Wariograf prawdę ci powie

Marta Piątkowska
2010-03-16, ostatnia aktualizacja 2010-03-16 10:44

Z firmy wyciekły ważne informacje? Masz wrażenie, że pracownicy cię oszukują i powoli tracisz do nich zaufanie? Przestałaś wierzyć w zapewnienia męża o braku kochanki lub przeciwnie, chcesz udowodnić swoją niewinność? Z każdej z tych sytuacji jest wspólne wyjście - badanie wariografem.


Czasy kiedy tego typu maszyny pracowały wyłącznie na użytek policji mamy za sobą, dzisiaj każdy kto poczuje potrzebę, może za zgodą drugiej osoby przeprowadzić na niej test prawdomówności. Wystarczy zgłosić się do firmy, która proponuje takie usługi i zapłacić za badanie średnio 800zł - w przypadku większej liczby sprawdzanych można liczyć na zniżki. Okazji do przeprowadzenia testów jest kilka. Wśród klientów prywatnych przeważają testy dotyczące wierności, kradzieży i ogólnego zaufania. Pracodawcy sięgają po tę metodę w określonych przypadkach, na przykład podczas rekrutacji, kiedy chcą mieć pewność, że pracownik jest człowiekiem uczciwym i można powierzyć mu odpowiedzialne stanowisko. Bywa, że za pomocą wariografu szefowie starają się znaleźć sprawcę kradzieży lub wycieku ważnych informacji z firmy.

Zamiast CV

Z jakiego powodu badanie nie byłoby przeprowadzane, nie cieszy się sympatią ludzi. Kiedy pojawiły się pierwsze wzmianki o wariografach używanych podczas rozmów kwalifikacyjnych, na forach internetowych zawrzało. Potencjalni pracownicy czuli się z góry oskarżeni lub posądzeni o chęć oszukania pracodawcy, równocześnie zażądali przeprowadzenia identycznego badania na przyszłym szefie, sugerując, że byłby to jakiś sposób na zweryfikowanie jego obietnic dotyczących wysokości pensji, rozwoju kariery i rzeczywistego czasu pracy. Joanna Kotzian z firmy HRK uważa, że nie jest to najlepszy sposób rozpoczynania współpracy. - Badanie kandydatów wariografem nie jest standardem w polskich firmach. Jeśli jest stosowane, to na stanowiskach związanych z ochroną mienia i ludzi. Nie jest to też metoda, którą można i warto byłoby upowszechniać. Po pierwsze dlatego, że jest wiele innych profesjonalnych sposobów badania kompetencji i wiarygodności kandydata, np. wywiad kompetencyjny, Assessment Centre, czy sprawdzanie referencji w poprzednich miejscach zatrudnienia. Po drugie zaś, ponieważ podobne badania budzą poważne wątpliwości natury etycznej. Relacja pracodawca-pracownik powinna być budowana na bazie wzajemnego zaufania. Uzależnienie zatrudnienia od konieczności poddania się badaniu wariografem zakłada z góry, że pracodawca nie darzy zaufaniem potencjalnego kandydata. To nie jest dobry punkt wyjścia do budowania lojalności i zaangażowania pracowników.

Innego zdania są szefowie firm, którzy ponieśli znaczne straty finansowe na skutek nieuczciwego działania pracowników. Anna prowadzi małe biuro architektoniczne. Dwa lata temu zatrudniła kobietę na stanowisko architekta krajobrazu, współpraca układała się znakomicie, panie nawet przeniosły znajomość na grunt prywatny. Tym większe zaskoczenie przeżyła, kiedy pracownica poszła niespodziewanie na zwolnienie lekarskie z powodu zagrożonej ciąży, a równolegle z usług firmy zrezygnowało trzech klientów. Prywatne śledztwo wykazało, że zaradna przyszła mama czuła się na tyle dobrze, żeby projektować ogrody na własną rękę. - To doświadczenie kosztowało mnie sporo nerwów i pieniędzy, nie wspominając już o mocno nadszarpniętej wierze w drugiego człowieka. Gdybym mogła się jakoś zabezpieczyć przed taką sytuacją, zrobiłabym to na pewno. Można powiedzieć, że w Polsce sprawa weryfikacji pracowników nie osiągnęła jeszcze krytycznego momentu. Badania "wykrywaczem kłamstw" to nadal rzadkość i nawet wzrost liczby firm korzystających z tego typu usług nie wpływa znacząco na statystyki. Obywatele Francji mają gorzej - tam jednym z etapów rekrutacji jest nie tylko spotkanie z wariografem, ale i test przeprowadzony przez biegłego grafologa, który na podstawie kilku zdań jest gotów powiedzieć o człowieku wszystko.

Czy maszynę można oszukać?

- Badanie nie sprawdza prawdomówności badanego, daje natomiast informację na temat ewentualnego istnienia związku reakcji psychofizjologicznych badanego z treścią zadawanych pytań. Dobrze przeprowadzone badanie może dać pewność trafności wniosków powyżej 95 procent - mówi Grzegorz Drab z firmy Pro-Tom Security. Oznacza to mniej więcej tyle, że kiedy kłamiemy lub mówimy prawdę, w naszym organizmie zachodzi szereg procesów biochemicznych, które zostają skrzętnie odnotowane przez maszynę. Podwyższone tętno, wzmożona potliwość, drżenie rąk, tiki nerwowe, szybszy oddech lub zwyczajny impuls bólu - nic nie umknie igłom wariografu. Na podstawie tych wyników przeprowadzający badanie dokonuje analizy i jest w stanie stwierdzić, kiedy osoba badana kłamała, a kiedy mówiła prawdę.

Wiarygodność tych pomiarów jest często podważana, a ich przeciwnicy za argument koronny podają fakt, że nie są one respektowane w sądzie jako dowód, co nie do końca jest prawdą. Sąd może, ale nie musi uznać badania wariografem za dowód obciążający lub uniewinniający. - Błąd w ocenie wyników badania może popełnić niedoświadczony specjalista. Jeżeli dobrze zna rzemiosło, to oszukać go nie można - mówi Grzegorz Drab. Nieco innego zdania jest Igor Szczupak, były policjant, dzisiaj właściciel firmy Pikes zajmującej się między innymi przeprowadzaniem badań za pomocą wariografu. - Wyszkolone osoby oszukają maszynę. Będą tak sterować swoim organizmem, aby zwiększać reakcje na pytania, które pozwolą wykluczyć je z kręgu podejrzanych. Osoby niewyszkolone, próbując "oszukać" maszynę, tylko bardziej się pogrążą, jeśli, oczywiście, są sprawcami danego zdarzenia. Najczęstszą przyczyną nierozstrzygniętego lub błędnego wyniku badań jest choroba badanego, nadciśnienie, branie leków psychotropowych, narkotyków, leków uspakajających, itp., które w niezamierzony/zamierzony sposób mogą wzmocnić lub osłabić reakcje badanego na zadawane pytania. Informacje na temat przeciwskazań powinny zostać ujawnione w tzw. wywiadzie przedtestowym. Nie można wykluczyć również błędu osoby prowadzącej badania w interpretacji wyników. 98 proc. badanych kłamie na jedno z pytań, choć nie są sprawcami dochodzonego przestępstwa, około 20 proc. badanych to rzeczywiście sprawcy przestępstw, więc w czasie testów kłamią jak z nut odpowiadając na większość pytań. Wiarygodności testów sprzyjają pewne okoliczności. - Im szybciej od zdarzenia będzie przeprowadzone badanie, tym lepiej - twierdzi Igor Szczupak. - Pomaga też zebranie jak największej ilości informacji. Na przykład wiemy co dokładnie skradziono, ile tego było, skąd zniknęło, za pomocą czego to skradziono i w jaki sposób. Mamy dzięki temu odpowiedzi na "7 złotych pytań kryminalistyki", poza ostatnim, kluczowym - kto to zrobił. W literaturze przedmiotu podaje się, że skuteczność znalezienia za pomocą wariografu/poligrafu rzeczywistego sprawcy przestępstwa wynosi 80-90 proc. Zdarza się również, że w grupie wytypowanych osób do badania nie ma faktycznego sprawcy, ale pozostaje informacja, że przebadane osoby są lojalnymi i odpowiedzialnymi pracownikami, na których pracodawca może się oprzeć, np. przy planowanym rozwoju firmy.

Nie istnieje też dokładny scenariusz rozmowy podczas badania. - Rodzaj zadawanych pytań jest uwarunkowany między innymi rodzajem pracy i specyfiką wykonywanych zadań służbowych na określonym stanowisku - informuje Grzegorz Drab. Na początku zadawane są pytania, na które badany nie może lub powinien skłamać, wszystko po to, żeby maszyna wykryła jego reakcje i możliwa była dalsza analiza przez porównanie. Podczas badania padają pytania krótkie, konkretne, na które w większości odpowiada się za pomocą słów "tak" lub "nie". W niektórych przypadkach dla wywołania dodatkowych bodźców badanemu pokazuje się elementy wizualne, na przykład zdjęcie z miejsca zbrodni lub obraz przedmiotu, który zaginął.

Czy to jest legalne?

Ze względu na towarzyszące im kontrowersje, legalność przeprowadzania testów na użytek prywatny lub zawodowy bywa poddawana w wątpliwość. Igor Szczupak przekonuje, że wszystko odbywa się w świetle prawa - Badania przeprowadza się tylko i wyłącznie za zgodą kandydata, w czasie ich trwania potrzebna jest "współpraca" badanego z przeprowadzającym badanie (np. sposób siedzenia podczas testów, udzielanie poprawnych odpowiedzi na pytania startowe, przedstawienie swojej rzeczywistej wiedzy o samym zdarzeniu). Firmy zabezpieczają się w taki sposób, że w momencie przyjęcia do pracy pracownik jest informowany o tym, iż w przypadku kradzieży czy innych zdarzeń może liczyć się z przeprowadzeniem badania z jego udziałem, jednak nikogo do badań nie można zmusić. Udziału w badaniu można odmówić. W 99 proc. przypadków zgadzają się na nie osoby "niewinne", na stu rzeczywistych sprawców przestępstw tylko 20 osób podda się badaniu, reszta zrezygnuje pod byle pretekstem. Jeżeli badanie w firmie dotyczy sprawy kryminalnej, regułą jest, że prowadzący sprawę policjant wie o badaniu i jest niezwłocznie informowany o rezultatach badania.

W Stanach Zjednoczonych, gdzie badania wariografem są zjawiskiem częstszym i mniej kontrowersyjnym, istnieje zapis prawny, który mówi, że odmowa poddania się weryfikacji za pomocą maszyny nie może być powodem do zwolnienia lub szykanowania pracownika. W Polsce o statystycznego Kowalskiego niedawno upomniał się Generalny Inspektor Danych Osobowych apelując do ministerstwa pracy oraz Sejmu i Senatu o całkowity zakaz poddawania pracowników badaniom wariografem. Powodem ma być naruszanie ich sfery prywatnej i przekraczanie granic kompetencji pracodawcy.

Czy w Polsce badania wariografem staną się codziennością i formą udowodnienia niewinności lub winy - tego jeszcze nie wiadomo. Na chwilę obecną zainteresowanych usługą przybywa.

  • 1 komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów