Jak daleko sięga polska wyobraźnia?

red.
2009-11-03, ostatnia aktualizacja 2009-11-04 19:10
Fot. Izabela Kozłowska

"Należy podejmować ryzyko, aby dotrzeć do celu". To zdanie usłyszała od swojego japońskiego szefa podczas jednej z rozmów. Zasada ta była jej dobrze znana - pół roku wcześniej wysłała ponad 100 aplikacji do wytwórni muzycznych w Japonii, USA i Europie. W lipcu odbyła staż w wytwórni muzycznej w Tokio.

Ulica w Tokio
Fot. Izabela Kozłowska
Ulica w Tokio
Poranny apel pracowników w jednej z korporacji
Fot. Piotr Janowski / AG
Poranny apel pracowników w jednej z korporacji
Poranek w metrze, Tokio.
Fot. PIOTR JANOWSKI/AGENCJA GAZETA
Poranek w metrze, Tokio.

Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem



Jak zaczyna się taką przygodę?

Od pomysłu. Pracowałam w jednej z polskich firm PR, ale bardzo chciałam wyjechać za granicę. Od dawna również interesowałam się muzyką, więc chciałam z wyjazdu wynieść coś więcej, niż tylko wakacyjne wspomnienia.

Co napisałaś w CV, żeby przekonać do siebie przyszłego szefa?

Przygotowałam list motywacyjny w formie filmu wideo. Na płycie CD przedstawiłam siebie, moje zainteresowania i to, czym zajmuję się w kraju. Napisałam CV w języku angielskim. Następnym krokiem było znalezienie firm za granicą, które działają w branży muzycznej. Potem pozostało mi pakowanie dziesiątek kopert, naklejanie znaczków i posłanie moich zgłoszeń w świat. Wiedziałam, że sprawa może nie być prosta - w USA ze względu na wizę, a w Japonii ze względu na barierę językową. Mimo wszystko miałam nadzieję, że i tym razem moje szczęście mi dopisze.



I dopisało. Długo czekałaś na pozytywną odpowiedź?

Mijały tygodnie, a skrzynka mailowa pokazywała brak wiadomości z pozytywną odpowiedzią. Dostałam kilka listów i maili z japońskich wytwórni muzycznych, ale wszystkie miały podobną treść: "Niestety, w tym roku nie przyjmujemy studentów na staż". Z USA i Europy nie dostałam żadnej odpowiedzi, nawet negatywnej. W maju, czyli po 4 miesiącach od wysłania aplikacji, dostałam maila od niezależnej wytwórni muzycznej w Japonii. Zaprosili mnie na miesięczny staż do swojej siedziby w samym centrum Tokio. Szybko podjęłam decyzję o rezygnacji z dotychczasowej pracy, podpisałam umowę i po zdanej sesji na Uniwersytecie Warszawskim spakowałam walizki i znalazłam się na lotnisku w Tokio.

Jak wyglądały pierwsze chwile w Japonii?

Z lotniska odebrał mnie Japończyk, który miał być moim opiekunem podczas stażu. Okazał się bardzo miłym człowiekiem. Od razu pojechaliśmy do rodziny, u której miałam się zatrzymać. Było to starsze małżeństwo - emerytowana nauczycielka muzyki i sławny w Japonii producent muzyczny. Mój szef zapoznał mnie z tą rodziną, bo są to jego dobrzy przyjaciele. Dzięki ich uprzejmości mogłam się u nich zatrzymać za darmo. Mieszkają w Tokio, w domu oddalonym od mojego miejsca pracy o 40 minut jazdy pociągiem. Tej samej nocy, kiedy przyleciałam do Japonii, urodził się ich wnuk, odwiedziliśmy go następnego dnia w szpitalu. Zaskoczyło mnie, że wiedząc o zbliżających się narodzinach pierwszego wnuka i tak przyjęli mnie w swoim domu.

Japończycy słyną z niezwykłej gościnności...

Zgadza się. Dwa dni później spotkałam się z moim szefem w japońskiej restauracji. To był typowy bar sushi dla... VIP-ów. Mój szef był tam dobrze znany. Podobno spotkał się tu także z Johnem Lennonem! Kucharze robili sushi na naszych oczach, porcjując i przygotowując przysmaki specjalnie dla każdego z nas. Podczas kolacji mój szef chciał się czegoś więcej dowiedzieć o mnie i o Polsce. Był zaskoczony tym, że miałam odwagę, aby sama przyjechać do obcego kraju i pracować w jego firmie. Robił sobie żarty z tego, w jaki sposób posługiwałam się pałeczkami, ale pod koniec pobytu wychodziło mi to już całkiem nieźle. Dowiedziałam się, że firma jeszcze nigdy nie przyjmowała stażystów, więc jest to dla nich coś nowego.

Czym się zajmowałaś podczas stażu w wytwórni?

Przez miesiąc pracy w wytwórni poznałam japoński styl bycia i pracy. Nawiązałam wiele japońskich przyjaźni. Uczestniczyłam, a także pomagałam przy organizacji koncertów artystów należących do wytwórni. Brałam udział w spotkaniach, na których jedynym językiem porozumiewania był japoński. Słuchałam muzyki japońskiej i współpracownikom przekazywałam na jej temat mój europejski punkt widzenia. Poznałam wielu japońskich artystów, zobaczyłam zarówno ludzi spokojnych, jak i ekscentrycznych, wszyscy byli bardzo interesujący.

Coś cię zaskoczyło w tej pracy?

Na pewno wielki szacunek, który Japończycy mają do swojej pracy i przełożonego. Zaskoczyła mnie ich obowiązkowość, przywiązywanie wielkiej wagi do szczegółów. Ale też tradycjonalizm, niechęć do zmian. Japończycy nie akceptowali moich pomysłów kreatywnych. Oczywiście byli mili i uprzejmi, ale nigdy nie wcielili ich w życie.

A Japończycy, których poznałaś - jacy byli?

Japończycy pracują bardzo ciężko, czasem nawet po 12 godzin na dobę. Wszystko po to, by osiągnąć cel. Przed wyjazdem przeczytałam wiele artykułów i książek o tym, jacy są Japończycy, jak należy zachowywać się w środowisku japońskim oraz czego należy unikać. Szybko skonfrontowałam moją wiedzę z rzeczywistością. Zauważyłam, że nasze przekonania na temat Japończyków często są błędne i stereotypowe. Wraz z moimi przyjaciółmi ciężko pracowałam, ale także bawiłam się. Dzięki uprzejmości rodziny, z którą mieszkałam, a także moich współpracowników i szefa, odwiedziłam wiele pięknych miejsc. Była to dla mnie niezapomniana przygoda.

A w wolnych chwilach?

W czasie wolnym, chodząc po ulicach stolicy Japonii, spotykałam się z jej mieszkańcami. Brałam udział w pokazie wielkich fajerwerków ubrana w yukatę, tradycyjny japoński strój letni. Odwiedziłam japońskie świątynie, widziałam tradycyjny japoński ślub. Byłam na działce w górach, aby wraz z grupą przyjaciół dla rozrywki kopać ziemniaki. Gotowałam japońskie potrawy, piłam japońską sake. Gubiłam się w tokijskim metrze i na wąskich tokijskich uliczkach.

Poczekaj, jak to - gubiłaś się w metrze? Potwierdzasz stereotyp, że Europejczyk w Japonii nie potrafi wejść do tramwaju i skorzystać z metra bez przewodnika?

Bez przesady. Może kilka razy mi się zdarzyło (śmiech). Tokijskie metro jest bardzo duże. W porównaniu z naszym wypada... całkiem pokaźnie. Ale mają też bardzo dobrze rozwinięty system znaków i nie było to raczej wielkie wyzwanie. Poza tym na stacjach stoją pracownicy metra, którzy zawsze bardzo chętnie służyli mi pomocą. Nawet jeśli nie znali angielskiego. To bardzo typowe dla Japończyków, ta opiekuńczość w każdej sferze życia.

Miałaś problemy z nawiązaniem bliższych relacji z Japończykami?

Japończycy, z początku bardzo nieprzystępni, na zakończenie urządzili mi huczne przyjęcie pożegnalne i płakali, że już wyjeżdżam. Cieszyli się, że mogli rozmawiać po angielsku i doskonalić swoje umiejętności. Często byłam traktowana jak coś oryginalnego. Nie miałam czasu na nudę, starałam się jak najlepiej wykorzystać każdą chwilę. Japoński tryb życia nie pozwolił mi próżnować. W Tokio ludzie żyją bardzo szybko, produktywnie, ale również bardzo przyjaźnie.

Czyli warto było zaryzykować, żeby wyjechać tak daleko?

Dzięki temu pobytowi dowiedziałam się wiele o Japonii, ale także Japończycy uzyskali wiele informacji o Polsce. Starałam się pokazać im sposób, w jaki żyjemy, opisać nasze realia. Doświadczenie to uświadomiło mi, że w prosty sposób możemy przekraczać granice, które tak naprawdę sami sobie wyznaczamy. Dlatego należy wykorzystywać szanse, aby spełniać swoje marzenia. Na świecie jest wiele firm, które chętnie przyjmą polskich studentów, więc dlaczego nie próbować?


Izabela Kozłowska jest studentką Uniwersytetu Warszawskiego na kierunku Dziennikarstwo i Komunikacja Społeczna. Interesuje się fotografią, śpiewa, lubi podróże. Przez dwa lata pracowała w branży Public Relations, w lipcu 2009 r. odbyła staż w wytwórni muzycznej w Tokio.



  • 21 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów