Psychotesty - sprawdź, czy łatwo poddajesz się stresowi
Pani Elżbieta Siejek pracowała w spółce Przewozy Regionalne - Zakładzie Przewozów Regionalnych w Krakowie 32 lata. Ostatnio na stanowisku naczelnika działu gospodarki materiałowej i zaopatrzenia. Kiedy skończyła 55 lat, czyli uzyskała kolejowy przywilej przejścia na emeryturę, okazała się niepotrzebna firmie. Okazało się, że firma Przewozy Regionalne od zawsze stosowała taką taktykę: jeśli tylko pracownik nabywał prawo emerytalne (kobieta - 55 lat, mężczyzna - 60 lat), od razu wręczano mu wypowiedzenie. Oto historia pani Elżbiety.
W marcu 2007 r. skończyła 55 lat. Czuła się potrzebna, chciała kontynuować karierę zawodową. Była nagradzana. Nawet przed sądem pracy pracodawca wydał jej opinię wzorowego pracownika. A przede wszystkim jej emerytura po obliczeniu stanowiłaby 50 proc. jej wynagrodzenia. - Miałam świadomość łamania praw pracowniczych poprzez wymuszanie odejść. Służby pracownicze w jednostkach wykonawczych Przewozów Regionalnych (znajdujących się na obszarze całego kraju) z ogromną gorliwością realizowały ten wymóg centrali spółki. W Krakowie także.
Władze spółki coraz to przesyłały do zakładów regionalnych przypomnienia: "Nabycie uprawnień emerytalnych przez pracowników jest wystarczającym warunkiem do rozwiązania umowy o pracę, a w przypadku gdy brak zgody pracownika na porozumienie stron, jest obowiązek wypowiadania z nimi umów o pracę". To zamykało pracownikowi drogę do roszczeń sądowych. Dlatego tak chętnie te umowy zawierano. - Te pseudoporozumienia były jedyną szansą na wydłużoną pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego. Zagrożony pracownik obowiązany był z własnej inicjatywy napisać prośbę do dyrektora, podając datę rozwiązania stosunku pracy. Na podstawie takiego pisma kadry już legalnie w świetle prawa sporządzały decyzje o rozwiązaniu umowy o pracę w trybie porozumienia stron - opowiada Elżbieta Siejek.
Postanowiła się bronić przed przymusowym przejściem na emeryturę. 31 stycznia 2007 r. zwróciła się do dyrektora zakładu z prośbą o umożliwienie jej dalszej pracy po 55. urodzinach. Nie podała jednak żadnego terminu, w którym chciałaby zakończyć pracę. - Cztery dni po urodzinach dostarczono mi decyzję o takiej treści - cytuję: ,,Uwzględniając Pani wniosek z 31.01.2007 oraz otrzymaną z Centrali Spółki zgodę, wobec uzyskania przez Panią prawa do
emerytury kolejowej z dniem 30.09.2007 rozwiązuję z Panią umowę o pracę na mocy porozumienia stron" - wyjaśnia pani Elżbieta. - Nawet podstawa prawna była niewłaściwa. Niezgodna z treścią decyzji. - Wpisałam datę i złożyłam podpis. Zrobiłam tak, bo bałam się wypowiedzenia. Jednak w lipcu zwróciłam się o anulowanie decyzji i zaczęłam walczyć o przedłużanie kolejnych okresów, w których będę mogła pracować. Nawet dwa razy jeździłam w tej sprawie do prezesa spółki Warszawie.
To przedłużanie udawało się do końca czerwca 2008 r. - 2 czerwca 2008
dyrektor pionu pracowniczego poinformował mnie - cytuje Siejek: ,,że p. prezes po uwzględnieniu stanowiska Dyrektora Zakładu w zakresie sytuacji zatrudnionej w zakładzie uznał, że nie występują okoliczności uzasadniające zmianę zawartego porozumienia o rozwiązaniu umowy o pracę i podjął decyzję o jej utrzymaniu". Przewozy Regionalne stale podkreślały, że wyraziłam zgodę na rozwiązanie umowy o pracę. A to nie jest prawda, ponieważ nigdy nie chciałam odejść z pracy i żyć z marnej emerytury. Moje stanowisko nie zostało zlikwidowane - irytuje się pani Elżbieta.
Potem naczelniczka rozpoczęła walkę o swoje prawa przed sądami. - 10 czerwca 2008 r. składam pozew w Sądzie Rejonowym dla Krakowa Nowej Huty o ustalenie istnienia stosunku pracy po 30 czerwca 2008 r. - opowiada kobieta. - A firma w sądzie przedstawia pismo centrali spółki, biura spraw pracowniczych ,,o obowiązku rozwiązywania umów o pracę z nabywającymi prawa do emerytury". Zeznająca kadrowa zapytana przez sędziego, jaki byłby mój los, gdybym nie dostarczyła tego pierwszego pisma z 31 stycznia 2007 r., odpowiedziała, że wręczono by mi wypowiedzenie. Mimo przyznania się przez spółkę do dyskryminacyjnych praktyk, przegrałam.
Sąd uznał, że doszło do rozwiązania stosunku pracy. Apelacje podtrzymały tę decyzję. Pani Elżbieta nie rezygnuje z walki o swoje prawa i składa kasację do Sądu Najwyższego. W listopadzie 2009 r. uchyla on zaskarżony wyrok "w zakresie odnoszącym się do żądania ustalenia istnienia stosunku pracy po 30.06.2008 i przekazuje sprawę sądowi okręgowemu do ponownego rozpoznania". - Jestem wzruszona i szczęśliwa, że sędziom Sądu Najwyższego zarówno przyjmującym do rozpatrzenia, jak i oceniającym skargę kasacyjną nie umknął żaden ważny szczegół, wszystko, co miało znaczenie, zostało zauważone, przeanalizowane - cieszy się pani Elżbieta. - Nie wiem, skąd we mnie tyle determinacji. Udało mi przeciwstawić tej działającej latami, zmasowanej machinie, zdawałoby się nie do zatrzymania. Przecież zmuszając nas do przejścia na emeryturę, pozbawia się nas prawa do samodecydowania, odziera z godności, skazując na finansową wegetację - dodaje pani Elżbieta.
I podkreśla, że bardzo pomogli jej pracownicy Inspekcji Pracy z Krakowa. "Gazeta" zapytała firmę Przewozy Regionalne, czy firma nadal stosuje przepisy zmuszające pracowników do odchodzenia na emerytury. Piotr Olszewski, rzecznik prasowy spółki, odpisał nam: "W relacjach pracodawca - pracownik Przewozy Regionalne stosują przepisy kodeksu pracy".
Uważasz, że powinniśmy o czymś napisać? Chciałbyś podzielić się ciekawą historią? Napisz do redakcji GazetaPraca.pl na adres gazeta.praca@gazeta.pl w tytule maila wpisując "Kontakt".