Marzenie o życiu bez szefa

Michał Świech
2009-12-18, ostatnia aktualizacja 2009-12-18 13:42

Marzenie etatowca: praca dorywcza, zarobki na poziomie średniej krajowej, brak szefa i masa wolnego czasu. Pytanie tylko, czy z tego da się wyżyć?

ZOBACZ TAKŻE

Psychotesty - sprawdź, czy jesteś pracoholikiem



Sen o pracy dorywczej zaczyna się w momencie, kiedy etatowy pracownik sięga po kalkulator. Liczy, ile zarobi, pracując określoną liczbę godzin. Dając korepetycje z któregoś z języków obcych za 30 zł/h, najczęściej spotykaną wypłatę w Polsce (według GUS około 2 tys. zł brutto) uskłada już po 60 godzinach pracy. To tak, jak by pracował przez trzy dni w tygodniu. Do tego żadnego budzika i żadnego szefa zrzędzącego nad głową.

Etatowy pracownik śni coraz mocniej, kiedy słyszy o przypadkach takich jak dźwiękowiec zatrudniany na umowę zlecenie przy organizacji imprez w południowej Polsce. Bierze 25 zł za godzinę, obsługuje koncerty i spektakle w każdy weekend, na czym miesięcznie zarabia około 2 tys. zł. W przeciwieństwie do zatrudnionych na etacie pozostałe dni tygodnia ma wolne i może w tym czasie albo pracować albo odpoczywać.

Dorywczo, ale zarobkowo

Podobne sny przerywa twarda rzeczywistość. Dla większości osób praca dorywcza to jedynie sposób na dorobienie lub przetrwanie okresu bez pracy. Taką filozofią kieruje się Marta Filipek, artystka z Krakowa, która maluje obrazy na podstawie fotografii. - W tym momencie to moja jedyna forma zarobku - mówi - Mam dziecko, więc nie pracuję. Jednak dzięki temu mogę więcej malować - dodaje. Co kryje się za pojęciem więcej? - Kilka obrazów, pięć, może sześć w miesiącu - wyjaśnia Filipek. Obraz olejny to koszt 250 zł, czas wykonania zlecenia - około 4 dni. Rysunek, którego wykonanie zajmuje jeden dzień pracy, kupić można za 100 zł. Miesięcznie artystka może więc zarobić około 1,2 tys. zł.

- Taka kwota to wyjątek - uważa Karolina, grafik. Zanim podjęła staż, sama sprzedawała swoje prace. - W jednym miesiącu można zarobić nawet kilka tysięcy, w następnym - nic - mówi. Strach przed tym, czy będą kolejne zlecenia, czy klienci to "towarzysz życia" każdego, kto pracuje dorywczo i próbuje z tego żyć.

Swoją pracę jako tymczasową traktuje także Łukasz, który dwa razy w tygodniu (w nocy, średnio po 8-10 godzin) rozkleja plakaty na słupach w jednym z miast na Śląsku. - Nie wyobrażam sobie, żebym mógł w ten sposób pracować po skończeniu studiów - mówi. Chodzi i o rodzaj wykonywanej pracy i o zarobki, które kształtują się w okolicach tysiąca złotych miesięcznie.

Ania, hostessa z Katowic i jednocześnie studentka finansów, także traktuje swoje zajęcie jedynie jako sposób na dodatkowy dochód. Pracuje tylko w weekendy, zlecenia zdobywa przez Internet lub współpracując z agencjami reklamowymi. Obsługuje głównie targi i eventy, rzadziej godzi się na pracę w supermarketach. Godzina jej pracy warta jest od 10 do 15 zł. Ile może zarobić? To zależy od liczby zleceń, jednak nigdy nie jest to więcej niż tysiąc złotych miesięcznie. Jej koleżanki, które pracują głównie w czasie promocji produktów spożywczych w hipermarketach, zarabiają połowę tej kwoty. Dla Ani taka praca ma jednak jedną zaletę: - Ja wybieram, dla kogo pracuję i w jakim czasie pracuję - mówi.

Jeszcze mniej zarabiają dziewczyny z grupy rozdającej ulotki w Krakowie. Ich stawka godzinowa to 7 zł. Zleceń, w których płaci się od liczby rozdanych ulotek, nie przyjmują. W ciągu tygodnia są w stanie przepracować około 15 godzin. - Chodzimy do wieczorowego technikum - wyjaśnia jedna z nich - Więc nie możemy pracować cały czas.

420 zł miesięcznie muszą podzielić na dwa. - W grupie pracuje się raźniej i szybciej, ale zarobek jest mniejszy. Poza tym praca roznosiciela ulotek jest niewdzięczna, zwłaszcza jeśli chodzi się po klatkach schodowych: ludzie nie wpuszczają do środka, zdarzyło się też, że nas wyzywali - opisują swoje doświadczenia.

7 zł za godzinę to stawka, którą - za sprzątanie - byłaby w stanie zaakceptować Maria, dwudziestoparolatka ze Śląska. Dla niej praca dorywcza to jedyne źródło dochodu - od czterech lat jest bezrobotna. Dwa tysiące miesięcznie nawet jej się nie śnią - kilkaset złotych to maksymalna kwota, jaką jest w stanie zarobić. - Nawet do wykładania towaru na półki potrzebne jest dziś doświadczenie - frustruje się. Maria należy do tych osób, dla których praca dorywcza to nie marzenie, ale senny koszmar - brak stałego dochodu, stabilizacji i pewności.

Zimą stawki rosną

Zima i okres przedświąteczny to czas, w którym hostessy zakładają stroje śnieżynek i elfów, a mężczyźni dostają szansę na dodatkowy zarobek. Z informacji portalu Wynagrodzenia.pl wynika, że w okolicy 6 grudnia Święty Mikołaj może dostać za wizytę od 80 do 200 zł. Na sumy bliskie tej drugiej mogą jednak liczyć przede wszystkim ci, którzy odwiedzają domy w największych polskich miastach. Za pracę w Wigilię Mikołaj bierze jeszcze więcej - nawet 300 zł za krótką wizytę. Sprawna osoba wcielająca się w postać Świętego Mikołaja może więc zarobić kilka tysięcy w ciągu paru dni.

Przed końcem roku dorobić można także przy inwentaryzacji. Wynagrodzenie dużo niższe, niż w przypadku pracy pod czerwonym płaszczem. Kto jest silny i sprawny, może zarobić od 7 do 10 zł za godzinę. Jeśli nie załapie się do pracy w magazynie, może spróbować sił w odśnieżaniu. Za usuwanie śniegu z dachów w aglomeracji śląskiej dostać można kilkanaście złotych za godzinę. Odśnieżanie parkingów wycenione jest nieco niżej - na około 10 zł/h. Z taką pracą jest jednak jeden problem - zarówno zima, jak i przedświąteczne eldorado szybko się kończą.

Wiatr rozczarowania rozwiewa także marzenia o barmance jako dochodowym i przyjemnym zajęciu. Według portalu Wynagrodzenia.pl wysokie stawki na stanowiskach barmana dotyczą głównie "mistrzów w swoim fachu", a także osób, które pracują w najbardziej ekskluzywnych lokalach. Trzeba jednak pamiętać, że dużą część wynagrodzenia pracowników barów i restauracji, szczególnie w przypadku najmodniejszych lokali, stanowią napiwki. Tu sytuacja znacznie się pogorszyła. Wszystkiemu winny kryzys. Z informacji zebranych przez Wynagrodzenia.pl wynika, że w 2008 roku barman mógł zebrać w jeden wieczór nawet 700-800 zł napiwku. Obecnie bardzo dobrym wynikiem jest 200-300 zł. Stawki godzinowe dla barmana, według portalu, to od około 10 zł w Warszawie do nawet 4 zł Białymstoku czy Lublinie. Ponieważ średnia liczba godzin pracy osób zatrudnionych na tych stanowiskach wynosi od 168 do 175 miesięcznie, trudno mówić o dorywczym charakterze tego zajęcia.

Od pracy dorywczej do stałej

O tym, że zajęcie dorywcze traktowane jako główne źródło dochodów szybko staje się pracą stałą przekonuje także Marek, użytkownik forum Gazeta.pl: "Ja też zacząłem

kiedyś udzielać korepetycji, myśląc, że są "dorywcze". Skończyło się po latach na tym, że prowadzę kursy i korepetycje na własny rachunek, prócz tego mam od lat umowy z dwiema firmami edukacyjnymi. Muszę, niestety, odmawiać niektórym chętnym - a i tak pracuję również w soboty i niedziele" - pisze. Miesięcznie zarabia jednak 4-5 tys. zł. "Tak kończą się próby pracy dorywczej" - podsumowuje.

Skoro zajęcie dorywcze może być stałe, to stałe zajęcie może być także dorywcze. W jaki sposób? Choćby dzięki pracy tymczasowej. Idea tego rodzaju zatrudnienia jest prosta: jeśli firma potrzebuje zastępstwa, wynajmuje pracownika przez agencję. Ten pracuje miesiąc, dwa, tak jak etatowy kolega, ale wynagrodzenie dostaje z agencji i po upływie okresu umowy musi opuścić swoje stanowisko. W taki sposób zatrudniani są także pracownicy w przemyśle.

Wzrost zainteresowania firm zatrudnianiem pracowników tymczasowych obserwujemy już od początku lutego tego roku. Z danych Adecco Poland wynika, że różnica w liczbie zatrudnianych w ten sposób pracowników między lutym a majem wynosi blisko 20%. Trend ten utrzymuje się nadal i już w tej chwili widać, że również w czerwcu zapotrzebowanie na taką formę zatrudnienia będzie bardzo duże.

Pracownicy czasowi to nie tylko robotnicy - Część tej grupy to wysoko wykwalifikowani pracownicy np. project managerowie, starsi programiści, analitycy biznesowi, którzy są wręcz przyzwyczajeni do pracy w ramach krótkich kontraktów - wyjaśnia Dagmara Bałusz z Manpower - Praca tymczasowa z jej elastycznością to świetne rozwiązanie dla takich osób - dodaje. Jej zdaniem główną grupę osób, które decydują się na zatrudnienie w agencji pracy tymczasowej są ludzie, którzy szukają doświadczenia zawodowego i chcą być pod opieką agencji doradztwa personalnego. To zwykle osoby, które potrzebują wsparcia, ukierunkowania i praktycznej pomocy w szukaniu pracy. - Dzięki takiej formie zatrudnienia pracownik może zdobyć doświadczenie zawodowe, nowe umiejętności i rozbudować swoje CV - zwraca uwagę Dagmara Bałusz.

Ile może zarobić zatrudniony w ten sposób pracownik? Jak wynika z danych opracowanych przez agencję pracy tymczasowej Start People, w kwietniu 2009 roku średnia pensja brutto pracowników tymczasowych wynosiła 9,30 zł za godzinę. W porównaniu z październikiem 2008 r. zanotowano wzrost o 2,1 proc. W tym samym okresie przeciętne wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło jedynie o 1,6 proc. Przy takich stawkach - pracując 40 godzin tygodniowo - wyciągnąć można około 1,5 tys. brutto miesięcznie.

Marzący o pracy dorywczej pracownik powinien dobrze się zastanowić. Pensja na koncie co miesiąc w ustalonej wysokości, możliwość sięgnięcia po kredyt na mieszkanie, czy regulowany prawem urlop to rzeczy, o których działający na własny rachunek mogą tylko pomarzyć. Być może nie warto z nich rezygnować w imię niepewnej przyjemności wysypiania się każdego dnia i wysokich stawek godzinowych. To, co dla jednego jest złotym marzeniem, dla innego bywa sporym ciężarem.



  • 4 komentarze
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy