"Wielka" kariera małego człowieka

Dominika Karp
2009-11-23, ostatnia aktualizacja 2009-11-30 13:02

Podczas USG "grał" brzuch kobiety w widocznej, zaawansowanej ciąży. Dziecko urodziło się dwa tygodnie temu. Za kilka dni znowu "zagra". Tym razem w zdjęciach do filmu fabularnego.

Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi



Kilkuletnie dziecko zachwycające się smakiem zupy z torebki, rozczulający bobas w nieprzemakalnych pieluszkach X, chłopczyk zajadający się kanapkami z margaryną Y, a może dziecko szczęśliwych wyborców partii Z... Zastanawiałeś się kiedyś nad tym, jak z podobnym wyzwaniem poradziłoby sobie twoje dziecko?

To, że rodzice coraz chętniej widzieliby swoje pociechy w reklamach, serialach, na sesjach zdjęciowych lub pokazach widać chociażby w internetowych bankach danych. Na początek garść podstawowych informacji: wiek, płeć, imię, nazwisko. Później charakterystyka: typ włosów, długość, kolor, kolor oczu. Wystarczy podać jeszcze dane kontaktowe, preferencje pracy (reklama, pokazy, seriale, etc.), stopień dyspozycyjności (np. urodzona w sierpniu Milenka z Lublina jest w pełni dyspozycyjna), umiejętności dziecka, miasto, wpłacić kilkadziesiąt złotych i już każdy kto ma (lub nie) do czynienia z show-biznesem może oglądać nasze dziecko. Najmłodsza zgłoszona do jednego z dziecięcych internetowych banków twarzy osoba, Weronika, urodziła się w połowie października.

W prasie można bez trudu znaleźć ogłoszenia firm wykonujących dziecięce portfolia (za kilkaset i więcej złotych). Można też pójść prosto na casting lub do agencji. No i rodzice idą. - Mają bardzo duże, jak to się brzydko mówi, parcie na szkło. W ciągu ostatnich lat wiele się w tym temacie zmieniło - zgłoszeń dzieci jest coraz więcej. Staramy się wyjść naprzeciw oczekiwaniom - mówi Edwin Bażański, dyrektor generalny wrocławskiej agencji aktorów i statystów Edwin Film. W swojej internetowej bazie danych agencja Edwin Film ma zdjęcia i informacje na temat trzystu pociech.

Dla kogo?

Największe szanse mają kilkulatki (najczęściej w przedziale wiekowym od 3 do 10 lat, bo do rodziców tych dzieci kieruje się statystycznie najwięcej reklam), o dużych (najlepiej niebieskich) oczach, gładkiej cerze i blond włosach (w przypadku chłopców najlepiej, żeby były długie i kręcone). Te dzieci mogą wystąpić dosłownie wszędzie - od reklam produktów przeznaczonych dla dzieci po produkty spożywcze, środki czystości, spoty koncernów samochodowych, ubezpieczeniowych, kampanie polityczne różnych kandydatów i partii.

Na rynku reklamowym pojawia się też coraz więcej produktów skierowanych do mam niemowląt, stąd coraz większe zapotrzebowanie na najmniejsze dzieci (zwykle kilkumiesięczne, ale, zwłaszcza w przemyśle filmowym, zdarza się, że poszukiwane są również noworodki). - Tu bardziej zwraca się uwagę na wygląd dziecka. Powinno być proporcjonalne i ładne. W przypadku seriali - już niekoniecznie. Gdy szukaliśmy dziecka do roli Sergiusza w serialu "Tancerze", reżyser Wojtek Adamczyk podszedł do mnie i powiedział: "Nie szukaj mi cukierka". Serialowy mały bohater musi mieć w sobie to "coś" - przekonuje Edwin Bażański.

Ze względu na przepisy (Kodeks Pracy określa, że młodociany, który nie ukończył 16 lat, nie może pracować dłużej niż 6 godzin; obostrzenia dotyczą też m.in. pracy w dni nauki szkolnej i w porze nocnej) poszukiwane są również bliźniaki - mogą pracować w trybie zmianowym (gdy jedno z dzieci odpoczywa, drugie pracuje).

W ogonku kolejki

To, jak duże jest zainteresowanie, widać zwłaszcza podczas castingów, do których ustawiają się długie kolejki. Na przesłuchania przychodzi po kilkadziesiąt, a nawet kilkaset rodziców z dziećmi. Ci o castingach dowiadują się zwykle od swoich agencji, a ponieważ te dostają informacje najczęściej z dnia na dzień, największe szanse mają maluchy mieszkające w dużym mieście (niektóre firmy zastrzegają sobie, że nie są zainteresowane osobami mieszkającymi poza miastem, na terenie którego działają). Informacja o agencjach, które nie prowadzą regularnego naboru, rozchodzi się najczęściej tzw. pocztą pantoflową.

Jak w tym wszystkim odnajdują się najmłodsi? - Dzieci nie do końca rozumieją sytuację, w jakiej się znajdują. Bardziej przeżywają to ich rodzice, niż one same. Starsze dzieci są natomiast bardziej świadome sytuacji. I tu zdarzają się skrajne emocje - jedne płaczą zmuszane przez swoich rodziców do wejścia na casting, inne z kolei dobrze się przy tym bawią. Jeszcze inne rywalizują ze sobą mając świadomość, że wygrywając casting będą w telewizji - mówi Tomasz z agencji Aktorskiej Promocji Dzieci Andy Max.

Zdarza się jednak, że maluchy lepiej znoszą tremę niż sami dorośli. Tak było podczas nagrań reklamy, w której występował jeden z kilkuletnich chłopców z agencji Andy Max. Gdy zauważył, że trener, z którym ma zagrać, jest bardzo zdenerwowany podszedł do niego, poklepał po ramieniu i powiedział: "Niech się pan nie denerwuje, będzie dobrze!"

To nie Hollywood...

- Rodzice mają bardzo różne wyobrażenia - niektórzy przychodzą na pierwszy casting i są pewni wygranej swojej pociechy i jego wielkiej kariery. Zdarza się, że dziecko zupełnie się nie nadaje, ale przyprowadzają je na siłę, bo znajomi zapisali swoje i oni też chcą. Staramy się wtedy delikatnie im to wytłumaczyć, wyperswadować. Wydaje nam się, że skutecznie, ale wiemy, co się dalej z dzieckiem dzieje - mówi Ewelina Przywara z warszawskiej agencji Beauty Box.

Edwin Bażański: - Nie zawsze to, co rodzice myślą o dziecku, sprawdza się w praktyce. Starsze dzieci mają np. problemy z nauczeniem się tekstu, młodsze boją się kamery, tego, co dzieje się na planie - lamp, krzyku. To można błyskawicznie wychwycić. Często zdarza się też, że polskie realia nie pokrywają się z oczekiwaniami rodziców, którzy naczytali się kolorowych pism i myślą, że honoraria są niebotyczne, że dziecko nagle zacznie zarabiać 40-50 tysięcy złotych miesięcznie. To nie jest Hollywood!

Na stronie agencji Andy Max znajduje się informacja, że najwyższa gaża, jaką otrzymało dziecko, to 12 tys. złotych. Przedstawiciele nie chcą jednak zdradzić, za jaką rolę dostało takie honorarium - to tajemnica handlowa. Standardowe wynagrodzenie za udział dziecka w reklamie waha się najczęściej w przedziale od kilkuset do maks. kilku tysięcy złotych (za rolę pierwszoplanową dobrą stawką jest już 2 tys. złotych). Za zdjęcie malucha na okładce pisma można najczęściej dostać również kilkaset złotych (500 - 1000 złotych). Za dzień zdjęciowy na planie serialu młody aktor dostaje zwykle 350 - 450 zł (kwota zawiera już opłatę za opiekę dla rodzica).

Lepsza przyszłość

Argumenty "za" to najczęściej przygoda, ciekawe doświadczenie, to, że dzieci same chcą, że za kilka lat, kiedy dorosną, zobaczą siebie na okładce lub w reklamie. - Nie widzę żadnej przygody w kilkugodzinnym oczekiwaniu na swoją kolej na castingu. Poza tym to jest taki "chybił trafił" i pewnie największe szanse mają dzieci rodziców z branży. Właśnie dlatego nigdy nie zdecydowałabym się na takie coś. Pewnie byłoby inaczej, gdyby ktoś zaproponował mojemu dziecku udział w reklamie i miałabym pewność, że to wypali. Wtedy pewnie nie miałabym nic przeciwko temu - mówi Agnieszka, mama dziewięciomiesięcznego Antosia.

Wśród krążących w internecie argumentów wymieniane jest też zapewnienie dziecku lepszego startu, lepszej przyszłości. Pieniądze jako podstawowa motywacja nie pojawiają się nigdy. Ewelina Przywara: - Są rodzice, którzy chcą na dzieciach zarabiać. Bardzo rzadko, ale tacy się zdarzają. Najczęściej jednak motywują to w ten sposób, że zależy im, żeby znajomi i rodzina zobaczyli ich dziecko w telewizji. Chcą się po prostu pochwalić albo przychodzą, bo znajomi byli. Pieniądze na pewno też są dla nich ważne, ale to raczej drugi plan.

Sami pracujący w tej branży specjaliści ostrzegają: to loteria. I apelują o zdrowy rozsądek. - Sam jako ojciec, z wykształcenia aktor, uważam, że "pchanie" dziecka w tym kierunku za wszelką cenę jest jego kaleczeniem. Dla mnie najważniejsze jest, żeby moja córka się uczyła, pogłębiała zainteresowania. Zdrowy rozsądek jest tu niezbędny. Rodzice argumentują, że chcą stworzyć dziecku lepszą przyszłość, ale ja nie jestem do tego do końca przekonany. Warto zastanowić się, dlaczego znani aktorzy, gdy już sami mają dzieci, starają się odciąć je jak najdalej od tego świata? Poza tym niezwykle rzadko zdarza się, że z "genialnego" dziecka wyrasta genialny aktor - przekonuje Edwin Bażański.

Dr Ireneusz Siudem, psycholog z Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie: - Mam jedną radę dla rodziców - ograniczajcie taką formę aktywności dziecka. Oczywiście mam na myśli skrajności. Nie ma nic złego w tym, że dziecko sporadycznie wystąpi np. w reklamie. Co innego, jeśli chodzi o kreowanie jego kariery, "robienie" z dziecka medialnej gwiazdy. Takie podejście często kończy się dla niego wielką krzywdą. Dla rozwoju dziecka ważny jest m. in. kontakt z rówieśnikami, systematyczność w nauce i tego nie można naginać. To jest determinowane przez biologię. Nie można podporządkowywać rozwoju dziecka jego karierze, która przecież niejednokrotnie jest aspiracją samych rodziców, a nie dzieci.

Trzeba pamiętać, że nie dzieje się tak tylko w przemyśle medialnym. Często trafiają do mnie rodzice dzieci nadmiernie wyeksploatowanych. Zaczyna się zwykle od jąkania, bezsenności, fobii, nocnego moczenia kilkulatków. Rodzic oczekuje szybkiego działania, recepty i gdy przyglądamy się grafikowi dziecka, okazuje się, że niejeden dorosły by tego nie wytrzymał. Taniec, dwa języki, basen, gra na instrumencie, korepetycje z matematyki, etc. Trzeba pamiętać, że w dzieciństwie powinien być czas na zabawę, a nie na ciągłe zajęcia pozalekcyjne. Dzieci często za aspiracjami rodziców nie nadążają, nie radzą sobie z nadmiarem obowiązków i wtedy zaczynają się problemy.



  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów