Polka w amerykańskiej armii

Ewa Ziomek
2010-03-23, ostatnia aktualizacja 2010-03-24 09:39

Zero drzemek w ciągu dnia, żadnych ubrań cywilnych, skręty na korytarzach wyłącznie pod kątem prostym, koniecznie z okrzykiem "Go Navy" lub "Beat Army". To tylko wierzchołek góry lodowej, jaką stanowi dla polskiej studentki służba w Akademii Marynarki Wojennej USA.

- Zawsze chciałam robić coś związanego z wodą. Od dziecka pływałam, nurkowałam i żeglowałam. Jestem przywiązana do naszego kraju i chciałam robić coś ciekawego w życiu. Dlatego postanowiłam służyć w Marynarce Wojennej - mówi pchor. Dagmara Broniatowska.

Pani podchorąży ma 21 lat, pochodzi z Warszawy. Jest komunikatywna i medialna. Udzielała już wywiadu telewizyjnego, gdzie można ją było poznać jako uśmiechniętą, uroczą, ale i stonowaną osobę, traktującą poważnie swoją funkcję, czyli służbę w Siłach Zbrojnych.

Nie udało nam się spotkać w Polsce, ponieważ aż do sierpnia przebywa w Annapolis. Zgodziła się jednak na przeprowadzenie rozmowy za pośrednictwem komunikatora internetowego, ale wyłącznie takiego, który jest dozwolony przez jej uczelnię.

Jak się wszystko zaczęło

- Jestem patriotką. Na taką postawę największy wpływ miała moja rodzina, a nie szkoła. To szczególnie zasługa babci, która opowiadała mi historie z czasów wojny. Bardzo mnie fascynowały jej opowieści. Wtedy powstał pomysł na Akademię Marynarki Wojennej. Zostałam powołana do służby w 2007 roku - wspomina studentka.

W Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni studiowała dwa lata na Wydziale Nawigacji i Uzbrojenia Okrętowego. Mimo solidnego przygotowania, aby dostać się na uczelnię amerykańską, musiała ponownie zdać egzamin z matematyki, angielskiego i test sprawnościowy. - Do egzaminu sprawnościowego przygotowywałam się z koleżanką. Ćwiczyłyśmy codziennie. Wiedziałyśmy, co będzie sprawdzane: pompki, podciąganie się na drążku, sprint, bieg na milę, rzut w dal piłką do koszykówki z klęku, brzuszki. Egzamin różnił się od tego do AMW. Był cięższy - wspomina Dagmara Broniatowska. - Musiałam też zdać SAT, czyli amerykański odpowiednik polskiej matury. Najbardziej obawiałam się egzaminu z angielskiego, ale w rezultacie nie poszło mi najgorzej, skoro się dostałam (śmiech). Posiadam certyfikat TOEFL z języka angielskiego.

Dagmara przez dwa lata uczyła się w Gdyni w AMW, jednak ze względu na różnice programowe i brak podobnej specjalizacji, nie mogła zacząć studiów w Ameryce od trzeciego roku. Teraz skłania się ku oceanografii lub fizyce. - W liceum nie interesowałam się fizyką, ale w Gdyni polubiłam ten przedmiot. W przyszłym roku wybiorę również języki, których chcę się uczyć. Mamy chiński, japoński, rosyjski, arabski, francuski, hiszpański, niemiecki. Będę kończyć rosyjski, bo zaliczyłam już dwa lata z tego języka, zdając egzamin na początku pobytu w USNA (United States Naval Academy). I arabski.

Prestiżowa uczelnia

Akademia Marynarki Wojennej Stanów Zjednoczonych w Annapolis jest uczelnią bezpłatną, ale podobnie jak na uczelni w Gdyni, studenci podpisują kontrakt na kilka lat służby po ukończeniu kształcenia. - Po szkole czeka mnie 12 lat służby. To prestiżowa, najlepsza na świecie tego rodzaju szkoła, więc nie miałam wątpliwości, podejmując decyzję o wyjeździe - dodaje pchor. Broniatowska. - Jak w każdym zawodzie są momenty, kiedy ma się już dość, ale jestem bardzo zadowolona z tego, że mogłam tu przyjechać - wyznaje studentka. - To szkoła z tradycjami, wiele tysięcy osób przeszło przez nią i wyrobiło pewne standardy, które funkcjonują. Nasza szkoła w Gdyni stara się, oczywiście, podnosić poziom, ale to wymaga czasu - podsumowuje. - Stosunkowo niewiele osób kończy tę szkołę (USNA - red.). Bardzo łatwo można zostać z niej wyrzuconym, np. za kłamanie (przeprowadzane jest wtedy dochodzenie). Wyznajemy zasadę tzw. zero tolerancji dla narkotyków. Bywa, że jesteśmy budzeni o 5 rano i są nam robione testy na obecność narkotyków. Na pierwszym roku, nawet jeśli ma się 21 lat, nie wolno pić alkoholu, jeżeli komuś się zdarzy i ktoś inny o tym doniesie, to wtedy są restrykcje - wylicza.

Na uczelni studenci korzystają z internetu jedynie przy pracy. Na pierwszym roku nie mogą oglądać telewizji i używać Skype'a, słuchać muzyki, czy oglądać filmów. Wolno im czytać książki. Od godz. 6.30 drzwi do ich pokojów muszą być cały czas otwarte, chyba, że się przebierają. Nie wolno "dotykać" łóżka do godz. 22. To oznacza brak drzemek w ciągu dnia. Na pierwszym i drugim roku nie wolno zakładać żadnych ubrań cywilnych. Na pierwszym roku, poruszając się po miejscu, gdzie mieszkają, muszą skręcać pod kątem prostym. - Musimy krzyczeć przy każdym skręcie "Go Navy" lub "Beat Army", witać każdego "starszoklasistę" - wszystkich z mojej kompanii po nazwisku, a innych per "pan/pani" - dodaje pchor. Broniatowska.

Na uczelni jest około dwudziestu obcokrajowców na 1200 studentów na każdym roku. Przeważają głównie obywatele z Gruzji. Ale są też przedstawiciele takich krajów jak: Gwatemala, RPA, Czarnogóra, Filipiny, Singapur, Tajwan, Tunezja, Liban. - Są różnice kulturowe, ale nie występują religijne, ponieważ panuje kompletna tolerancja wyznaniowa. Mamy kapelanów z każdej religii, nawet buddyzmu. We wrześniu podczas ramadanu, nie było problemu, aby muzułmanie świętowali - wspomina.

Co jeszcze jest tak wyjątkowego w amerykańskiej szkole? - Uczelnia kładzie bardzo duży nacisk na motywowanie, szczególnie do zajęć sprawnościowych. Na koniec semestru każdego z nas czeka egzamin sprawnościowy - jeżeli ktoś go nie zda, musi wstawać codziennie o godz. 5.30 i chodzić na zajęcia dodatkowe (nikt tego nie lubi, jeśli może pospać do szóstej). Dlatego ktoś, kto słabo biega, biegnie za osobą, która szybciej biega i ciągnie go za sobą. Ludzie dbają o innych. Jesteśmy jedną wielką rodziną.

Czas wolny, relacje towarzyskie

- Mieszkam w szkole, ale mam przepustkę w soboty od godz.12 do północy i wtedy mogę iść do przypisanej mi amerykańskiej rodziny i pooglądać telewizję lub posłuchać muzyki albo po prostu pospać - opowiada studentka. - Praktyki odbywają się co roku w wakacje. Jestem w załodze żeglarskiej, więc przez miesiąc mam zawody, potem przez drugi miesiąc idę na flotę. Wtedy jestem przypisana do jakiegoś okrętu i tam pracuję, uczę się życia okrętowego. Kolejny miesiąc jest urlopem. W Polsce wygląda to podobnie, tylko że tam cały rocznik idzie na jeden okręt, bo wiadomo - skala jest dużo mniejsza. Ja miałam około 40 osób na roku, a tu jest ich 1200.

Relacje towarzyskie są szczególne, tak, jak szczególny jest charakter szkoły. - Komunikacja między studentami ma charakter służbowy. Moimi przełożonymi są osoby z ostatniego roku. Sposób rozmawiania czy wydawania poleceń przychodzi ze środowiska. Nie mamy z tego zajęć - opowiada. - Z jednej strony łatwo nawiązać trwałe przyjaźnie, bo jak się z kimś poci i cierpi codziennie, to tworzy się więź, która nie stworzyłaby się w normalnych warunkach. Z drugiej strony jest takie powiedzenie, ze w wojsku nie ma przyjaciół są tylko znajome twarze. Po części jest to prawda - mówi pchor. Broniatowska. - Wstajemy codziennie o godz. 5.30, mamy siedem godzin zajęć dziennie, potem uprawiamy sporty, do swoich pokojów przychodzimy wieczorem, ale najpierw odrabiamy lekcje, bądź uczymy się na następny dzień. Dodatkowo co tydzień jest sprawdzian wiedzy profesjonalnej. W takich warunkach ciężko jest nawiązać trwałe relacje. W Polsce mam przyjaciółki, z którymi cały czas jestem w kontakcie, mimo że wyjechałam. I myślę, że będziemy się przyjaźnić już zawsze.

Za mundurem...obowiązki i przywileje

Nosząc mundur należy dobrze się prowadzić, być schludnym, zachowywać się stosownie do etykiety. - Zdarzają się również przywileje. Szczególnie w Ameryce, ponieważ obywatele tego państwa są dobrze nastawieni do osób w mundurach. Na przykład na lotniskach są specjalne pomieszczenia dla mundurowych czekających na samolot. Można obejrzeć telewizję, czy zjeść przekąskę - opowiada pchor. Broniatowska. - Służba w wojsku nie jest taka straszna, jak się może wydawać. Sama bałam się, że sobie nie poradzę. Oglądając filmy można się przerazić służby w armii, ale w rzeczywistości wszystko można przeżyć. Nawet czasami nie jesteśmy w stanie uwierzyć, do czego jesteśmy zdolni, jak wiele możemy, trzeba po prostu chcieć. To sprawdzian tego, na ile nas stać. Szczególnie, jeśli chodzi o dziewczyny - widać to podczas zajęć sprawnościowych. Wydaje mi się, że jesteśmy silniejsze psychicznie. Ja miałam z tymi zajęciami duże kłopoty, ale poćwiczyłam i przeszłam. W maju ocenią mnie ponownie. To będzie 24-godzinny wysiłek. Pozoracja, działania w terenie, bieganie po lesie non stop. Do tego egzaminu przygotowujemy się przez cały semestr. Nie trzeba się przejmować, pierwszy rok jest najcięższy W Polsce było łatwiej. Tutaj musimy robić wiele rzeczy, które wydają się zbędne, ale będąc na pierwszym roku, nie uniknie się tego - opowiada studentka.

Bonusy służby w armii

Wojsko daje niesamowicie wiele możliwości robienia czegoś innego, niezwyczajnego, takich rzeczy, których nie da się robić na co dzień - poleca pchor. Broniatowska. - W tej szkole można właściwie uprawiać taki sport, jaki się wymyśli. Bogami w szkole są studenci uprawiający football amerykański, ale można również grać w rugby, żeglować. Żeglarstwo związane jest z codziennymi treningami, choć nie wydaje się, jest to męczące. Pływamy codziennie po 3 godziny, ćwiczymy starty, finisz, przepisy. W zamian za to, w lecie ścigamy się na Bermudy, więc nie można narzekać. Dużo jest tutaj takich możliwości, np. studiując oceanografię można się starać o praktyki na Antarktyce albo przy szkoleniu delfinów i fok. Wyjeżdża się wtedy do centrum szkolenia. To są rzeczy, których nie da się robić, studiując na zwykłym uniwersytecie.

Czy studia w amerykańskich Siłach Zbrojnych zmieniły jej nastawienie do Polski i polskiego wojska? - Jestem żołnierzem Wojska Polskiego, tylko uczącym się na zagranicznej uczelni - podkreśla Dagmara Broniatowska. - Z uwagi na wymagania szkoły chodzę w amerykańskim mundurze. Ale to nie oznacza, że jestem w ich Siłach Zbrojnych. Są studenci, którzy przyjeżdżają z Francji bądź z Chile i noszą swoje mundury, ale oni zostają tu na pół roku lub rok, w ramach wymiany studenckiej. Ja studiuję na innych zasadach. Będąc na studiach w Stanach, pozostaję polskim obywatelem, tylko z wizą o wydłużonym terminie.



  • 31 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    27 głosów

  • Polka w amerykańskiej armii mikrobyznesmen 26.03.10, 18:01

    Już był taki jeden z Polski co ukończył West Point. Jak wrócił do polskiejarmii to mu dali pod komendę... pluton czy też kompanię. Oby tej pani lepiejsię powiodło.»

  • Hej- niech mnie kto oświeci -Czy ona łamie prawo? m_16 26.03.10, 19:27

    Studiuje na amerykańskiej uczelni wojskowej? Czy to oznacza że jest członkiem US NAVY? A jeśli nie to czy w inny spsób łamie nasze prawo?Wspomniała o tym że będzie musiała odsłużyć 12 lat »