"Szefie, należy mi się podwyżka" - Czy Twój szef wie, czego oczekujesz?
Każdą terapię psycholog zaczyna od diagnozy problemu i szczerej, długiej rozmowy z pacjentem. Dobry specjalista ma zawsze świadomość, że ciężar odpowiedzialności za powodzenie terapii musi być "przerzucony" na stronę chorego - jeśli z jego strony nie ma woli rozwiązania wewnętrznego problemu, nawet najlepszy psycholog nie dokona cudu i nie wyzwoli pacjenta od jego groźnej pasji, ani nie wykryje przyczyny jego zaburzeń.
Ludzie z takimi przypadłościami często próbują poradzić sobie samodzielnie, bo ujawnianie wstydliwych schorzeń nie jest prostą sprawą. Co jednak zrobić, kiedy zaburzenie wymyka się spod kontroli?
Zbieracze czy kolekcjonerzy? Nałogowi zbieracze odczuwają niepohamowaną chęć gromadzenia przedmiotów, które przez większość ludzi uznawane są za bezużyteczne i niepotrzebne. Takie "skarby" to zarówno osobiste rzeczy samych kolekcjonerów, z którymi zwyczajnie nie potrafią się rozstać, jak również przedmioty wyciągnięte ze śmietników czy wyszukane na pchlich targach i garażowych wyprzedażach. Zdobycze wypatrzone w taki sposób zapełniają cały dom zbieracza - wpychane są do szafek, zostawiane na stołach czy blatach, a potem - z braku wolnego miejsca - po prostu składowane na podłodze.
W mieszkaniu typowego nałogowego kolekcjonera skorzystanie z prysznica czy toalety jest czynnością w zasadzie niemożliwą. Z każdym znaleziskiem zbieracz związany jest emocjonalnie, więc niezwykle ciężko mu się z nim rozstać. Jak nietrudno się domyślić, wszystko to niezwykle destrukcyjnie wpływa na życie towarzyskie kolekcjonerów, zazwyczaj odbywa się też kosztem najbliższej rodziny. - Posiadane przedmioty mają dla zbieracza szczególne znaczenie, na przykład uzbierana przez 20 lat kolekcja porcelanowych słoni jest czasem więcej warta dla zbieracza niż własny dom, a nierzadko i rodzina. Z jednej strony bowiem kolekcja ta jest dowodem wielu lat emocjonalnego zaangażowania zbieracza, z drugiej - sposobem na radzenie sobie na przykład z niezdiagnozowaną depresją. W takim wypadku owe słonie zapełniają nie tylko przestrzeń w domu kolekcjonera, ale też wypełniają wewnętrzną pustkę - po czymś lub po kimś. Zbieractwo może też być sposobem na podwyższenie własnej wartości. Dzięki poczuciu, że gromadzi się coś cennego, można w końcu choć przez chwilę poczuć, że samemu też jest się cennym. Niezależnie jednak od przyczyny, osoby dotknięte tym zaburzeniem powinny poszukać pomocy u specjalisty, gdyż jest to choroba, którą należy leczyć - twierdzi Joanna Smolińska, psycholog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej.
Pacjentka, bo bardzo często na zbieractwo zapadają kobiety, wygląda jak zwykła pani domu i na pierwszy rzut oka nic nie wskazuje, że jest chora. Jednak wejście do jej domu to już prawdziwy problem. Dobrze, że w końcu większość pacjentek decyduje się na leczenie - w domu mieszkają nie tylko one, ale często ich dzieci ze swymi córeczkami czy synkami. Kiedy zdesperowane córki stawiają matkom ultimatum, że dalej nie będą tolerować takiego stanu rzeczy, chore zgłaszają się na terapię. Nie trzeba chyba wspominać, że tony odpadków wyciągniętych ze śmietnika stwarzają olbrzymie zagrożenie dla zdrowia i bezpieczeństwa malucha...
Ukryta prawda seksualna No cóż, chorobliwe zbieractwo to poważny problem, ale naprawdę zawstydzające przypadłości pozostają w ukryciu przez wiele lat, zanim ludzie zdecydują się o nich opowiedzieć. Do takich zaburzeń należą wszelkie problemy seksualne. Jak zazwyczaj wygląda schemat zachowania pacjenta z takimi zaburzeniami?
Jeśli młoda kobieta ma ogromny problem seksualny, najczęściej wstydzi się o tym mówić. Najtrudniejsze chwile przeżywają pacjentki, cierpiące na zaburzenie przetrwałego pobudzenia genitalnego. Taka kobieta wierzy, że kiedyś ten koszmar się skończy, jednak tak się nie dzieje. Naprawdę trudno sobie wyobrazić, jak bardzo krępująca jest to sytuacja: mimo obiektywnie zupełnie obojętnych seksualnie okoliczności i bodźców, kobieta nagle zaczyna odczuwać pożądanie i mrowienie w obrębie genitaliów. Atak choroby może nastąpić w dowolnym miejscu oraz czasie, bez wcześniejszych sygnałów. Kobieta musi się ukrywać przed kolegami ze szkoły czy pracy, aby nie zauważyli dziwnych objawów. Po kilku latach, kiedy zaczynają ją już przerastać setki krępujących komentarzy i wyzwisk, najczęściej zamyka się w sobie - przestaje wychodzić z domu. Wtedy, jeśli rodzina zauważy problem, pacjentka trafia do gabinetu psychologa.
Terapeuta musi na początku podjąć się najtrudniejszego zadania: bardzo długo rozmawia z pacjentką, aby przełamać jej wstyd i wydobyć jak najwięcej szczegółów dotyczących jej seksualnych problemów. Potem należy przekonać kobietę, że można pokonać chorobę i dalej prowadzić normalne życie. Nie są to jednak łatwe przypadki, dlatego terapeuta powinien mieć duże doświadczenie w dziedzinie zaburzeń seksualnych. Na szczęście psycholog nie musi cały czas zajmować się tylko aż tak trudnymi przypadkami. Do terapeutów trafiają też pacjenci z mniej groźnymi przypadłościami, na przykład... z obsesją na punkcie własnego psa lub innego domowego zwierzątka.
Zwierzę vs. rodzina Domowe zwierzęta wymagają wielu uczuć i uwagi. Okazuje się jednak, że dla niektórych z nas zwierzęta stają się czymś więcej niż tylko domowymi pupilami. Koty, psy, a nierzadko także i małpy zastępują wielu osobom dzieci lub przyjaciół; zdarza się nawet, że całkowicie przejmują kontrolę nad życiem swoich właścicieli. Ludzie potrafią oddać ulubieńcom własne sypialnie, dzielą z nimi kuchnie oraz łazienki, a także wydają fortunę na wykwintne jedzenie i ubrania słynnych projektantów.
Tacy pacjenci na początku w ogóle nie zdają sobie sprawy z powagi problemu. Zaczynają go dostrzegać dopiero, kiedy odchodzi od nich rodzina lub przyjaciele. Wtedy trafiają do gabinetu, ale początek terapii to ciągłe zaprzeczanie, że problem jest poważny. Najczęściej starają się przekonać psychologa, że to normalne i przyszli na wizytę "dla świętego spokoju", aby udowodnić bliskim, że wszystko jest w porządku.
Terapeuci zajmujący się takimi zaburzeniami wiedzą, że najczęściej przyczyną takiego schorzenia jest nadopiekuńczość bądź po prostu brak własnych dzieci. Często pacjentki wcielają się w rolę "matek" dla swych domowych pupili. Swoje "dzieci" zapisują na konkursy piękności i marzą, aby w przyszłości zaczęły pozować do zdjęć do okolicznościowych kartek i kalendarzy. Wszystko to zapewne nikogo by nie dziwiło, gdyby nie fakt, że chodzi o psy i koty, a nie dzieci. Dla zdeterminowanych pacjentek nie ma to jednak żadnego znaczenia. Nie szczędzą wydatków na swoje pupilki i robią wszystko, by czuły się wyjątkowo - kupują im najlepsze ubrania, karmią wykwintnym jedzeniem, a nawet organizują sesje masażu! W końcu jednak trafiają na terapię, kiedy na przykład dostają ataku szału podczas konkursu psiej mody, gdy okazuje się, że ich pupilka przegrywa wybory na najlepszą psią modelkę. Rola psychologa polega wówczas na tym, aby przywrócić ich życiu właściwe proporcje. Chora musi wiedzieć, że zwierzę nie może być ważniejsze od człowieka. Najłatwiej zacząć terapię od przekonania kobiety, że jej pupil potrzebuje dla własnego dobra więcej swobody, że sprawia mu krzywdę takim traktowaniem. Nie można jednak wzbudzać zbyt wielkiego poczucia winy, aby chora nie zamknęła się w sobie - wówczas terapia trwałaby znacznie dłużej.
Więcej o pracy psychologów, zajmujących się dziwnymi schorzeniami, zobaczysz w programie Wstydliwa prawda w każdy wtorek od 2 marca o godz. 23:30 na kanale Discovery Travel&Living.