Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem
O czym się myśli układając 200 kg skały w olbrzymim akwarium o pojemności 1300 litrów? Żeby nic się nie wyślizgnęło. Z precyzją godną zegarmistrza
asystent podaje akwaryście kolejne kawałki bryły. Misterna konstrukcja ułożona jest bez ani jednej kropli kleju. A co mówi klient, gdy widzi prawie gotową konstrukcję? "Może zróbmy jednak... drzewo". Pomysł na drzewo dobry był jakieś 150 kg temu, gdy aranżacja nie była jeszcze tak zaawansowana, a klient decydował się na odważny pomysł akwarysty. Co się okazuje, gdy wykładasz w akwarium 200 kg skały? Że potrzebne jest drugie tyle.
Co z tym drzewem? Siedzimy w kafejce. Konrad wyciąga laptop i pokazuje zdjęcia. - To akwarium robiłem u Tomka - mówi prezentując z dumą fotografię. Finezyjne drzewo, wzgórza, błękitne niebo, pod którego sklepieniem unosi się ławica rybek. - Obraz jak z telewizora! - zachwycam się po swojemu, ale widząc minę Konrada poprawiam się - Nie widziałam jeszcze takiego akwarium. - Ja też nie! - podchwytuje z entuzjazmem Konrad.
Akwarium Tomka jest szczególne - znajduje się w nim... wodospad. Jak się robi wodospad pod wodą? To proste. I dosyć często stosowane w akwarystycznych akrobacjach, jednak nie w tak dużych akwariach (50 cm szerokości, 120 cm długości i tyle samo wysokości). U podnóża skał jest miska z piaskiem, od której ku górze poprowadzona jest rurka zasysająca drobinki piasku. Odpowiednie ustawienie sprzętu na szczycie sprawia, że piasek wiruje, rozdziela się i opada "z siłą wodospadu".
To właśnie w tym akwarium właściciel wymarzył sobie drzewo. Życzenie klienta - rzecz święta, ale pomysłowość akwarysty (a właściwie aqua designera, bo to określenie precyzyjniej definiuje specyfikę tej pracy), to już inna sprawa. Drzewo było fajne, ale o wiele fajniejszy wydał się Konradowi pomysł na...wodospad. Przekonał Tomka, że to będzie ich "wspólna przygoda", bo Konradowi nie zdarzyło się wcześniej robić wodospadu w tak dużym akwarium. Moment krytyczny nastąpił w chwili, gdy Tomek stwierdził, że może jednak warto wrócić do wcześniejszej koncepcji. - Wiesz, ja tu mam 200 kilo skały ułożonej już w akwarium, a Tomek: "Dasz radę? Jest jeszcze czas, żeby się wycofać". Rozumiesz? I mówi mi o tym drzewie - śmieje się Konrad. - Więc odpowiadam: "Nie, Tomek, błagam cię, żadnego drzewa". Zainwestował kupę kasy. Wszystko i tak trwało dłużej, niż przypuszczał. Ale zaufał mi. Wszystko zależy od człowieka. Widział, że daję z siebie wszystko, ale mógł być przy tym niemiły.
Praca aqua designera to wieczny balans na trzech zaostrzonych krawędziach. Z jednej strony są artystyczne wizje twórcy, z drugiej zasady akwarystycznego designu, wobec których nie może pozostać obojętny, a nad tym wszystkim unoszą się oczekiwania klienta. Konrad bardzo sobie ceni dobre relacje z klientami. Nazywa ich inwestorami, bo akwaria to prawdziwe inwestycje. - Idealny klient jest taki: "Dzień dobry - dzień dobry, tu mamy miejsce, proszę nam zrobić coś pięknego". Ale oczywiście nie zawsze tak jest, a przeważnie nie jest - tłumaczy. Najważniejsza jest pierwsza rozmowa - to właśnie wtedy czujesz, czy się z klientem dogadujesz. Bywa jednak, że na późniejszych etapach nie słucha. Wtedy trzeba być trochę psychologiem. - Miałem taką inwestorkę. Zrobiłem jej akwarium słodkowodne, wyważone, takie, jak sobie zażyczyła. A ona na to: "A nie dałoby się zrobić czegoś kolorowego?". Poszedłem i kupiłem mieczyki, wrzuciłem wszystko naraz. A ona: Nie, to nie takie miało być".
Z niezdecydowanymi próbować można do skutku.
Pan przedszkolanka i ławice ryb Słuchając opowieści Konrada i oglądając jego akwaria trudno uwierzyć, że zajmuje się tym dopiero od 2004 roku. Konrad Szumilas ("Tak jak
szumi dokoła las tylko bez
dokoła " - podpowiada, gdy się przedstawia) z wykształcenia, jak sam to określa, jest przedszkolanką - ukończył pedagogikę na warszawskim UW. Potem przez 6 lat prowadził z mamą internetową księgarnię lingwistyczną, w której odpowiedzialny był za marketing. Praca biurowa nie do końca odpowiadała jednak jego temperamentowi. Co go skłoniło do spektakularnych zmian? Klasycznie - przypadek. - Musiałem skoczyć po dyskietki do jakiejś firmy i tam było akwarium. Okropne: 200 litrów z kolorowym żwirem, z tyłu korkowa wykładzina podłogowa i dwie rybki, takie malutkie. Poszedłem do szefa firmy, powiedziałem, że mam w domu akwarium i że mogę się zająć tym jego.
To było jego pierwsze akwarystyczne zlecenie. Akwarium prowadził przez 2 lata równolegle wypełniając obowiązki w księgarni. A teraz? Jest już wyłącznie aqua designerem. Przedszkolanka z marketingowym zacięciem i artystyczną duszą świetnie sobie radzi - klienci są zadowoleni, a interes się kręci. No właśnie - kręci. - Ile kosztuje takie akwarium? - pytam nieśmiało, bo rozmowa o pieniądzach do łatwych nie należy, a już zwłaszcza, gdy dotyczy pieniędzy zarabianych na sztuce. Konrad uśmiecha się, ma już przygotowaną odpowiedź: - Słodkowodne akwarium to koszt porównywalny do wartości samochodu średniej klasy. - A morskie? - dopytuję. - O, to już samochody luksusowe. Nie ma granic. Ale to też nie jest złota zasada. Robiłem ostatnio akwarium słodkowodne dwukrotnie droższe od morskiego.
O tym, że warto było, nie musi mnie przekonywać. Decydując się jednak na radykalną zmianę w życiu, podjął spore ryzyko - musiał zaciągnąć kredyt i... przekonać żonę. Że się uda. Teraz zarabia na projektowaniu akwariów i serwisowaniu. Akwarium to inwestycja na 6-10 lat, przez cały ten okres akwarysta średnio raz na 2 tygodnie dogląda akwarium, czuwa nad równowagą biologiczną i estetyczną. - Jestem jak chiński lekarz - mówi Konrad. - Chińskiemu lekarzowi płacisz cały czas - za to, że jesteś zdrowy. Jak się rozchorujesz, przestajesz płacić. Bo jesteś chora, a lekarz miał cię przecież prowadzić. Przestajesz płacić, on cię szybko leczy, żebyś wyzdrowiała i żebyś mu znowu płaciła. Podobnie jest z serwisowaniem. Płaci się za to, żeby cały czas było pięknie.
Od ślimaka na światowe pokazy To, czym zajmuje się obecnie Konrad, zupełnie nie przypomina jego pierwszych doświadczeń. Ślimak w słoiku ustawionym na najwyższej półce, schowany za książkami, żeby tata nie zauważył - tak wyglądały pierwsze próby akwarystyczne sześcioletniego wówczas Konrada. Akwaria, które robi obecnie są ponad tysiąc razy większe i przypominają makiety mitycznych krain, hawajskie plaże lub odwzorowują tolkienowski krajobraz. - Teraz bym to inaczej zrobił - Konrad pokazuje zdjęcie akwarium sprzed dwóch lat. Na prezentowanej plaży brakuje tylko miniaturowych plażowiczów. - Ta palma jest na przykład za duża i powinna być tutaj, po prawej.
Plażowe akwarium wzięło udział w konkursie na najpiękniejsze akwarium na świecie. Punktacja w tym przypadku została jednak obniżona - organizator najbardziej prestiżowego konkursu akwarystycznego, ADA Japan, znalazł w Internecie inną fotografię tego akwarium na etapie jego powstawania. Według regulaminu żadna dokumentacja zgłaszanego akwarium nie powinna być wcześniej publikowana. Mimo przestrogi, którą Konrad wziął sobie do serca, bardzo go ucieszyło wyrażone przez organizatorów uznanie dla jego akwarium. W tym roku również zgłosił projekt do konkursu. Polska reprezentacja ponownie stanowi mocny filar, jeśli chodzi o liczbę nadesłanych prac. Drugi rok z rzędu jesteśmy w czołówce - zajmujemy szóste miejsce i pierwsze spośród krajów europejskich. Co ciekawe, w jury konkursu zasiada Polak, Paweł Szewczyk.
ADA to nie tylko organizator największego konkursu akwarystycznego, ale również firma dostarczająca elementy pod budowę i wyposażenie akwarium. Jakość produktów ADA pozwala przedłużyć funkcjonalność zbiornika. Przykładowo paczka zawierająca podłoże o wymiarach 60 x 30 cm kosztuje około 150 zł. Jeśli akwarium ma podobne wymiary, wszystko jest w porządku. Gorzej, jeśli jest większe. - Teraz będę robił akwarium we Wrocławiu, w którym potrzebuję 10 takich paczek. To już konkretna kwota, a to tylko fragment całości. Pod to idzie przecież jeszcze drugie podłoże (około 130 zł)...
Najzabawniej jest właśnie wtedy, gdy klient inwestuje sporej wysokości kwotę i w zamian otrzymuje... - Glony - uśmiecha się Konrad. - Na początku akwarium przechodzi fazę glonową. Nic nie poradzisz, tak po prostu musi być.
Faza glonowa to moment, przez który musi przejść każde akwarium. To trochę jak z operacją plastyczną - w oczekiwaniu na niesamowity efekt i piękno, trzeba zaakceptować pewne wynaturzenia. Podobnie jak w przypadku operacji, nie wszyscy właściciele akwariów są gotowi na taki widok. "Start" trwa około miesiąca - przez ten czas aqua designer dogląda wewnętrznej flory i czuwa nad prawidłowym przebiegiem aklimatyzacji. - Świat się rodzi po prostu - tłumaczy Konrad. Na początku akwarium w niczym nie przypomina bajecznej krainy, chyba, że z kategorii "mchy i torfy". Wszystko powleczone jest śliską mgiełką zieleni. Przez cały miesiąc aqua designer oczyszcza akwarium mechanicznie (zbieranie glonów za pomocą rurki zasysającej wodę) lub chemicznie (za pomocą preparatów oferowanych przez firmy akwarystyczne - najważniejsze, żeby zareagować odpowiednim preparatem w odpowiednim czasie).
No dobrze, ale jak to się wszystko zaczyna?
Na słodko, czy na słono? Po rozmowie z inwestorem i obejrzeniu wnętrza, w którym ma stanąć zbiornik, akwarysta przygotowuje projekt uwzględniający omówione wcześniej wymagania klienta. Po tym etapie najczęściej następują negocjacje. Gdy wszystkie wątpliwe kwestie są już wyjaśnione, aqua designer powinien sprawdzić wytrzymałość stropu - pozornie niewielkie akwarium może ważyć nawet tonę. Tu nie ma miejsca na wpadki - wszystko trzeba przewidzieć. Bardzo ważna jest zatem podstawa pod akwarium (akwarium umieszczane jest na stelażu wykonanym na zamówienie ze stalowych profili, z regulowanymi nogami, aby odpowiednio wypoziomować zbiornik). Kolejnym istotnym elementem na tym etapie jest przygotowanie automatycznej podmiany wody, czyli odpływ i dopływ kanalizacji - chodzi o to, żeby wszystko odbywało się samoistnie. Oprócz podstawowych elementów ważne jest również odprowadzenie wilgotnego powietrza.
Filtracja, oświetlenie, doprowadzenie powietrza, doprowadzenie i odpływ wody - gdy to wszystko działa, następuje próbne zalanie zbiornika. Na pusto. To moment testowy, w którym należy sprawdzić, czy wszystko poprawnie funkcjonuje. Potem zaczyna się misterna robota często wymagająca od akwarysty niezwykłej precyzji i cierpliwości - układając za pomocą pęsety pojedyncze źdźbła trawnika można stracić trochę nerwów.
Akwarium dużo mówi o człowieku. - Słodkowodne, te z korzeniami, roślinami, wybierają najczęściej osoby z wyższym wykształceniem, esteci - opowiada Konrad. - Słonowodne, czyli żwir, fluorescencyjne uderzenie, mocny kolor upodobali sobie klienci... ze światka przestępczego, mafijne klimaty. Jest jeszcze trzecia grupa - osoby, których nie stać na morskie akwaria, więc robią sobie kolorowe słodkowodne. Jest to oczywiste uogólnienie, ale wzbudza wiele emocji.
Konrad specjalizuje się w akwariach słodkowodnych. Podpytuję, czy chodzi o to, że nie chce robić kiczowatych akwariów. - To nie jest oznaka kiczu czy lansu. W każdej dziedzinie sztuki jest podział na grupy odbiorców. W akwarystyce też. Za piękne akwarium zapłacisz po prostu 3 razy więcej. U nas odbiorcy są na tym pierwszym pułapie. Niektórzy tylko przeskakują na ten wyższy, bo to już są takie pieniądze, że mało kogo na to stać. Jeżeli ktoś kocha słone akwaria, nie będę go przekonywał. Sam widziałem takie akwaria morskie, że urywało głowę. To nie znaczy, że coś jest lepsze albo gorsze. To tak, jak porównywać Harleya do ścigacza. To po prostu inna bajka.
Najbardziej kręcą go akwaria, których tematyka jest dla niego estetycznym wyzwaniem - krainy fantasy, mityczne kontynenty, tajemnicze plaże. Tak było na przykład z krewetkarium, które przygotował na konkurs krewetkarski i które odwzorowywało hobbitowską chatę. W obliczu restrykcyjnych zasad regulaminu konkursu zbiornik Konrada... zaprzeczył kanonom obowiązującym podczas aranżacji krewetkarium. Konrad zdobył wyróżnienie za unikatowość zbiornika, ale konsternację, która zapanowała w momencie ogłoszenia wyników, zapamięta na długo. - Dla mnie te krewetki wyglądają jak takie stwory fantasy. Albo jak kosmici. Stworzyłem świat, w którym krewetki czują się dobrze, a przy okazji są stworami ze świata Tolkiena.
Akwarium jest jak żywy organizm - trzeba wiedzieć, jak się z nim obchodzić. Jeśli coś nie gra, flora i fauna zbiornika ulegają deformacjom. W większości przypadków można z tym sobie jednak poradzić - wystarczy tylko wiedzieć jak. I być cierpliwym. - Jak jest równowaga, to akwarium jest stabilne. To jest ciągła walka, bo inwestorzy często chcą duże ryby do za małych zbiorników, takie, że jak teściowa zobaczy, to się popłacze. A najważniejsza jest równowaga. Ale jeśli zajdzie potrzeba, zrobię akwarium pod teściową. Tylko niech będzie wielkie, to i ryby będą w nim wielkie - uśmiecha się Konrad.
***
Kilka dni po opublikowaniu tego tekstu ogłoszono wyniki międzynarodowego konkursu AGA 2009 Aquascaping Contest. W kategorii "Aquatic Garden" Konrad Szumilas zajął 3. miejsce. Opinie jurorów na temat nagrodzonego akwarium można przeczytać tutaj .