Uznany brytyjski dziennikarz, Donal MacIntyre od lat zajmuje się historią przestępczości i dociekaniem, dlaczego gangsterzy ciągle burzą porządek w mieście. Jak dotrzeć do największych zbrodniarzy? - No cóż, to nie jest takie łatwe. Przede wszystkim muszę być dla nich wiarygodny. Na samym początku zapewniam, że nie chcę donieść o ich działaniach, chcę po prostu poznać ich historię. Jednak cały czas trzeba być bardzo czujnym, nigdy do końca nie wiem, jakie niebezpieczeństwa mi grożą... Oni wszyscy mają broń i zazwyczaj nie wahają się jej użyć, jeśli tylko sytuacja, w ich mniemaniu oczywiście, wymyka się spod kontroli.
Byle było niebezpiecznie Takie spotkania oko w oko z bandytą są zawsze bardzo groźne. Jednym z największych zagrożeń była dla Donala rozmowa, którą przeprowadził w Pradze z rumuńskimi handlarzami żywym towarem. - Ci ludzie praktycznie całe życie nie robią nic innego, jak tylko wyszukują ładne kobiety, najchętniej wśród młodych, zagranicznych turystek, aby potem sprzedać je do domów publicznych w całej Europie! Przeżyłem niesamowite emocje związane z tym wywiadem. W umówionym wcześniej miejscu czekała na nas taksówka,
kierowca był uzbrojony po same zęby. W pewnym momencie wyjął broń i tak naprawdę tylko czekałem na moment, kiedy rumuńscy gangsterzy zrobią to samo! Musiałem siłą opanowywać dreszcze przechodzące przez całe ciało i starałem się nie okazać paniki, jaka mnie ogarnęła. Przecież nie jestem żołnierzem, tylko zwykłym dziennikarzem, nawet nie znam żadnej sztuki walki.
Na szczęście tamtą sytuację udało się opanować i Donal uzyskał bardzo cenne informacje o przestępczym, praskim podziemiu. W swojej karierze napotykał potem na dziesiątki takich sytuacji, często jednak wspomina tę historię. - Z pewnością był to największy przełom w mojej dotychczasowej karierze. Od tej pory bardziej uważam, ale też z drugiej strony wiem, że z każdej sytuacji można wyjść cało, jeśli zachowa się spokój i opanuje czarne myśli.
Donal ma świadomość, że dziennikarstwo śledcze to działanie trochę na granicy prawa. Często napotykał na opór ze strony władz, które nie do końca pochwalały jego działania - samodzielne kontakty z przestępcami. Gdyby w czasie takich rozmów coś mu się stało, mogłyby z tego wyniknąć prawdziwe kłopoty. - Ja i moi koledzy raczej staramy się unikać oficjalnych kontaktów z władzą. Najczęściej przyjeżdżamy do obcego miasta jako zwykli turyści i nie informujemy służb specjalnych o naszych posunięciach. Najbardziej bałem się w Pradze, ale to dlatego, że handel żywym towarem jest najbardziej lukratywnym przestępczym zajęciem w Czechach... Wielu ludzi zrobiłoby wszystko, aby ich działania nie wyszły na jaw. Poza tym czasem zdarzało nam się pracować pod czujnym okiem policji, ale wtedy bardziej boję się o siebie, czy nie widać po mnie stresu i napięcia.
Okup za sąsiada Według większości dziennikarzy śledczych najbardziej niebezpiecznym miejscem do rozmów z przestępcami jest Meksyk. To jedyne miasto, gdzie większość dziennikarzy pracuje pod eskortą policji. Poziom przestępczości jest tak wysoki, że zwykli ludzie boją się wychodzić na ulicę, a na każdym kroku może czyhać uzbrojony przestępca. - Dochodzi do sytuacji, w której sąsiad porywa sąsiada i próbuje wyłudzić okup w minimalnej dla nas, Europejczyków, wysokości. Często chodzi o kwoty rzędu 100-200 dolarów, której potrzebują, aby zapłacić za mieszkanie czy jedzenie. Tutaj zbrodnie rodzą się z prawdziwej desperacji - jeśli porwane zostaje dziecko biednej rodziny, a rodzice nie mają pieniędzy na okup, wtedy gangi mszczą się okrutnie. W najlepszym wypadku dziecko zostaje zarażone jakąś groźną chorobą, np. wirusem HIV, ale często też zdarza się, że jest mordowane, a jego zwłoki są podrzucane pod dom rodziny. Takie przerażające historie zdarzają się codziennie i naprawdę trzeba mieć silne nerwy, aby wytrzymać presję towarzyszącą spotkaniom z przestępcami, którzy nie mają żadnych zasad moralnych. Podróżowałem po całym świecie, widziałem mnóstwo biedy w Afryce, ale nigdzie, naprawdę nigdzie nie dochodzi do tak tragicznych wydarzeń, jak w Meksyku. To naprawdę śmiertelnie niebezpieczne miejsce!
Jeśli kogoś naprawdę interesuje taka praca, powinien pamiętać, że życie prywatne dziennikarza śledczego jest pełne niebezpieczeństw grożących nie tylko jemu samemu, ale i jego rodzinie. Często słyszymy przecież o podpaleniu domów czy samochodów znanych dziennikarzy, którzy narazili się bossom mafii. Donal ma dwójkę dzieci i jest żonaty, musi o tym pamiętać przy każdej akcji. - Mam jeszcze trudniej, niż większość dziennikarzy, ponieważ prowadzę również program w telewizji i wielu, naprawdę wielu osobom mogę się narazić. Wielokrotnie znajdowałem w skrzynce groźby porwania moich dzieci. 10 lat temu chuligani pobili mnie i moją żonę, na szczęście nie było to nic poważnego. Na pewno kłopotliwe są przeprowadzki, w ciągu ostatnich 12 lat 50 razy zmieniałem miejsce pobytu. Kiedy byłem singlem, nie było to problemem, teraz dzieci i żona nie są zbytnio zadowolone...
Jakie jeszcze zagrożenia czekają na dziennikarzy śledczych i na czym polega istota ich pracy, zobaczysz w programie Ciemna strona miasta w każdy poniedziałek o godz. 23:30 na kanale Discovery Channel.