Po co Mensa w CV?

Joanna Sabak
2009-12-01, ostatnia aktualizacja 2009-12-02 11:30

W każdym CV wpis "inteligentny i pracowity" ładnie wygląda. Pracowitość można udowodnić referencjami, ale inteligencję...? W takim momencie z pewnością przyda się legitymacja Mensy, która zaświadczy, że zaliczamy się do wąskiego grona (2 proc. ludzkości) osób obdarzonych ponadprzeciętnymi właściwościami umysłu. Ale nie każdy członek Mensy decyduje się na ten krok. Dlaczego?

Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi



"Czy jesteś superinteligentny? Sprawdzimy twoje IQ!" - kuszą setki spamerskich e-maili w naszych skrzynkach i agresywnych ogłoszeń w internecie. Wyniki takiego testu są oczywiście odpłatne, ale, zgodnie z ogłoszeniem, udowadniają naszą bezdyskusyjną wyjątkowość. Jak zapewnia rzecznik Mensy Polska, Marcin Celarek, jest to zwyczajne oszustwo. Żeby stać się członkiem stowarzyszenia ludzi obdarzonych nieprzeciętną inteligencją trzeba się trochę bardziej wysilić. Ale spróbować może każdy.

Spotkanie przy wspólnym stole

Światowa Mensa jest organizacją z tradycjami, istnieje wszak od 1946 roku. Stowarzyszenie powstało z inicjatywy dwóch osób: Brytyjczyka Rolanda Berrila i Australijczyka Lancelota Ware'a. Dwaj prawnicy postanowili stworzyć organizację, która skupiałaby ludzi inteligentnych, ale nie tylko tych ze stopniami naukowymi. Łacińskie słowo mensa oznacza po prostu stół - taki, przy którym można wspólnie usiąść do rozmowy. Członków stowarzyszenia nie interesuje ani kolor skóry, ani płeć, wyznanie, zawód, czy poglądy polityczne. - Jedyne, co nas łączy, to iloraz inteligencji - tłumaczy Marcin Celarek. - Mamy w naszym gronie, profesorów, biznesmenów, uczniów, artystów i bezrobotnych.

Polski oddział Mensy istnieje od 1989 roku. Należy do niego około 4 tys. osób - niewiele, jak na czterdziestomilionowy kraj. 2 proc. z 40 milionów to przecież 800 tysięcy! Statystycznie rzecz ujmując na 50 osób, które mijają nas codziennie na ulicy, jedna z pewnością posiada wysokie IQ. To oznacza, że codziennie spotykamy na swojej drodze potencjalnych członków Mensy - na ulicy, w autobusie, w szkole.

Sprawdzam!

Testy do Mensy w każdym kraju są podobne i muszą spełniać określone kryteria. Zostały skonstruowane w formie zadań obrazkowych, nie ma więc ograniczeń językowych w ich rozwiązywaniu. Każde zadanie składa się z dziewięciu pól oznaczonych różnymi symbolami, które zostały ułożone według pewnego logicznego schematu. Osiem jest odkrytych - zadanie polega na wybraniu z podanych niżej możliwości dziewiątego, pasującego do reszty, symbolu. - Czasem sygnujemy niektóre testy, ale nigdy nie udostępniamy własnych - ostrzega przed oszustami Marcin Celarek. - Koszt przygotowania takiego testu to kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Trzeba je standaryzować, zbadać na grupie kontrolnej. Mensa kupuje je od sprawdzonych twórców. Same testy są odświeżane co kilka lat. Między innymi ze względu na ludzi upartych, którzy niekiedy przychodzą 7-8 lat z rzędu (test można zdawać tylko raz na rok), w nadziei, że w końcu nauczą się go na pamięć.

Kto i po co sięga po testy? - To są ludzie, którzy mają potrzebę sprawdzenia się - ocenia Marcin Celarek. - Często zdarzają się tacy, którzy chcą sobie iloraz inteligencji wpisać do CV. Oni najczęściej domagają się wyników już, natychmiast, bo na przykład następnego dnia mają rozmowę o pracę.

Tymczasem sprawdzenie testów trwa kilka tygodni. Wyniki są poufne - dostęp do nich ma jedna osoba, specjalista wyznaczony przez Mensę, który ocenia test i wypełnia dokumentację. Z reguły zdaje około 25 proc. kandydatów. Wyniki nie określają IQ - są jedynie wyznacznikiem, czy kandydat przekroczył wymagany (dla członkostwa) próg 148 punktów, czy osiągnął wynik wybitny - 156 punktów. Reszta otrzymuje po prostu odpowiedź negatywną.

Do Mensy częściej trafiają mężczyźni. - Oni częściej są skłonni rywalizować, częściej są skłonni coś udowadniać. Kobietom przeważnie wystarcza świadomość, że coś osiągnęły, bądź po prostu wiedzą, na co je stać - wyjaśnia rzecznik Mensa Polska. Królują przedstawiciele nauk ścisłych (dla nich testy są chlebem powszednim), ale nie brak też humanistów, artystów, dziennikarzy, a także biznesmenów czy ludzi ze średnim wykształceniem. Wśród nazwisk członków na oficjalnej stronie internetowej Mensy pojawiają się głównie ludzie młodzi - 20-, 30-letni i młodsi. - Młodzi są po prostu aktywniejsi, bo rekrutacja odbywa się głównie na uczelniach i festiwalach naukowych - sugeruje jedna z członkiń stowarzyszenia. Są też osoby, które zdają testy, ale nigdy nie wstępują do Mensy lub nie uczestniczą aktywnie w życiu społeczności mensjańskiej. Wystarcza im jedynie świadomość własnych możliwości. - Jest to w pewien sposób motywujące do dalszego działania oraz pokazuje, że jest jakaś część życia, jakiś aspekt, który odróżnia mnie od innych - twierdzą.

"Wszystko przez Dodę "

Tak reagują niektórzy członkowie Mensy na niepochlebne opinie o stowarzyszeniu. Tymczasem nie jest ona jedyną sławną członkinią mensy w Polsce - choć z pewnością jedyną, która się tym chwali. - Doda się chwali, bo ma prawo się chwalić - ocenia rzecznik polskiego oddziału. - Jedynym czynnikiem, który nas spaja w Stowarzyszeniu, jest przekroczenie progu 148 punktów w teście na inteligencję. Ani sposób bycia, ani poglądy - religijne, filozoficzne, polityczne nie są tu ograniczeniem. Jeśli pojawia się w Mensie Dorota Rabczewska, to w żaden sposób nie świadczy o samym stowarzyszeniu. To świadczy wyłącznie o niej.

Jest jednak faktem, że większość mensjan nie lubi afiszować się z legitymacją członkowską. Spotykają się często z kpiarskimi i niezbyt pochlebnymi reakcjami otoczenia. Szczególnie najmłodsi mensjanie skarżą się na docinki ze strony kolegów. - To także znak czasów - komentuje Marcin Celarek. - W dzisiejszej popkulturze wizerunek człowieka inteligentnego utożsamia się z kujonem - kimś, kto nie potrafi się bawić, kto nie potrafi być wyluzowany. Trudno. Nie będziemy wszystkich niedowiarków zapraszać na nasze imprezy, tylko po to, żeby im udowodnić, że nie jesteśmy wielbłądami.

Wśród opinii członków stowarzyszenia przewija się pogląd, że Polacy nie lubią ludzi wyróżniających się z tłumu. Dlatego najczęściej o przynależności do Mensy mówią raczej znajomym i rodzinie. W drugiej kolejności osobom postronnym, rzadziej pracodawcom. Na pytanie o przydatność legitymacji Mensy w życiu zawodowym odpowiadają najczęściej, że niewiele to zmienia. Przydają się za to zwykłe relacje międzyludzkie. - W moim przypadku Mensa okazała się dobrym źródłem kontaktów ze środowiskiem zdolnych osób, w którym można nabyć umiejętności organizacyjne na polu towarzyskim, a więc bez szczególnej presji - przyznaje pewien informatyk. - Poznałem tam dużo ludzi, którzy są fachowcami w swojej branży - dodaje następny mensjanin. - Od kiedy jestem członkiem Mensy zniknął problem z brakiem informacji na temat kruczków prawnych, zaawansowanej obsługi komputera, itp.

Jeden z członków żartuje nawet, że "Mensa jest w pierwszej kolejności organizacją towarzyską". Stowarzyszenie otwiera więc wiele drzwi, także zawodowych. Mensjanie często przyznają, że znajomości nawiązane w stowarzyszeniu pozwoliły im uzyskać szansę zawodową - możliwość pokazania, na co ich stać. Pracodawcy wystarczyła rekomendacja kolegi, aby zaufał pracownikowi, nawet jeśli ten jeszcze nie spełniał wszystkich jego wymagań. Inteligencja stała się gwarancją, że sprosta wyzwaniu.

Kariera inteligentna

- Nie ma możliwości, żeby na podstawie umiejętności rozwiązywania zadań określić, czy ktoś zrobi karierę - podkreśla rzecznik Mensa Polska. Tym samym obala mit, że wystarcza wysoka inteligencja sama w sobie. Dla mensjan IQ stanowi pewien potencjał, który należy podeprzeć systematyczną pracą. Takie osoby z pewnością są ciekawe świata - interesuje je wszystko, od budowy silnika odrzutowego po skład lodów waniliowych. Gromadzą wiele różnorodnych informacji, lubią drążyć problem aż do podstaw, szybko się uczą. Wszystkie te cechy stanowią z pewnością dużą wartość. Jednak inteligencja to nie wszystko - potrzebne są jeszcze inne umiejętności: zdolności interpersonalne, fachowa wiedza, zdolności manualne czy odporność na stres. Te cechy nie zależą już wyłącznie od inteligencji pracownika. Czy warto więc umieszczać Mensę w CV?

Mensjanie często wspominają o eksperymentach, gdy do jednej firmy wysyłali dwa rodzaje aplikacji - z zaznaczoną przynależnością do Mensy i bez tej wzmianki. - Nie wiem, czy to kwestia wyróżnienia się wśród wielu innych kandydatów niecodzienną informacją o członkostwie w Mensie, ale zdecydowanie lepiej mnie postrzegano, kiedy wzmianka była w CV - twierdzi jedna z mensjanek. Zdarzało się, że przynależność do Mensy była decydującą informacją - na przykład podczas rekrutacji do projektu unijnego jedna z kandydatek rubrykę "przynależność do stowarzyszeń/organizacji" wypełniła skrótem MENSA. W ten sposób wyróżniła się spośród wielu kandydatów i została zaproszona na rozmowę kwalifikacyjną, którą w pełni wykorzystała - do projektu została przyjęta.

Inna z członkiń stowarzyszenia przyznaje otwarcie: - Przetestowałam wysyłanie do jednej firmy dwóch CV - jednego z informacją o studiach doktoranckich i przynależności do Mensy z jednym numerem telefonu i drugiego bez tych dwóch informacji - z innym numerem kontaktowym. Oddzwonili na numer bez danych o doktoracie i Mensie. Nie wiem, czy to zbieg okoliczności, bo zrezygnowałam z pójścia na rozmowę do tej firmy i nie dopytywałam. Koleżanka headhunterka powiedziała mi, że niedobrze być, jak się wyraziła, "overeducated" [zbyt wykształconą]. Marcin Celarek tłumaczy: - Rzeczywistość jest taka, że wszystko zależy od tego, na kogo się trafi.

Czasem Mensa jest dla pracodawcy pustym słowem. Do tego słowem, którego może się przestraszyć. Myśli: "Nie potrzeba mi mądrzejszych ode mnie". Albo: "Nie wiadomo, co oni tam robią. Takie to tajemnicze". Jeśli jednak pracodawca jest ciekawy świata, zacznie wypytywać o szczegóły, dopatrzy zalet w przynależności do znanej na całym świecie organizacji. Jednak sama wzmianka raczej o niczym nie świadczy. - Pracodawcy dostrzegają informację o Mensie i wyrażają uznanie, ale przypuszczam, że jest to dla nich tylko ciekawostka o osobie. Nie jest to informacja, która wyraźnie dawałaby mi zielone światło - komentuje kolejny mensjanin.

- Mensa jest rodzajem marki, stanowi znak społecznego zaufania - stwierdza spokojnie rzecznik prasowy Mensa Polska. Jest to organizacja uważana na świecie za prestiżową, a legitymacja stowarzyszenia jest honorowana we wszystkich istniejących oddziałach Mensy. Pozwala to łatwo nawiązać kontakty z mensjanami poza granicami naszego kraju. Zresztą, w większości krajów bycie członkiem Mensy jest powodem do dumy. Polska jest wciąż niechlubnym wyjątkiem. Z drugiej strony - polska Mensa jest wciąż bardzo młoda. Stowarzyszenie ma wiele projektów - między innymi aktywizację młodzieży mensjańskiej. Istnieją projekty m.in. certyfikowania przez Mensę różnych gier planszowych i komputerowych oraz publikacji dla dzieci jako tych sprzyjających rozwijaniu inteligencji.

Mensa reklamuje się dyskretnie, starając się unikać skojarzeń z internetowymi oszustami i wszechobecnym spamem. Stopniowo wychodzi z ukrycia. A jej zła sława? Czy Mensjanie naprawdę muszą ukrywać swoje legitymacje członkowskie? - Myślę, że to całe 'cichosza' to wymysł ludzi, którzy boja się nawet spróbować - trafnie podsumował jeden nich.



  • 55 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

  • Po co Mensa w CV? dystansownik 01.12.09, 21:56

    Ciekawa sprawa, ale podejrzewam, że połowa pracodawców nie miałaby pojęciaczym jest Mensa, a druga połowa nie specjalnie by się tym zainteresowała. Tym bardziej jak tu twierdzą w artykule, »

  • Wstydza sie to wpisac, bo MENSA=DODA wycofany 05.12.09, 09:11

    juz dawno wiadomo, ze te IQ nie mierzy prawdziwej inteligencji, co najwyzej umiejetnosc rozwiazywania rebusow, to nie to samo.»

  • Po co Mensa w CV? playazzz 18.01.10, 15:44

    Gdyby ktoś był "superinteligentny w górnych 2% ludzi" to nie skamlałby orobote u jakiegoś badylarza, troche powagi.»