Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Wyrok w sprawie Macieja Guza, który pracował w firmie Solid Security, zapadł w połowie listopada przed Okręgowym Sądem Pracy w Warszawie. Ma on znaczenie dla pracowników masowo zatrudnianych na umowach o dzieło czy umowach-zlecenie. Tak naprawdę pracują, jakby mieli umowy o pracę. Firmy nie muszą tak zatrudnionym wypłacać pieniędzy m.in. za urlopy czy przepracowane nadgodziny lub zasiłek chorobowy. - Wyrok w mojej sprawie jednoznacznie wskazuje, że takie zatrudnienie jest niezgodne z prawem - mówi Maciej Guz.
W Polsce działa ponad 4,6 tys. firm ochroniarskich i agencji detektywistycznych. Według szacunków Komendy Głównej Policji od 1989 r. wydano ponad 160 tys. licencji dla pracowników ochrony. Jest ich więcej niż funkcjonariuszy policji. - W takiej sytuacji jak ja są dziesiątki tysięcy pracowników agencji ochroniarskich - uważa były ochroniarz. - Są wykorzystywani podobnie jak ja. Przecież to nie żadne umowy-zlecenia, tylko normalny stosunek pracy!
Kodeks pracy jednoznacznie określa, czym jest taka umowa, a czym stosunek pracy. W art. 22 napisano, że "przez nawiązanie stosunku pracy pracownik zobowiązuje się do wykonywania pracy określonego rodzaju na rzecz pracodawcy i pod jego kierownictwem oraz w miejscu i czasie wyznaczonym przez pracodawcę, a pracodawca do zatrudniania pracownika za wynagrodzeniem". Zgodnie z kodeksem niedopuszczalne jest zastąpienie umowy o pracę umową cywilnoprawną przy zachowaniu warunków wykonywania pracy określonych właśnie w paragrafie 1. Nieważna jest w tej sytuacji nazwa zawartej przez strony umowy. - W agencji ochroniarskiej Solid większość tych, którzy przychodzili do pracy, była zatrudniana na umowie-zlecenie - mówi Maciej Guz.
Wygarnij pracodawcy - wygraj 1000 euro lub kurs nurkowania
Jego zdaniem firma ochroniarska, w której pracował, łamała i nadal łamie prawa pracownicze, np. pozwalając, by pracowano kilkanaście godzin non stop. W październiku ochroniarze z Solid wystosowali do Ikei, gdzie pełnią dyżury, petycję. Prosili kierownictwo Ikei, by jako jeden z największych klientów ich pracodawcy wpłynęło na polepszenie ich warunków pracy. Bez efektu. Dlatego w zeszłym tygodniu zorganizowali protest przed sklepami Ikei.
Teraz w kryzysie, tnąc koszty, wiele firm przyjmuje pracowników na umowy cywilnoprawne. Dotyczy to szczególnie osób młodych i tych w wieku 50 plus. Bardzo często pracują nawet nie na umowach-zleceniach, od których odprowadza się składki, tylko umowach o dzieło podpisywanych wielokrotnie. Rekordzistka - wykładowczyni angielskiego w prywatnej szkole językowej - pracowała tak przez kilka lat. Dostawała tylko wynagrodzenie za wypracowane godziny, nikt nie płacił za nią składek na ZUS. Tym problemem zajmuje się od lat Państwowa Inspekcja Pracy. - W tym roku dzięki interwencjom naszych inspektorów blisko 7 tys. osób zatrudnionych na podstawie umowy cywilnoprawnej uzyskało od pracodawcy potwierdzenie na piśmie istnienia stosunku pracy - mówi Danuta Rutkowska, rzeczniczka PIP. - W większości przypadków pracodawcy wiedzieli, że ich działanie jest bezprawne.
Nawet po odejściu z firmy stosującej takie praktyki niewielu pracowników decyduje się pójść do sądu, by chociaż zmusić byłego pracodawcę do odprowadzenia zaległych składek. - Jeżeli ktoś jest zmuszany przez pracodawcę do podpisania umowy-zlecenia, trzeba zwrócić się do sądu. Gdy wyrok się uprawomocni, będę mógł wystąpić o wypłatę wynagrodzenia za nadgodziny - cieszy się pan Maciej. - I mam nadzieję, że znów mi się uda wygrać. Agencja Solid odmówiła "Gazecie" rozmowy o wyroku oraz warunkach pracy ochroniarzy. Pan Guz pracuje. Nie jest ochroniarzem.