Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Renata, 31 lat, były pracownik korporacji z siedzibą w Warszawie. Z pięcioletnim stażem. Szczupła brunetka. Mężatka od sześciu lat. Od dwóch - właścicielka mieszkania i kredytu hipotecznego na 30 lat. Lubi podróżować, chodzić do kina i żeglować po Mazurach. Swoją pracę też lubiła, spędzała w niej 10-12 godzin na dobę, często sześć razy w tygodniu ("przecież zawsze było coś do zrobienia").
Kalina, 25 lat, świeżo upieczona absolwentka jednego z najbardziej prestiżowych kierunków na Uniwersytecie Jagiellońskim. Pochodzi z Rzeszowa, w Krakowie mieszka od dwóch lat. Lubi, kiedy coś się dzieje, ceni swobodę działania i niezależność, szczególnie finansową.
Marta, 28 lat, z Krakowa. Do wiosny
asystentka dyrektora w jednym z krakowskich centrów usługowych. W wolnych chwilach zajmuje się wolontariatem - pomaga w zbiórkach pieniędzy dla chorych dzieci. Od wiosny 2009 r. mogła poświęcać na tę działalność cały swój czas - została bez pracy i wypłaty za ostatnie miesiące.
Łukasz, 35 lat, z Kętrzyna na Mazurach. Stolarz, do lipca zatrudniony w dużej fabryce mebli. Z narzeczoną i domem do remontu, którego nie może zakończyć. Na hobby nie ma czasu ani pieniędzy. Każdą wolną chwilę spędza na przeglądaniu ofert pracy.
Godzina zero Renata: To był styczniowy poniedziałek, początek tygodnia, dużo zaległości i planów na najbliższe dni. W południe szef poprosił mnie do gabinetu. Pół godziny później byłam bez pracy, chociaż wcześniej dostałam całkiem niezłą ocenę swoich dokonań. I chociaż w mojej firmie program zwolnień grupowych został ogłoszony kilka tygodni wcześniej, nigdy bym nie pomyślała, że dotknie także mnie.
Kalina: Moje zwolnienie było nietypowe. Pracowałam od kilku miesięcy w jednym z krakowskich wydawnictw. Nowy projekt, więc pracy poświęcałam po kilkanaście godzin na dobę. Pewnego dnia w drzwiach mojego mieszkania pojawił się szef. Pracowałam wtedy z domu, bo byłam przeziębiona. Oznajmił, że musi mnie zwolnić, bo są cięcia w związku z trudną sytuacją w firmie. Poczułam, jak uginają się pode mną kolana, bo kiedy zdecydowałam się na pracę, z której właśnie mnie zwalniano, zrezygnowałam z innej, mniej opłacalnej, ale bezpieczniejszej.
Marta: Mój przełożony może być przykładem na to, jak nie postępować z pracownikiem. W kwietniu kończyła mi się roczna umowa, po której miałam dostać etat na czas nieokreślony. Jeszcze dwa tygodnie przed godziną zero szef zapewniał, że umowę przedłuży. Kiedy stara się skończyła, a nowej kadry nie przysłały, poszłam zapytać, co z moją posadą. Usłyszałam, że od dwóch dni już nie pracuję, więc szef nie wie, co ja tu jeszcze robię. Druga wiadomość była taka, że nie dostanę pensji za ostatni miesiąc, bo firma ma kłopoty finansowe.
Łukasz: U mnie wszystko poszło szybko. Zebranie zarządu z pracownikami i lista tych, którzy zostaną zwolnieni grupowo. Trzy miesiące wypowiedzenia, równowartość trzech wypłat jako odprawa i koniec. To były najbardziej niepewne wakacje w moim życiu.
W poszukiwaniu... Renata: Pierwszy tydzień był koszmarem. Wstawałam w południe, włóczyłam się po mieszkaniu, które przez 30 lat będziemy z mężem spłacać, i zastanawiałam się, jak to mogło mnie spotkać. Spałam, jadłam i zaglądałam na konto, licząc, jak uda nam się przeżyć z jednej pensji. Po dwóch tygodniach zaczęłam przeglądać oferty. Zapisałam się na jakieś szkolenie, które firma organizowała dla zwolnionych. Nauczyłam się obsługi kilku programów komputerowych. Porozsyłałam kilkadziesiąt CV.
Kalina: Szok pozwolnieniowy? Nie miałam. Często zmieniałam pracę, więc już następnego dnia odnowiłam kontakty z byłym pracodawcą i znajomymi, którzy wcześniej wspominali o jakichś ofertach. U byłego szefa w ciągu tygodnia załapałam się na fuchy. Kokosów nie było, ale wystarczyło na mieszkanie i rachunki. Po miesiącu znajoma zaoferowała współpracę z zagranicznym serwisem internetowym.
Marta: Przez miesiąc dopominałam się o zaległą wypłatę. Dopiero groźba, że pójdę do sądu pracy, przekonała szefa do wypłaty ponad 3 tys. zł na moje konto. To był jeden z najtrudniejszych miesięcy w moim dotychczasowym zawodowym życiu. Wolontariat, którym zajmuję się od studiów, pomógł mi przetrwać i nie myśleć o przyszłości. Przez kolejne trzy miesiące, żeby mieć za co opłacić rachunki, rozdawałam ulotki, byłam hostessą, telefonistką.
Łukasz: Trzy miesiące wypowiedzenia przepracowałem, mając złudną nadzieję, że jak będę pracował, to zwolnienie okaże się pomyłką, albo firma stanie szybko na nogi i nie będę musiał odchodzić. Nic takiego się nie stało. W październiku zapisałem się w urzędzie pracy po zasiłek. Kiedy odebrałem go po raz pierwszy, poczułem się bezradny. Zdecydowaliśmy z narzeczoną, że planowanego na grudzień ślubu nie będzie. Tym bardziej że z jej pensji jako sprzedawcy w sklepie z alkoholami nie wystarczyłoby na wspólne przeżycie miesiąca.
Życie po zwolnieniu Renata: Dwa miesiące zajęło mi szukanie nowego zajęcia. Załapałam się na posadę przy unijnym programie. Kilka firm zaproponowało mi współpracę. Po pięciu latach w korporacji zostałam freelancerem. Zarabiam dziś dwa razy tyle co przed rokiem, pracując kilka godzin dziennie mniej i wykonując cztery różne prace. Mniej stresu, więcej różnorodności i wyzwań.
Kalina: Z tym serwisem współpracowałam pół roku. W tym czasie pojawiło się kilka zleceń i jedna propozycja stałej pracy w wydawnictwie internetowym. Młoda firma, również księgarnia, szukała menedżera, a że wcześniej współpracowałam z jej szefem, wiedział, jak wykonuję swoje obowiązki, i uznał, że będę dobrą osobą na stanowisku menedżera. W sumie zarabiam dużo więcej niż przed zwolnieniem. Ale są minusy - praca po kilkanaście godzin dziennie, często w weekendy.
Marta: We wrześniu dostałam etat w jednej z organizacji pozarządowych zajmujących się m.in. wolontariatem. Pensja mniejsza niż na poprzednim stanowisku, ale, jak to mówią znajomi, w obecnych czasach trudno wybrzydzać. Poza tym łączę swoją pasję z zarabianiem.
Łukasz: Do kilkuset złotych zasiłku dorabiam na czarno. Przez dwa dni w tygodniu zastępuję kolegę, który jeździ taksówką. Od miesiąca pomagam znajomemu w budowie domu. Wyciągam jakiś 1 tys. zł. I cały czas szukam ofert pracy. Na razie, zimą, jest kiepsko.