tego, że ludzie wciąż przychodzą, jest coraz trudniej. Jak wszędzie.
Jest wiele tańszych rozrywek, chociażby właśnie wspomniane telewizyjne programy rozrywkowe. Myśli pan, że cyrk jest w stanie z nimi konkurować? Takie rzeczy nam nie zagrażają, bo "żywe" widowisko zawsze się obroni. Dużą część widowni zabiera nam natomiast estrada - darmowe imprezy masowe, koncerty, dni miasta, itp. Jeśli my, z cyrkiem, trafimy na taką imprezę, nie mamy szans. Cyrk istniał zawsze i zawsze będzie miał swoje miejsce. Bardzo denerwują mnie pytania w stylu: czy cyrk w ogóle jest sztuką? Zawsze odpowiadam tak samo: wszystko może być sztuką i wszystko może być kiczem. Cyrk może być sztuką i trzeba do tego dążyć. Nie każdy malarz jest Picassem, ale chce go naśladować. Nie boję się o przyszłość cyrku. Oczywiście będzie się zmieniał, jego forma będzie ewoluować - musi iść z duchem czasu, przeobrażać się. Jeśli dysponujemy akrobatami, zwierzętami, orkiestrą, światłem, to możemy zrobić wszystko co tylko można sobie wymarzyć.