Statek stoi, kompas się kręci... czyli firma w pigułce

Mikołaj Tocki
2009-11-30, ostatnia aktualizacja 2009-12-03 11:48

- Zamiast się zajmować dawaniem d... na pokładzie, niech lepiej Intendentka weźmie się do pracy - napisała jedna z czytelniczek bloga, po tym, jak bohaterka opowiadania pocałowała Drugiego Oficera. Więcej krytycznych komentarzy nie było...

ZOBACZ TAKŻE
- Tomek zadzwonił po pięciu minutach i powiedział, że wie, jak to zrobić - Opiszmy statek. To będzie symbol jakiejś organizacji, płynący po morzu, czyli wolnym rynku, i napotykający różnego rodzaju przygody, które zdarzają się także w codziennej rzeczywistości w pracy - opowiada Bartek. To był strzał w dziesiątkę. Chcieli pisać o zarządzaniu i funkcjonowaniu firm, ale gdy się za to zabrali, wydało im się to nudne. - Fabularna opowieść o załodze statku to co innego. Poważne tematy można przedstawić na przykładzie losów kilku wymyślonych bohaterów - przekonuje Bartek Kozłowski, jeden z twórców bloga ahojpracy.blox.pl, pracownik firmy Benefactor.

Na co dzień pracują w firmach konsultingowo - szkoleniowych. "Nawet najlepsza strategia nie wdroży się sama" - czytamy motto jednej z nich na stronie internetowej. Jaka strategia? O co chodzi? - Zajmujemy się m.in. szkoleniem pracowników oraz prowadzimy badania, na podstawie których doradzamy, jak usprawnić funkcjonowanie firmy - tłumaczy Bartek. Może właśnie dlatego potrafią spojrzeć na "organizacje" trochę inaczej, jakby z boku...

" - Cook - przedstawiłem się krótko i usiadłem nie czekając na zaproszenie.

- Arakorn - odpowiedział i wyciągnął paczkę papierosów częstując mnie .... Ekstra Mocnymi! - Pańska sława pana wyprzedza. I bynajmniej nie mówię o przyrządzanym przez pana rosole. Ma pan smykałkę do interesów. Taaaak, dobrze znam pana ostatni plan. Wiem, że dzięki niemu udało wam się dotrzeć do Hard Core City przed Crush the Tibet. Ale nie to jest w tym wszystkim najciekawsze. Cały ten plan był tylko pretekstem do zamknięcia prywatnej transakcji, prawda, panie Cook? Zalał pan tutejszy rynek Ekstra Mocnymi, które można kupić w każdym barze. Cóż za błyskawiczna ekspansja! Ma pan potencjał! A przy okazji, jak tam czuje się papuga?

Trzeba przyznać, że skurczybyk był nieźle poinformowany. Porządnie odrobił zadanie domowe.

- Jak już wspomniałem, zrobił pan na nas wrażenie.

- Co to znaczy 'na nas'? - był już najwyższy czas, aby zagrać w otwarte karty.

- Panie Cook, mając na uwadze pana błyskotliwość, mogę śmiało założyć, że doskonale pan wie, iż reprezentuję interesy Crush the Tibet." - to fragment odcinka zatytułowanego "Dylematy Cooka". Cook, czyli Kucharz Mat, to Bartek Kozłowski. Crush the Tibet to konkurencyjny statek-firma, a Arakorn to headhunter próbujący Cooka zwerbować. - Czyli dostałeś propozycję pracy i miałeś dylemat? - dopytuje Bartka. - Nie potwierdzam ani nie zaprzeczam, ale nie o to chodzi - wykręca się od odpowiedzi. - Mam 32 lata i zajmuję się na co dzień badaniami. Pracuję w tej branży od wielu lat i myślę, że jestem dobry. I tu powstaje bardzo ważne pytanie: czy robić dalej to, w czym jestem dobry, czy zamknąć ten rozdział i spróbować zupełnie czegoś innego? A ponieważ niedługo będę miał lat czterdzieści, to może się tak okazać, że już nie będę miał wyboru. Nie będzie czasu, żeby zacząć coś nowego, zupełnie od zera - tłumaczy swoje rozterki.

Wygarnij pracodawcy - wygraj 1000 euro lub kurs nurkowania



Bloga pisze pięć osób. Każda wcieliła się w inną postać. Pomysłodawca, Tomasz Knitter, w rzeczywistości współwłaściciel firmy Benefactor, na statku jest Drugim Oficerem. Drugi w prawdziwej korporacji mógłby być np. dyrektorem pionu. Łukasz Fijałkowski to Bosman.- Jeżeli chodzi o organizację to bosman jest piętro niżej, jest menadżerem średniego szczebla - tłumaczy Łukasz. - Kucharz Mat jest takim zwykłym pracownikiem. Jest na dole organizacji i daje nam to możliwość opisywania, jak pomysły, które płyną z góry, są oceniane z dołu. Co taki pracownik na końcu widzi. - mówi Bartek. Jedyną kobietą na pokładzie jest Kinga Wiszowaty, czyli Intendentka, w "realu" dyrektor HR. - Jest jeszcze Główny Mechanik, czyli Michał Niewęgłowski, który pełni rolę szefa finansów. W ten sposób udało nam się stworzyć grupę, która opisuje działanie modelowej organizacji. - tłumaczy Bartek.

Jednym z celów bloga jest pokazanie, że w firmie widoki z "góry" są zupełnie inne niż te z "dołu". "Góra" widzi statystyki, "dół" musi wypracować "cele sprzedażowe", czyli... "To proste. Odbiorca, który skusi się na nasze warunki, otrzyma także swój cel, który będzie musiał w ciągu tygodnia zrealizować. Mały stragan na bazarze - skrzynia ryb tygodniowo. Sklep średniej wielkości - dwie skrzynie. Restauracja - trzy skrzynie tygodniowo. Za ryby płacą zawsze z góry. Po tygodniu przychodzisz z kolejną dostawą i rozliczasz prowizję. Wypłacasz ją, jeśli cele sprzedażowe są zrealizowane (czyli skrzynie są puste). Jeśli jednak wszystkich ryb nie uda im się sprzedać - prowizji nie dostają. Zabierasz zeszłotygodniową dostawę (oczywiście zanim ryby zdechną) i zostawiasz nową. I tak tydzień w tydzień. Proste i efektywne.

- Wszystko ładnie i pięknie, ale po co takiej restauracji 3 skrzynie pangi tygodniowo?

- A co to, pana problem? - Arakorn wydawał się poirytowany moim pytaniem. - Ma pan żonę, dziecko. Zanim najdą pana jakieś wątpliwości, proszę o nich pomyśleć. A co pana obchodzi jakiś właściciel restauracji. Niech kombinuje. Może serwować ryby na przystawkę, zupę oraz danie główne. Jak mu starczy inwencji, to niech deser z nich przyrządzi. To jego sprawa. Ma opchnąć te cholerne ryby i basta. Dla mnie może je sam zeżreć. Chrzanić go! Byle kasa do nas spływała." - czytamy na blogu.

Nie opisują wyłącznie własnych doświadczeń. Na co dzień pracują z firmami, robią badania, poznają problemy pracowników. Inspirację czerpią także z opowieści swoich klientów - My staramy się pisać tak, jak jest naprawdę w organizacjach. Mamy często do czynienia z korporacjami i zauważamy takie korporacyjne nieścisłości i absurdy. Ostatnio słyszałem w radiu wyniki badań, według których liczba przekrętów wzrosła w firmach o sto procent. Na początku robili to ludzie z najniższego szczebla. Teraz już robi to szczebel średni, czyli właśnie taki blogowy Bosman. Im wyżej w hierarchii, tym bardziej skomplikowane są te przekręty. Ale najwięcej jest takich prostych, np. wyniesienie czegoś z firmy itp. - opowiada Łukasz. Jego najbardziej osobisty odcinek to "Bosman ma dość": "Niech mnie jasna cholera! To my z Cookiem zapieprzamy jak głupi, ryzykujemy naszą kontrabandę, przymilamy się do porąbańców z portu i znęcamy nad załogą tylko po to, żeby dowiedzieć się, że kadra bryluje na imprezie? Cook się prawie załamał i szuka zemsty. Ja się czuję jak nasi żołnierze, których Anglicy nie zaprosili na paradę z okazji wygranej II wojny. (...) Myślę, że mam już dość. Nie wiem, co na to Cook, ale ja uważam, że czas poszukać sobie innego statku. Nie powinienem mieć złudzeń, że coś się zmieni ale może przynajmniej wynegocjuję lepszą stawkę. Był w porcie ten facet, Arakorn, on coś sugerował. Chyba się do niego wybiorę."

To było w wakacje. Łukasz odszedł z firmy, w której pracował z Bartkiem, Tomkiem i Michałem. Założył własną i dzisiaj razem współpracują. Zapewnia, że nie chodziło o osobiste konflikty. Z chłopakami dalej są przyjaciółmi - Przyszedł kryzys i on stawia wyzwania przed ludźmi i firmami. Człowiek się zastanawia, coś tam się dzieje w jego głowie. I to ma wpływ na zachowanie ludzi. To nie było tak, że ja coś mam do Bartka, czy Tomka, czy kogokolwiek innego. Postawiłem sobie pytanie: do czego chce dojść w życiu, co jest moim celem? I stwierdziłem, że to, co robię w tej chwili, mnie do tego celu nie prowadzi. Miałem dość. Nie ludzi, tylko pewnego układu, w którym funkcjonowałem. Z Zus-u nie wyżyję i muszę być na tyle mocny finansowo, gdy odejdę na emeryturę, żeby mieć spokojną przyszłość - tłumaczy swoje odejście Łukasz.

Kolejne odcinki "blogoopery brazylijskiej o pracy na statku w Warszawie", jak nazwali swój cykl, są dla nich samych zaskoczeniem. Nie zdradzają sobie, o czym napiszą. - Od czasu do czasu spotykamy się wszyscy i wspólnie ustalamy kierunek, tzn. ustalamy, że taka jest główna fabuła, statek będzie płynął tu i tu. Reszta to improwizacja i inwencja twórcza załogi - mówi Łukasz. Najlepiej pisze mu się po pracy i gdy ma natchnienie. Wtedy siada i tworzy. - Ale bywa i tak, że nie mam w głowie nic konkretnego a akurat nadeszła moja kolej, wtedy jest trudniej - opowiada.

Bartek ma na temat piszących swoja teorię. - Dzielą się na słoni i królików. Królik jak coś dostanie, to od razu pisze, a słoń chodzi i myśli - ja jestem zdecydowanie słoniem. Chodzę, myślę, kombinuję i dopiero w pewnym momencie zaczynam pisać - przyznaje. Do tej pory pisali raczej spontanicznie. Teraz chcą sobie narzucić większy rygor - jeden odcinek w tygodniu.

Swoim blogiem, chcą zmusić ludzi do myślenia. Po każdym odcinku zamieszczają sondę, w której pytają o ważne z punktu widzenia funkcjonowania firmy zagadnienie. "Czy uważasz, że zarządy firm powinny się składać z szefów i reprezentantów załogi?", "Czy w pracy udało Ci się nawiązać jakaś przyjaźń?" "Czy uważasz, że związki zawodowe pomagają załodze?" - to tylko niektóre z pytań. - Fabuła jest często inspirowana rzeczywistością, albo naszą, albo ludzi, z którymi się spotykamy. Potem jest to przekładane na taki luźny grunt okrętowy. A na końcu jest sugestia: Pomyśl człowieku, co ty na ten temat sądzisz - tłumaczy Łukasz. Jego zdaniem ludziom pracującym w korporacjach bardzo przydałoby się zastanowienie nad funkcjonowaniem firmy ale także po prostu nad sobą... Jak bardzo jest to potrzebne świadczą nadsyłane do "Załogi" maile, w których pracownicy korporacji opisują absurdy, z jakimi zetknęli się w swoich firmach. - Ludzie nam pisali o tym, że w ramach oszczędności w czasach kryzysu zamontowali w jednej firmie wygaszacze ekranów, które włączają się po bardzo krótkim czasie, po to, żeby oszczędzać energię. Okazuje się, że pochłaniają one więcej energii niż monitory, które są włączone - opowiada Łukasz. Inny przykład: Pracownik pisze maila do prezesa "ktoś mi zarysował samochód na parkingu. Jak postępować w takiej sytuacji, bo to nie jest moja wina". Odpowiedz prezesa - "Samochód służbowy należy traktować jak prywatny". - Czasami to wygląda tak, że dziadek o gruszce, a babcia o pietruszce - śmieje się Bartek. Cook i Bosman przyznają, że absurdy zdarzają się także w ich pracy. - Pracujemy dosłownie w kilka osób a komunikacja szwankuje. Zdarzyło się, że spotkaliśmy się u jednego klienta - przyznają.

W pracy pisanie bloga nie przeszkadza. Mimo, że zdarza im się poruszać wątki osobiste, zapewniają, że nikt dotąd nie poczuł się urażony. - My nie mamy "góry". Jesteśmy zrzeszeniem wolnych elektronów. Nie mamy szefostwa. Jedyną osobą, która pracuje w korporacji jest Kinga. Ona może mówić, że ma prezesa i zarząd, ale nie słyszałem, żeby miała kiedykolwiek jakieś problemy - przekonuje Łukasz. Nie chcą zdradzić, gdzie płyną. Gdy dopytuję, sam się gubię, czy mówią o firmie, czy statku... - Szykują się małe zmiany - pojawił się watek drugiego statku - armatora francuskiego, który ma pewnego rodzaju zamiary odnośnie naszego statku i to będzie miało wpływ na to, co się w najbliższym czasie wydarzy. Statek od pewnego czasu stoi. Kompas cały czas się kreci. Mamy pewne wątpliwości, czy my w ogóle gdzieś dopłyniemy i po co. Generalnie jest celebracja na wyższych szczeblach władzy, statek funkcjonuje kiepsko, a załoga kombinuje swoje... - uśmiechają się tajemniczo.



  • 2 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    12 głosów