Ile zarabiają PR-owcy? - wypełnij ankietę
Kolorowe pamiątki z wakacji w Grecji, zdjęcia dzieci i kartki pocztowe od koleżanek i kolegów z urlopu. Jeszcze mała choinka, a na specjalnie dostawionej półce lampki choinkowe. Tak teraz wygląda biurko pani Anety, która jest dyspozytorem w firmie logistycznej na Mazowszu. - Tu nie ma mowy o przypadku. Wszystko ma swój cel. Moje biurko przełamuje pewną barierę i sprawia, że łatwiej mi się rozmawia z kierowcami - mówi Aneta.
Każdego dnia przychodzi do niej kilkudziesięciu kierowców. Każdy z nich, zanim złoży swoje dokumenty, zaczyna rozmowę od pytań o choinkę, o zdjęcia, szuka kartki od siebie lub sam mówi, gdzie spędzał wakacje. - A dalej rozmowa toczy się w bardzo miłej atmosferze.
Właściciel: Wszystko jest na miejscu Zupełnie inaczej wygląda biurko Agaty Kinasiewicz z portalu GazetaPraca.pl. - Można u mnie znaleźć zapisane kartki, wydruki, papiery, karteczki, gazety, w których znalazłam coś interesującego - mówi Agata. - Oprócz tego jest zdjęcie przystojnego modela, które zostawiła mi koleżanka, żebym nie czuła się samotna. Obok niego mam odręczny rysunek przedstawiający mnie i koleżankę podczas pracy, kilka śmiesznych karteczek, herbatę, kubek ze swoim zdjęciem z dzieciństwa. Jest też cała gama biurowo-pracowych gadżetów.
Dlaczego tak? - Jestem osobą, która lubi tzw. twórczy nieład. Lubię korzystać z rzeczy, które mam pod ręką, a nie myśleć o tym, że jak coś ruszę, trzeba będzie posprzątać. Siedząc w pracy, lepiej czuję się, patrząc na śmieszne zdjęcia czy napisy niż na gołą ścianę. Zbyt duży porządek mnie przygnębia - przekonuje redaktor Kinasiewicz.
A jak wyglądają miejsca pracy w innych firmach? - To, co się dzieje na moim biurku, rozumiem tylko ja - uważa Anna Gomoła z agencji public relations Media Metropolis. - Panuje tu pewna wersja okiełznanego nieporządku. Ważnych dokumentów nie trzymam na wierzchu, tylko w opisanych segregatorach i szufladach. Jednak stosy magazynów czy podręcznych niezbędników zajmujących znaczną część mojego biurka wprawiają niekiedy w osłupienie koleżanki z pracy - opowiada. - Ja widzę to inaczej, wszystko jest w zasięgu wzroku. Staram się mimo wszystko ograniczać ten artystyczny nieład do minimum i raz na dwa tygodnie robię generalne porządki biurka - dodaje Anna.
Podobnie sądzi jej koleżanka z pracy Kamila Koźbiał-Kraszewska. U niej - jak mówi - jest artystyczny nieład, który tworzy niezliczona liczba zapisanych karteczek, wyciętych artykułów, katalogów czy magazynów. - Są też kolorowe długopisy, zakreślacze do tekstu, płyty z nagranymi programami, zaproszenia na konferencje czy imprezy, a także cały stos dokumentów, nad którymi trzeba popracować. Tu wszystko ma swoje miejsce, nadane przez mnie i znane tylko mnie - śmieje się Kamila. - Od czasu do czasu robię porządki, ale i tak bardzo szybko wszystko wraca do artystycznej normy. W mojej pracy ważna jest kreatywność, a puste biurko, przynajmniej w moim przypadku, jej nie sprzyja - zapewnia.
Chcę zrobić więcej, więcej Z kolei jej mąż Paweł Kraszewski, pracownik jednego z warszawskich banków, jest przeciwieństwem Kamili. Na jego biurku nie ma ani jednej zbędnej kartki. Panuje tam ład i porządek. Dokumenty przychodzące, wychodzące i te, które trzeba jeszcze uzupełnić, leżą w oddzielnych przegrodach. Inne potrzebne drobiazgi są w szufladach. - Kiedy pracuję nad danym projektem czy wypełniam dokumenty, nie chcę, żeby cokolwiek innego zaprzątało moje myśli. Lubię pracować w skupieniu, a najłatwiej mi to przychodzi, jeśli na biurku oprócz telefonu, klawiatury i ekranu komputera nie ma nic innego - mówi.
Porządek na biurku ma też Piotr Ruszowski z PricewaterhouseCoopers. - Oprócz komputera mam dużo długopisów, wizytownik, kalendarz i notes A4. Długopisy są pozbierane i ułożone w kubeczku. W rogu wiszą dyplomy za prowadzenie warsztatów. To miłe wspomnienia od reprezentantów naszego konkursu "Grasz o staż". Lubię mieć pod ręką tylko te rzeczy, które są mi potrzebne. A gdy patrzę na dyplomy z podziękowaniem, to mam chwilę na oderwanie się od wszystkiego. Taki miły akcent wspomnień - przekonuje Ruszowski.
Dr Marek Szopski, socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego, przekonuje, że w zależności od rodzaju wykonywanej pracy nasze biurka będą wyglądały zupełnie inaczej. - Tam, gdzie ważna jest informacja, gromadzimy jak najwięcej materiałów na biurku. Jesteśmy przekonani, że jeśli nie dziś, to następnym razem je wykorzystamy. Ci, którzy działają w biznesowy sposób, nastawieni są na inne działanie. Załatwiają sprawę i rzeczy nie ma. Dokument znika z biurka - mówi.
- A jak wygląda pana biurko? - pytamy. - U mnie jest bałagan. To oznacza, że działam w taki typowy amerykański sposób. Próbuję ugryźć więcej, niż jestem w stanie przeżuć. Chcę zrobić i to, i to, i jeszcze to, ale czuję, że tego wszystkiego nie da się zrobić. Mimo to dobrze jest mieć świadomość, że chciałbym osiągnąć jeszcze więcej, niż mogę - opowiada dr Szopski. - Poza tym dobrze jest mieć coś więcej w pracy niż samo biurko, które tak naprawdę nie jest nasze, dopóki na nim nie ustawimy naszych gadżetów.
A co, jeśli na biurku jest o wiele więcej, niż może pomieścić? - Nadmiarowość rzeczy na biurku daje nam poczucie, że przed nami jest coś więcej, że ten nasz świat jest szerszy i większy, aniżeli rozmiar naszego gołego biurka - mówi dr Szopski. - Umieszczamy na nim przedmioty, które świadczą, że mieliśmy lepsze czasy, że zdarzyło nam się coś lepszego w życiu. W ten sposób wiemy, że zdarzyły się w naszym życiu lepsze momenty niż tylko te, które wiążą się z naszą pracą przy biurku. Poza tym chcemy mieć szerszy oddech, dalsze spojrzenia na świat, o którym myślimy. I to nasze biurko w miejscu zatrudnienia jest w pewnym sensie takim etapem.