Kalkulator wynagrodzeń - sprawdź wysokość swoich zarobków
Siedziba firmy Guarana Communications w Katowicach. Każdego dnia
dyrektor Tomasz Pietrzak otrzymuje dwa, trzy e-maile z życiorysami. Czasami ma ponad 20 aplikacji tygodniowo. Zdaniem Pietrzaka są to jeszcze efekty poprzednich rekrutacji. - Ludzie myślą, że cały czas będziemy szukać osób do pracy. Jeżeli nikogo nie potrzebujemy, wszystkie CV lądują w koszu - mówi.
Od pewnego czasu firma zmieniła sposób rekrutacji. Nie obnosi się z informacją, że szuka fachowca na dane stanowisko czy powiększa zespół. - Nie chcemy, by zablokowano nam skrzynkę, a do biura zaczęły się pielgrzymki. Wolimy szukać na własną rękę, bawić się w "heandunterów" - przekonuje dyrektor Pietrzak.
Jeszcze do niedawna w warszawskich autobusach można było zauważyć ogłoszenia o naborze do pracy. Zdaniem Sławomira Ślubowskiego z Miejskich Zakładów Autobusowych był to bardzo dobry środek komunikacji, gdyż ogłoszenia te trafiały do bardzo dużej liczby naszych potencjalnych pracowników. Dziś takie ogłoszenia są tylko na stronie internetowej MZA. - Zależy nam na tym, by mieć kierowców oddanych pracy i dobrych w tym, co robią - mówi Ślubowski. - Chcemy, by ci ludzie nie tylko dobrze jeździli, ale też umieli się zachować wobec pasażerów - stąd nasza dość ostra selekcja. Jeśli stwierdzamy, że pracownik nie potrafi zachować się wobec naszych podróżnych - trudno, lepiej niech odejdzie, niż ma przynosić nam ujmę i denerwować ludzi - przekonuje. Do siedziby stołecznej spółki przychodzą zainteresowani pracą i mówią, że znaleźli informację na stronie WWW. Większość zostaje już na stałe.
Z kolei w sopockiej firmie Atena Usługi Informatyczne i Finansowe rekrutację pracowników na stanowiska specjalistyczne zaczyna się od poszukiwań pocztą pantoflową. - To bardzo dobra i skuteczna metoda. Wysyłamy e-maila do naszych pracowników. Pytamy, czy znają kogoś, kto by się nadawał na dane stanowisko najczęściej programisty lub innego specjalisty branży
IT. Ta metoda się sprawdza, bo dobry specjalista zawsze znajdzie dobrego specjalistę - mówi Natalia Lewandowska, dyrektor personalny firmy Atena. Zadowolona z szybkiej rekrutacji jest nie tylko firma, ale też pracownik, który przyprowadzi najlepszego kandydata. Otrzymuje za to specjalną nagrodę. Jeśli poszukiwania nie przynoszą rezultatu, informacja o rekrutacji pojawia się na stronie internetowej firmy, a czasami spółka korzysta z pomocy jednego z portali zajmujących się rekrutacją.
Z zasypywaniem skrzynek e-mailowych w firmach zaczęliśmy mieć do czynienia wraz z nadejściem kryzysu. Od grudnia 2008 r. kto żyw wysyłał CV, nawet gdy nie tracił pracy. Robił to, bo być może straci pracę. Wystarczyło jedno ogłoszenie w prasie o przyjęciu do pracy, a przed drzwiami firmy ustawiały się długie kolejki chętnych, a telefon dzwonił non stop. Rekruterzy zamiast się cieszyć, mieli powody do zmartwień. Setki czy tysiące podań na długie miesiące paraliżowały prace działów kadr.
Na stronach internetowych firm w zakładkach "kariera" lub "praca u nas" jest wiele ogłoszeń. Dzwonimy. Większość firm nie zamieściła ogłoszenia nigdzie poza własną stroną. - Niech pan nie wymienia nazwy naszej firmy - z taką nietypową prośbą zwraca się do mnie pracownik działu HR firmy logistycznej. - W zeszłym roku daliśmy jedno ogłoszenie o rekrutacji i przez miesiąc otrzymywaliśmy listy i e-maile od zainteresowanych osób. Ponad tysiąc życiorysów. Przez kilka tygodni cały nasz dział tylko wertował każde CV. Aby podołać rekrutacji, musieliśmy brać kolejne życiorysy do domu - narzeka pracownik.
Po trzech miesiącach poszukiwań firma wytypowała trzy osoby na dane stanowisko. Po rozmowach kwalifikacyjnych okazało się, że kandydaci chcieli tylko rozeznać się w swoich możliwościach na rynku pracy.
Z kolei Dominik Matuzewicz, ekspert z serwisu rekrutacyjnego Monsterpolska.pl uważa, że cicha rekrutacji dotyczy przede wszystkim firm, które rekrutują na pojedyncze stanowiska. - Rynek pracy jest w takim momencie, że dużo wykwalifikowanych osób rozgląda się za pracą. Jedni stracili pracę, inni sami odeszli ze względu na kryzys i teraz aplikują na wiele stanowisk. Wiele też zależy od strategii danej firmy. Nie każda chce, by konkurencja znała jej każdy ruch i wiedziała, że zaczęła teraz rekrutację - mówi.